Pokazywanie postów oznaczonych etykietą RECENZJE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą RECENZJE. Pokaż wszystkie posty

sobota, 6 maja 2017

RECENZJE ZUŻYTYCH KOSMETYKÓW - ANTIPODES, BORN TO BIO, LIZ EARLE, NEAL'S YARD, NOURISH, RESIBO


Witajcie,

Dzisiaj przygotowałam dla Was krótkie recenzje zużytych kosmetyków. Wiem, że już bardzo długo nie pisałam dla Was takich recenzji, ale mam nadzieję, że teraz uda mi się robić to regularnie. Postaram się uzbierać kilka produktów i od razu przygotować o nich post, dzięki temu mam nadzieję, że nie utonę ponownie w morzu starych opakowań :) trzymajcie kciuki, aby mi się to udało. 
Zaczynamy!

ANTIPODES - JULIET SKIN-BRIGHTENING GEL CLEANSER



Skład:
Aqua (water), herbal extract mixture of vitis vinifera & actindia chinensis (Vinanza Performance Plus® sauvignon blanc grape seed & Kiwi, Vinanza Kiwi® fruit pulp), sodium cocoyl glutamate, sodium lauroamphoacetate, wheat germamidopropyldimonium, hydroxypropyl hydrolysed wheat protein, sodium hydroxymethyl glycinate, persea gratissima (avocado) oil, buxus chinensis (jojoba) oil, leptospermum scoparium mel (manuka honey), hibiscus sabdariffa (hibiscus) flower extract, sodium benzoate, gluco- nolactone, calcium gluconate, essential oil fragrances of green apple & cardamon: benzyl alcohol†, cinnamal†, citral†, citronellol†, geraniol†, limonene†, linalool†. † Component of essential oil

Gdy kupiłam ten żel do mycia twarzy, nie spodziewałam się, że okaże się aż tak wydajny. Na opakowaniu widnieje informacja, że należy go zużyć w przeciągu pół roku i właśnie na tyle czasu mi wystarczył, a używałam go rano i wieczorem. Produkt ten ma przepiękny orzeźwiający zapach, który rozluźnia podczas wieczornej pielęgnacji i pobudza rano. Wystarczy niewielka ilość, aby móc użyć jej do przemycia twarzy i dekoltu. Polecam go w szczególności osobom o tłustej lub problematycznej cerze, ponieważ dobrze oczyszcza skórę. Natomiast produkt wydaje się dosyć intensywny w działaniu i odnoszę wrażenie, że mógłby być nieodpowiedni dla bardzo wrażliwej lub suchej cery. Dlatego zwracam Wam na to uwagę i Wy sami zdecydujecie, czy ten kosmetyk nadaje się dla Was. Ja jestem zadowolona i postanowiłam kupić kolejne opakowanie. 



BORN TO BIO - WILD ROSE SHOWER GEL



Skład: 
Aqua, Pseudotsuga Menziesii Water*, Ammonium Lauryl Sulfate, Cocamidopropyl Betaine,Glycerin, Caprylyl/Capryl Glucoside, Lauryl Glucoside, Sodium Chloride, Sodium BenzoateLactic Acid , Parfum,Potassium SorbateLinaloolBenzoic Acid, Citronellol, Geraniol
* Organic

Nie raz wspominałam, że jednym z moich ulubionych żeli pod prysznic jest ten z marki Dr. Organic (można go kupić w Holland&Barrett) o zapachu różanym. Bardzo lubię tę nutę zapachową w kosmetykach, dlatego postanowiłam wypróbować podobny kosmetyk, ale z innej marki. W ręce wpadł mi żel z Born to Bio. 
Żel w 99,5% jest wykonany z naturalnych składników, a 10% pochodzi z organicznych plantacji. W składzie ma lekką odmianę środka powierzchniowo czynnego (Ammonium Lauryl Sulfate), więc jeżeli macie bardzo wrażliwą skórę, to nie jest to produkt dla Was. Natomiast ja nie zauważyłam przesuszenia skóry, być może dlatego, że kolejne składniki w tym kosmetyku mają na celu złagodzenie działania tego składnika. Żel ma przepiękny w 100% naturalny różany zapach. Kosmetyk był wydajny, więc jeżeli mielibyście ochotę go wypróbować, to ja mogę go Wam polecić.



LIZ EARLE - CLEASE & POLISH, HOT CLOTHES CLEANSER

Skład:
Aqua (water), Caprylic/capric triglyceride, Theobroma cacao (cocoa) seed butter, Cetearyl alcohol, Cetyl esters, Cera alba (beeswax), Glycerin, Polysorbate 60, Sorbitan stearate, Eucalyptus globulus leaf oil, Rosmarinus officinalis (rosemary) leaf extract, Humulus lupulus (hops) extract, Chamomilla recutita (matricaria) flower extract, Propylene glycol, Phenoxyethanol, Panthenol, Benzoic acid, Dehydroacetic acid, Sorbitol, Limonene, Ethylhexylglycerin, Polyaminopropyl biguanide, Citric acid, Sodium hydroxide.

Tego kosmetyku chyba nie muszę nikomu przedstawiać. Mój ulubieniec sprzed lat, nawet zastanawiałam się, czy o nim wspominać i w końcu postanowiłam, że go Wam przypomnę. Znalazłam w zapasach miniaturkę, którą zużyłam przy okazji ostatniego pobytu w Polsce. Uwielbiam zapach tego kremu do mycia twarzy, bardzo pozytywnie mi się kojarzy.  Idealnie odświeża cerę. Ja nie stosuję go do demakijażu, raczej kremy myjące preferuję stosować rano, ponieważ delikatnie oczyszczają moją cerę po nocy. Nie wiem czy do niego powrócę, bo mam ochotę na coś nowego, ale jeżeli go jeszcze nie próbowaliście, to polecam. Internetowe blogowo-youtubowe MUST HAVE! 



NEAL'S YARD - Garden Mint & Bergamot - Hand Cream


Aqua (Water), Glycerin, Glycine soja (Soya) oil*, Cetearyl alcohol, Prunus amygdalus dulcis (Almond) oil*, Cera alba alba (Beeswax)*, Cetearyl glucoside, Aloe barbadensis (Aloe vera) leaf juice powder*, Citrus limon (Lemon) peel oil*, Citrus bergamia (Bergamot) peel oil expressed*, Litsea cubeba fruit oil*, Cymbopogon martini (Palmarosa) herb oil*, Melaleuca viridifolia (Niaouli) leaf oil*, Vetiveria zizanoides (Vetiver) root oil*, Mentha spicata (Garden mint) oil*, Levulinic acid, Sodium levulinate, Potassium sorbate, Xanthan gum, Tocopherol, Helianthus annuus (Sunflower) seed oil, Citral, Citronellol, Farnesol, Geraniol, Limonene, Linalool. 
*Organically produced ingredient. Natural constituent of essential oils listed. Made with 92% organic ingredients.
Ten kosmetyk albo się kocha, albo nienawidzi, ze względu na jego specyficzny zapach. Ja jestem fanką nietuzinkowych naturalnych zapachów, dlatego bardzo mi odpowiadał i napewno do niego powrócę. Przepięknie nawilżał moje bardzo przesuszające się dłonie. Regenerował je podczas nocy, ponieważ krem ten stosuję najczęściej wieczorami. W regularnej cenie kosztuje ok £10, ale bardzo często jest dodawany jako gratis do różnych kobiecych magazynów w UK i wtedy polecam Wam zakup tego produktu. Robi dokładnie to, czego oczekuję od kremu do rąk. Dla mnie pięknie pachnie, więc zdecydowanie mogę Wam go polecić. W szafce czekają już inne wersje zapachowe tego produktu ;)



NOURISH - BALANCE NUTRITIOUS PEPTIDE SERUM 



Skład:
Aqua (water), Pyrus malus (apple) fruit powder*, Pyrus malus (apple) fruit water, Glycerin, Palmitoyl tripeptide-5, Niacinamide, Calcium panthothenate, Sodium ascorbyl acetate, Tocopheryl acetate, Pyridoxine HCL, Maltodextrin, Sodium starch octenylsuccinate, Silica, Coco glucoside, Xanthan gum, Sodium levulinate, Levulinic acid, Sodium hyaluronate, Potassium sorbate, Parfum (apple aroma), Simmondsia chinensis (jojoba) seed oil. 
*Certified Organic.

Kosmetyk ten wpadł mi w ręce zupełnie przypadkowo, podczas zakupów w Waitrose. Sklep miał wtedy promocje na kosmetyki Nourish. Sprawdziłam skład, zaciekawiły mnie słowa klucze "serum peptydowe" i kosmetyk wylądował w moim koszyku. 
Stosowałam je jako serum do porannej i wieczornej pielęgnacji. Dobrze nawilżało cerę, ale ogólnie nie zrobiło na mnie jakiegoś większego wrażenia. Wydaje mi się, że za taką cenę, można kupić ciekawszy kosmetyk innej marki. Myślę, że nie kupię go ponownie. 



RESIBO - SERUM NATURALNIE WYGŁADZAJĄCE


Skład:
Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Vitis Vinifera Seed Oil, Sclerocarya Birrea Seed Oil, Squalane, Mauritia Flexuosa Fruit Oil, Borago Officinalis Seed Oil, Caprylic/Capric Triglyceride, Ascorbyl Tetraisopalmitate, Tocopherol, Lavandula Stoechas Extract, Pistacia Lentiscus Gum, Parfum, Linalool, Geraniol

Informacje od producenta:
"Serum to skoncentrowane w małej buteleczce, specjalnie wyselekcjonowane naturalne składniki, które mają potwierdzone testami działanie odmładzające. Stoechiol, czyli ekstrakt z lawendy motylej, działa już po 24 godzinach jak naturalny botoks – zmniejsza napięcie mięśniowe, przeciwdziała zmarszczkom mimicznym i wygładza skórę, pobudza wydzielanie beta-endorfin w skórze, rozluźniając ją i zmniejszając zmarszczki. Dzięki Lakesis – ekstraktowi z „łez” drzewa pistacia lentiscus, który pobudza produkcję tzw. białka młodości – skóra odzyskuje gęstość i wygląda na pełniejszą oraz bardziej jędrną. Serum jest doskonałe dla cery z problemami trądzikowymi i bliznami potrądzikowymi – zawarty w niej olej marula ma silne działanie antyoksydacyjne, ale też gojące i regenerujące. Działa przeciwzmarszczkowo, poprawia elastyczność skóry i chroni ją przed rozkładem kolagenu. Zawarty w naszym serum skwalan roślinny, którego zadaniem jest zapobieganie utracie wilgotności, przywraca skórze elastyczność i gładkość, wyraźnie zmniejszając zmarszczki. Serum uzupełnia najwyższej jakości pochodna witaminy C, odznaczająca się szczególną trwałością, a co za tym idzie – bardzo wysoką skutecznością, zapobiega powstawaniu przebarwień i hamuje utlenianie sebum, dzięki czemu zapobiega powstawaniu wyprysków."

Po takim opisie producenta postanowiłam wypróbować ten kosmetyk :) i bardzo się cieszę, że to zrobiłam, bo oto przedstawiam Wam jeden z lepszych olejowych serów jakie do tej pory używałam :) a cieszy mnie to tym bardziej, gdyż jest to polska marka! 
Uwielbiam sera olejowe, moja skóra, w szczególności w chłodniejszym okresie roku, bardzo je lubi. 
Mam skłonności do wyprysków i po zastosowaniu tego produktu nie miałam większego wysypu, a jest on dosyć gęsty i nie wchłania się od razu w skórę. 
Początkowo stosowałam go na noc jako produkt pielęgnacyjny zaraz po wodzie różanej i serum z witaminą C (które prawie zawsze występuje w mojej wieczornej pielęgnacji), potem postanowiłam używać go również na dzień jako produkt nawilżający. Na co zwróciłam szczególną uwagę, to to, że ten olejek zachowuje się jak idealna baza pod makijaż. Ładnie wygładza cerę i dzięki temu bardzo dobrze trzyma się na nim podkład, a stosowałam naturalne podkłady kremowe (które również posiadają w swoim składzie oleje) oraz pod sypkie podkłady mineralne (BareMinerals i Lili Lolo). 
Po nocy cera wyglądała na wypoczętą. W szczególności polecam ten kosmetyk młodym mamom, ponieważ działa cuda :)
Moją rekomendacją powinien być fakt, że kupiłam juz kolejną buteleczkę, ale na razie robię sobie przerwę od tego kosmetyku, ponieważ teraz, w okresie cieplejszym, jest dla mnie jednak odrobinę za "ciężki", ale myślę, że już niedługo powrócę do jego stosowania. Wielki plus dla marki za starannie wykonane opakowania. Minimalistyczny design idealnie odzwierciedla profesjonalne działanie kosmetyku. POLECAM!



Mam nadzieje, że moje recenzje zużytych kosmetyków są dla Was przydatne i zaciekawiłam Was niektórymi produktami. Dajcie koniecznie znać w komentarzach pod spodem, które kosmetyki znacie i używaliście. Czy podzielacie moje zdanie na ich temat?
Serdecznie zapraszam do śledzenia mnie na instagramie, gdzie ostatnio często staram się dodawać filmiki na InstaStory. Mój nick to @littlegreeneyed
A jeżeli nie macie jeszcze konta na Instagramie, to zapraszam rownież do mojego profilu na Facebooku:

Już niebawem pojawią się kolejne wpisy.
Pozdrawiam Was serdecznie,



niedziela, 15 listopada 2015

Projekt denko - puste produkty (empty products) wersja wakacyjna #8

Witajcie!

Dzisiaj przygotowałam dla Was trochę inny post niż poprzednie z tego cyklu. Gdy byłam na wakacjach w USA zabrałam ze sobą kosmetyki, które w większości przypadków były miniaturami i dzięki temu udało mi się je wykończyć na miejscu. Z tego też powodu, ten post nie będzie miał fotografii typowych dla mojego bloga, ponieważ zdjęcia zostały wykonane telefonem i puste opakowania wyrzuciłam będąc jeszcze na wakacjach. Mam nadzieję, że zrozumiecie to, bo nawet normalnie magazynująca puste opakowania w szafie blogerka, nie lata z nimi przez pół świata ;) Mimo to mam nadzieję, że post Wam się spodoba, ponieważ mam dla Was sporo recenzji.
Zapraszam!

1) Clinique - High Impact Mascara



Skończyłam już kolejne mini opakowanie tego produktu. Tusz nie posiadała szczoteczki z syntetycznego włosia, ale mimo to całkiem dobrze się sprawdzała na moich rzęsach -  dobrze je rozczesywała, lekko pogrubiała i wydłużała. Niestety pod koniec używania, zaczęły mnie lekko piec oczy i podejrzewam, że to przez ten tusz. Nie ma naturalnego składu i dlatego myślę, że nie wrócę już do tego produktu. Natomiast sam produkt w sobie nie jest zły i gdyby tak zachowywała się któraś z naturalnych maskar, to sięgnęłabym po nią chętnie.

2) Tołpa: botanic, czarna róża - odżywczy żel pod prysznic


Jest to miniaturka, idealna a wyjazdy. Już kiedyś używałam tego produktu. Nie jestem jego ogromną fanką ze względu na zapach. Jeżeli chcecie przeczytać wiecej na temat tego żelu-kremu pod prysznic, to zapraszam tutaj - link

3) Sensodyne Pro Szkliwo, wzmacnia szkliwo - pasta do zębów


Ta pasta została mi polecona w Polsce przez dentystkę. Podobno ma wzmocnić moje bardzo wrażliwe i cienkie szkliwo. Nie wiem jeszcze jak sobie z tym poradziła, natomiast moje dziąsła są niestety bardziej wrażliwe po niej niż po różowej paście Blanx. Mam jeszcze duże opakowanie tego produktu i dam Wam jeszcze znać jak sobie poradzi z moim uzębieniem.

4) Baby Dream - Kopf-bis-Fuß Waschgel - żel do mycia ciała i włosów dla niemowląt


Cudowny produkt. Bardzo uniwersalny, w szczególności na wyjazdy, ponieważ można go używać również jako szamponu. Ja preferowałam go jako żel pod prysznic. Nie wysuszał mojej skóry i sprawdził się rewelacyjnie. Jeszcze mam duże opakowanie tego produktu, także na pewno napiszę o nim za jakiś czas.

5) REN - Moroccan Rose Otto Body Cream 


Był to dobry balsam do ciała o bardzo przyjemnym różanym zapachu. Delikatna konsystencja, była idealna na ciepłe dni i dodatkowo bardzo dobrze nawilżała skórę. Skład całkiem dobry, także myślę, że kupię go kiedyś w pełnym opakowaniu i zdecydowanie mogę go Wam polecić. Mimo, że kosmetyki REN nie są 100% naturalne, to ich składy nie są toksyczne. Warto również wspomnieć, że firma nie testuje na zwierzętach.

6) Vichy - woda termalna


Nie jest to moje pierwsze opakowanie tego produktu. Woda termalna, jak woda termalna. Właściwie nie różnią się one jakoś znacznie. Ja najbardziej lubię Uriage i Avene, ale ta również nie była zła. Wzięłam ją ze sobą na wyjazd ze względu na miniaturowe opakowanie. Dobrze nawilżała skórę i sprawdziła się również na plaży, gdy przemywałam twarz po kąpieli w oceanie. Wydaje mi się, że mam jeszcze jedno miniaturowe opakowanie tego produktu i jak będę miała okazję, to do niego wrócę. Polecam!

7) Soap&Glory - Glad Hair Day - ultra-Shine daily super shampoo - szampon do włosów


Ten szampon kupiłam dwa lata temu, gdy pojechałam na wakacje. Wtedy go nie zużyłam i dlatego postanowiłam zrobić to teraz. Miał dosyć mocny chemiczny zapach i niestety swędziała mnie po nim głowa. Nie miał w składzie SLS, ale też nie był po stronie tych bardziej naturalnych produktów. Jedyny plus, jaki zauważyłam, to że przepięknie błyszczały się po nim włosy, ale to jak niekomfortowo się czułam po jego użyciu, zdecydowanie nie zachęca mnie do ponownego zakupu. Nie polecam, na rynku jest zdecydowanie dużo więcej lepszych produktów!

8) AURIGA - Flavo-C serum


Zużyłam jedną z trzech słodkich miniaturek, tego produktu (5ml). O tym kosmetyku pisałam już w zeszłym roku. Nadal uważam, że jest to jedno z lepszych serów z witaminą C, jakie używałam.
Teraz używam produktu z OZ Naturals, który również bardzo lubię, ale resztę miniaturek AURIGA, zużyję z miłą chęcią. Jeżeli chcecie poczytać więcej, na temat tego produktu, to zapraszam do Projektu denko #5 - link i Ulubieńcy roku 2014 - link

9) Organic Rosehip Oil - organiczny olej z dzikiej róży


Uwielbiam! Uwielbiam! Jeden z lepszych olejków regenerujących i odżywczych, które używałam do pielęgnacji mojej cery! Rzadko się zdarza, że udaje mi się zużyć olej do samego końca, ten trzymałam do góry dnem, aby nic nie zostało w opakowaniu. Już wiem, że gdy będę szukała jakiegoś serum do twarzy na noc, to w składzie powinno się znaleźć dużo oleju z dzikiej róży.
O tym jak pięknie regenerował moją cerę i jak radził sobie z drobnymi przebarwieniami potrądzikowymi, pisałam już w ulubieńcach kwietnia i maja 2015 - link
Jeżeli nie zdecyduję się na kolejne opakowanie oleju, to napewno kupię go w innej postaci.

10) Essential Care (Odylique) - Lemon & Tea Tree Facial Wash - żel do mycia twarzy


Ten produkt czekał już tak długo na swoją recenzję, że w miedzy czasie marka zmieniła nazwę :) żel dobrze domywał moją cerę, ale nie uważam, że jest do każdego typu skóry. Już tłumaczę. Konsystencja klasyczna jak w innych produktach myjących, nie pieni się, ale po umyciu twarz jest dobrze oczyszczona. Ze względu na cytrynę i olejek z drzewa herbacianego ma bardzo intensywne działanie i cerom wrażliwym zdecydowanie nie polecałabym tego produktu. Kosmetyk ten natomiast idealnie sprawdzi się u osób z cerą mieszaną i tłustą, ponieważ mamy cudowne uczucie odświeżenia, po jego użyciu.
Dobry produkt, ale nie wiem czy w najbliższym czasie kupię jego duże opakowanie, ponieważ ostatnio moja skóra jest raczej w kierunku wrażliwej i żel Odylique jest dla niej trochę za mocny.

11) Green People - Natural sunscreen - SPF 30 - naturalny krem do ciała z filtrem


Doskonale wiecie, że poszukiwałam kremu z naturalnym filtrem, który nie bieliłby za bardzo skóry i był komfortowy w noszeniu. O tym produkcie wspominałam przy okazji moich ostatnich zakupów kosmetycznych - link.
Co do samego filtra mam trochę mieszane odczucia, ale zaraz Wam wszystko wyjaśnię. Podczas stosowania kremu z Green People moja skóra ani razu się nie poparzyła, dodatkowo opalenizna, którą nabyłam była intensywna i złocista. Trochę na samym początku obawiałam się SPF 30, ponieważ zdecydowanie bardziej satysfakcjonujący dla mnie byłby SPF 50, ale okazało się że ten, który kupiłam był wystarczający. Dodam, że filtr testowałam w ekstremalnych warunkach w Los Angeles, również w słońcu w południe i moja skóra była dobrze ochroniona. Opalenizna świetnie się utrzymuje nawet po kilku tygodniach, także opalanie było stopniowe i bezpieczne.
Co do samego kremu. Konsystencja wydawała się lekka i bardzo "wodnista", tzn. gdy zaczynało się rozprowadzać produkt na skórze, to było wrażenie tępości w konsystencji i po chwili, jakby oddzielała się woda. Jest to bardzo trudne do wyjaśnienia. Filtr lekko bielił i był matowy, dlatego jeżeli spodziewacie się błyszczącej skóry (jak po olejkach do opalania) i podbijającej opaleniznę konsystencji, to ten kosmetyk nie jest dla Was. Nie przepadałam również za jego specyficznym zapachem i tym, że jednak czułam jego warstwę na skórze. Mimo tych dziwnych doznań i tego że skóra była lekko pobielona, to jednak uważam, że to jeden z najlepszych filtrów mineralnych  do ciała z jakimi miałam do czynienia. Należy pamiętać, że nie ma w nim silikonów, a sam fakt użycia filtra mineralnego daje nam informację, że będzie on wyczuwalny na skórze, gdyż on się nie wchłania i działa jako zewnętrzna bariera przeciwsłoneczna.
Dlatego myślę, że do niego jeszcze powrócę w przyszłości.
Mimo, że w opakowaniu zostało jeszcze torochę produktu, to nie zabrałam go ze sobą do domu, ponieważ jego ważność po otwarciu to 6 miesięcy. Kosmetyk jest dosyć wydajny, bo w opakowaniu zostało jeszcze ok. 30% kosmetyku, przy ok. dwóch tygodniach intensywnego używania.
Aha i pamiętajcie, że filtry mineralne są bardziej stabilne niż chemiczne, ale mimo to należy je dokładać podczas opalania, a już tym bardziej po kąpieli w wodzie.

12) Vichy Capital Soleil SPF 50 - krem do ciała z filtrem


Początkowo myślałam, że to ja będę stosowała ten krem z filtrem, ale ostatecznie używał go mój mąż. Ten produkt zawiera filtry chemiczne, więc jeżeli unikacie takich kosmetyków, to nie jest on dla Was. Vichy ma lekką konsystencję, którą bardzo łatwo się rozprowadza na skórze. Produkt wchłania się dosyć szybko i nie pozostawia białej warstwy. Ochrona SPF 50 jest idealna na bardzo mocne słońce. Mąż był bardzo zadowolony z tego kosmetyku i zdecydowanie go poleca.

13) Alterra - szampon do włosów - granat i aloes


Szampon sprawdził się, dobrze domywał włosy, ale nie jest to mój ulubiony produkt. Mam wrażenie, że włosy po nim były suche. Myślę, że nie kupię pełnego opakowania.

14) Alterra - odżywka do włosów - granat i aloes


Kompletnie nie sprawdziła mi się ta odżywka. Niestety włosy po niej był suche i zdecydowanie nie mogę Wam jej polecić.

15) dr Organic - Aloe Vera Body Wash - żel do mycia ciała


Ten żel używał głównie mój mąż, ale pod koniec wyjazdu, gdy wykończyłam wszystkie swoje kosmetyki pod prysznic, również ja z niego korzystałam. Żele z dr Organic nie są dla nas nowością i myślę, że dla Was również. Jest to dobra alternatywa dla drogeryjnych kosmetyków, ale o nietoksycznym składzie. Produkty marki dr Organic są do kupienia w Holland & Barrett.

16) Essential Care (Odylique) - Organic Rose Moisturiser 


Tak jak w przypadku żelu do mycia twarzy, również ten krem zmienił nazwę marki na Odylique. Jest to przyjemny w użytkowaniu bardzo lekki krem. Być może nie sprawdzi się cerom bardzo suchym, ale idealny dla mieszanej w kierunku tłustej. Idealnie sprawdzał się pod makijaż, koił delikatne podrażnienia. Krem ten można stosować również pod oczy, ponieważ ma bardzo lekką konsystencję, ja raczej stosowałam go na całą twarz, ale w razie potrzeby pod oczami również się sprawdza. Ma bardzo przyjemny różany zapach, który może być zbyt mocny dla osób, które nie przepadają za tą nutą zapachową, ale mnie się podobał. Zdecydowanie mogę polecić Wam ten produkt.

17) Benefit Roller Lash - maskara


Jest to jedna z lepszych maskar, które używałam. Idealnie pokrywała moje rzęsy, pogrubiała je i wydłużała. Myślę że oprócz idealnej konsystencji, sekret tkwi w specyficznej silikonowej szczoteczce. Jest ona delikatnie wygięta, a po zewnętrznej stronie łuku włoski są nieco dłuższe, dzięki temu idealnie rozczesują rzęsy. 
Wielka szkoda, że niestety nie ma najlepszego składu. Nie wrócę do niej ponownie, ale naprawdę mnie oczarowała.

A czy Wy używaliście już tych kosmetyków? Jeżeli tak, to podzielcie się z nami Waszymi opiniami w kometarzach pod tym postem. Jestem bardzo ciekawa, czy macie podobne zdanie do mojego. Mam nadzieje, że moje krótkie opinie, były dla Was przydatne.

Pozdrawiam Was serdecznie i zapraszam na mój instagram (@littlegreeneyed) oraz Facebook (link)


czwartek, 24 września 2015

Projekt denko - puste produkty (empty products) - krótkie recenzje - #07

Miałam krótką przerwę w recenzjach zużytych kosmetyków, ale już wracam z tą serią.
Niektóre kosmetyki przewijały się już na moim blogu, część z nich będziecie znali z moich ulubieńców, ale to że produkty się powtarzają, świadczy jedynie o tym, że się u mnie spradzają i chętnie do nich powracam. Zapraszam do dalszej lektury.

1) BabyDream für mama - balsam do kąpieli (Rossmann)



Zużyłam dwa duże opakowania i pewnie jeszcze nie jedno przede mną. Znacie ten produkt i wiecie, że go uwielbiam! Dla przypomnienia dodam, że stosuję go jako mleczko pod prysznic i mimo bardzo rzadkiej konsystencji, dobrze się u mnie sprawdza. Mogę Wam poradzić, że łatwiej się go używa z opakowania z dozownikiem, dlatego polecam przelać go do takiej butelki. Kosmetyk w miedzy czasie zmienił szatę graficzną opakowania i na zdjęciu możecie zobaczyć, jak teraz wygląda. 
Gorąco go polecam, ponieważ skóra po użyciu tego kosmetyku jest niewiarygodnie gładka i nawilżona! 

2) BabyDream für mama - oliwka do ciała (Rossmann)



Do kompletu z balsamem stosuję tę oliwkę. Idealny kosmetyk na zimniejsze miesiące, ponieważ znacznie skraca pobyt w łazience. Olejek nakładam na wilgotną skórę (zajmuje to kilka sekund) chwilkę odczekuję, następnie nadmiar wody osuszam ręcznikiem. Skóra jest pokryta delikatną warstwą, jest nawilżona/natłuszczona, a dodatkowo nie lepi się. 
Polecam i znacznie bardziej odpowiada mi swoim zapachem niż produkty dla dzieci z tej marki, lub Hipp.

3) Soap & Glory Hand Food - krem do rąk



Wydaje mi się, że wspominałam już kiedyś o tym kosmetyku. Ma bardzo ładny zapach, który idealnie zgrywa się z moimi perfumami Gorgio Armani Si. Całkiem dobrze nawilża dłonie, dosyć szybko wchłania się w skórę i dzięki temu jest komfortowy w użytkowaniu w ciagu dnia. Ja kupiłam wersje mini - 50 ml i ten rozmiar jest idealny do torebki. 
Nie jest to super naturalny kosmetyk, ale ma w składzie oleje i masło shea. Moze jeszcze kiedyś go kupię.

4) Soap & Glory Richteous Butter - Body Lotion - balsam do ciała



Nie za bardzo rozumiem zachwyty tym kosmetykiem, zwłaszcza beauty guru Caroline Hirons. Ok może ten kosmetyk nie ma najgorszego składu, ale jestem przekonana, że można znaleźć bardziej naturalne w tej cenie. Zapach jest bardzo chemiczny, podobny do kremu do rąk, o którym przed chwilą wspomniałam. O ile krem do rąk jest czymś co stosuje się jedynie na partię ciała, to używać tak intensywnego zapachu na całe ciało zaczyna po jakimś czasie być męczące. Być może się czepiam, gdyż przyzwyczaiłam się już do delikatniejszych specyficznych naturalnych zapachów, a moja niechęć wynika z czystych preferencji. Faktem jest jednak to, że nie polecam tego kosmetyku do bardzo wrażliwych skór, ponieważ perfumy w tym balsamie mogą podrażniać. Skóra po użyciu tego produktu była nawilżona, ale nie było to nawilżenie długotrwałe. Powiedziałabym, ot taki gadżecik, który na szczęście kupiłam w mniejszym 50 ml opakowaniu. 
Nie jestem przekonana, czy kupię go ponownie. 

5) MaxFactor Creme Puff 






Ojej ile naczytałam się cudowności na temat tego pudru. Zakupiłam, ok. 4 lata temu, kordy jeszcze nie bardzo zwazałam na to co nakładam na cerę. I jak widać na załączonym obrazku, to był błąd. Produktó oczywiście nie zużyłam. Nie wiem czy. Kierowałam się wtedy, gdyż kolor TRANSLUCENT - teoretycznie bezbarwny, jest dla mnie za ciemny! Gdy przyjżymy się bliżej składowi, od razu widać to co mnie niepokoi teraz, czyli Paraffinum Liquidum. Użyłam go kilkukrotnie. Swoje odleżał w szufladzie, teraz naszedł czas na pożegnanie. Kosmetyk trafił do kosza. Na skórze również nie wyglądał za dobrze, dlatego zdecydowanie nie polecam.

6) Dolce Gabbana - Rose The One - woda perfumowana



Te perfumy kupiłam na promocji w Boots 2 lata temu. Na początku bardzo mi się podobały i był to mój wiosenno-letni zapach, jednak z czasem znudziły mi się. Podejrzewam, że jednak nie bardzo trafiłam z nutą zapachową, która jest kwiatowa i trochę przypomina zapachem landrynki. Oczywiście jest to kwestia preferencji. Perfumy udało mi się w końcu zużyć i nie kupię ich ponownie, natomiast nie mam im nic do zarzucenia, ponieważ zapach utrzymywał się cały dzień.

7) La Roche-Posay - woda termalna 



Wg mnie woda ta w działaniu jest bardzo podobna do Uriage, więc jeżeli macie utrudniony dostęp do tej marki, to możecie kupić La Roche Posay, natomiast jest to droższa opcja. Obecnie mam spory zapas Uriage, więc nie planuję kolejnego zakupu, ale jeżeli mi się skończy, to być może po nią sięgnę. 
Woda termalna ma za zadanie łagodzić skórę, więc jest to dobry wybór dla cery wrażliwej. Ja stosuję wody termalne na zmianę z tonikami do twarzy.

8) Avene - woda termalna



Według mnie ta woda jest od zadań specjalnych, u mnie jako jedyna łagodzi cerę podczas wysypu trądziku. Także jeżeli macie cerę problematyczną, to tę wodę polecam Wam w pierwszej kolejności. Na pewno zakupię jeszcze nie jedno opakowanie. 

9) Biochemia Urody - hydrolat z kwiatu pomarańczy



Niestety pomylił mi się ten tonik z kwiatem Neroli i muszę przyznać, że ledwo udało mi się go wykończyć. Zapach był okropny, kojarzył mi się z którymś lekarstwem, który wdychało się przy anginie. Okropny zapach, jedyny sposób w jaki udało mi sie go używać, to jako rozcieńczacz do maseczek z glinki, gdy dodawałam do niej olejek eteryczny. 
Nie bardzo jestem w stanie stwierdzić, czy miał jakieś dodatkowe zadanie, ale jednego jestem pewna, nie kupię go ponownie.

10) Laura Conti - zmywacz do paznokci bez acetonu.



Jak zazwyczaj, kolejna buteleczka wylądowała w projekcie denko. Aktualnie przestałam go używać, ponieważ stosuję hybrydowe lakiery, ale już wiem co to znaczy używać acetonu i moje skórki wokół paznokci wołają o pomstę do nieba. Z tym niestety jest ogromna różnica między stosowaniem lakierów hybrydowych, a tradycyjnych.
Także, jeżeli malujecie paznokcie zwykłymi lakierami, to polecam wyprobować, można go kupić w Rossmann za ok. 7 zł.

11) Cutex - zmywacz do paznokci



Jakiś czas temu miałam sytuację, że skończył się mój zapas ulubionego zmywacza do paznokci i byłam zmuszona kupić jego zamiennik stacjonarnie w UK. Natrafiłam na zmywacz marki Cutex. Niestety nie mogę go Wam polecić, ponieważ kompletnie nie zmywa lakieru do paznokci. Zastanawiam się także, dlaczego jest w ogóle sprzedawany jako zmywacz? Zdecydowanie go Wam nie polecam! 

12) Tołpa dermoface Sebio - normalizujący żel do mycia twarzy



To jest również kolejne opakowanie, które zużyłam wraz z mężem. Oboje byliśmy zadowoleni. Mąż używa już kolejne opakowanie, ja natomiast mam teraz inny produkt. Jeżeli macie cerę przetłuszczającą, to może Wam przypaść do gustu. Żel nie wysusza skóry, jest delikatny, ale za razem dobrze odświeża i oczyszcza. Polecam.

13) Tołpa botanic - gardenia tahitańska - nawilżająca odżywka-maska zwiększająca objętość.



Całe szczęście, że kupiłam tylko próbkę tego kosmetyku. Kompletnie mi się nie sprawdził, nie nawilżał włosów, a dodatkowo miał według mnie nieprzyjemny zapach. Napewno nie kupię pełnowymiarowego opakowania i Wam nie polecam tej odżywki.

14) Tołpa botanic, amarantus - krem pod oczy



A teraz kolejny produkt marki Tołpa, który dla odmiany lubię. Jest to już moje drugie opakowanie. Krem jest delikatny i lekki, idealny dla młodej skóry, która nie potrzebuje intensywnie działajacego kosmetyku. Polecałabym go dla kobiet do 30 roku.kosmetyk się sprawdził, ale mam ochotę popróbować kremy innych marek.

Mam nadzieję, że te krótkie recenzje są dla Was przydatne. Jestem bardzo ciekawa czy znacie produkty, o których wspomniałam. Zachęcam Was do komentowania pod tym postem.
Już niedługo pojawi się kolejna porcja recenzji zużytych kosmetyków, więc zaglądajcie na bloga!

Pozdrawiam serdecznie!




wtorek, 30 czerwca 2015

Inspiracje i ulubieńcy czerwca 2015

Witam Wszystkich bardzo serdecznie!

Dzisiaj mam dla Was kolejną porcję inspiracji i ulubieńców, które sprawiły, że poprzedni miesiąc był dla mnie bardzo udany.

1) Brighton - nadmorska miejscowość w południowej części Wielkiej Brytanii.




Tym razem mam dla Was informację o kultowym miejscu w UK, a mianowicie nadmorskim Brighton. Jako, że dopiero co zaczęło się lato i zapewne większość osób mieszkających w Wielkiej Brytanii ma ochotę na chwilę relaksu nad morzem, postanowiłam wspomnieć o tej miejscowości. Brighton jest idealne dla osób lubiących spędzać wolny czas wśród ludzi, ponieważ jest to bardzo oblegane miejsce w szczególności podczas cieplejszych dni w Anglii. Ale warto wybrać się tutaj chociaż na jeden dzień, aby tak jak w moim przypadku, oderwać się trochę od zabudowanego Londynu. Jedynym minusem dla mnie jest niestety kamienista plaża, chociaż możemy odebrać to również jako pozytyw, gdyż nie będzie problemu z wszechobecnym piaskiem, z którym jest problem w przypadku piaszczystych plaż.
Mamy tutaj wiele atrakcji i miejsc, w których warto skosztować angielskiego specjału fish & chips. Jeżeli chodzi o miejsce nad morzem, gdzie napijecie się pysznej kawy, zjecie włoskie lody i prawdziwe tiramisu, to z całą pewnością mogę polecić Wam restauracje AlFresco umiejscowioną w altanie na promenadzie wzdłuż plaży.
Warto chociaż raz się tam wybrać i skosztować angielskiego klimatu kurortów.

2) Bistro Charlotte - Wrocław, Polska




Podczas mojego bardzo krótkiego pobytu w Polsce, wybrałam się z przyjaciółkami do nowo otwartego lokalu sieci Bistro Charlotte. Serwują tam pyszne francuskie wina, genialny chleb i potrawy, które idealnie podbijają smak trunków. Miejsce jest bardzo klimatyczne, obsługa sympatyczna. Miło spędziłyśmy czas.
Polecam na szybki lunch w centrum lub wieczorne pogawędki przy lampce wina.

A teraz przejdźmy do kosmetyków, które umiliły mi ostatni miesiąc.

3) Balance me - pure skin face wash - płyn do mycia twarzy




Bardzo dobry żel/płyn do mycia twarzy! Próbka trafiła do mnie dzięki gratisom w jednym z brytyjskich magazynów dla kobiet. Jestem pod ogromnym wrażeniem, jak bardzo spodobał mi się ten produkt. Ładnie oczyszczał twarz i zostawiał ja bardzo miłą w dotyku oraz idealnie nawilżoną. Zapach charakterystyczny dla produktów Balance Me - naturalny i roślinny, ale mnie to odpowiada. Konsystencja idealna, nie za płynna i nie za gęsta. Myślę, że jeżeli w najbliższej przyszłości nie zauroczy mnie coś bardziej (mam sporo innych produktów do przetestowania), to chętnie kupię pełnowymiarowe opakowanie tego kosmetyku.
Polecam i mam nadzieję, że usłyszycie o nim nie raz.

4) OZ Naturals - Hyaluronic Acid, vitamin C + Vitamin E - serum z kwasem hialuronowym




Bardzo przyjemny produkt nawilżający z kwasem hialuronowym. Poszukiwałam czegoś bardziej naturalnego niż Hydraluron i znalazłam! Serum nie ma tak mocnego działania rozjaśniającego jak typowy produkt z witaminą C
, ale i tak jestem bardzo zadowolona z nawilżenia i rozświetlenia skóry. W kolejce do testowania mam jeszcze żel pod oczy z tej marki i już zamówiłam typowe serum antyoksydacyjne z witaminą C.
Produkt jest odpowiedni dla wegan. Ja zamówiłam go na Amazon i zapłaciłam ok. £13.

5) Chanel - Rouge Coco 402 Adrienne - pomadka do ust





Obłędnie idealna jest ta pomadka! Ciepły nude, który pasuje do mojego tonu skóry, ale myślę że jest na tyle uniwersalny, że będzie odpowiadał większości z Was. Nareszcie nie wyglądam jak "truposz" w tym odcieniu. Jest to jedna z moich najnowszych pomadek i już skradła moje serce. Chanel ulepszyło formułę swoich kultowych nawilżających pomadek. Z poprzedniej serii mam Mademoiselle, która po wieki będzie moim ulubieńcem, ale Adrienne dołącza do tego grona. 


Chanel - 402 Adrienne

Jest to idealna pomadka codzienna i mój zamiennik szminki z Lili Lolo Love Affair. Szminka z Lili Lolo jest minimalnie chłodniejsza, ale jeżeli nie chcecie wydawać tak dużo pieniędzy na pomadkę, to gorąco polecam Wam Lili Lolo. 


po lewej - Lili Lolo Love Affair; po prawej - Chanel 402 Adrienne

Natomiast pomadki z Chanel mają to coś, na co warto się skusić. 
Gwarantuję Wam, że z Chanel będziecie zadowolone, ponieważ szminki tej marki nosi się bardzo komfortowo.
Polecam! 


6) Chanel - Emerveille - Illusion D'Ombre - cień w kremie






Gdy zobaczyłam ten kolor będąc na strefie bezcłowej, stwierdziłam, że nie wsiądę do samolotu bez niego. Jest cudowny i idealny, ale już wyjaśniam... Poszukiwałam cienia o kolorze rose gold, ale takiego, który nie ma zbyt dużo różowych tonów, ponieważ gryzłby się z odcieniem mojej skóry. Zupełnie przypadkiem podeszłam do kremowych cieni, gdy byłam na stoisku Chanel. Zrobiłam, kilka swatch'y i dojrzałam ideał - Emerveille. 
Cień nie jest tak kremowy jak np. Color Tatoo z Maybelline, tylko ma bardziej musową formułę. Do opakowania jest dołączony miniaturowy pędzelek (zapomniałam sfotografować) natomiast ja preferuję aplikować cień opuszkiem. Na palcu mamy delikatną poświatę, którą możemy rozetrzeć lub wklepać na powiekę. Od razu dodam, że jak zawsze muszę zaaplikować bazę pod cienie, ponieważ absolutnie żaden cień (no może za wyjątkiem sticka z KIKO ;) ) nie trzyma się na mojej powiece. 




Kolor rozprowadza się delikatnie i tworzy "mokry efekt" na powiece, idealnie odbijając światło. Odcień bardzo dobrze pasuje do mojej karnacji. Jest to cień, który stosowałam w tym miesiącu prawie codziennie. Jest tak komfortowy w noszeniu, że stałam się leniwa w robieniu makijażu oka ;) Bardzo często używałam go solo, lub dodawałam któryś cień z paletek Urban Decay przyciemniając zewnętrzny kącik i załamanie powieki, lub rysowałam jedynie kreskę eyelinerem albo kredką Zoeva (o której wspomnę za chwilę). Tym samym uzyskiwałam efektowny i bardzo szybki makijaż oka. 
Jedyny minus jaki widzę w tym cieniu (chociaż nie jestem jeszcze pewna czy to minus), to że w pudełeczku tworzy się na powierzchni cienia "przesuwalna" powłoczka. Zapewne jest to spowodowane musową formułą kosmetyku oraz tym, że aplikuję go palcem. Nie przeszkadza to w żadnym stopniu w aplikacji tego cienia i efekt uzyskuję taki jaki oczekuję, ale nie jestem w stanie stwierdzić czy tak powinien zachowywać się ten cień. Jeżeli macie jakieś informacje na ten temat, to proszę napiszcie w komentarzu.
Emerveille jest moim idealnym cieniem na co dzień, ale również na wyjazdy, bo dzięki temu nie muszę zabierać ze sobą dodatkowego pędzla.
Gorąco polecam!!!


Przykład makijażu:




7) ZOEVA - Glance - kredka do oczu





Nigdy nie miałam tak miękkiej kredki do oczu! Jest po prostu cudowna! Delikatnie sunie po powiece i nie naciąga oka. Do tego jest niewiarygodnie trwała, co jest zaskakujące w przypadku tak maślanej formuły. Stosuję ją zazwyczaj tuż przy rzęsach i podkreślam zewnętrzny kącik. Gdy jest jeszcze świeżo zaaplikowana, bardzo dobrze się rozciera. Ale
tutaj trzeba szybko działać, ponieważ zastyga. Kredka z Zoeva daje piękny złoto-brązowy efekt na oku, a w połączeniu z cieniem z Chanel tworzy efektowny i szybki makijaż oka. Mam ją jeszcze w odcieniu nude, ale ten złoty brąz używam częściej.
Polecam!

8) Semilac - lakiery hybrydowe i lampa LED 9 Watt




Lakiery hybrydowe zamówiłam na spróbowanie. Zapewne zauważyliscie, że uwielbiam malować paznokcie i mam sporą kolekcję zwykłych lakierów, które aktualnie poszły trochę w cień... Hmm wiem będę musiała coś tym zrobić, ale na razie złapała mnie chęć na robienie paznokci hybrydowych. Dlaczego tak bardzo to polubiłam?

- lakiery Semilac mają piękne kolory
- utwardzają się na lampę i nie niszczą, gdy przez przypadek dotkniemy czegoś świeżo pomalowanym paznokciem, ponieważ nie ma problemu długiego wysychania.
- są trwałe!!!

Przy trwałości dałam trzy wykrzykniki, bo jest to główny powód, dla którego zdecydowałam, się wypróbować ten rodzaj zdobienia paznokci.
U mnie efekt z akceptowanym niewielkim odrostem jest do ok. dwóch tygodni. Powyżej tego czasu, według mnie płytka nie wygląda już estetycznie.




Polska marka Semilac ma bardzo dobrej jakości lakiery, a do tego w pięknych kolorach. Ostatnio do mojego małego grona hybryd dołączyło jeszcze kilka kolorów. I nie wykluczam powiększenia tej gromadki.


Dodam jeszcze, że 9 Watt'owa lampa sprawdza się bardzo dobrze i idealnie utwardza lakier. Chcę, to szczególnie podkreślić, ponieważ gdy szukałam informacji o lampach do hybryd, to spotkałam się ze stwierdzeniem, że może być za słaba. Bzdura!!! Jest idealna do domowej pracy nad paznokciami i nie mam problemów z ich utrwalaniem. Także śmiało ją kupujcie. Dodatkowym atutem jest fakt, że bardzo szybko utwardza płytkę. Zazwyczaj używam 30 s i czasem, gdy mam grubszą warstwę, lub top coat 60 s dla pewności.

Jestem bardzo zadowolona z produktów Semilac i myślę, że usłyszycie o nich nie raz!

A oto kilka moich ostatnich zdobień paznokci ;)


Semilac - 032 Biscuit
Semilac - 033 Pink Doll
Semilac - 034 Mardi Gras
Semilac - 135 Frappe i 047 Pink Peach

Jestem bardzo ciekawa jacy są Wasi ulubieńcy minionego miesiąca. Zapraszam do komentowania poniżej.

Pozdrawiam!


PS Zapraszam do polubienia mojej nowej oficjalnej strony bloga na Facebook - link!