Pokazywanie postów oznaczonych etykietą HITY ROKU. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą HITY ROKU. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 marca 2016

HITY ROKU 2015! Ulubieńcy - kosmetyki do makijażu.

Witajcie!

Przyznam szczerze, że nie mogłam doczekać się tego wpisu, ponieważ w 2015-tym roku odkryłam genialne kosmetyki do makijażu. Dodam, że są to produkty w większości naturalne i niezmiernie cieszy mnie fakt, że spełniają w 100% moje obecne preferencje. 
Wiem, że post pojawia się bardzo późno, jak na podsumowanie ubiegłego roku, ale trzymajmy się tego, że lepiej późno niż wcale! :) mam nadzieję, że któreś z tych kosmetyków przypadnie do gustu również Wam :)


1) Paletka Urban Decay Naked 2 


Nie jest to kosmetyk naturalny, natomiast stosowałam go praktycznie codziennie przez pierwsze półrocze 2015-go roku. Cienie mają bajeczne kolory i konsystencję, dodatkowo są bardzo wydajne! 
Teraz, podczas ciąży przerzuciłam się na kosmetyki naturalne, ale myślę, że jeszcze powrócę do tej palety. 


Zdecydowanie mogę Wam polecić ten produkt i wiem, że Was nie zawiedzie. Miałam również Naked 3, ale ją odsprzedałam, ponieważ nie spełniła moich oczekiwań (Co do konsystencji, cienie wydawały się bardziej suche, oraz kolorystyka była zbyt różowa w porównaniu dla mojego odcienia cery) Natomiast obie palety znalazły zastosowanie u mnie jak i u osoby, która odkupiła ode mnie Naked 3.
Jeżeli poszukujecie cieni o pudrowo-"kremowej" konsystencji w złotych odcieniach, to ta paleta powinna znaleźć się w Waszej kosmetyczce.

2) Kredka do brwi - Soap&Glory - Hot Chocolate


Mój absolutny ulubieniec do brwi zeszłego roku! Jest to bardzo wydajna, precyzyjna kredka do rysowania i wypełniania brwi. Odcień pasuje do ciemniejszych odrostów moich naturalnych włosów, więc idealnie dopasowuje się do koloru moich brwi. 


Jest precyzyjna, łatwo się rozciera i trzyma cały dzień. Dodatkowo nie trzeba jej temperować! Nic dodać, nic ująć :) - możliwa do kupienia w UK w Boots

3) Lakiery hybrydowe - Semilac




Ostatnio zrezygnowałam z używania tych kosmetyków ze względu na ciążę i to najbardziej ze względu zapach towarzyszący aplikacji hybryd. Ale zdecydowanie są to produkty, które królowały u mnie w zeszłym roku. Hybrydy są bardzo wygodne w noszeniu i proste w wykonaniu :) Dzięki nim macie spokój z paznokciami na przynajmniej 1,5 tygodnia (u mnie nie sprawdzają się na dłuższy czas, ponieważ moje paznokcie rosną bardzo szybko). 







Jedyny minus jaki widzę, to ich ściąganie! Nie cierpiałam tego robić, no ale czasem trzeba się pomęczyć dla pięknego efektu :) nie chcę Wam polecać konkretnych kolorów, gdyż wszystkie są piękne i to co wybierzecie powinno zależeć od Waszych preferencji, ponieważ kolor zostaje z Wami na dłużej. Na pewno jeszcze wrócę do noszenia hybryd, ale myślę, że za jakiś czas. 

Kosmetyki naturalne:

4) Podklad Kjaer Weis - Silken 


Jeżeli śledzicie mnie na Instagramie, to wiecie, jak bardzo uwielbiam ten kosmetyk. Rewelacyjnie sprawdza się przy cerze mieszanej. Uwielbiałam stosować go latem, gdy skóra bardziej się przetłuszczała i ale również z chęcią stosuję go zimą. Teraz moja skóra jest zdecydowanie bardziej sucha, również z powodu zmian hormonalnych w organizmie podczas ciąży, mimo to, gdy użyję dobrze odżywczego oleju, podkład sprawdza się idealnie. Jedynym minusem jest to, że potrafi mocno podkreślać suche skórki, dlatego skóra musi być dobrze wypielęgnowana (nawilżona lub natłuszczona). 



Kosmetyk przepięknie stapia się z cerą, moim zdaniem po zastosowaniu olejów pod makijaż, wygląda jak "druga skóra". Produkt nie wchodzi w zmarszczki lub załamania, dlatego u mnie rewelacyjnie sprawdza się także jako korektor pod oczami. Wystarczy niewielka ilość do wyrównania kolorytu cery. Jest to bardzo drogi produkt, natomiast wart swojej ceny. 

Jeżeli nie chcecie wydawać tak dużo pieniędzy, na produkt w oryginalnym puzdereczku, zawsze możecie kupić tańszy refill, który włożycie do swojej własnej magnetycznej palety. Produkty marki Kjaer Weis, jak ich opakowania, robią ogromne wrażenie i warto w nie zainwestować, jeżeli macie zamiar stosować je przez dłuższy czas.
To jak bardzo lubię ten produkt, potwierdza tylko fakt, że ostatnio dokupiłam kolejny refill tego podkładu. 

Więcej na jego temat możecie poczytać w poście:


5) Cień do powiek Kjaer Weis - Grace



Również wspominałam o nim w poście:

ZAKUPY - nowości - kosmetyki naturalne (nietoksyczne) - SIERPIEŃ 2015

Jest to cień, który używam do każdego makijażu odkąd pojawił się w mojej toaletce. Stosuję go samego na całą powiekę lub jedynie w załamaniu, ponieważ ma piękny naturalny kolor i podkreśla cień moich oczu. Absolutny ulubieniec! Wiem, że gdy go wykończę kupię ponowny refill. Przy bardziej tłustych powiekach, jeżeli dobrze zmatujecie powiekę, to cień powinien wytrzymać cały dzień. Polecam!

6) Sypki mineralny cień do powiek Well People - Luminous Taupe




To jest moje małe cudeńko! Kupiłam go z polecenia sprzedawcy w stacjonarnym sklepie Content Beauty i początkowo nie byłam przekonana, do jego sypkiej formy. Oczywiście znacznie łatwiej operuje się cieniami prasowanymi, ale nie żałuję, że dałam się na niego namówić. Ma złotawy odcień taupe, który cudnie mieni się na powiece. Przepięknie prezentuje się sam na powiece, lub np. w połączeniu z prasowanymi cieniem Kjaer Weis Grace.
Zdecydowanie mój ulubieniec! 

7) Róż do policzków Lili Lolo Clementine



Ten róż przeleżał u mnie w szufladzie chyba półtora roku, aż w końcu zakochałam się w jego odcieniu. Gdy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, postanowiłam zrezygnować całkowicie z chemicznych kosmetyków i w szufladce miałam jedynie ten róż mineralny. Postanowiłam go wypróbować. Wtedy miałam lekko opaloną skórę i Clementine cudnie podbijał kolor.



Używałam go niemal codziennie od października. Teraz również często gości na moich policzkach, gdy chcę lekko ocieplić policzki. Piękny odcień, idealna trwałość zarówno na mineralnych podkładach, jak i kremowych. Kompletnie nie widać zużycia, ponieważ ze względu na jego pigmentację, używam niewielkiej ilości.
Mam jeszcze jeden odcień różu tej marki, ale nie skradł tak mojego serca, jak Clementine. Bardzo Wam go polecam!

8) Sypki podkład mineralny Lili Lolo - Warm Peach




Zdecydowany ulubieniec ostatnich dwóch lat. Idealny do cery przetłuszczającej. Używam już drugie opakowanie, chociaż teraz trochę rzadziej, ze względu na to, że moja cera podczas ciąży jest bardziej sucha i dla lepszego komfortu sięgam po bardziej kremowe podkłady.



Produkt w gorsze dni cery sprawdzi się również jako puder wykańczający i dodaje wtedy delikatnego krycia, nie powodując nieprzyjemnej maski, tylko pamiętajcie o tym, aby nie aplikować go w za dużej ilości. Przy mojej przetłuszczającej się cerze utrzymywał się cały dzień i wyglądał estetycznie nawet z bliska. Mój idealny kolor do jasnej cery o ciepłym zabarwieniu to Warm Peach. Dobrym rozwiązaniem jest zamówienie najpierw próbek i dobranie odpowiedniego odcienia. Polecam ponownie!

9) Bronzer Tarte




Kosmetyk kupiłam przy okazji pobytu w Stanach i niestety tylko tam jest dostępny, chociaż może uda Wam się go znaleźć na jakichś stronach internetowych.
Najpierw zwróciłam uwagę na jego opakowanie - "skórzane" brązowo-złote. 
Ale gdy zobaczyłam odcień, od razu się w nim zakochałam.


Produkt jest jasny i matowy, dlatego idealnie sprawdza się do jasnych karnacji na co dzień. Można nim delikatnie wymodelować twarz i nie uzyskamy przez to konkurowania ala Kim Kardashian ;) cera wygląda świeżo i jest delikatnie ocieplona. Ten bronzer zdecydowanie wnosi wiele do mojego makijażu, mimo że jest kompletnie niezauważalny. Produkt trzyma się cały dzień.
Jeżeli tylko uda Wam się gdzieś go kupić, albo mieszkacie w Stanach, to zdecydowanie polecam jego zakup. 

10) Tusz do rzęs - ILIA BEAUTY - NIGHTFALL - BLACK MASCARA


Może to zabrzmi dziwnie, ale do tej pory nie zwracałam uwagi na to, że zwykle chemiczne tusze do rzęs mi szkodziły. Lekko swędziały mnie oczy, ale myślałam, że było spowodowane tym, że nakładam coś na oko. Okazuje się, że zmiana tuszu na taki o lepszym składzie, całkowicie wyeliminowało uczucie swędzenia i "wysuszenia" oka. Pierwszym tuszem o bezpiecznym składzie, jaki wypróbowałam był tusz Ilia Beauty Nightfall.


Ma on bardzo ciekawą szczoteczkę, która trochę przypomina mi Roller Lash z Benefit (bardzo go lubiłam ze względu na tą szczoteczkę). Ilia to typ maskary na co dzień, nie jest super trwała, jeżeli złapie was ulewa i woda dostanie się do oczu, to makijaż może popłynąć, ale na co dzień jako delikatny kosmetyk się sprawdza. Moim zdaniem ma bardzo dobrą formułę (kiedyś używałam tuszu z Lili Lolo i był bardzo kiepski ze względu na grudkowatą konsystencję i szczotkę, tak że go nie polecam, użyłam go zaledwie kilka razy i wyrzuciłam), ale największą "pracę" robi silikonowa szczoteczka, z jednej strony posiadająca krótsze, z drugiej dłuższe włosie. Pięknie rozczesywała rzęsy i wyciągała je w zewnętrznych kącikach. 
Tuszu używałam ok. 2 miesiące, po tym czasie niestety zaczął się sypać, mimo to uważam, że był bardzo dobry. 
Polecam wypróbować, może Wam również się sprawdzi, chociaż tusz do rzęs to bardzo indywidualna sprawa i wasze zadowolenie zależy od rodzaju rzęs i budowy oka.

11) Pomadka Lili Lolo - Love Affair i French Flirt (stare opakowania)

Love Affair




Myślałam, aby napisać o jednej z moich ulubionych pomadek Chanel w odcieniu Adrienne, ale pod koniec roku nie używałam chemicznych kosmetyków, dlatego mój wybór padł na kolejny kosmetyk Lili Lolo. Właściwie to mogę powiedzieć, że wiele ich produktów spełnia moje oczekiwania, a dodatkowo są one dostępne w przystępnych cenach. Lili Lolo Love Affair jest bardzo podobna, do pomadki Chanel Adrienne, jest dużo tańsza, a dodatkowo ma znacznie lepszy skład. Wiem, że gdy tylko ją wykończę, to na pewno kupię kolejne opakowanie. 

French Flirt



Drugim odcieniem, który skradł moje serce w tym roku był French Flirt. Nie jestem ogromną fanką czerwieni na moich ustach, ale akurat ta pasuje do mojego typu karnacji. Używam niewielkiej ilości i w ten sposób uzyskuję "efekt przygryzionych ust", który wygląda bardzo delikatnie i naturalnie.
Również polecam!

12) Pomadka Vapour Sirene Tempt



Pisałam o niej w osobnym poście. Zapraszam do zapoznania się z tą recenzją:


Nadal podtrzymuję opinię na jej temat. Kusi mnie, żeby wypróbować inne odcienie z tej kolekcji.


Sirene Tempt ma przepiękny jasny fiołkowy odcień, który odpowiada ciemniejszemu o ton odcieniowi moich ust. Tym samym kolor nadaje się idealnie na co dzień i pasuje praktycznie do każdego makijażu. Jeżeli Wasze usta mają delikatnie fioletowy odcień, to serdecznie polecam Wam ten kosmetyk! 

13) Lakier do paznokci - LVX - Nu



W połowie roku, postanowiłam poszukać jakiś lakierowych bezpieczniejszych alternatyw do zwykłych lakierów i hybryd. W szczególności ma to dla mnie znaczenie podczas ciąży. W internecie natrafiłam na wiele firm z informacjami "3 Free", "4 Free", "5 Free" itp. Wypróbowałam Kure Bazaar i LVX. 
Lakiery LVX kupiłam przy okazji pobytu w Stanach. Niestety nie są one łatwo dostępne w Europie, a wielka szkoda, bo jestem z nich bardzo zadowolona! 
Posiadam dwa kolory Crimson i Nu, ale moje serce skradł przede wszystkim odcień Nu, który jest dla mnie idealnym nude'm. Lakiery trzymają się na moich paznokciach bez szwanku przez 5 dni, co jest ogromnym wyczynem w przypadku takich produktów. 
Szkoda, że nie jestem w stanie wypróbować innych odcieni, ale jeżeli Wy macie do nich dostęp, to serdecznie Wam je polecam!


Wiem, że czekaliście na tego posta bardzo długo i przepraszam za to, ale mam nadzieję, że spodobały Wam się moje ulubione kosmetyki do makijażu roku 2015-go.
Jeśli macie swoje opinie na ich temat, to serdecznie zapraszam do komentowania pod tym postem!

Jeżeli jeszcze nie widzieliście ulubieńców pielęgnacyjnych roku 2015, to serdecznie zapraszam do poprzedniego wpisu:


Pozdrawiam serdecznie!


sobota, 6 lutego 2016

HITY ROKU 2015! Ulubieńcy - pielęgnacja.


Witajcie w podsumowaniu kosmetycznym roku 2015!

Nie mogę uwierzyć, że rok 2015 już się skończył. Bardzo Wam dziękuję, że byliście ze mną i śledziliście przez ten czas moje poczynania na blogu. W sieci jestem już z Wami półtora roku i tak jak w zeszłym podsumowaniu, również tym razem postanowiłam podzielić ten post na dwie części - pielęgnacyjną i z kosmetykami do makijażu.

W tym roku do mojej kosmetyczki trafiło wiele nowych kosmetyków, o których starałam się Wam opowiadać na bieżąco, dlatego o niektórych produktach na pewno przeczytaliście już wcześniej. W większości przypadków postawiłam na pielęgnację naturalną, ale znajdą się tutaj produkty, które będą posiadały bardziej chemiczne składy (wspomnę o tym w komentarzu)

W takim razie przechodzę do konkretów! 
Miłej lektury!

1) Oleje pielęgnacyjne

Tutaj Was zaskoczę, ponieważ pomimo tego, że wypróbowałam w tym roku dziesiątki kremów, do żadnego raczej nie powrócę, ponieważ zachwyciły mnie naturalne oleje, które w zależności jakie wybierzecie, mogą odpowiednio wpłynąć na Waszą skórę.

Moja cera w okresie letnim jest bardziej tłusta, aktualnie przechodzi okres delikatnego przesuszenia i w tym czasie najlepiej sprawdzały się oleje. Najbardziej przypadły mi do gustu trzy:

olej z pestek malin (Biochemia Urody) - olej tłoczony na zimno - stosuję na dzień


Serdecznie zapraszam Was do producenta tego oleju, ponieważ w bardzo dokładny sposób opisał jego właściwości - link 

O oleju pisałam już przy okazji posta z ostatnimi zakupami kosmetyków pielęgnacyjnych (link), gdzie już przedstawiłam Wam moją wstępną opinię o tym produkcie. W 100% potwierdzam to i nadal go stosuję. Świetnie sprawdza się pod makijażem, jako baza, dodatkowo ochrania skórę przed niekorzystnym promieniowaniem UV. 
Ostatnio odkryłam, że lubię go również łączyć z organicznym olejem jojoba, wtedy jego konsystencja wydaje się lżejsza i lepiej sprawdza się w dni, gdy nie nakładam makijażu. 
Bardzo polecam Wam wypróbowanie tego półproduktu. Olej nie jest drogi, a efekt przebija nie jeden wysoko półkowy naturalny krem. Nie bójcie się go wypróbować również, gdy posiadacie cerę skłonna do przetłuszczania się i do wyprysków, ponieważ olej ma właściwości regulujące wydzielanie sebum, a zawarty kwas linolowy i linoleinowy pomaga odbudowywać skórę i tym samym przyspieszy gojenie drobnych wyprysków (nie polecam przy trądziku ropnym i innej ciężkiej odmianie trądziku, w takim przypadku należy konsultować się ze specjalistą). Przy skórze mieszanej i tłuste polecam połączyć go z żelem hialuronowym. 

olej z dzikiej róży (Rosehip Oil) - stosowałam na noc


Obecnie wykańczam inne oleje, ale wiem, że do tego produktu powrócę w niedalekiej  przyszłości, gdyż jest to niewątpliwe odkrycie roku 2015.
W kolejce czeka już serum z Antipodes, o którym niedługo Wam napiszę, natomiast do tej pory stosowałam 100% olej organiczny, który zakupiłam na eBay. 
Rosehip Oli pobił w pielęgnacji, mojego zeszłorocznego ulubieńca, olej tamanu, ponieważ zauważyłam, że jeszcze lepiej regeneruje i odżywia moją cerę. Idealny produkt na noc, rano budziłam się z rozpromienioną cerą, bez niedoskonałości. Oprócz genialnego działania przeciwtrądzikowego, olej ten ma również właściwości przeciwstarzeniowe. Hmm, czego można oczekiwać więcej?! Sami odpowiedzcie sobie na to pytanie! 
Zapraszam do recenzji tego produktu, którą zrobiłam kilka miesięcy temu:

- olej jojoba


Idealny lekki olej do zmywania makijażu. Naturalne i tanie rozwiązanie, a makijaż znika w oka mgnieniu (prawie jak w reklamach ;)) parę kropli nakładam na wilgotną skórę, masuję i zmywam mokrą muślinową ściereczką. Wszystko idealnie schodzi, włącznie z maskarą. Polecam!

2) Żel pod oczy - OZ Naturals - Super Youth Eye Gel 


Żel pod oczy trafił do moich ostatnich ulubieńców lipca i sierpnia - link
Jestem nadal pod ogromnym wrażeniem tego produktu, zaczęłam niedawno kolejne opakowanie. Żel idealnie sprawdza się przy mojej specyficznej budowie oka, która nie sprzyjała aplikacji korektorów pod oczy, ale z tym produktem i podkładem Kjaer Weis utrwalonym pudrem bambusowym z perłowym, w końcu nie muszę martwić się nieestetycznym zrolowanym makijażem pod oczami. Nie jest to produkt, do skóry dojrzałej, która potrzebuje większego odżywienia i bardziej treściwych składników, ale dla osoby przed 30-tym rokiem życia. Serdecznie Wam go polecam, a swój kosmetyk kupuję na amazon.com bezpośrednio od producenta. 

3) Serum z witaminą C - OZ Naturals



Początkowo myślałam, że napiszę o Auriga Flavo C Forte, który jest bardzo dobrym serum, natomiast przez ostatnie kilka miesięcy moje serce skradło serum z marki produkującej naturalne kosmetyki - OZ Naturals. Serum działa praktycznie identycznie jak Auriga, ale mam większe zaufanie do jego składu. Skóra jest rozjaśniona i rozświetlona, wszelkie niedoskonałości goją się znacznie szybciej. Bardzo lubię jego formułę, która jest płynna, bardziej wodna niż olejowa, co zdecydowanie odróżnia go od serum z Biochemii Urody, które miałam okazję testować w zeszłym roku. Zdecydowanie ten typ produktu sprawdzi się Wam pod makijażem, jak również na noc pod inne produkty pielęgnacyjne. Czy widzę różnicę, gdy go nie stosuję? Tak, ponieważ na początku ciąży stosowałam bardzo uproszczoną pielęgnację bez serum z witaminą C i moja skóra wyglądała gorzej, dlatego ostatnio z miłą chęcią zakupiłam kolejne opakowanie i powróciłam do serum OZ Naturals. Niech to będzie jego najlepszą rekomendacją.

4) Maseczki z glinki


Jeżeli macie przetłuszczającą się skórę, lub zdarzają Wam się zaskórniki/niedoskonałości na skórze, to powinniście zaprzyjaźnić się z maseczkami z glinek.

O tym jak je stosuję pisałam przy okazji posta o specjalistycznej pielęgnacji:

SPECIAL SKINCARE - pielęgnacja w wyjątkowych sytuacjach - dermokosmetyki, maski, glinki, oleje

Absolutnym moim ulubieńcem jest glinka fioletowa! Jest drobno-zmielona, bardzo dobrze odświeża i dotlenia skórę. Zdecydowanie polecam Wam ją wypróbować!

5) Maseczka nawilżająca/odżywiająca - Antipodes Aura (z miodem manuka)


Tę maseczkę, a w szczególności jej słodki cudowny zapach, pokochałam od samego początku. Natomiast jej działanie doceniam teraz, w trakcie drugiego trymestru, w którym skóra (również przez ogrzewanie i częstą zmianę temperatur) jest bardziej sucha i odwodniona. Wiem, że gdy zastosuję tę maseczkę, to na drugi dzień skóra wygląda znacznie lepiej! Produkt ma genialny skład i mimo dosyć wysokiej ceny ok. £19, jak na maseczkę (chociaż znajdziecie droższe), polecam Wam jej zakup, ponieważ jest wydajna i spokojnie wystarczy na pół roku stosowania.

Skład:

Aqua (water), Leptospermum scoparium mel (manuka honey), Persea gratissima (avocado oil), Glycerine (vegetable), Cetearyl alcohol, Stearic acid (coconut derived), Glycerol stearate (coconut derived), Tocopherol acetate (Vitamin E), Vanilla planifolia (vanilla oil), Citrus reticulate (mandarin oil), coumarin, d-limonene, linalool, Triethanolamine, Phenoxyethanol, Daucus carota sativa (carrot oil), Pohutuakawa (metrosideros excelsa) extract, Citrus grandis (grapefruit seed extract), ethyhexylglycerin.


6) Bielenda Super Power Mezo Serum


Mimo iż od kilku miesięcy nie stosuję już tego kosmetyku, najpierw z powodu okresu letniego, ponieważ odstawiłam produkty z kwasami. Potem z powodu ciąży, to nie mogę zapomnieć o jego dobroczynnym działaniu na moją skórę. 
O serum, kilka miesięcy temu napisałam osobny post (Cieszy się on u Was sporym zainteresowaniem):

RECENZJA - BIELENDA SUPER POWER MEZO SERUM (dla cery z niedoskonałościami)

Nadal podtrzymuję moją opinię na jego temat. Ten kosmetyk znacznie poprawił stan mojej skóry po poprzednim okresie zimowym. Cera uspokoiła się i dobrze oczyściła, dodatkowo przez długi czas mogłam cieszyć się jej idealnym wyglądem. Dlatego, gdy tylko zrobi się cieplej i jeżeli nie macie żadnych przeciwwskazań do stosowania kwasów (np. ciąża), to biegnijcie do drogerii po ten produkt. Jedno opakowanie, czyli ok. 2,5 miesięczna kuracja, powinno znacznie poprawić jakość Waszej cery.  

7) Weleda - oliwka do ciała dla dzieci 


Jest genialna! W końcu zastąpiła te, które kupowałam w Polsce. Dodam, że olej sezamowy lepiej współgra z moją skóra, lepiej się wchłania i nie zapycha jej. Był to absolutny ulubieniec pierwszego trymestru mojej ciąży i zostanie ze mną na dłużej, mimo iż planuję wprowadzić także cięższy arsenał do pielęgnacji w drugim i trzecim trymestrze. Prosty skład i idealne działanie - nie mogłabym oczekiwać niczego więcej! 

8) Zapach - Chloè by Chloè - woda perfumowana


Jest to najpiękniejszy zapach perfum jaki używałam i zdecydowanie jest to "mój zapach". Pisałam o nim przy okazji ulubieńców lutego (link
Wypróbujcie go i jeżeli pokochacie go od pierwszego "powąchania", to zostanie z Wami na zawsze! 

8 produktów! W tym roku zrezygnowałam z dzielenia wszystkiego na kategorie. Postanowiłam, że opowiem Wam o absolutnych ulubieńcach, bez zbędnego szukania czegoś w każdej kategorii. Mam nadzieję, że podobali Wam się moi faworyci i zachęciłam Was do wypróbowania tych produktów.
A może Wy również używacie tych kosmetyków? Serdecznie zapraszam, do dzielenia się Waszymi opiniami w komentarzach pod tym postem.

Pozdrawiam serdecznie!