Pokazywanie postów oznaczonych etykietą RECENZJA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą RECENZJA. Pokaż wszystkie posty

sobota, 6 maja 2017

RECENZJE ZUŻYTYCH KOSMETYKÓW - ANTIPODES, BORN TO BIO, LIZ EARLE, NEAL'S YARD, NOURISH, RESIBO


Witajcie,

Dzisiaj przygotowałam dla Was krótkie recenzje zużytych kosmetyków. Wiem, że już bardzo długo nie pisałam dla Was takich recenzji, ale mam nadzieję, że teraz uda mi się robić to regularnie. Postaram się uzbierać kilka produktów i od razu przygotować o nich post, dzięki temu mam nadzieję, że nie utonę ponownie w morzu starych opakowań :) trzymajcie kciuki, aby mi się to udało. 
Zaczynamy!

ANTIPODES - JULIET SKIN-BRIGHTENING GEL CLEANSER



Skład:
Aqua (water), herbal extract mixture of vitis vinifera & actindia chinensis (Vinanza Performance Plus® sauvignon blanc grape seed & Kiwi, Vinanza Kiwi® fruit pulp), sodium cocoyl glutamate, sodium lauroamphoacetate, wheat germamidopropyldimonium, hydroxypropyl hydrolysed wheat protein, sodium hydroxymethyl glycinate, persea gratissima (avocado) oil, buxus chinensis (jojoba) oil, leptospermum scoparium mel (manuka honey), hibiscus sabdariffa (hibiscus) flower extract, sodium benzoate, gluco- nolactone, calcium gluconate, essential oil fragrances of green apple & cardamon: benzyl alcohol†, cinnamal†, citral†, citronellol†, geraniol†, limonene†, linalool†. † Component of essential oil

Gdy kupiłam ten żel do mycia twarzy, nie spodziewałam się, że okaże się aż tak wydajny. Na opakowaniu widnieje informacja, że należy go zużyć w przeciągu pół roku i właśnie na tyle czasu mi wystarczył, a używałam go rano i wieczorem. Produkt ten ma przepiękny orzeźwiający zapach, który rozluźnia podczas wieczornej pielęgnacji i pobudza rano. Wystarczy niewielka ilość, aby móc użyć jej do przemycia twarzy i dekoltu. Polecam go w szczególności osobom o tłustej lub problematycznej cerze, ponieważ dobrze oczyszcza skórę. Natomiast produkt wydaje się dosyć intensywny w działaniu i odnoszę wrażenie, że mógłby być nieodpowiedni dla bardzo wrażliwej lub suchej cery. Dlatego zwracam Wam na to uwagę i Wy sami zdecydujecie, czy ten kosmetyk nadaje się dla Was. Ja jestem zadowolona i postanowiłam kupić kolejne opakowanie. 



BORN TO BIO - WILD ROSE SHOWER GEL



Skład: 
Aqua, Pseudotsuga Menziesii Water*, Ammonium Lauryl Sulfate, Cocamidopropyl Betaine,Glycerin, Caprylyl/Capryl Glucoside, Lauryl Glucoside, Sodium Chloride, Sodium BenzoateLactic Acid , Parfum,Potassium SorbateLinaloolBenzoic Acid, Citronellol, Geraniol
* Organic

Nie raz wspominałam, że jednym z moich ulubionych żeli pod prysznic jest ten z marki Dr. Organic (można go kupić w Holland&Barrett) o zapachu różanym. Bardzo lubię tę nutę zapachową w kosmetykach, dlatego postanowiłam wypróbować podobny kosmetyk, ale z innej marki. W ręce wpadł mi żel z Born to Bio. 
Żel w 99,5% jest wykonany z naturalnych składników, a 10% pochodzi z organicznych plantacji. W składzie ma lekką odmianę środka powierzchniowo czynnego (Ammonium Lauryl Sulfate), więc jeżeli macie bardzo wrażliwą skórę, to nie jest to produkt dla Was. Natomiast ja nie zauważyłam przesuszenia skóry, być może dlatego, że kolejne składniki w tym kosmetyku mają na celu złagodzenie działania tego składnika. Żel ma przepiękny w 100% naturalny różany zapach. Kosmetyk był wydajny, więc jeżeli mielibyście ochotę go wypróbować, to ja mogę go Wam polecić.



LIZ EARLE - CLEASE & POLISH, HOT CLOTHES CLEANSER

Skład:
Aqua (water), Caprylic/capric triglyceride, Theobroma cacao (cocoa) seed butter, Cetearyl alcohol, Cetyl esters, Cera alba (beeswax), Glycerin, Polysorbate 60, Sorbitan stearate, Eucalyptus globulus leaf oil, Rosmarinus officinalis (rosemary) leaf extract, Humulus lupulus (hops) extract, Chamomilla recutita (matricaria) flower extract, Propylene glycol, Phenoxyethanol, Panthenol, Benzoic acid, Dehydroacetic acid, Sorbitol, Limonene, Ethylhexylglycerin, Polyaminopropyl biguanide, Citric acid, Sodium hydroxide.

Tego kosmetyku chyba nie muszę nikomu przedstawiać. Mój ulubieniec sprzed lat, nawet zastanawiałam się, czy o nim wspominać i w końcu postanowiłam, że go Wam przypomnę. Znalazłam w zapasach miniaturkę, którą zużyłam przy okazji ostatniego pobytu w Polsce. Uwielbiam zapach tego kremu do mycia twarzy, bardzo pozytywnie mi się kojarzy.  Idealnie odświeża cerę. Ja nie stosuję go do demakijażu, raczej kremy myjące preferuję stosować rano, ponieważ delikatnie oczyszczają moją cerę po nocy. Nie wiem czy do niego powrócę, bo mam ochotę na coś nowego, ale jeżeli go jeszcze nie próbowaliście, to polecam. Internetowe blogowo-youtubowe MUST HAVE! 



NEAL'S YARD - Garden Mint & Bergamot - Hand Cream


Aqua (Water), Glycerin, Glycine soja (Soya) oil*, Cetearyl alcohol, Prunus amygdalus dulcis (Almond) oil*, Cera alba alba (Beeswax)*, Cetearyl glucoside, Aloe barbadensis (Aloe vera) leaf juice powder*, Citrus limon (Lemon) peel oil*, Citrus bergamia (Bergamot) peel oil expressed*, Litsea cubeba fruit oil*, Cymbopogon martini (Palmarosa) herb oil*, Melaleuca viridifolia (Niaouli) leaf oil*, Vetiveria zizanoides (Vetiver) root oil*, Mentha spicata (Garden mint) oil*, Levulinic acid, Sodium levulinate, Potassium sorbate, Xanthan gum, Tocopherol, Helianthus annuus (Sunflower) seed oil, Citral, Citronellol, Farnesol, Geraniol, Limonene, Linalool. 
*Organically produced ingredient. Natural constituent of essential oils listed. Made with 92% organic ingredients.
Ten kosmetyk albo się kocha, albo nienawidzi, ze względu na jego specyficzny zapach. Ja jestem fanką nietuzinkowych naturalnych zapachów, dlatego bardzo mi odpowiadał i napewno do niego powrócę. Przepięknie nawilżał moje bardzo przesuszające się dłonie. Regenerował je podczas nocy, ponieważ krem ten stosuję najczęściej wieczorami. W regularnej cenie kosztuje ok £10, ale bardzo często jest dodawany jako gratis do różnych kobiecych magazynów w UK i wtedy polecam Wam zakup tego produktu. Robi dokładnie to, czego oczekuję od kremu do rąk. Dla mnie pięknie pachnie, więc zdecydowanie mogę Wam go polecić. W szafce czekają już inne wersje zapachowe tego produktu ;)



NOURISH - BALANCE NUTRITIOUS PEPTIDE SERUM 



Skład:
Aqua (water), Pyrus malus (apple) fruit powder*, Pyrus malus (apple) fruit water, Glycerin, Palmitoyl tripeptide-5, Niacinamide, Calcium panthothenate, Sodium ascorbyl acetate, Tocopheryl acetate, Pyridoxine HCL, Maltodextrin, Sodium starch octenylsuccinate, Silica, Coco glucoside, Xanthan gum, Sodium levulinate, Levulinic acid, Sodium hyaluronate, Potassium sorbate, Parfum (apple aroma), Simmondsia chinensis (jojoba) seed oil. 
*Certified Organic.

Kosmetyk ten wpadł mi w ręce zupełnie przypadkowo, podczas zakupów w Waitrose. Sklep miał wtedy promocje na kosmetyki Nourish. Sprawdziłam skład, zaciekawiły mnie słowa klucze "serum peptydowe" i kosmetyk wylądował w moim koszyku. 
Stosowałam je jako serum do porannej i wieczornej pielęgnacji. Dobrze nawilżało cerę, ale ogólnie nie zrobiło na mnie jakiegoś większego wrażenia. Wydaje mi się, że za taką cenę, można kupić ciekawszy kosmetyk innej marki. Myślę, że nie kupię go ponownie. 



RESIBO - SERUM NATURALNIE WYGŁADZAJĄCE


Skład:
Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Vitis Vinifera Seed Oil, Sclerocarya Birrea Seed Oil, Squalane, Mauritia Flexuosa Fruit Oil, Borago Officinalis Seed Oil, Caprylic/Capric Triglyceride, Ascorbyl Tetraisopalmitate, Tocopherol, Lavandula Stoechas Extract, Pistacia Lentiscus Gum, Parfum, Linalool, Geraniol

Informacje od producenta:
"Serum to skoncentrowane w małej buteleczce, specjalnie wyselekcjonowane naturalne składniki, które mają potwierdzone testami działanie odmładzające. Stoechiol, czyli ekstrakt z lawendy motylej, działa już po 24 godzinach jak naturalny botoks – zmniejsza napięcie mięśniowe, przeciwdziała zmarszczkom mimicznym i wygładza skórę, pobudza wydzielanie beta-endorfin w skórze, rozluźniając ją i zmniejszając zmarszczki. Dzięki Lakesis – ekstraktowi z „łez” drzewa pistacia lentiscus, który pobudza produkcję tzw. białka młodości – skóra odzyskuje gęstość i wygląda na pełniejszą oraz bardziej jędrną. Serum jest doskonałe dla cery z problemami trądzikowymi i bliznami potrądzikowymi – zawarty w niej olej marula ma silne działanie antyoksydacyjne, ale też gojące i regenerujące. Działa przeciwzmarszczkowo, poprawia elastyczność skóry i chroni ją przed rozkładem kolagenu. Zawarty w naszym serum skwalan roślinny, którego zadaniem jest zapobieganie utracie wilgotności, przywraca skórze elastyczność i gładkość, wyraźnie zmniejszając zmarszczki. Serum uzupełnia najwyższej jakości pochodna witaminy C, odznaczająca się szczególną trwałością, a co za tym idzie – bardzo wysoką skutecznością, zapobiega powstawaniu przebarwień i hamuje utlenianie sebum, dzięki czemu zapobiega powstawaniu wyprysków."

Po takim opisie producenta postanowiłam wypróbować ten kosmetyk :) i bardzo się cieszę, że to zrobiłam, bo oto przedstawiam Wam jeden z lepszych olejowych serów jakie do tej pory używałam :) a cieszy mnie to tym bardziej, gdyż jest to polska marka! 
Uwielbiam sera olejowe, moja skóra, w szczególności w chłodniejszym okresie roku, bardzo je lubi. 
Mam skłonności do wyprysków i po zastosowaniu tego produktu nie miałam większego wysypu, a jest on dosyć gęsty i nie wchłania się od razu w skórę. 
Początkowo stosowałam go na noc jako produkt pielęgnacyjny zaraz po wodzie różanej i serum z witaminą C (które prawie zawsze występuje w mojej wieczornej pielęgnacji), potem postanowiłam używać go również na dzień jako produkt nawilżający. Na co zwróciłam szczególną uwagę, to to, że ten olejek zachowuje się jak idealna baza pod makijaż. Ładnie wygładza cerę i dzięki temu bardzo dobrze trzyma się na nim podkład, a stosowałam naturalne podkłady kremowe (które również posiadają w swoim składzie oleje) oraz pod sypkie podkłady mineralne (BareMinerals i Lili Lolo). 
Po nocy cera wyglądała na wypoczętą. W szczególności polecam ten kosmetyk młodym mamom, ponieważ działa cuda :)
Moją rekomendacją powinien być fakt, że kupiłam juz kolejną buteleczkę, ale na razie robię sobie przerwę od tego kosmetyku, ponieważ teraz, w okresie cieplejszym, jest dla mnie jednak odrobinę za "ciężki", ale myślę, że już niedługo powrócę do jego stosowania. Wielki plus dla marki za starannie wykonane opakowania. Minimalistyczny design idealnie odzwierciedla profesjonalne działanie kosmetyku. POLECAM!



Mam nadzieje, że moje recenzje zużytych kosmetyków są dla Was przydatne i zaciekawiłam Was niektórymi produktami. Dajcie koniecznie znać w komentarzach pod spodem, które kosmetyki znacie i używaliście. Czy podzielacie moje zdanie na ich temat?
Serdecznie zapraszam do śledzenia mnie na instagramie, gdzie ostatnio często staram się dodawać filmiki na InstaStory. Mój nick to @littlegreeneyed
A jeżeli nie macie jeszcze konta na Instagramie, to zapraszam rownież do mojego profilu na Facebooku:

Już niebawem pojawią się kolejne wpisy.
Pozdrawiam Was serdecznie,



niedziela, 27 marca 2016

HITY ROKU 2015! Ulubieńcy - kosmetyki do makijażu.

Witajcie!

Przyznam szczerze, że nie mogłam doczekać się tego wpisu, ponieważ w 2015-tym roku odkryłam genialne kosmetyki do makijażu. Dodam, że są to produkty w większości naturalne i niezmiernie cieszy mnie fakt, że spełniają w 100% moje obecne preferencje. 
Wiem, że post pojawia się bardzo późno, jak na podsumowanie ubiegłego roku, ale trzymajmy się tego, że lepiej późno niż wcale! :) mam nadzieję, że któreś z tych kosmetyków przypadnie do gustu również Wam :)


1) Paletka Urban Decay Naked 2 


Nie jest to kosmetyk naturalny, natomiast stosowałam go praktycznie codziennie przez pierwsze półrocze 2015-go roku. Cienie mają bajeczne kolory i konsystencję, dodatkowo są bardzo wydajne! 
Teraz, podczas ciąży przerzuciłam się na kosmetyki naturalne, ale myślę, że jeszcze powrócę do tej palety. 


Zdecydowanie mogę Wam polecić ten produkt i wiem, że Was nie zawiedzie. Miałam również Naked 3, ale ją odsprzedałam, ponieważ nie spełniła moich oczekiwań (Co do konsystencji, cienie wydawały się bardziej suche, oraz kolorystyka była zbyt różowa w porównaniu dla mojego odcienia cery) Natomiast obie palety znalazły zastosowanie u mnie jak i u osoby, która odkupiła ode mnie Naked 3.
Jeżeli poszukujecie cieni o pudrowo-"kremowej" konsystencji w złotych odcieniach, to ta paleta powinna znaleźć się w Waszej kosmetyczce.

2) Kredka do brwi - Soap&Glory - Hot Chocolate


Mój absolutny ulubieniec do brwi zeszłego roku! Jest to bardzo wydajna, precyzyjna kredka do rysowania i wypełniania brwi. Odcień pasuje do ciemniejszych odrostów moich naturalnych włosów, więc idealnie dopasowuje się do koloru moich brwi. 


Jest precyzyjna, łatwo się rozciera i trzyma cały dzień. Dodatkowo nie trzeba jej temperować! Nic dodać, nic ująć :) - możliwa do kupienia w UK w Boots

3) Lakiery hybrydowe - Semilac




Ostatnio zrezygnowałam z używania tych kosmetyków ze względu na ciążę i to najbardziej ze względu zapach towarzyszący aplikacji hybryd. Ale zdecydowanie są to produkty, które królowały u mnie w zeszłym roku. Hybrydy są bardzo wygodne w noszeniu i proste w wykonaniu :) Dzięki nim macie spokój z paznokciami na przynajmniej 1,5 tygodnia (u mnie nie sprawdzają się na dłuższy czas, ponieważ moje paznokcie rosną bardzo szybko). 







Jedyny minus jaki widzę, to ich ściąganie! Nie cierpiałam tego robić, no ale czasem trzeba się pomęczyć dla pięknego efektu :) nie chcę Wam polecać konkretnych kolorów, gdyż wszystkie są piękne i to co wybierzecie powinno zależeć od Waszych preferencji, ponieważ kolor zostaje z Wami na dłużej. Na pewno jeszcze wrócę do noszenia hybryd, ale myślę, że za jakiś czas. 

Kosmetyki naturalne:

4) Podklad Kjaer Weis - Silken 


Jeżeli śledzicie mnie na Instagramie, to wiecie, jak bardzo uwielbiam ten kosmetyk. Rewelacyjnie sprawdza się przy cerze mieszanej. Uwielbiałam stosować go latem, gdy skóra bardziej się przetłuszczała i ale również z chęcią stosuję go zimą. Teraz moja skóra jest zdecydowanie bardziej sucha, również z powodu zmian hormonalnych w organizmie podczas ciąży, mimo to, gdy użyję dobrze odżywczego oleju, podkład sprawdza się idealnie. Jedynym minusem jest to, że potrafi mocno podkreślać suche skórki, dlatego skóra musi być dobrze wypielęgnowana (nawilżona lub natłuszczona). 



Kosmetyk przepięknie stapia się z cerą, moim zdaniem po zastosowaniu olejów pod makijaż, wygląda jak "druga skóra". Produkt nie wchodzi w zmarszczki lub załamania, dlatego u mnie rewelacyjnie sprawdza się także jako korektor pod oczami. Wystarczy niewielka ilość do wyrównania kolorytu cery. Jest to bardzo drogi produkt, natomiast wart swojej ceny. 

Jeżeli nie chcecie wydawać tak dużo pieniędzy, na produkt w oryginalnym puzdereczku, zawsze możecie kupić tańszy refill, który włożycie do swojej własnej magnetycznej palety. Produkty marki Kjaer Weis, jak ich opakowania, robią ogromne wrażenie i warto w nie zainwestować, jeżeli macie zamiar stosować je przez dłuższy czas.
To jak bardzo lubię ten produkt, potwierdza tylko fakt, że ostatnio dokupiłam kolejny refill tego podkładu. 

Więcej na jego temat możecie poczytać w poście:


5) Cień do powiek Kjaer Weis - Grace



Również wspominałam o nim w poście:

ZAKUPY - nowości - kosmetyki naturalne (nietoksyczne) - SIERPIEŃ 2015

Jest to cień, który używam do każdego makijażu odkąd pojawił się w mojej toaletce. Stosuję go samego na całą powiekę lub jedynie w załamaniu, ponieważ ma piękny naturalny kolor i podkreśla cień moich oczu. Absolutny ulubieniec! Wiem, że gdy go wykończę kupię ponowny refill. Przy bardziej tłustych powiekach, jeżeli dobrze zmatujecie powiekę, to cień powinien wytrzymać cały dzień. Polecam!

6) Sypki mineralny cień do powiek Well People - Luminous Taupe




To jest moje małe cudeńko! Kupiłam go z polecenia sprzedawcy w stacjonarnym sklepie Content Beauty i początkowo nie byłam przekonana, do jego sypkiej formy. Oczywiście znacznie łatwiej operuje się cieniami prasowanymi, ale nie żałuję, że dałam się na niego namówić. Ma złotawy odcień taupe, który cudnie mieni się na powiece. Przepięknie prezentuje się sam na powiece, lub np. w połączeniu z prasowanymi cieniem Kjaer Weis Grace.
Zdecydowanie mój ulubieniec! 

7) Róż do policzków Lili Lolo Clementine



Ten róż przeleżał u mnie w szufladzie chyba półtora roku, aż w końcu zakochałam się w jego odcieniu. Gdy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, postanowiłam zrezygnować całkowicie z chemicznych kosmetyków i w szufladce miałam jedynie ten róż mineralny. Postanowiłam go wypróbować. Wtedy miałam lekko opaloną skórę i Clementine cudnie podbijał kolor.



Używałam go niemal codziennie od października. Teraz również często gości na moich policzkach, gdy chcę lekko ocieplić policzki. Piękny odcień, idealna trwałość zarówno na mineralnych podkładach, jak i kremowych. Kompletnie nie widać zużycia, ponieważ ze względu na jego pigmentację, używam niewielkiej ilości.
Mam jeszcze jeden odcień różu tej marki, ale nie skradł tak mojego serca, jak Clementine. Bardzo Wam go polecam!

8) Sypki podkład mineralny Lili Lolo - Warm Peach




Zdecydowany ulubieniec ostatnich dwóch lat. Idealny do cery przetłuszczającej. Używam już drugie opakowanie, chociaż teraz trochę rzadziej, ze względu na to, że moja cera podczas ciąży jest bardziej sucha i dla lepszego komfortu sięgam po bardziej kremowe podkłady.



Produkt w gorsze dni cery sprawdzi się również jako puder wykańczający i dodaje wtedy delikatnego krycia, nie powodując nieprzyjemnej maski, tylko pamiętajcie o tym, aby nie aplikować go w za dużej ilości. Przy mojej przetłuszczającej się cerze utrzymywał się cały dzień i wyglądał estetycznie nawet z bliska. Mój idealny kolor do jasnej cery o ciepłym zabarwieniu to Warm Peach. Dobrym rozwiązaniem jest zamówienie najpierw próbek i dobranie odpowiedniego odcienia. Polecam ponownie!

9) Bronzer Tarte




Kosmetyk kupiłam przy okazji pobytu w Stanach i niestety tylko tam jest dostępny, chociaż może uda Wam się go znaleźć na jakichś stronach internetowych.
Najpierw zwróciłam uwagę na jego opakowanie - "skórzane" brązowo-złote. 
Ale gdy zobaczyłam odcień, od razu się w nim zakochałam.


Produkt jest jasny i matowy, dlatego idealnie sprawdza się do jasnych karnacji na co dzień. Można nim delikatnie wymodelować twarz i nie uzyskamy przez to konkurowania ala Kim Kardashian ;) cera wygląda świeżo i jest delikatnie ocieplona. Ten bronzer zdecydowanie wnosi wiele do mojego makijażu, mimo że jest kompletnie niezauważalny. Produkt trzyma się cały dzień.
Jeżeli tylko uda Wam się gdzieś go kupić, albo mieszkacie w Stanach, to zdecydowanie polecam jego zakup. 

10) Tusz do rzęs - ILIA BEAUTY - NIGHTFALL - BLACK MASCARA


Może to zabrzmi dziwnie, ale do tej pory nie zwracałam uwagi na to, że zwykle chemiczne tusze do rzęs mi szkodziły. Lekko swędziały mnie oczy, ale myślałam, że było spowodowane tym, że nakładam coś na oko. Okazuje się, że zmiana tuszu na taki o lepszym składzie, całkowicie wyeliminowało uczucie swędzenia i "wysuszenia" oka. Pierwszym tuszem o bezpiecznym składzie, jaki wypróbowałam był tusz Ilia Beauty Nightfall.


Ma on bardzo ciekawą szczoteczkę, która trochę przypomina mi Roller Lash z Benefit (bardzo go lubiłam ze względu na tą szczoteczkę). Ilia to typ maskary na co dzień, nie jest super trwała, jeżeli złapie was ulewa i woda dostanie się do oczu, to makijaż może popłynąć, ale na co dzień jako delikatny kosmetyk się sprawdza. Moim zdaniem ma bardzo dobrą formułę (kiedyś używałam tuszu z Lili Lolo i był bardzo kiepski ze względu na grudkowatą konsystencję i szczotkę, tak że go nie polecam, użyłam go zaledwie kilka razy i wyrzuciłam), ale największą "pracę" robi silikonowa szczoteczka, z jednej strony posiadająca krótsze, z drugiej dłuższe włosie. Pięknie rozczesywała rzęsy i wyciągała je w zewnętrznych kącikach. 
Tuszu używałam ok. 2 miesiące, po tym czasie niestety zaczął się sypać, mimo to uważam, że był bardzo dobry. 
Polecam wypróbować, może Wam również się sprawdzi, chociaż tusz do rzęs to bardzo indywidualna sprawa i wasze zadowolenie zależy od rodzaju rzęs i budowy oka.

11) Pomadka Lili Lolo - Love Affair i French Flirt (stare opakowania)

Love Affair




Myślałam, aby napisać o jednej z moich ulubionych pomadek Chanel w odcieniu Adrienne, ale pod koniec roku nie używałam chemicznych kosmetyków, dlatego mój wybór padł na kolejny kosmetyk Lili Lolo. Właściwie to mogę powiedzieć, że wiele ich produktów spełnia moje oczekiwania, a dodatkowo są one dostępne w przystępnych cenach. Lili Lolo Love Affair jest bardzo podobna, do pomadki Chanel Adrienne, jest dużo tańsza, a dodatkowo ma znacznie lepszy skład. Wiem, że gdy tylko ją wykończę, to na pewno kupię kolejne opakowanie. 

French Flirt



Drugim odcieniem, który skradł moje serce w tym roku był French Flirt. Nie jestem ogromną fanką czerwieni na moich ustach, ale akurat ta pasuje do mojego typu karnacji. Używam niewielkiej ilości i w ten sposób uzyskuję "efekt przygryzionych ust", który wygląda bardzo delikatnie i naturalnie.
Również polecam!

12) Pomadka Vapour Sirene Tempt



Pisałam o niej w osobnym poście. Zapraszam do zapoznania się z tą recenzją:


Nadal podtrzymuję opinię na jej temat. Kusi mnie, żeby wypróbować inne odcienie z tej kolekcji.


Sirene Tempt ma przepiękny jasny fiołkowy odcień, który odpowiada ciemniejszemu o ton odcieniowi moich ust. Tym samym kolor nadaje się idealnie na co dzień i pasuje praktycznie do każdego makijażu. Jeżeli Wasze usta mają delikatnie fioletowy odcień, to serdecznie polecam Wam ten kosmetyk! 

13) Lakier do paznokci - LVX - Nu



W połowie roku, postanowiłam poszukać jakiś lakierowych bezpieczniejszych alternatyw do zwykłych lakierów i hybryd. W szczególności ma to dla mnie znaczenie podczas ciąży. W internecie natrafiłam na wiele firm z informacjami "3 Free", "4 Free", "5 Free" itp. Wypróbowałam Kure Bazaar i LVX. 
Lakiery LVX kupiłam przy okazji pobytu w Stanach. Niestety nie są one łatwo dostępne w Europie, a wielka szkoda, bo jestem z nich bardzo zadowolona! 
Posiadam dwa kolory Crimson i Nu, ale moje serce skradł przede wszystkim odcień Nu, który jest dla mnie idealnym nude'm. Lakiery trzymają się na moich paznokciach bez szwanku przez 5 dni, co jest ogromnym wyczynem w przypadku takich produktów. 
Szkoda, że nie jestem w stanie wypróbować innych odcieni, ale jeżeli Wy macie do nich dostęp, to serdecznie Wam je polecam!


Wiem, że czekaliście na tego posta bardzo długo i przepraszam za to, ale mam nadzieję, że spodobały Wam się moje ulubione kosmetyki do makijażu roku 2015-go.
Jeśli macie swoje opinie na ich temat, to serdecznie zapraszam do komentowania pod tym postem!

Jeżeli jeszcze nie widzieliście ulubieńców pielęgnacyjnych roku 2015, to serdecznie zapraszam do poprzedniego wpisu:


Pozdrawiam serdecznie!