Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ANTIPODES. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ANTIPODES. Pokaż wszystkie posty

sobota, 6 maja 2017

RECENZJE ZUŻYTYCH KOSMETYKÓW - ANTIPODES, BORN TO BIO, LIZ EARLE, NEAL'S YARD, NOURISH, RESIBO


Witajcie,

Dzisiaj przygotowałam dla Was krótkie recenzje zużytych kosmetyków. Wiem, że już bardzo długo nie pisałam dla Was takich recenzji, ale mam nadzieję, że teraz uda mi się robić to regularnie. Postaram się uzbierać kilka produktów i od razu przygotować o nich post, dzięki temu mam nadzieję, że nie utonę ponownie w morzu starych opakowań :) trzymajcie kciuki, aby mi się to udało. 
Zaczynamy!

ANTIPODES - JULIET SKIN-BRIGHTENING GEL CLEANSER



Skład:
Aqua (water), herbal extract mixture of vitis vinifera & actindia chinensis (Vinanza Performance Plus® sauvignon blanc grape seed & Kiwi, Vinanza Kiwi® fruit pulp), sodium cocoyl glutamate, sodium lauroamphoacetate, wheat germamidopropyldimonium, hydroxypropyl hydrolysed wheat protein, sodium hydroxymethyl glycinate, persea gratissima (avocado) oil, buxus chinensis (jojoba) oil, leptospermum scoparium mel (manuka honey), hibiscus sabdariffa (hibiscus) flower extract, sodium benzoate, gluco- nolactone, calcium gluconate, essential oil fragrances of green apple & cardamon: benzyl alcohol†, cinnamal†, citral†, citronellol†, geraniol†, limonene†, linalool†. † Component of essential oil

Gdy kupiłam ten żel do mycia twarzy, nie spodziewałam się, że okaże się aż tak wydajny. Na opakowaniu widnieje informacja, że należy go zużyć w przeciągu pół roku i właśnie na tyle czasu mi wystarczył, a używałam go rano i wieczorem. Produkt ten ma przepiękny orzeźwiający zapach, który rozluźnia podczas wieczornej pielęgnacji i pobudza rano. Wystarczy niewielka ilość, aby móc użyć jej do przemycia twarzy i dekoltu. Polecam go w szczególności osobom o tłustej lub problematycznej cerze, ponieważ dobrze oczyszcza skórę. Natomiast produkt wydaje się dosyć intensywny w działaniu i odnoszę wrażenie, że mógłby być nieodpowiedni dla bardzo wrażliwej lub suchej cery. Dlatego zwracam Wam na to uwagę i Wy sami zdecydujecie, czy ten kosmetyk nadaje się dla Was. Ja jestem zadowolona i postanowiłam kupić kolejne opakowanie. 



BORN TO BIO - WILD ROSE SHOWER GEL



Skład: 
Aqua, Pseudotsuga Menziesii Water*, Ammonium Lauryl Sulfate, Cocamidopropyl Betaine,Glycerin, Caprylyl/Capryl Glucoside, Lauryl Glucoside, Sodium Chloride, Sodium Benzoate, Lactic Acid , Parfum,Potassium Sorbate, Linalool, Benzoic Acid, Citronellol, Geraniol
* Organic

Nie raz wspominałam, że jednym z moich ulubionych żeli pod prysznic jest ten z marki Dr. Organic (można go kupić w Holland&Barrett) o zapachu różanym. Bardzo lubię tę nutę zapachową w kosmetykach, dlatego postanowiłam wypróbować podobny kosmetyk, ale z innej marki. W ręce wpadł mi żel z Born to Bio. 
Żel w 99,5% jest wykonany z naturalnych składników, a 10% pochodzi z organicznych plantacji. W składzie ma lekką odmianę środka powierzchniowo czynnego (Ammonium Lauryl Sulfate), więc jeżeli macie bardzo wrażliwą skórę, to nie jest to produkt dla Was. Natomiast ja nie zauważyłam przesuszenia skóry, być może dlatego, że kolejne składniki w tym kosmetyku mają na celu złagodzenie działania tego składnika. Żel ma przepiękny w 100% naturalny różany zapach. Kosmetyk był wydajny, więc jeżeli mielibyście ochotę go wypróbować, to ja mogę go Wam polecić.



LIZ EARLE - CLEASE & POLISH, HOT CLOTHES CLEANSER

Skład:
Aqua (water), Caprylic/capric triglyceride, Theobroma cacao (cocoa) seed butter, Cetearyl alcohol, Cetyl esters, Cera alba (beeswax), Glycerin, Polysorbate 60, Sorbitan stearate, Eucalyptus globulus leaf oil, Rosmarinus officinalis (rosemary) leaf extract, Humulus lupulus (hops) extract, Chamomilla recutita (matricaria) flower extract, Propylene glycol, Phenoxyethanol, Panthenol, Benzoic acid, Dehydroacetic acid, Sorbitol, Limonene, Ethylhexylglycerin, Polyaminopropyl biguanide, Citric acid, Sodium hydroxide.

Tego kosmetyku chyba nie muszę nikomu przedstawiać. Mój ulubieniec sprzed lat, nawet zastanawiałam się, czy o nim wspominać i w końcu postanowiłam, że go Wam przypomnę. Znalazłam w zapasach miniaturkę, którą zużyłam przy okazji ostatniego pobytu w Polsce. Uwielbiam zapach tego kremu do mycia twarzy, bardzo pozytywnie mi się kojarzy.  Idealnie odświeża cerę. Ja nie stosuję go do demakijażu, raczej kremy myjące preferuję stosować rano, ponieważ delikatnie oczyszczają moją cerę po nocy. Nie wiem czy do niego powrócę, bo mam ochotę na coś nowego, ale jeżeli go jeszcze nie próbowaliście, to polecam. Internetowe blogowo-youtubowe MUST HAVE! 



NEAL'S YARD - Garden Mint & Bergamot - Hand Cream


Aqua (Water), Glycerin, Glycine soja (Soya) oil*, Cetearyl alcohol, Prunus amygdalus dulcis (Almond) oil*, Cera alba alba (Beeswax)*, Cetearyl glucoside, Aloe barbadensis (Aloe vera) leaf juice powder*, Citrus limon (Lemon) peel oil*, Citrus bergamia (Bergamot) peel oil expressed*, Litsea cubeba fruit oil*, Cymbopogon martini (Palmarosa) herb oil*, Melaleuca viridifolia (Niaouli) leaf oil*, Vetiveria zizanoides (Vetiver) root oil*, Mentha spicata (Garden mint) oil*, Levulinic acid, Sodium levulinate, Potassium sorbate, Xanthan gum, Tocopherol, Helianthus annuus (Sunflower) seed oil, Citral, Citronellol, Farnesol, Geraniol, Limonene, Linalool. 
*Organically produced ingredient. Natural constituent of essential oils listed. Made with 92% organic ingredients.
Ten kosmetyk albo się kocha, albo nienawidzi, ze względu na jego specyficzny zapach. Ja jestem fanką nietuzinkowych naturalnych zapachów, dlatego bardzo mi odpowiadał i napewno do niego powrócę. Przepięknie nawilżał moje bardzo przesuszające się dłonie. Regenerował je podczas nocy, ponieważ krem ten stosuję najczęściej wieczorami. W regularnej cenie kosztuje ok £10, ale bardzo często jest dodawany jako gratis do różnych kobiecych magazynów w UK i wtedy polecam Wam zakup tego produktu. Robi dokładnie to, czego oczekuję od kremu do rąk. Dla mnie pięknie pachnie, więc zdecydowanie mogę Wam go polecić. W szafce czekają już inne wersje zapachowe tego produktu ;)



NOURISH - BALANCE NUTRITIOUS PEPTIDE SERUM 



Skład:
Aqua (water), Pyrus malus (apple) fruit powder*, Pyrus malus (apple) fruit water, Glycerin, Palmitoyl tripeptide-5, Niacinamide, Calcium panthothenate, Sodium ascorbyl acetate, Tocopheryl acetate, Pyridoxine HCL, Maltodextrin, Sodium starch octenylsuccinate, Silica, Coco glucoside, Xanthan gum, Sodium levulinate, Levulinic acid, Sodium hyaluronate, Potassium sorbate, Parfum (apple aroma), Simmondsia chinensis (jojoba) seed oil. 
*Certified Organic.

Kosmetyk ten wpadł mi w ręce zupełnie przypadkowo, podczas zakupów w Waitrose. Sklep miał wtedy promocje na kosmetyki Nourish. Sprawdziłam skład, zaciekawiły mnie słowa klucze "serum peptydowe" i kosmetyk wylądował w moim koszyku. 
Stosowałam je jako serum do porannej i wieczornej pielęgnacji. Dobrze nawilżało cerę, ale ogólnie nie zrobiło na mnie jakiegoś większego wrażenia. Wydaje mi się, że za taką cenę, można kupić ciekawszy kosmetyk innej marki. Myślę, że nie kupię go ponownie. 



RESIBO - SERUM NATURALNIE WYGŁADZAJĄCE


Skład:
Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Vitis Vinifera Seed Oil, Sclerocarya Birrea Seed Oil, Squalane, Mauritia Flexuosa Fruit Oil, Borago Officinalis Seed Oil, Caprylic/Capric Triglyceride, Ascorbyl Tetraisopalmitate, Tocopherol, Lavandula Stoechas Extract, Pistacia Lentiscus Gum, Parfum, Linalool, Geraniol

Informacje od producenta:
"Serum to skoncentrowane w małej buteleczce, specjalnie wyselekcjonowane naturalne składniki, które mają potwierdzone testami działanie odmładzające. Stoechiol, czyli ekstrakt z lawendy motylej, działa już po 24 godzinach jak naturalny botoks – zmniejsza napięcie mięśniowe, przeciwdziała zmarszczkom mimicznym i wygładza skórę, pobudza wydzielanie beta-endorfin w skórze, rozluźniając ją i zmniejszając zmarszczki. Dzięki Lakesis – ekstraktowi z „łez” drzewa pistacia lentiscus, który pobudza produkcję tzw. białka młodości – skóra odzyskuje gęstość i wygląda na pełniejszą oraz bardziej jędrną. Serum jest doskonałe dla cery z problemami trądzikowymi i bliznami potrądzikowymi – zawarty w niej olej marula ma silne działanie antyoksydacyjne, ale też gojące i regenerujące. Działa przeciwzmarszczkowo, poprawia elastyczność skóry i chroni ją przed rozkładem kolagenu. Zawarty w naszym serum skwalan roślinny, którego zadaniem jest zapobieganie utracie wilgotności, przywraca skórze elastyczność i gładkość, wyraźnie zmniejszając zmarszczki. Serum uzupełnia najwyższej jakości pochodna witaminy C, odznaczająca się szczególną trwałością, a co za tym idzie – bardzo wysoką skutecznością, zapobiega powstawaniu przebarwień i hamuje utlenianie sebum, dzięki czemu zapobiega powstawaniu wyprysków."

Po takim opisie producenta postanowiłam wypróbować ten kosmetyk :) i bardzo się cieszę, że to zrobiłam, bo oto przedstawiam Wam jeden z lepszych olejowych serów jakie do tej pory używałam :) a cieszy mnie to tym bardziej, gdyż jest to polska marka! 
Uwielbiam sera olejowe, moja skóra, w szczególności w chłodniejszym okresie roku, bardzo je lubi. 
Mam skłonności do wyprysków i po zastosowaniu tego produktu nie miałam większego wysypu, a jest on dosyć gęsty i nie wchłania się od razu w skórę. 
Początkowo stosowałam go na noc jako produkt pielęgnacyjny zaraz po wodzie różanej i serum z witaminą C (które prawie zawsze występuje w mojej wieczornej pielęgnacji), potem postanowiłam używać go również na dzień jako produkt nawilżający. Na co zwróciłam szczególną uwagę, to to, że ten olejek zachowuje się jak idealna baza pod makijaż. Ładnie wygładza cerę i dzięki temu bardzo dobrze trzyma się na nim podkład, a stosowałam naturalne podkłady kremowe (które również posiadają w swoim składzie oleje) oraz pod sypkie podkłady mineralne (BareMinerals i Lili Lolo). 
Po nocy cera wyglądała na wypoczętą. W szczególności polecam ten kosmetyk młodym mamom, ponieważ działa cuda :)
Moją rekomendacją powinien być fakt, że kupiłam juz kolejną buteleczkę, ale na razie robię sobie przerwę od tego kosmetyku, ponieważ teraz, w okresie cieplejszym, jest dla mnie jednak odrobinę za "ciężki", ale myślę, że już niedługo powrócę do jego stosowania. Wielki plus dla marki za starannie wykonane opakowania. Minimalistyczny design idealnie odzwierciedla profesjonalne działanie kosmetyku. POLECAM!



Mam nadzieje, że moje recenzje zużytych kosmetyków są dla Was przydatne i zaciekawiłam Was niektórymi produktami. Dajcie koniecznie znać w komentarzach pod spodem, które kosmetyki znacie i używaliście. Czy podzielacie moje zdanie na ich temat?
Serdecznie zapraszam do śledzenia mnie na instagramie, gdzie ostatnio często staram się dodawać filmiki na InstaStory. Mój nick to @littlegreeneyed
A jeżeli nie macie jeszcze konta na Instagramie, to zapraszam rownież do mojego profilu na Facebooku:

Już niebawem pojawią się kolejne wpisy.
Pozdrawiam Was serdecznie,



piątek, 17 czerwca 2016

MOJA PIELĘGNACJA CERY I SKÓRY W CIĄŻY - drugi trymestr


Witajcie Kochani!

W końcu udało mi się zmobilizować, aby napisać dla Was post. Jest mi już coraz ciężej z brzuszkiem, więc staram się ograniczać czas pracy przed komputerem. Wiem natomiast, że gdy nasze maleństwo pojawi się na świecie, będę miała jeszcze mniej czasu na pisanie dla Was na blogu. 

Dzisiaj mam dla Was wpis z moją pielęgnacją, jaką stosowałam w drugim trymestrze ciąży. Książkowo ten czas był również dla mnie lżejszym okresem podczas ciąży. Odeszły problemy ze wstrętem do niektórych zapachów, jednak nadal używałam tylko te kosmetyki, które uważałam za niezbędne.

PIELĘGNACJA CIAŁA:


Niezmiennie do pielęgnacji ciała używałam kosmetyków marki Weleda. 



Pod prysznicem stosowałam Calendula shampoo and Body Wash dla niemowląt, ale pod koniec drugiego trymestru sięgnęłam po naturalne mydło polskiej marki - PURITE - Mydło płatki owsiane Eco Exl BLOK.



(•  SKŁAD / INGREDIENTS:olej kokosowy, woda demineralizowana, olej rzepakowy, wodorotlenek sodu, oliwa z oliwek, masło shea, olej awokado nierafinowany, kozie mleko w proszku, wosk pszczeli, miód, płatki owsiane, olejek kokosowy, mika   •  INCI: Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Aqua, Brassica Campestris (Oleifera Oil), Sodium hydroxide,  Olea Europaea (Olive) Fruit Oil, Butyrospermum Parkii (Shea) Fruit Butter, Persea gratissima (Avokado) Oil, Goat Milk Powder, Cera flava, Mel (Honey), Oatmeal, Cocos Oil, Mica (CI 77019), Iron Oxide (CI 77491), Titanium Dioxide (CI 77891), Iron Oxide (CI 77491)   NIE ZAWIERA KONSERWANTÓW, SZTUCZNYCH AROMATÓW I BARWNIKÓW)

Mydło możecie kupić np. tutaj - link

Do pielęgnacji skóry zaraz po prysznicu stosowałam, tak jak w pierwszym trymestrze, oliwkę Weleda Calendula dla niemowląt. Nakładana na mokrą skórę przecudownie natłuszczała, ale nie pozostawiała nieprzyjemnej powłoki. 



Nowość z Weleda, którą zaczęłam stosować na brzuch, piersi, pośladki i uda już od pierwszych dni drugiego trymestru, to mieszanka olejów - Stretch Mark Massage Oil. 



Skład:

INCI: Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Triticum Vulgare (Wheat) Germ Oil, Fragrance (Parfum)*, Arnica Montana Flower extract, Limonene*, Linalool*, Citronellol*, Geranoil*, Citral*, Eugenol*, Farnesol*. *from natural essential oils

Jestem bardzo zadowolona z tego kosmetyku, uważam, że rewelacyjnie się sprawdził. Ale ostateczną ocenę, będę mogła wydać dopiero, gdy moje ciało zacznie wracać do normy po ciąży :)



Kolejnym kosmetykiem, który zastosowałam kilka razy podczas kąpieli, był naturalny olej kokosowy. 



Ma cudowny zapach, który w drugim trymestrze już mi nie przeszkadzał, dodatkowo idealnie natłuszczał i pielęgnował skórę. Po takiej kąpieli nie potrzebowałam już dokładać dodatkowych kosmetyków. 

Do pielęgnacji włosów stosowałam dokładnie te same produkty, co w pierwszym trymestrze.




Dezodorant, który stosowałam, to naturalny kosmetyk marki Schmidt's w wersji bezzapachowej w słoiczku. Przywiozłam go z podróży do USA i wydaje mi się, że ta wersja jest najlepsza. Dobrze chronił, dodatkowo nie zostawiał białych plam na ubraniach. Zdecydowanie mogę go polecić. 




link do producenta

W Europie dostępny - link


Skład:
Ingredients (INCI): Butyrospermum parkii (shea butter), Sodium bicarbonate (baking soda), Maranta arundinacea (arrowroot) powder, Theobroma cacao (cocoa) seed butter, Tocopherol (vitamin E), Humulus lupulus (hop) extract

Tak jak w pierwszym trymestrze stosowałam, naturalną pastę do zębów marki Green People, ale tym razem zdecydowałam się na inny smak - Peppermint & Aloe Vera. Od tej pory kupujemy tylko tę wersję. 



Dostępny - link

Skład:

CALCIUM CARBONATE (DENTAL GRADE CHALK), GLYCERIN** (VEGETABLE DERIVED), AQUA (PURE WATER), BETAINE (NATURAL PLANT EXTRACT), XANTHAN GUM (CORN STARCH GUM), ALOE BARBADENSIS (ALOE VERA) LEAF JUICE POWDER*, AROMA [MENTHA PIPERITA (PEPPERMINT) OIL*^, COMMIPHORA MYRRHA (MYRRH) OIL^], OLEA EUROPAEA (OLIVE) LEAF EXTRACT, LIMONENE, LINALOOL. *INGREDIENT FROM ORGANIC FARMING, **MADE USING ORGANIC INGREDIENTS ^FAIRLY TRADED. ECOCERT NATURAL - 100% OF THE TOTAL INGREDIENTS ARE FROM NATURAL ORIGIN; 34% OF THE TOTAL INGREDIENTS ARE FROM ORGANIC FARMING

PIELĘGNACJA CERY:


Rano do przemywania skóry nadal używałam balsamu myjącego REN. 



Potem na cerę aplikowałam tonik z hydrolatu z organicznej róży damasceńskiej. Cudowny zapach sprawiał, że początek dnia był bardzo udany :)



Kosmetyk kupiony na e-bay u tego sprzedawcy - link

Postanowiłam rownież wprowadzić do mojej pielęgnacji serum z witaminą C, żeby zapobiec przebarwieniom w ciąży. Ponownie wybrałam serum z OZ Naturals, ktore sprawdziło się bardzo dobrze. 




Dostaniecie je na Amazon - link

Jest to także mój ukubieniec roku 2015 - link

Standardowo pod oczy stosowałam mój żel z OZ Naturals.



Następnie na skórę aplikowałam serum Antipodes Organic Divine Face Oil. 



Zakupiłam go w zestawie miniatur - link

Skład tego produktu bardzo mnie zachwycił, ponieważ zawiera rosehip oil, który jest moim ulubionym olejem:


Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Triticum Vulgare (Wheat) Germ Oil, Fragrance (Parfum)*, Arnica Montana Flower extract, Limonene*, Linalool*, Citronellol*, Geranoil*, Citral*, Eugenol*, Farnesol*. 
Persea gratissima (avocado oil)*, Macadamia ternifolia (macadamia oil)*, Buxus chinensis (jojoba oil)*, Rosa canina (rosehip oil)*, Canaga odorata (ylang ylang oil), Amyris balsamifera (torchwood), Santalum album (sandalwood oil), Jasminum officinale (jasmine oil), Citrus sinensis (orange oil), Tocopherol acetate (vitamin e), Benzyl benzoate+, Benzyl salicylate+, Citronellol+, D-limonene+, Farnesol+, Geraniol+, Isoeugenol+, Linalool+. 

* Ingredients certified organic by AsureQuality. + Components of essential oils. 
100% of total ingredients from natural origin. 95% of total ingredients from organic cultivation.

Moja skóra w drugim trymestrze była bardzo sucha i wrażliwa. Nie potrzebowałam kremów, jeżeli stosowałam serum olejowe z Antipodes. 
Na tak przygotowanej cerze, najlepiej wyglądał sypki podkład z Bare Minerals w wersji oryginalnej - Golden fair. 



Byłam zaskoczona, ponieważ wcześniej, ten kosmetyk kompletnie nie odpowiadał mojej skórze. Jeżeli macie bardzo suchą cerę ze skłonnością do suchych skórek, a chcecie używać podkładu mineralnego, to ten może Wam się spodobać. 

Skład:

Bismuth Oxychloride (CI 77163), Zinc Oxide (CI 77947), Titanium Dioxide (CI 77891), Iron Oxides (CI 77491, 77492, 77499), Mica (CI 77019).



Pielęgnację wieczorną zawsze zaczynałam od demakijażu olejem jojoba.



Przy okazji zakupów postanowiłam zajrzeć do Lush i przyjrzeć się bliżej osławionej paście do mycia twarzy - Angels on bare skin. 




Ma całkowicie naturalny skład:
  • Ground Almonds
  •  
  • Glycerine
  •  
  • Kaolin
  •  
  • Water (Aqua)
  •  
  • Lavender Oil
  •  
  • Rose Absolute
  •  
  • Chamomile Blue Oil
  •  
  • Tagetes Oil
  •  
  • Benzoin Resinoid
  •  
  • Lavender Flowers
  •  
  • *Limonene
  •  
  • *Linalool

Kosmetyk przepięknie pachnie lawendą i dzięki temu uprzyjemnia wieczorną pielęgnację :) 

Zawsze po demakijażu olejem stosuję kolejny produkt myjący.
Skóra po użyciu cleanser'a Angels on bare skin jest bardzo dobrze oczyszczona i niewiarygodnie miękka. Jest to bardzo dobry kosmetyk. 
Niewielką ilość pasty nakładamy na dłoń i mieszamy z odrobiną wody. Pastę wmasowujemy w skórę, a potem wszystko dokładnie zmywamy wodą.

Kosmetyk kupicie w sieci sklepów Lush lub tutaj - link
 
Kolejne kroki pielęgnacyjne robiłam dokładnie tak jak w porannej rutynie. Postanowiłam nie stosować innych kosmetyków,  ponieważ ten rodzaj pielęgnacji bardzo odpowiadał mojej cerze. 

Gdy skóra była bardzo przesuszona lub lekko zanieczyszczona, stosowałam moją ulubioną maseczkę Antipodes Aura Manuka Honey Mask.




Wspominałam o niej przy okazji ulubieńców roku 2015 - link

Skład:
Aqua (water), Leptospermum scoparium mel (manuka honey), Persea gratissima (avocado oil), Glycerine (vegetable), Cetearyl alcohol, Stearic acid (coconut derived), Glycerol stearate (coconut derived), Tocopherol acetate (Vitamin E), Vanilla planifolia (vanilla oil), Citrus reticulate (mandarin oil), coumarin, d-limonene, linalool, Triethanolamine, Phenoxyethanol, Daucus carota sativa (carrot oil), Pohutuakawa (metrosideros excelsa) extract, Citrus grandis (grapefruit seed extract), ethyhexylglycerin.

Jeżeli jesteście zainteresowani, jaką pielęgnację stosowałam w pierwszym trymestrze, zapraszam do wpisu:


MOJA PIELĘGNACJA CERY I SKÓRY W CIĄŻY - pierwszy trymestr

Mam nadzieję, że moja rutyna pielęgnacyjna w drugim trymestrze ciąży zainspirowała Was do stworzenia własnej - naturalnej i bezpiecznej, która odpowiada na potrzeby Waszej skóry. 

Jeżeli macie jakieś ciekawe produkty, które Wam się sprawdzają i mogą przydać się innym kobietom w ciąży, to zapraszam do dzielenia się tymi informacjami w komentarzach. :)

Pozdrawiam serdecznie!



sobota, 6 lutego 2016

HITY ROKU 2015! Ulubieńcy - pielęgnacja.


Witajcie w podsumowaniu kosmetycznym roku 2015!

Nie mogę uwierzyć, że rok 2015 już się skończył. Bardzo Wam dziękuję, że byliście ze mną i śledziliście przez ten czas moje poczynania na blogu. W sieci jestem już z Wami półtora roku i tak jak w zeszłym podsumowaniu, również tym razem postanowiłam podzielić ten post na dwie części - pielęgnacyjną i z kosmetykami do makijażu.

W tym roku do mojej kosmetyczki trafiło wiele nowych kosmetyków, o których starałam się Wam opowiadać na bieżąco, dlatego o niektórych produktach na pewno przeczytaliście już wcześniej. W większości przypadków postawiłam na pielęgnację naturalną, ale znajdą się tutaj produkty, które będą posiadały bardziej chemiczne składy (wspomnę o tym w komentarzu)

W takim razie przechodzę do konkretów! 
Miłej lektury!

1) Oleje pielęgnacyjne

Tutaj Was zaskoczę, ponieważ pomimo tego, że wypróbowałam w tym roku dziesiątki kremów, do żadnego raczej nie powrócę, ponieważ zachwyciły mnie naturalne oleje, które w zależności jakie wybierzecie, mogą odpowiednio wpłynąć na Waszą skórę.

Moja cera w okresie letnim jest bardziej tłusta, aktualnie przechodzi okres delikatnego przesuszenia i w tym czasie najlepiej sprawdzały się oleje. Najbardziej przypadły mi do gustu trzy:

- olej z pestek malin (Biochemia Urody) - olej tłoczony na zimno - stosuję na dzień


Serdecznie zapraszam Was do producenta tego oleju, ponieważ w bardzo dokładny sposób opisał jego właściwości - link 

O oleju pisałam już przy okazji posta z ostatnimi zakupami kosmetyków pielęgnacyjnych (link), gdzie już przedstawiłam Wam moją wstępną opinię o tym produkcie. W 100% potwierdzam to i nadal go stosuję. Świetnie sprawdza się pod makijażem, jako baza, dodatkowo ochrania skórę przed niekorzystnym promieniowaniem UV. 
Ostatnio odkryłam, że lubię go również łączyć z organicznym olejem jojoba, wtedy jego konsystencja wydaje się lżejsza i lepiej sprawdza się w dni, gdy nie nakładam makijażu. 
Bardzo polecam Wam wypróbowanie tego półproduktu. Olej nie jest drogi, a efekt przebija nie jeden wysoko półkowy naturalny krem. Nie bójcie się go wypróbować również, gdy posiadacie cerę skłonna do przetłuszczania się i do wyprysków, ponieważ olej ma właściwości regulujące wydzielanie sebum, a zawarty kwas linolowy i linoleinowy pomaga odbudowywać skórę i tym samym przyspieszy gojenie drobnych wyprysków (nie polecam przy trądziku ropnym i innej ciężkiej odmianie trądziku, w takim przypadku należy konsultować się ze specjalistą). Przy skórze mieszanej i tłuste polecam połączyć go z żelem hialuronowym. 

- olej z dzikiej róży (Rosehip Oil) - stosowałam na noc


Obecnie wykańczam inne oleje, ale wiem, że do tego produktu powrócę w niedalekiej  przyszłości, gdyż jest to niewątpliwe odkrycie roku 2015.
W kolejce czeka już serum z Antipodes, o którym niedługo Wam napiszę, natomiast do tej pory stosowałam 100% olej organiczny, który zakupiłam na eBay. 
Rosehip Oli pobił w pielęgnacji, mojego zeszłorocznego ulubieńca, olej tamanu, ponieważ zauważyłam, że jeszcze lepiej regeneruje i odżywia moją cerę. Idealny produkt na noc, rano budziłam się z rozpromienioną cerą, bez niedoskonałości. Oprócz genialnego działania przeciwtrądzikowego, olej ten ma również właściwości przeciwstarzeniowe. Hmm, czego można oczekiwać więcej?! Sami odpowiedzcie sobie na to pytanie! 
Zapraszam do recenzji tego produktu, którą zrobiłam kilka miesięcy temu:

- olej jojoba


Idealny lekki olej do zmywania makijażu. Naturalne i tanie rozwiązanie, a makijaż znika w oka mgnieniu (prawie jak w reklamach ;)) parę kropli nakładam na wilgotną skórę, masuję i zmywam mokrą muślinową ściereczką. Wszystko idealnie schodzi, włącznie z maskarą. Polecam!

2) Żel pod oczy - OZ Naturals - Super Youth Eye Gel 


Żel pod oczy trafił do moich ostatnich ulubieńców lipca i sierpnia - link
Jestem nadal pod ogromnym wrażeniem tego produktu, zaczęłam niedawno kolejne opakowanie. Żel idealnie sprawdza się przy mojej specyficznej budowie oka, która nie sprzyjała aplikacji korektorów pod oczy, ale z tym produktem i podkładem Kjaer Weis utrwalonym pudrem bambusowym z perłowym, w końcu nie muszę martwić się nieestetycznym zrolowanym makijażem pod oczami. Nie jest to produkt, do skóry dojrzałej, która potrzebuje większego odżywienia i bardziej treściwych składników, ale dla osoby przed 30-tym rokiem życia. Serdecznie Wam go polecam, a swój kosmetyk kupuję na amazon.com bezpośrednio od producenta. 

3) Serum z witaminą C - OZ Naturals



Początkowo myślałam, że napiszę o Auriga Flavo C Forte, który jest bardzo dobrym serum, natomiast przez ostatnie kilka miesięcy moje serce skradło serum z marki produkującej naturalne kosmetyki - OZ Naturals. Serum działa praktycznie identycznie jak Auriga, ale mam większe zaufanie do jego składu. Skóra jest rozjaśniona i rozświetlona, wszelkie niedoskonałości goją się znacznie szybciej. Bardzo lubię jego formułę, która jest płynna, bardziej wodna niż olejowa, co zdecydowanie odróżnia go od serum z Biochemii Urody, które miałam okazję testować w zeszłym roku. Zdecydowanie ten typ produktu sprawdzi się Wam pod makijażem, jak również na noc pod inne produkty pielęgnacyjne. Czy widzę różnicę, gdy go nie stosuję? Tak, ponieważ na początku ciąży stosowałam bardzo uproszczoną pielęgnację bez serum z witaminą C i moja skóra wyglądała gorzej, dlatego ostatnio z miłą chęcią zakupiłam kolejne opakowanie i powróciłam do serum OZ Naturals. Niech to będzie jego najlepszą rekomendacją.

4) Maseczki z glinki


Jeżeli macie przetłuszczającą się skórę, lub zdarzają Wam się zaskórniki/niedoskonałości na skórze, to powinniście zaprzyjaźnić się z maseczkami z glinek.

O tym jak je stosuję pisałam przy okazji posta o specjalistycznej pielęgnacji:

SPECIAL SKINCARE - pielęgnacja w wyjątkowych sytuacjach - dermokosmetyki, maski, glinki, oleje

Absolutnym moim ulubieńcem jest glinka fioletowa! Jest drobno-zmielona, bardzo dobrze odświeża i dotlenia skórę. Zdecydowanie polecam Wam ją wypróbować!

5) Maseczka nawilżająca/odżywiająca - Antipodes Aura (z miodem manuka)


Tę maseczkę, a w szczególności jej słodki cudowny zapach, pokochałam od samego początku. Natomiast jej działanie doceniam teraz, w trakcie drugiego trymestru, w którym skóra (również przez ogrzewanie i częstą zmianę temperatur) jest bardziej sucha i odwodniona. Wiem, że gdy zastosuję tę maseczkę, to na drugi dzień skóra wygląda znacznie lepiej! Produkt ma genialny skład i mimo dosyć wysokiej ceny ok. £19, jak na maseczkę (chociaż znajdziecie droższe), polecam Wam jej zakup, ponieważ jest wydajna i spokojnie wystarczy na pół roku stosowania.

Skład:

Aqua (water), Leptospermum scoparium mel (manuka honey), Persea gratissima (avocado oil), Glycerine (vegetable), Cetearyl alcohol, Stearic acid (coconut derived), Glycerol stearate (coconut derived), Tocopherol acetate (Vitamin E), Vanilla planifolia (vanilla oil), Citrus reticulate (mandarin oil), coumarin, d-limonene, linalool, Triethanolamine, Phenoxyethanol, Daucus carota sativa (carrot oil), Pohutuakawa (metrosideros excelsa) extract, Citrus grandis (grapefruit seed extract), ethyhexylglycerin.


6) Bielenda Super Power Mezo Serum


Mimo iż od kilku miesięcy nie stosuję już tego kosmetyku, najpierw z powodu okresu letniego, ponieważ odstawiłam produkty z kwasami. Potem z powodu ciąży, to nie mogę zapomnieć o jego dobroczynnym działaniu na moją skórę. 
O serum, kilka miesięcy temu napisałam osobny post (Cieszy się on u Was sporym zainteresowaniem):

RECENZJA - BIELENDA SUPER POWER MEZO SERUM (dla cery z niedoskonałościami)

Nadal podtrzymuję moją opinię na jego temat. Ten kosmetyk znacznie poprawił stan mojej skóry po poprzednim okresie zimowym. Cera uspokoiła się i dobrze oczyściła, dodatkowo przez długi czas mogłam cieszyć się jej idealnym wyglądem. Dlatego, gdy tylko zrobi się cieplej i jeżeli nie macie żadnych przeciwwskazań do stosowania kwasów (np. ciąża), to biegnijcie do drogerii po ten produkt. Jedno opakowanie, czyli ok. 2,5 miesięczna kuracja, powinno znacznie poprawić jakość Waszej cery.  

7) Weleda - oliwka do ciała dla dzieci 


Jest genialna! W końcu zastąpiła te, które kupowałam w Polsce. Dodam, że olej sezamowy lepiej współgra z moją skóra, lepiej się wchłania i nie zapycha jej. Był to absolutny ulubieniec pierwszego trymestru mojej ciąży i zostanie ze mną na dłużej, mimo iż planuję wprowadzić także cięższy arsenał do pielęgnacji w drugim i trzecim trymestrze. Prosty skład i idealne działanie - nie mogłabym oczekiwać niczego więcej! 

8) Zapach - Chloè by Chloè - woda perfumowana


Jest to najpiękniejszy zapach perfum jaki używałam i zdecydowanie jest to "mój zapach". Pisałam o nim przy okazji ulubieńców lutego (link) 
Wypróbujcie go i jeżeli pokochacie go od pierwszego "powąchania", to zostanie z Wami na zawsze! 

8 produktów! W tym roku zrezygnowałam z dzielenia wszystkiego na kategorie. Postanowiłam, że opowiem Wam o absolutnych ulubieńcach, bez zbędnego szukania czegoś w każdej kategorii. Mam nadzieję, że podobali Wam się moi faworyci i zachęciłam Was do wypróbowania tych produktów.
A może Wy również używacie tych kosmetyków? Serdecznie zapraszam, do dzielenia się Waszymi opiniami w komentarzach pod tym postem.

Pozdrawiam serdecznie!