niedziela, 25 października 2015

Co warto wiedzieć przed wyjazdem do USA #1 - WIZA, JET LAG, PODATKI,NAPIWKI - #littlegreeneyedwusa

Jasper Johns - Flag. MoMA - New York, USA
Witajcie!

Dzisiaj przygotowałam dla Was pierwszy z kilku postów, które chciałabym poświęcić tematyce wyjazdu do USA.
Mam zamiar przygotować podsumowanie wyjazdu w zdjęciach, jak również projekt denko z produktami, które wykończyłam podczas wakacji. W skrócie opowiem o tym jak przygotować się do zakupów w USA. 

Ale przejdźmy już do rad/ciekawostek, o których chciałam Wam opowiedzieć:

1) WIZA TURYSTYCZNA




Jeżeli posiadacie jedynie polskie obywatelstwo, bądź inne, które nie uprawnia do swobodnego wjazdu na teren USA, to nie zapomnijcie odpowiednio wcześniej złożyć podania o wizę.
Dobrze by było, aby wizę załatwić przed zabookowaniem lotu i hotelu, ponieważ może się tak zdarzyć, że niestety nie otrzymacie możliwości przyjazdu do USA.
My złożyliśmy wniosek przez internet około pół roku przed wyjazdem i robiliśmy to w Wielkiej Brytanii, gdzie obecnie mieszkamy. Na spotkanie z konsulem czekaliśmy trzy tygodnie. W Londynie cały proces przebiega szybko i sprawnie:

- złożenie wniosku przez internet - wypełnienie formularza trwa około pół godziny. Musicie być przygotowani na wpisanie swoich danych osobowych oraz paszportowych. Zostaniecie zapytani o miejsce pracy (mile widziana jest praca "na stałe" lub status studenta - chodzi o to, aby wykazać, że nie macie zamiaru zostać nielegalnie w USA, ponieważ macie powód, aby wrócić do swojego kraju). Będzie również kilka pytań o to czy jesteście terrorystami lub czy braliście udział w ludobójstwie, również pada pytanie o to czy macie przeszłość kryminalną. Bądźcie przygotowani, że wszystkie Wasze dane będą zweryfikowane, także w formularzu należy podać prawdę. 

Ogólne informacje o wizach:


Link do formularza na wizę turystyczną w Wielkiej Brytanii - Londyn



- po złożeniu wniosku należy uiścić opłatę, która wynosi $160.
Niestety w przypadku odrzucenia Waszej aplikacji o wizę, ta kwota nie jest zwracana, także musicie liczyć się ze stratą tych pieniędzy, jeśli nie otrzymacie wizy. Warto zatem zastanowić się wcześniej, czy spełniacie wszystkie warunki.

- spotkanie z konsulem. W Londynie na spotkanie czeka się ok. 3 tygodnie. Dostajecie termin z datą i godziną, należy zjawić się na czas, ponieważ może przepaść Wasza aplikacja. Cały proces trwa ok. 3 godziny i rozmowa z Konsulem zajmuje do. 10 min na osobę i odbywa się przy "okienku". W Londynie rozmowa jest w języku angielskim i z tego co pamiętam, nie było możliwości poproszenia o polskiego tłumacza. Jeżeli o wizę stara się małżeństwo, lub cała rodzina, to wszyscy razem możecie być przy tej rozmowie. Nie musicie się niczym denerwować, ponieważ osoba rozmawiająca z Wami jest bardzo miła i chodzi tylko o to, aby zweryfikować Wasze informacje. Już przy tej rozmowie powinniście otrzymać odpowiedź, czy otrzymaliście wizę.
Wtedy też zostaje zabrany Wam paszport w celu wyrobienia wizy.

- odbiór paszportu, jest możliwy po około tygodniu. W Londynie można wybrać przesyłkę do domu i wtedy trzeba zapłacić określoną sumę, ale również jest możliwość odbioru w określonych punktach. Polecam tę opcję, ponieważ jest ona darmowa.


2) HOTEL, LOT I JAK PORADZIĆ SOBIE Z JET LAG

Gdy uzyskamy wizę, można zacząć szukać lotów i hoteli. Najlepiej zrobić to w tym samym czasie. 
Z pomocą przyjdą liczne wyszukiwarki hoteli i lotów, które sortują oferty według cen, dat i lokalizacji.
My korzystaliśmy z trivago.co.uk 
Również loty możecie wyszukać w ten sposób, my korzystaliśmy z aplikacji Skyscanner.

Mam jednak ważną informację dla Was, czasem dobrze konfrotować ceny bezpośrednio ze stroną przewoźnika, ponieważ mogą się one różnić. Dzięki porównaniu stron zawsze znajdziecie najbardziej korzystną dla Was ofertę.

Jeżeli chodzi o zakup lotu, warto się również zastanowić nad wyborem godziny lotu. Lecąc do Nowego Jorku w stosunku do czasu Londyńskiego mamy różnicę pięciu godzin. Wbrew pozorom ma to znaczenie, ponieważ nasza doba z 24 godzin przedłuża się do 29. My zdecydowaliśmy się na lot ok. 16:00. Dzięki temu po prawie ośmiu godzinach, gdy wylądowaliśmy w NYC tam była dopiero 19:00. Podczas lotu nie spaliśmy, była to nadal dobra pora, aby swobodnie dojechać do hotelu, który znajdował się na Manhattanie. Bierzcie również pod uwagę czas dojazdu z lotniska. Gdy dojechaliśmy do hotelu, rozpakowaliśmy się i poszliśmy spać. Byliśmy na tyle zmęczeni, że szybko usnęliśmy, a następnego dnia swobodnie mogliśmy zwiedzać miasto od wczesnych godzin porannych. Uniknęliśmy typowego jet lag. Oczywiście czasem odczuwaliśmy delikatne zmęczenie, ale po ok. trzech dniach wróciliśmy do normalności.

Na linię lotniczą wybraliśmy Virgin Atlantic (Nie jest to post sponsorowany - chociaż ze względu na ceny biletów, nie miałabym nic przeciwko temu ;-) ). W Nowym Jorku pod koniec pobytu zmieniliśmy w ostatniej chwili plan wakacji z Miami na Los Angeles (niestety okazało się, że na Florydzie pogoda będzie cały czas deszczowa, co nie spełniało naszych oczekiwań co do codziennego plażowania). Aby uniknąć lotów przesiadkowych w USA w drodze powrotnej, udało nam się przebookować bilet na lot z Los Angeles do Londynu. Koszt takiej operacji dla dwóch osób wyniósł ok £200. Nie jest to mało, ale jest jeszcze do przeżycia i dobrze wiedzieć, że w razie takiej potrzeby jest taka możliwość. Pamiętajcie jednak, aby jak naszybciej skontaktować się z Waszym przewoźnikiem, ponieważ warunki takiej zmiany są zależne od tego, jakiego przewoźnika wybraliście i ile czasu zostało do lotu. Tym razem nie mieliśmy możliwości dopasowania lotu i wylot był ustalony na 22:00. Co okazało się dobrym rozwiązaniem, ponieważ mogliśmy sobie pozwolić na sen w samolocie. Po około dziesięciu godzinach lotu, w Londynie wylądowaliśmy o 16:00. Biorąc pod uwagę, że nasza doba w drodze powrotnej skróciła się do 16-tu godzin, założyliśmy, że możemy pozwolić sobie maksymalnie na cztery godziny snu podczas podróży, aby ok. Godziny 23:00 móc zasnąć (na drugi dzień poszliśmy do pracy). Ten system całkiem dobrze zadziałał. Mój mąż bardzo dobrze zniósł zmianę stref. Mnie lekki jet lag złapał (o dziwo) dopiero po dwóch dniach. Dwie noce miałam problem z zaśnięciem i budziłam się co godzinę, ale na szczęście było to w trakcie weekendu i potem już wszystko wróciło do normy.

3) KARTA PŁATNICZA



W Stanach większość ludzi posiada karty kredytowe. W większości miejsc można płacić przy pomocy tych kart. Jako, że nie posiadam karty kredytowej, a nie chciałam korzystać z karty mojego obecnego banku (ze względu na dodatkowe koszty operacyjne), zdecydowaliśmy się na kartę przedpłaconą Caxton Fx. Została nam ona polecona przez znajomego, który bardzo często podróżuje. 
Jak to działa? Zakładacie konto i składacie dyspozycje na kartę, która w ciagu ok. dwóch tygodni przychodzi do Was pocztą. Możecie wybrać typ waluty, którą doładowujecie konto. Obsługa karty jest bardzo prosta, ponieważ oprócz doładowywania przez stronę internetową, możecie zrobić to poprzez aplikację, którą ściągnięcie na swój telefon lub tablet. 
Przy płatności wpisujecie PIN lub składacie podpis. Pamiętajcie, aby złożyć podpis na rachunku, ponieważ bez tego transakcja może zostać odrzucona.
Koniecznie zaopatrzcie się w dodatkową gotówkę, ponieważ na miejscu okazało się, że niektóre  kasy fiskalne nie przyjmują innych kart niż kredytowe i będziecie wtedy musieli zapłacić gotówką. Taką sytuację miałam miedzy innymi w Michael Kors w NY na 5th Avenue, w automatach doładowujących katę przejazdową metrem oraz w niektórych restauracjach w NY i LA. Nigdy nie mieliśmy problemu z wybraniem pieniędzy z bankomatu. Piszę o tym ponieważ, uważam, że jest to bardzo istotne.

4) TAX - podatek, czyli ukryty koszt, którego nie zobaczysz na metce.



W Stanach ceny, które widzimy na metkach nie są całkowitą kwotą, która zapłacimy, ponieważ nie ma tam doliczonego podatku. Wysokość podatku zależy od stanu w jakim się znajdujemy, jest to od 4% na Hawajach do 8,75% w Kalifornii. Jest to bardzo irytujące, ponieważ za każdym razem musimy szybko wykalkulować, jaką kwotę w rzeczywistości zapłacimy. Ale warto wiedzieć, że Alaska, Delaware, Montana, New Hampshire i Oregon mają status "raju podatkowego", więc pomyślcie o zakupach w tym miejscu ;-)

6) TIPS - NAPIWKI

Napiwki, to kolejne ciekawe zjawisko w USA. Nazywam to zjawiskiem, bo praktycznie wszędzie możecie zostać poproszeni o "TIPS". Jest to jednak bardzo nachalne, do tego stopnia, że na rachunku w restauracji pod koniec macie wyszczególnione progi procentowe wraz z wyliczeniem napiwku jaki możecie zapłacić w wysokości 18%, 20% i 22%. Dla mnie napiwek ma znaczenie dobrowolnej kwoty jaką mogłabym chcieć zapłacić osobie za zadowalające dla mnie wykonanie usługi. W Europie zazwyczaj płacimy napiwek w restauracji i umownie wynosi on od 10% do 20%.
W USA napiwek występuje na porządku dziennym i każdy daje napiwki oraz je dostaje w różnych sytuacjach. Ja to nazywam dodatkowym ukrytym kosztem. W restauracji kelner ma prawo odmówić obsługi jeśli nie otrzymał od Ciebie napiwku. Dodatkowo jak go nie zapłacisz, to będzie domagał się wyjaśnienia, co zrobił nie tak. W godzinach wieczornych w niektórych miejscach napiwki są doliczane automatycznie do rachunku. Warto też wiedzieć, że gdy płacicie kartą debetową/kredytową, na kwitku, który dostaniecie do podpisania, jest rubryka do wpisania wysokości napiwku. Można tam dopisać kwotę, która zostanie dodatkowo pobrana z waszego konta, ale gdy opłaciliśmy napiwek pieniędzmi, lepiej tę rubrykę przekreślić, alby nikt nie dopisał wam dodatkowej kwoty.
Przykładowa wizyta w restauracji: koszt potraw z menu - $65, podatek w wysokości 8,75% - $5,69 oraz napiwek w wysokości 18% - $12,72. Tym samym nasza kwota początkowa z $65 zwiększa się do $83,40.
W wielu miejscach zobaczycie również specjalne pojemniki z napisem "TIPS". Najdziwniejsza sytuacja, w której poproszono (tak poproszono!) mnie o napiwek, to gdy po zorganizowanej wycieczce z biura turystycznego, pani przewodnik oznajmiła, że zazwyczaj ludzie płacą ok. $5 na każdego obsługującego wycieczkę (a było to sześć osób) od osoby i dodała, że jest to dobra kwota, ponieważ zwykle napiwki są wysokości 18%! Czyli w rzeczywistości oprócz ceny wycieczki, każdy uczestnik powinien zapłacić dodatkowe $30, które były kwotami nieopodatkowanymi. Byłam również świadkiem sytuacji podczas innej wycieczki z zorganizowanym kierowcą busa, który rzucił przy wyjściu do dwójki osób "a może jakiś napiwek dla kierowcy?". Speszeni zaczęli nerwowo grzebać w portfelach i wrzucili ok. $5, być może nie mieli więcej, a kierowca na to odparł ze złością "dobrze dziękuję, nie musicie już szukać, bo te drobniaki i tak nie odmienią mojego życia". Wielokrotnie widziałam widoczne i specjalnie wyeksponowane niezadowolenie ze strony osób, które dostały za mały napiwek.
Kompletnie nie rozumiem takiego zachowania. Być może niektórzy dorabiają sobie napiwkami, ale uważam że taka kwota powinna być dobrowolna i nikt nie ma prawa wymuszać od nas płacenia jej. A co Wy uważacie na ten temat?


W kolejnym poście chciałabym poruszyć temat zwiedzania Nowego Yorku, jedzenia i języka "amerykańskiego". Serdecznie zapraszam do obserwowania mojego bloga, możecie to zrobić klikając na przycisk po prawej stronie "dołącz do tej witryny".
Znajdziecie mnie również na Facebook i Instagram!

Pozdrawiam Was serdecznie!



środa, 7 października 2015

TAG Szczęśliwa skóra - Little green-eyed - moje odpowiedzi


Witajcie!

Dzisiaj mam dla Was post z odpowiedziami na TAG, który od dłuższego czasu krąży po polskim YouTubie. Pytania bardzo dobrze wpisują się w charakter mojego bloga i są dobrym wprowadzeniem, do wpisu o pielęgnacji jesiennej, który niedługo dla Was przygotuję :)

1) Jak najlepiej opisałabyś swoją skórę?

Jak już zapewne wiecie z poprzednich postów, moja cera jest mieszana z tendencją do przetłuszczania w strefie T. Aktualnie przechodzi swój lepszy okres, ale zdarza jej się "zapchać" i wtedy mam spory wysyp niedoskonałości. Najczęściej ma to miejsce po urlopie, czyli po zmianie wody i większej ekspozycji na słońce. Dodatkowo moja cera z czasem stała się wrażliwa i bardziej reaguje na aktywne składniki, przez co muszę uważać na składy w kosmetykach.

2) Jakie są Twoje najlepsze wskazówki na promienistą cerę?

- sen - należę do typu ludzi, którzy uaktywniają się w nocy i niestety, to powoduje, że czasem krótko śpię, wtedy widzę, że moja skóra nie jest tak promienista jak zazwyczaj.

- picie dużej ilości płynów - mam tu na myśli wodę, herbatę zieloną, herbaty ziołowe - picie małej ilości mleka i kawy oraz czarnej herbaty

- witamina C - moja witamina młodości! Stosuję ją za równo w pielęgnacji porannej, jak i wieczornej

- miłość - jeżeli mam obok osobę, która sprawia, że codziennie jestem radosna i szczęśliwa, to chyba nic więcej nie muszę dować :) 

3) Jaki jest najdziwniejszy naturalny składnik, który użyłaś w pielęgnacji?

Śluz ślimaka - hahaha tak naprawdę nałożyłam preparat z tym składnikiem na twarz ;) z tego co pamiętam, to były to próbki koreańskich kremów BB i chyba kremu do pielęgnacji. Niestety ten składnik nie bardzo służy mojej cerze i mam wrażenie, że miałam po nim mały wysyp. Także do pielęgnacji cery mieszanej nie polecam. Chociaż słyszałam, że daje idealne efekty odmładzające... Ja jednak podziękuję ;-)

4) Opisz swoją pielęgnację w 5 słowach.

- SYSTEMATYCZNA
- PRZEMYŚLANA
- SKUTECZNA
- NATURALNA (możliwie jak najwięcej naturalnych składników, chociaż nie zawsze 100%)
- REGENERUJĄCA

5) Podziel się swoją najlepszą wskazówką dotyczącą pielęgnacji skóry.

Zrezygnujcie z kosmetyków z SLS (oraz innymi składnikami kończącymi się na Sulfate), parafiną i innymi niepotrzebnymi chemicznymi dodatkami. Odkąd stosuję bardziej przemyślaną pielęgnację, moja cera wygląda znacznie lepiej i nie zawsze muszę nakładać makeup, gdy chcę się dobrze czuć wśród innych ludzi. Dajcie sobie czas na uspokojenie cery. Moja cera potrzebowała prawie roku, żeby doszła do siebie po wielu nieprzemyślanych akcjach. Im bardziej naturalna i sprawdzona pielęgnacja, tym moja cera wygląda promienniej. Trzymam kciuki za Was, aby Wam rownież udało sie uspokoić swoje problematyczne cery. Przy cerze trądzikowej uważajcie na kosmetyki przeznaczone typowo do takich cer, ponieważ mogą ją bardziej przesuszać, tym samym produkujecie węcej tłuszczu, sebum zapycha pory i koło się zamyka. Tak samo uważajcie na stosowanie antybiotyków, człowiek nie powinien ich przyjmować, jeżeli nie jest to ostatecznością. Zwróćcie uwagę na to co jecie. Jesteśmy tym co jemy, wiec jeżeli żywicie się "śmieciowym" jedzeniem Wasza skóra nie będzie wyglądać dobrze.
Moje największe odkrycie ostatnich miesięcy - olej z dzikiej róży (Rosehip Oil) - cudo!!! Koniecznie wypróbujcie!

6) Co kradnie naturalny blask skóry?

- zanieczyszczenie środowiska - niestety zauważyłam, że odkąd mieszkam w Londynie, stan mojej skóry znacznie się pogorszył i szybciej się zanieczyszcza/"zapycha"

- brak snu - oj bardzo widać, gdy się nie wyśpimy 

- zła dieta - tak jak wcześniej pisałam, zwracajcie uwagę na to co jecie. Pokarmy z pestycydami, hormonami i antybiotykami, zanieczyszczone - to wszystko ma wpływ na to jak wygląda nasza skóra. Również smażone potrawy nie za dobrze działają na naszą cerę. Ja staram się głównie jestść świeże warzywa, gotowane, duszone i pieczone potrawy. Gdy pozwalam sobie na chwilę zapomnienia, od razu widać to na mojej skórze ;-)

- złe kosmetyki - a dokładniej złe składniki w kosmetykach i nieodpowiednio dobrane do rodzaju cery

7) Jakie są Twoje największe obawy dotyczące pielęgnacji, dbania o skórę?

Nie mam jakiś szczególnych obaw dotyczących pielęgnacji, mam wrażenie, że długo będę się cieszyła młodą skórą, bo już teraz o to dbam. Jedyne co mnie przeraża, że mogę zastosować jakiś preparat ze składnikiem, który źle zadziała na moją skórę. Niestety zdarza się, że firmy deklarują się jako naturalne, organiczne, a mimo to pakują do kosmetyku masę chemii. Jestem tylko człowiekiem i mnie również zdarzają się błędy. Niestety już dwukrotnie  przypłaciłam to bardzo poważnym uczuleniem. Świadomość, to najcenniejsza rzecz i z tego powodu zaczęłam pisać tego bloga!

8) Jaki jest Twój podręcznik podstaw pielęgnacji?

Moim podstawowym założeniem jest pielęgnacja wieloetapowa i dostosowana do aktualnych potrzeb skóry.

Staram się również szukać kosmetyków możliwie naturalnych o jak najprostszych składach. 
O każdym etapie mojej obecnej pielęgnacji napiszę Wam w kolejnych postach.

Ważne dla mnie jest dobre oczyszczanie skóry. Zawsze dokładnie zmywam makijaż i gdy tylko jest to możliwe, staram się to robić zaraz po przyjściu do domu.

Ochrona przeciwsłoneczna jest ważna i widzę mniej przebarwień na skórze od czasu, gdy przykładam się do tego sumiennie. Ostatnio przerzuciłam się na filtry naturalne (fizyczne/mineralne) i gdy jest większe słońce, lub mój kosmetyk kolorowy (podkład) nie posiada żadnego filtra, stosuję go jako krem na dzień (John Masters - krem ma w sobie oleje, które wystarczająco pielęgnują moją cerę rano plus filtr naturalny SPF 30)

Zawsze staram się stosować jakiś preparat z witaminą C - chociaż raz dziennie. 

A wszystko ma sens tylko wtedy, gdy robię to sumiennie i systematycznie, pamiętajcie, że to Wy pracujecie na to, aby Wasza cera wyglądała promiennie!

Mam nadzieję, że spodobał Wam się ten post i chętnie przeczytaliście moje odpowiedzi na pytania do TAGu. 
Jestem bardzo ciekawa Waszych odpowiedzi i chętnie przeczytam je w komentarzach pod tym wpisem! Zachęcam gorąco!

Jeżeli chcecie być ze mną na bieżąco, to zapraszam do śledzenia mnie na Instagramie (@littlegreeneyed) i Facebooku!

Pozdrawiam Was serdecznie!



czwartek, 24 września 2015

Projekt denko - puste produkty (empty products) - krótkie recenzje - #07

Miałam krótką przerwę w recenzjach zużytych kosmetyków, ale już wracam z tą serią.
Niektóre kosmetyki przewijały się już na moim blogu, część z nich będziecie znali z moich ulubieńców, ale to że produkty się powtarzają, świadczy jedynie o tym, że się u mnie spradzają i chętnie do nich powracam. Zapraszam do dalszej lektury.

1) BabyDream für mama - balsam do kąpieli (Rossmann)



Zużyłam dwa duże opakowania i pewnie jeszcze nie jedno przede mną. Znacie ten produkt i wiecie, że go uwielbiam! Dla przypomnienia dodam, że stosuję go jako mleczko pod prysznic i mimo bardzo rzadkiej konsystencji, dobrze się u mnie sprawdza. Mogę Wam poradzić, że łatwiej się go używa z opakowania z dozownikiem, dlatego polecam przelać go do takiej butelki. Kosmetyk w miedzy czasie zmienił szatę graficzną opakowania i na zdjęciu możecie zobaczyć, jak teraz wygląda. 
Gorąco go polecam, ponieważ skóra po użyciu tego kosmetyku jest niewiarygodnie gładka i nawilżona! 

2) BabyDream für mama - oliwka do ciała (Rossmann)



Do kompletu z balsamem stosuję tę oliwkę. Idealny kosmetyk na zimniejsze miesiące, ponieważ znacznie skraca pobyt w łazience. Olejek nakładam na wilgotną skórę (zajmuje to kilka sekund) chwilkę odczekuję, następnie nadmiar wody osuszam ręcznikiem. Skóra jest pokryta delikatną warstwą, jest nawilżona/natłuszczona, a dodatkowo nie lepi się. 
Polecam i znacznie bardziej odpowiada mi swoim zapachem niż produkty dla dzieci z tej marki, lub Hipp.

3) Soap & Glory Hand Food - krem do rąk



Wydaje mi się, że wspominałam już kiedyś o tym kosmetyku. Ma bardzo ładny zapach, który idealnie zgrywa się z moimi perfumami Gorgio Armani Si. Całkiem dobrze nawilża dłonie, dosyć szybko wchłania się w skórę i dzięki temu jest komfortowy w użytkowaniu w ciagu dnia. Ja kupiłam wersje mini - 50 ml i ten rozmiar jest idealny do torebki. 
Nie jest to super naturalny kosmetyk, ale ma w składzie oleje i masło shea. Moze jeszcze kiedyś go kupię.

4) Soap & Glory Richteous Butter - Body Lotion - balsam do ciała



Nie za bardzo rozumiem zachwyty tym kosmetykiem, zwłaszcza beauty guru Caroline Hirons. Ok może ten kosmetyk nie ma najgorszego składu, ale jestem przekonana, że można znaleźć bardziej naturalne w tej cenie. Zapach jest bardzo chemiczny, podobny do kremu do rąk, o którym przed chwilą wspomniałam. O ile krem do rąk jest czymś co stosuje się jedynie na partię ciała, to używać tak intensywnego zapachu na całe ciało zaczyna po jakimś czasie być męczące. Być może się czepiam, gdyż przyzwyczaiłam się już do delikatniejszych specyficznych naturalnych zapachów, a moja niechęć wynika z czystych preferencji. Faktem jest jednak to, że nie polecam tego kosmetyku do bardzo wrażliwych skór, ponieważ perfumy w tym balsamie mogą podrażniać. Skóra po użyciu tego produktu była nawilżona, ale nie było to nawilżenie długotrwałe. Powiedziałabym, ot taki gadżecik, który na szczęście kupiłam w mniejszym 50 ml opakowaniu. 
Nie jestem przekonana, czy kupię go ponownie. 

5) MaxFactor Creme Puff 






Ojej ile naczytałam się cudowności na temat tego pudru. Zakupiłam, ok. 4 lata temu, kordy jeszcze nie bardzo zwazałam na to co nakładam na cerę. I jak widać na załączonym obrazku, to był błąd. Produktó oczywiście nie zużyłam. Nie wiem czy. Kierowałam się wtedy, gdyż kolor TRANSLUCENT - teoretycznie bezbarwny, jest dla mnie za ciemny! Gdy przyjżymy się bliżej składowi, od razu widać to co mnie niepokoi teraz, czyli Paraffinum Liquidum. Użyłam go kilkukrotnie. Swoje odleżał w szufladzie, teraz naszedł czas na pożegnanie. Kosmetyk trafił do kosza. Na skórze również nie wyglądał za dobrze, dlatego zdecydowanie nie polecam.

6) Dolce Gabbana - Rose The One - woda perfumowana



Te perfumy kupiłam na promocji w Boots 2 lata temu. Na początku bardzo mi się podobały i był to mój wiosenno-letni zapach, jednak z czasem znudziły mi się. Podejrzewam, że jednak nie bardzo trafiłam z nutą zapachową, która jest kwiatowa i trochę przypomina zapachem landrynki. Oczywiście jest to kwestia preferencji. Perfumy udało mi się w końcu zużyć i nie kupię ich ponownie, natomiast nie mam im nic do zarzucenia, ponieważ zapach utrzymywał się cały dzień.

7) La Roche-Posay - woda termalna 



Wg mnie woda ta w działaniu jest bardzo podobna do Uriage, więc jeżeli macie utrudniony dostęp do tej marki, to możecie kupić La Roche Posay, natomiast jest to droższa opcja. Obecnie mam spory zapas Uriage, więc nie planuję kolejnego zakupu, ale jeżeli mi się skończy, to być może po nią sięgnę. 
Woda termalna ma za zadanie łagodzić skórę, więc jest to dobry wybór dla cery wrażliwej. Ja stosuję wody termalne na zmianę z tonikami do twarzy.

8) Avene - woda termalna



Według mnie ta woda jest od zadań specjalnych, u mnie jako jedyna łagodzi cerę podczas wysypu trądziku. Także jeżeli macie cerę problematyczną, to tę wodę polecam Wam w pierwszej kolejności. Na pewno zakupię jeszcze nie jedno opakowanie. 

9) Biochemia Urody - hydrolat z kwiatu pomarańczy



Niestety pomylił mi się ten tonik z kwiatem Neroli i muszę przyznać, że ledwo udało mi się go wykończyć. Zapach był okropny, kojarzył mi się z którymś lekarstwem, który wdychało się przy anginie. Okropny zapach, jedyny sposób w jaki udało mi sie go używać, to jako rozcieńczacz do maseczek z glinki, gdy dodawałam do niej olejek eteryczny. 
Nie bardzo jestem w stanie stwierdzić, czy miał jakieś dodatkowe zadanie, ale jednego jestem pewna, nie kupię go ponownie.

10) Laura Conti - zmywacz do paznokci bez acetonu.



Jak zazwyczaj, kolejna buteleczka wylądowała w projekcie denko. Aktualnie przestałam go używać, ponieważ stosuję hybrydowe lakiery, ale już wiem co to znaczy używać acetonu i moje skórki wokół paznokci wołają o pomstę do nieba. Z tym niestety jest ogromna różnica między stosowaniem lakierów hybrydowych, a tradycyjnych.
Także, jeżeli malujecie paznokcie zwykłymi lakierami, to polecam wyprobować, można go kupić w Rossmann za ok. 7 zł.

11) Cutex - zmywacz do paznokci



Jakiś czas temu miałam sytuację, że skończył się mój zapas ulubionego zmywacza do paznokci i byłam zmuszona kupić jego zamiennik stacjonarnie w UK. Natrafiłam na zmywacz marki Cutex. Niestety nie mogę go Wam polecić, ponieważ kompletnie nie zmywa lakieru do paznokci. Zastanawiam się także, dlaczego jest w ogóle sprzedawany jako zmywacz? Zdecydowanie go Wam nie polecam! 

12) Tołpa dermoface Sebio - normalizujący żel do mycia twarzy



To jest również kolejne opakowanie, które zużyłam wraz z mężem. Oboje byliśmy zadowoleni. Mąż używa już kolejne opakowanie, ja natomiast mam teraz inny produkt. Jeżeli macie cerę przetłuszczającą, to może Wam przypaść do gustu. Żel nie wysusza skóry, jest delikatny, ale za razem dobrze odświeża i oczyszcza. Polecam.

13) Tołpa botanic - gardenia tahitańska - nawilżająca odżywka-maska zwiększająca objętość.



Całe szczęście, że kupiłam tylko próbkę tego kosmetyku. Kompletnie mi się nie sprawdził, nie nawilżał włosów, a dodatkowo miał według mnie nieprzyjemny zapach. Napewno nie kupię pełnowymiarowego opakowania i Wam nie polecam tej odżywki.

14) Tołpa botanic, amarantus - krem pod oczy



A teraz kolejny produkt marki Tołpa, który dla odmiany lubię. Jest to już moje drugie opakowanie. Krem jest delikatny i lekki, idealny dla młodej skóry, która nie potrzebuje intensywnie działajacego kosmetyku. Polecałabym go dla kobiet do 30 roku.kosmetyk się sprawdził, ale mam ochotę popróbować kremy innych marek.

Mam nadzieję, że te krótkie recenzje są dla Was przydatne. Jestem bardzo ciekawa czy znacie produkty, o których wspomniałam. Zachęcam Was do komentowania pod tym postem.
Już niedługo pojawi się kolejna porcja recenzji zużytych kosmetyków, więc zaglądajcie na bloga!

Pozdrawiam serdecznie!




czwartek, 17 września 2015

Prosty przepis na zdrową domową nutellę


Witajcie Czekoladożercy!

Dzisiaj mam dla Was bardzo prosty przepis na zdrową domową nutellę.
Jak wiadomo, nie tylko dzieci mają czasem ochotę na coś słodkiego do kromki świeżego chleba. Mnie również dopadła ochota na masło orzechowe.

W zależności od tego jaki efekt smakowy chcecie uzyskać, dobierzcie odpowiedni rodzaj masła orzechowego. Jako, że chciałam uzyskać typowy smak nutelii, zdecydowałam się na masło z orzechów laskowych. Takie masło możecie dostać w sklepach ze zdrową żywnością. Pamiętajcie o tym, aby nie miało żadnych zbędnych dodatków.
Zdecydowałam się na markę Meridian i masło zakupiłam stacjonarnie w UK w Holland & Barrett.

Do dodania słodkiego smaku polecam naturalny miód - ja akurat mam polski, który kupiliśmy od zaprzyjaźnionego pszczelarza.

Aby uzyskać smak czekolady polecam gorzkie kakao - zdecydowałam się na DecoMorreno, które zakupiłam w polskim sklepie.


SKŁADNIKI:

- 4 ŁYŻECZKI NATURALNEGO MASŁA ORZECHOWEGO - ORZECH LASKOWY
- 1 ŁYŻKA MIODU
- 1 ŁYŻECZKA GORZKIEGO KAKAO



Wszystko dokładnie ze sobą mieszamy i GOTOWE!


Domowa nutella najlepiej smakuje ze świeżym domowym chlebem. Od około trzech lat pieczemy domowy chleb, który jest na zakwasie z dodatkiem drożdży. Nie używamy do tego żadnych specjalnych maszyn, tylko pieczemy go w foremkach w piekarniku. Nic nie zastąpi zapachu i smaku domowego chleba...
Już dawno temu obiecałam Wam przepis na chleb, ale obiecuję, że w końcu się pojawi!



Prawda, że proste?! ;-)

SMACZNEGO!!!


PS Pamiętaj, że miód jest również cukrem! Nie jest to przepis fit, a jedynie jest to zdrowsza alternatywa do popularnych produktów sklepowych. Nie jest to zamiennik zdrowej zbilansowanej diety, tylko deser, który możesz zaserwować raz na jakiś czas.

poniedziałek, 7 września 2015

Inspiracje i ulubieńcy sierpnia 2015

Witajcie Kochani!

Dzisiaj mam dla Was jeden z Waszych ulubionych seryjnych wpisów czyli ulubieńców minionego miesiąca!

Sierpień minął mi bardzo szybko i stał pod znakiem ogrodowych porządków, ale pogoda nam dopisała, więc mogłam w końcu zrobić to, na co miałam ochotę już od dłuższego czasu. W końcu mój ogród wygląda tak, jak sobie to wymyśliłam. Szkoda tylko, że już powoli czuć zapach jesieni...

No ale wróćmy już do moich ulubieńców, zapraszam!


1) Duck & Waffle


Na naszą rocznicę ślubu wybraliśmy się do restauracji, ktora mieści się na 40-tym piętrze w wieżowcu Heron Tower. 
Nazwa Duck & Waffle nie jest niczym innym, jak nazwą głównej potrawy, która jest tu serwowana. Oczywiście koniecznie musieliśmy jej spróbować.

Jedzenie jest bardzo dobre! Koniecznie spróbujcie ośmiornicy z zapiekanymi ziemniakami i chleba z serem kozim oraz suszoną szynką! Potrawa kaczki i gofra bardzo nas zaskoczła, ponieważ jest podawana na słodko! Dodatkowo na samym wierzchu serwowane jest kacze jajo i słodki sos, w którym wyczułam hinduskie przyprawy. Bardzo dobre i polecam skosztować. Na deser możecie zamówić lody robione na miejscu, w czterech smakach: czekoladowe, waniliowe, cynamonowe i orzechy ziemne.

Jedzenie zachwyca, ale nie tylko to sprawiło, że zainteresowaliśmy się tym miejscem. Nie ukrywam, że również duże znaczenie miała możliwość obejrzenia Londynu z wysokości!
Dobrze przygotowana i podana kaczka jest super, ale zjedzenie jej na 40-tym piętrze z widokiem na panoramę Londynu jest już czymś naprawdę wyjątkowym!

Serdecznie polecam Wam tę restaurację, ale pamiętajcie o tym, aby zarezerwować ją odpowiednio wcześnie, ponieważ to miejsce jest dosyć popularne i jeżeli zależy Wam na konkretnym terminie, to zrobiłabym to równo dwa miesiące przed (możliwość rezerwacji od dwóch miesięcy przed). Ze swojej strony gorąco polecam Wam ustalić tak czas, aby trafić na zachód słońca. Czas rezerwacji stolika, to maksymalnie dwie godziny, także najlepiej zabookować go na godzinę przed zachodem. 

2) La Cave à Fromage


Postanowiłam w końcu wybrać się na sławną ulicę Portobello na Notting Hill. Oczywiście znajdziecie tu dużo Vintage Shops, ale niestety także sporo straganów z tandetnymi chińskimi wyrobami. Wielka szkoda.
Ale wracając do Vintage Shops, to możecie tutaj kupić np. używany płaszcz Burberry's (starsza wersja) za ok. £100 i wiele innych perełek, które na pewno zaciekawią poszukiwaczy skarbów. Ceny są znacznie wyższe od cen z Charity Shops, ale tutaj znajdziecie praktycznie same produkty markowe. Warto również wybrać się do filli Oxfam bookshop, gdzie możecie dostać wiele ciekawych książek, albumów, bardzo starych książek (np. z XIX wieku) oraz filmy, płyty i winyle.
Sklepy z odzieżą są ciekawe, jednak moją uwagę przykuł szyld z napisem La Cave à Fromage.
Jest to sklep z setkami rodzajów serów z różnych rejonów Francji i Włoch. Oczywiście, gdy tylko otworzycie drzwi, to porazi Was niezbyt przyjemny zapach (miłośnikom serów nie muszę tego opisywać). Jednak warto zajrzeć do środka i zakupić przynajmniej jeden rodzaj sera! Dodatkowo można tutaj dostać bardzo dobre pieczywo! Także jeżeli wybieracie się na Portobello, to gorąco polecam zajrzeć do La Cave à Fromage.


3) Kjaer Weis - Silken - kremowy podkład


Jak już zapewne zauważyliście, ostatnimi czasy przechodzę zauroczenie naturalnymi, nietoksycznych kosmetykami do makijażu. Jednym z moich ostatnich, największych zakupów, był podkład Kjaer Weis. Zapraszam do wpisu z zakupami naturalnych kosmetyków - link.
Ten produkt od dnia zakupu, gdy tylko wykonuję makijaż, za każdym razem wykorzystuję. Jeżeli nie używam go na całej twarzy, to za każdym razem stosuję jako korektor pod oczami. I o tym sposobie stosowania chciałam Wam dzisiaj więcej napisać. To, że sprawdza się u mnie idealnie na całej twarzy już wspomniałam przy okazji posta z zakupami, ale to jak sprawdza się pod oczami!!! Ach cudeńko... Mam dosyć specyficzną i problematyczną budowę oka, przez to, że są głęboko osadzone, niestety posiadam poprzeczną zmarszczkę pod okiem, w którą absolutnie każdy kosmetyk wchodzi i zbiera się w niestetyczną linię. Po użyciu tego podkładu nic takiego nie ma miejsca. Wszystko utrwalam pudrem bambusowym pomieszanym z perłowym z Biochemii Urody i jest idealnie. Oczywiście delikatnie coś może zebrać się po kilku godzinach, ale wystarczy tylko przetrzeć palcem i wszystko wygląda jak świeże. Także w końcu znalazłam swój ideał! Jeżeli chodzi o krycie, to jest to produkt o średnim kryciu. U mnie sprawdza się idealnie, ponieważ nie mam dużych cieni pod oczami ani worków. Wszystko wygląda bardzo naturalnie. Pewnie do tego idealnego efektu przyczynia się również kosmetyk pielęgnęcayjny, który stosuję pod oczami, ale o nim napiszę za chwilę.
Bardzo serdecznie polecam Wam ten podkład. Wiem, że jest drogi, ale wart swojej ceny!




A tak ten podkład wygląda na cerze :)



Podkład bez poprawek po ok. 12 godzinach:



4) Kjaer Weis - Grace - cień do powiek


Jeżeli poszukujecie kosmetyku, który delikatnie przyciemni oko w załamaniu powieki, to Grace z Kjaer Weis jest idealny pod tym względem. Wygląda bardzo naturalnie, ponieważ nie jest ciemny i ma matowo-satynowe wykończenie. Produkt bardzo dobrze utrzymuje się na powiece, nawet bez bazy, chociaż pod koniec dnia może delikatnie zbierać się w załamaniu (jeżeli jesteście posiadaczkami tłustych powiek). Tutaj mam do Was prośbę, jeżeli znacie jakąś dobrą bazę z naturalnym składem, to proszę napiszcie mi o niej w komentarzu.
Na pewno do mojej kosmetyczki wpadnie jeszcze jeden cień tej marki. Jeżeli się na któryś zdecyduję, dam Wam znać.



Co do danych technicznych, których nie mogłam nigdzie znaleźć w internecie, to cień jest minimalnie mniejszy od cienia z INGLOT/MAC. Informacja może być przydatna, gdy zdecydujecie się na zakup samego wkładu i włożenie go do paletki magnetycznej (wszystkie produkty z Kjaer Weis możecie kupić w postaci wymiennych wkładów).



4) Well People - No. 87 Luminous Taupe



Jestem zauroczona tym odcieniem. Jest na tyle wielowymiarowy, że wygląda bardzo atrakcyjnie na powiece zaaplikowany również sam. Utrzymuje się bez bazy cały dzień - czyli ok. 13 godzin (po tym czasie zazwyczaj mam już zmyty makijaż). Jedynym jego minusem jest fakt, że jest to sypki produkt i opakowanie posiada sitko, bez możliwości zamknięcia, dlatego według mnie niestety nie nadaje się na zabranie w podróż. Wielka szkoda, ponieważ mógłby to być jedyny kosmetyk kolorowy, do oczu, który zabierałabym ze sobą. 
Serdecznie polecam Wam ten cień, jest cudowny!





5) OZ Naturals - żel pod oczy


Proszę Państwa oto idealny żel pod oczy... Tak, mogę tak powiedzieć, ponieważ w końcu znalazłam idealny produkt pod oczy, który cudownie nawilża tę strefę, delikatnie napina skórę, a dodatkowo bezbłędnie sprawdza się pod makijażem. Jest to jedyny produkt nawilżający pod oczy, który nie powoduje zbierania się korektora/podkładu. Żel to już trzeci produkt z tej marki, który bardzo przypadł mi do gustu. Super Youth Eye Gel jest w 100% naturalny i aż 75% składników pochodzi z upraw organicznych. Ze względu na obecność peptydów w składzie, kosmetyk ma również działanie anti-aging. Żel kupiłam na Amazon i kosztował ok. £14.
Bardzo serdecznie go Wam polecam, a pełną recenzję zrobię po całkowitym zużyciu produktu przy okazji projektu denko.

Jestem bardzo ciekawa co Was zachwyciło w ubiegłym miesiącu. Bardzo chętnie poczytam o tym w komentarzach. Mam nadzieję, że podobały Wam się moje inspiracje, jeżeli znacie te miejsca/produkty, to proszę napiszcie co o nich sądzicie. 

Bardzo dziękuję, że zaglądasz do mnie na bloga i już niedługo zapraszam do kolejnych postów.
Udanego września!