piątek, 28 sierpnia 2015

Zakupy w londyńskich Charity Shops - czyli ubrania z angielskich second hand'ów. Krótki przewodnik po Charity Shop'ach.


Witajcie Poszukiwacze Skarbów!

Jeżeli trafiliście na ten wpis, to musi Was interesować odnajdywanie perełek ubraniowych i nie tylko.
Nie wiem dlaczego dla niektórych kupowanie w second handach jest czymś ujmującym i traktują to jako temat tabu. Nie mówię tutaj o typowych tzw, szmateksach ze złymi gatunkowo i znoszonymi ubraniami, chociaż czasem w koszach na wagę pewnie uda się znaleźć coś godnego uwagi. Mówię o second handach, które są również w Polsce - sklepy z uporządkowanymi ubraniami, bardzo często storzonymi gotowymi stylizacjami na manekinach. Znajdziecie tam wiele dobrych gatunkowo ubrań, w idealnym stanie, najczęściej z importu z wysp lub krajów zachodnich. Również, gdy mieszkałałam w Polsce, zdarzało mi się zaglądać w takie miejsca i kiedyś upolowałam marynarkę Gorgio Armani. 

Ale tym razem skupmy się na Charity Shopach/Charitkach (pozwolę sobię na takie spolszczenie w tym wpisie ;) ) w Londynie. Być może przyda Wam się informacja o kilku miejscach, do których warto zajrzeć, gdzy mieszkacie tutaj, lub gdy wybierzecie się do Londynu w celach turystycznych.
Sklepy, o których wspomnę są umieszczone blisko centrum, dlatego nie będziecie ich długo szukać, gdy zdecydujecie się na ich odwiedzenie.
Zapraszam do dalszej lektury mojego przewodnika po Charity Shopach.

Co to jest Charity Shop?

Myślę, że powinnam zacząć od tej najważniejszej sprawy. Uważam, że warto wspomnieć o tym, że gdy kupujecie w Charity Shopie, to cały dochód ze sprzedaży tych przedmiotów/ubrań wspiera instytucje charytatywne. 

Jak to działa? 

Ludzie dobrowolnie za darmo oddają ubrania, których nie potrzebują. Można to zrobić na trzy sposoby:

- zorganizowane zbiórki, np. raz na kilka miesięcy, po domach zostają rozwożone specjalne worki, na których jest napisane dla jakiej fundacji jest zbiórka, w jaki dzień jest zorganizowana i w jakich godzinach należy wystawić worki. Szybki sposób, ale tylko w wybranych terminach.

- specjalne kontenery - coś takiego jak kontenery czerwonego krzyża w Polsce. Tam możecie zawsze i o każdej porze wrzucić swoje przedmioty/ubrania

- możecie zanieść bezpośrednio do pobliskiego Charity Shopu

Uważam, że oddawanie ubrań jest idealnym sposobem na recykling przedmiotów w dobrym stanie, które nam się znudziły lub z jakiegoś powodu już nam nie pasują.

W UK mamy kilka fundacji, które posiadają swoje sklepy rozsiane po całym Londynie i nie tylko, oto kilka przykładów:

OXFAM - pomoc ludziom na całym świecie (90 krajów objęte tym programem) - walka z głodem, dostawa czystej wody, wyposażanie szkół

Oxfam posiada również swój sklep internetowy: oxfam.org.uk
oraz file, które zajmują się sprzedażą jedynie książek i muzyki (również płyty winylowe)

BRITISH RED CROSS - pomoc humanitarna  osobom potrzebującym w różnych krajach (np. Pomoc w kontakcie z rodziną podczas wojny lub klęsk żywiołowych)

FARA - pomoc osieroconym i porzuconym dzieciom z Rumunii

CANCER RESEARCH - fundacja prowadzi badania związane z chorobami nowotworowymi

BERNARDO'S - fundacja pomagająca dzieciom

BRITISH HEART FOUNDATION - profilaktyka i leczenie chorób serca i krążenia.

Takich fundacji jest więcej, dotyczą one również zwierząt, więc jeżeli jesteście tym zainteresowani, to zachęcam do wyszukania ich w internecie.
Tym samym wzbogacając swoją szafę, możecie również komuś pomóc! Moim zdaniem idealny pomysł. 


Dla kogo zakupy w Charity Shop?

dla poszukiwaczy skarbów - bardzo często możecie znaleźć w Charitkach wyjątkowe i niepowtarzalne przedmioty. Jeżeli wybierzecie się do sklepu w odpowiedniej lokalizacji (napiszę o tym za chwilę), bardzo często możecie znaleźć firmowe przedmioty/ubrania

dla wytrwałych - pamiętajcie, że Charity Shop to nie jest sieciówka i nie zawsze od razu znajdziecie to czego aktualnie szukacie. Ale warto sprawdzać co nowego pojawia się w sklepie. Moja uwaga, nie kupujcie tego czego nie potrzebujecie, lub tego w czym Wam nie jest dobrze, nawet jeśli była to super okazja!

dla oszczędnych - w niektórych sieciach charitków (np. Oxfam) ubrania zazwyczaj są bardzo tanie. Również w dzielnicach mniej zamożnych znajdziecie tańsze ubrania.

dla ceniących dobrą jakość ubrań - wg. mnie jest to dobre rozwiązanie dla osób, które poszukują lepszych gatunkowo materiałów (kaszmir, jedwab), które w regularnych cenach są bardzo drogie. Poza tym jeżeli coś służyło komuś przez jakiś czas, a Wy kupujecie to w stanie niemal idealnym, to świadczy o bardzo dobrej jakości materiału.

dla poszukiwaczy drogich/selektywnych marek, ubrań od znanych projektantów - jeżeli cenicie sobie ubrania markowe, które w regularnych cenach sięgają fortuny, Charity Shopy mogą być dla Was. Bardzo często w lepszy dzielnicach (ale nie tylko!) możecie natrafić na ubrania i akcesoria np. takich marek: Prada, Jimmy Choo, Gucci, Marni, Hermes, Burberry, Hugo Boss, Chloe i wiele innych. 
Ale uważajcie na podróby, które również mogą trafić do Charitków, ceny droższych marek, nie mogą być bardzo niskie! Zazwyczaj ceny ubrań i akcesoriów marek selektywnych są znacznie wyższe niż zwykłych firm. Porównałabym to do cen Gold Label w TK Maxx lub Outletowych sklepów, ewentualnie trochę niższe - wszystko zależy od stanu zużycia danych rzeczy. Ceny są niższe niż w znanych Vintage Shops (niestety takie sklepy również bardzo często zaopatrują się w Charitkach i potem sprzedają wszystko po wyższych cenach)


Gdzie szukać Charity Shopów?

- w okolicy, w której mieszkacie - na pewno gdzieś w Waszej okolicy jest chociaż jeden taki sklep. Warto rozejrzeć się przy głównych drogach.

- w internecie - jeżeli wejdziecie na strony internetowe poszczególnych fundacji, w bardzo łatwy sposób możecie zlokalizować sklepy w Waszej okolicy. Polecam ten sposób!

- w droższych/bardziej posh dzielnicach - takich jak np. Kensington, Notting Hill, Chelsea, Fulham.

Lokalizacje, które polecam:

- Oxfam - Chelsea - Kings Road
- Oxfam - Kensington - Gloucester Road 
- FARA - Kensington - Gloucester Road 
- Oxfam - Notting Hill - Notting Hill Gate
- Oxfam - Notting Hill - Westbourne Grove
- Oxfam bookshop - Notting Hill - Portobello Road (książki, muzyka - CDs, winyle)
- British Red Cross - Chelsea - Old Church Street (ubrania - bardzo drogie - ceny od £20 do kilku setek, firmowe, obok osobny sklep z akcesoriami do domu) 


Kilka cennych rad: 

- nie poddawaj się po jednokrotnym wypadzie do Charitka, nie zawsze od razu znajdziesz to czego szukasz 

- nie kupuj ubrań, które w jakiś sposób Ci nie pasują, a chcesz je jedynie z powodu np. marki

- kup od razu to co Ci się podoba, ponieważ asortyment szybko może się zmienić i ktoś kupi rzecz, którą sobie upatrzyłeś

- dokładnie sprawdzaj jakoś ubrania - skład materiałów - sprawdzaj metki

- kup tylko, jeżeli coś jest uszkodzone, ale wymaga drobnej naprawy samodzielnej lub krawieckiej, szewskiej (np fleki)

- nie kupuj swetra, który Ci się podoba a jest sfilcowany (skurczył się w praniu) - prawdopodobnie nie uda Ci się odzyskać jego oryginalnego kształtu

- kup sweter, który Ci się podoba, a jest lekko zmechacony - w bardzo łatwy sposób za pomocą żyletki lub golarki do swetrów (to rozwiązanie polecam najbardziej) jesteś w stanie przywrócić jego świetność

- jeżeli zdecydujesz się na zakup butów - kup tylko te, które są wygodne (jeżeli nie, to ktoś z tego powodu mógł je oddać), nie są brudne w środku (kwestie higieniczne, mimo wszystko odkaź je w domu alkoholem), sa w dobrym stanie (mnie się udało kupić nowe buty) - sprawdzaj podeszwy, sprawdź wyściółkę buta, czy nie jest zdarta, sprawdzanie flaków nie ma znaczenia, ponieważ mogły zostać wymienione.

- sprawdzaj czy produkt jest oryginalny (metki wewnętrzne, najlepiej dwie jeżeli jest taka możliwość) nie kupuj rzeczy, która budzi Twoją wątpliwość co do autentyczności. Najczęściej już sam materiał pomoże Ci określić czy coś jest oryginalnym produktem.

- ja nie kupuję ubrań, które wyglądają na noszone - zwracam uwagę tylko na takie ubrania, które wyglądają jak nowe, lub po drobnych przeróbkach będą tak wyglądać.

Mam nadzieję, że ten post był dla Was przydatny.

Jestem bardzo ciekawa, czy kupujecie w Charity Shopach? A może właśnie zachęciłam Was do tego? 
Zapraszam do komentowania pod tym postem. Mam do Was prośbę, jeżeli znacie inne miejsca, w których można znaleźć ciekawe rzeczy, to proszę napiszcie o tym w komentarzu. Niech ten wpis będzie miejscem, gdzie wspólnie zbierzemy informacje dotyczące zakupów w londyńskich Charity Shops. Pamiętajcie, że to co napiszecie może w jakiś sposób pomóc innym.

Pozdrawiam Was serdecznie i już niedługo zapraszam do kolejnych wpisów!


wtorek, 25 sierpnia 2015

ZAKUPY - nowości - kosmetyki naturalne (nietoksyczne) - SIERPIEŃ 2015


Witam!

W planach miałam zupełnie inny post, ale po moich ostatnich zakupach, gdy wrzuciłam zdjęcie na Instagram i Facebook, zobaczyłam Wasz pozytywny odzew i prośbę o posta z tymi zakupami. I tym samym przygotowałam dla Was wpis z moimi zakupami kosmetyków naturalnych/nietoksycznych z ok. dwóch ostatnich miesięcy.


Na samym początku chciałam Wam pokazać mgiełkę z Caudalie, a dokładnie mówiąc Beauty Elixir, który kupiłam już dawno temu. Kosmetyk ma za zadanie pielęgnować naszą cerę, ja postanowiłam wykorzystywać go jako spray wykańczający makijaż mineralny. Używałam go już kilka razy i ma bardzo specyficzny ożeźwiający zapach i pozostawia uczucie mrowienia i schłodzenia na skórze. Jednak wydaje mi się, że lepiej by się sprawdził gdybym go wklepywała, np. Beauty blenderem, którego obecnie nie posiadam. Gdy tylko go kupię, dam Wam znać jak współpracuje z tą mgiełką. Kosmetyk ok, ale muszę jeszcze popracować nad techniką jego stosowania.


Jako, że szykuję się na wakacje, przyjrzałam się kosmetykom, które zabiorę ze sobą. Wiem, że jakiś czas temu kupiłam balsam z filtrem do ciała marki Vichy, ale postanowiłam jednak kupić coś z filtrem fizycznym zamiast chemicznego i mój wybór padł na markę Green People.
Filtry jakie zostały zastosowane w tym preparacie to nanocząsteczkowy dwutlenek tytanu (Titanum Dioxide), naturalny kwas cynamonowy (Cinnamic acid) i wyciąg z szarotki (Edelweiss extract).
Producent zapewnia, że po przeprowadzeniu dochodzenia jest przekonany, że nanocząsteczkowy dwutlenek tytanu jest bezpieczny dla naszego zdrowia. 
W internecie spotkałam się z różnymi opiniami na ten temat, natomiast natknęłam się również na tę stronę:


Zdecydowałam się jednak kupić ten produkt i przetestować. Mam nadzieję, że się sprawdzi.

Skład filtra Green Peolpe:
AQUA, ISOAMYL P-METHOXYCINNAMATE, HELIANTHUS ANNUUS (SUNFLOWER) SEED OIL*, OLEA EUROPAEA (OLIVE) FRUIT OIL*, ELAEIS GUINEENSIS (PALM) OIL*^, TITANIUM DIOXIDE [NANO], DIETHYLAMINO HYDROXYBENZOL HEXYL BENZOATE, CETEARYL ALCOHOL, GLYCERYL STEARATE, CETEARYL GLUCOSIDE, CERA ALBA (BEESWAX)*, ALOE BARBADENSIS (ALOE VERA) LEAF JUICE POWDER*, PERSEA GRATISSIMA (AVOCADO) OIL*, CHAMOMILLA RECUTITA (CHAMOMILE) FLOWER EXTRACT*, ALTHAEA OFFICINALIS (MARSHMALLOW) ROOT EXTRACT*, CAMELLIA SINENSIS (GREEN TEA) LEAF EXTRACT*, lEONTOPODIUM ALPINUM LEAF EXTRACT, COMMIPHORA MYRRHA (MYRRH) OIL^, ROSMARINUS OFFICINALIS (ROSEMARY) LEAF EXTRACT*,SODIUM STEAROYL GLUTAMATE. GLUCONOLACTONE, SODIUM BENZOATE, SODIUM DEHYDROACETATE, PHYTIC ACID. 
*82.2% ORGANIC, ^FAIRLY TRADED.

Oprócz filtra, do koszyka wrzuciłam żel do golenia marki Dr. Bronner, który ma 100% naturalny skład.

Organic Sucrose*, Organic White Grape Juice, Organic Coconut Oil*, Potassium Hydroxide**, Organic Olive Oil*, Organic Shikakai Powder, Organic Hemp Oil, Organic Jojoba Oil, Organic Corn Starch, Organic Lemongrass Oil, Organic Lemon Oil, Organic Lime Oil, Citric Acid, Tocopherol. 
* Certified Fair Trade by IMO.

Jestem bardzo ciekawa tego kosmetyku. Dam Wam znać, gdy go zużyję, chyba że zachwyci mnie tak bardzo, że postanowię o nim wspomnieć wcześniej - w ulubieńcach miesiąca.


A teraz pokażę Wam dwa produkty, o których zazwyczaj nie piszę na blogu. Ale zwróciłam na nie uwagę ze względu na to jakie mają składy i jak różnią się od typowych drogeryjnych akcesoriów (mam nadzieję, że mogę to tak nazwać)



Zamówiłam na wypróbowanie naturalne tampony Organyc wyprodukowane w 100% z bawełny, bez żadnych dodatków zapachowych. Producent podkreśla, że są hipoalergiczne. Piszę o nich tylko dlatego, że być może są wśród Was kobiety, które szukają tego typu produktów. Jestem bardzo ciekawa czy się sprawdzą. Jeżeli będą w porządku, to być może wspomnę o nich w projekcie denko. 

Poszukiwałam też ostatnio alternatywy do kremu depilującego firmy Veet, którą mogłabym stosować w okolicach bikini. Znalazłam naturalne woskowe plastry marki Acorelle.

Skład:
Wax ingredients: Glyceryl rosinate, ricinus communis seed oil, cera alba*, argania spinosa kernel oil*, helianthus annuus seed oil*, aloe barbadensis leaf extract*. 
*Ingredients from organic farming.
100% of the total ingredients are of natural origin. 10% of the total ingredients are from organic farming.

Nigdy nie używałam plastrów do depilacji i przyznam szczerze, że bardzo się boję, że nie podołam bólowi. Jeżeli macie może dla mnie jakieś cenne wskazówki, co zrobić, aby mniej bolało, to napiszcie proszę w kometarzach

Przejdźmy do kosmetyków kolorowych.



Zacznijmy od podkładu mineralnego Lili Lolo. Wykończyłam już poprzednie opakowanie tego produktu i przyszedł czas na zakup kolejnego. 
O tym podkładzie pisałam Wam już wcześniej i znalazł się on również na zaszczytnej liście ulubieńców roku 2014. Nadal uważam, że jest to najlepszy podkład mineralny jaki do tej pory stosowałam o satynowym wykończeniu i lekkim kryciu (a testowałam już Anabelle Minerals i Bare Minerals). 




Ładnie i naturalnie wyglada na cerze! Kolor jest równiez idealnie dobrany do mnie - najjaśniejszy żółty ton. Polecam.

Skład 100% minerały:
Mica, Zinc Oxide [+/- CI77891 (Titanium Dioxide), CI 77492 (Iron Oxide), CI 7491 (Iron Oxide), CI77499 (Iron Oxide)].


A teraz perełka, od której zaczęły się moje poszukiwania ekskluzywnych kosmetyków naturalnych do makijażu. Jak zobaczyłam ten produkt we wstępnej recenzji Karoliny - megielounge (YouTube) stwierdziłam, że czegoś takiego poszukuję. 
Och cena jest powalająca i trochę ryzykowałam, ponieważ nie miałam pojęcia jak będzie wyglądał na mojej cerze. Ale raz kozie śmierć! Spróbuję! 
I zakochałam się! 



Podkład Kjaer Weis jest zamknięty w przepięknym, ciężkim metalowym puzdereczku. Dzięki temu, że jest to system z wymiennymi wkładami, to następnym razem będzie taniej, ponieważ puzdereczko kupujemy tylko raz, a sam kompakt jest dużo tańszy.
Niektóre osoby, kupują tylko wkłady i przechowują je w magnetycznych kasetkach, ja jednak wolę osobne pudełka.




Mój odcień to Silken. Kolor w opakowaniu jest dosyć ciemny i pomarańczowo-żółty, nie powiem, trochę mnie to przeraziło. 
Ale po rozblendowaniu idealnie łączy się z moją skórą. Całkiem dobrze kryje, ale bez efektu maski. 

Pod spód należy nałożyć dobrze nawilżający krem, ja stosuję krem z filtrem John Masters i po jakimś czasie cera lekko zaczyna się świecić, ale myślę, że jest to wina kremu z filtrem. Natomiast wszystko nadal wygląda schludnie i akceptowalnie.

Produkt, przez to że nie ma w składzie silikonów trochę tępo rozprowadza się na skórze, ale mnie to nie przeszkadza, ponieważ krem, który mam pod spodem ułatwia sprawę. 

Ogromnym plusem tego kosmetyku jest skład:

Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Seed Oil•, Caprylic/Capric Triglyceride, Cocos Nucifera (Coconut) Oil•, Zea Mays (Corn)
Starch•, Cera Alba•, Copernicia Cerifera (Carnauba) Wax•, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil•, Polyglyceryl-3 Diisostearate,
Tocopheryl Acetate May Contain +/- Mica, CI 77891, CI 77491, CI 77492, CI 77499

• organically grown

Chyba nie muszę już nic więcej pisać. Jestem przekonana, że usłyszycie o tym podkładzie jeszcze nie raz. :)



W związku z tym, że zainteresowałam się bliżej naturalnymi kosmetykami do makijażu, postanowiłam wypróbować trzy cienie. Różnych marek, o różnych formułach.

Zacznę od cienia prasowanego Kjaer Weis - Grace.



Jest to piękny cień w kolorze, który idealnie nadaje się w załamanie powieki i w naturalny sposób je podkreśla. Kolor jest dopasowany do odcienia mojej skóry i delikatnie ją przyciemnia. 
Cień jest prawie matowy, piszę prawie, ponieważ ma delikatnie satynowe wykończenie. Jest piękny! Właśnie czegoś takiego szukałam.

Skład cienia Kjaer Weis:
Talc, Octyldodecyl Stearoyl Stearate, Bambusa Arundinacea Stem Powder, Copernicia Cerifera (Carnauba) Wax, Tocopheryl Acetate, Gardenia Florida Fruit Extract, Lonicera Caprifolium(Honeysuckle) Flower Extract, Lonicera Japonica(Honeysuckle) Flower Extract, Zinc Stearate. 

May Contain +/- Mica, Iron oxide (CI 77491), Titanium dioxide (CI 77891), Iron oxide (CI 77492), Iron oxide (CI 77499), Carmine (CI75470). 

Certified Natural by the CCPB - Italian certification agency - 70% of the raw materials in this eye shadow are certified organic. KW eye shadows contain bamboo which grows in the wild not in a supervised area, therefore not accepted as organic by the CCPB but qualifies it as certified natural.

Myśle, że zobaczycie jeszcze nie jeden makijaż z użyciem tego kosmetyku


Well People - No.87 Luminous Taupe



Jest to sypki cień, w którym zakochałam się od pierwszego wrażenia. Wrzuciłam Wam już filmik na Instagramie i Facebooku. Widziałam, że Wam również się spodobał.

Link do filmiku




Luminous Taupe to odcień, tak jak wskazuje nazwa taupe (brązowo-szary), wpadający w złoto. Bardzo dobrze rozprowadza się na powiece i kompletnie nie ma potrzeby nakładania pod niego bazy, co w przypadku mojej tłustej powieki jest czymś nieprawdopodobnym. Na oku tworzy się piękna tafla. Dodatkowo idealnie pasuje z cieniem Kjaer Weis, przy użyciu tych dwóch produktów powstaje efektowny makijaż oka! Uwielbiam!

Skład cienia Well People:
Mica, Iron Oxides, Titanium Dioxide. May contain Ultramarine Blue, Ferric Ferrocyanide, Silica, Serecite, Kaolin Clay

Jane Jerdale - cień prasowany - Oyster



Na samym początku myślałam o tym, aby kupić całą paletę tej marki. W końcu zdecydowałam się jednak na pojedynczy cień na wypróbowanie. 




Oyster to odcień kości słoniowej z delikatną perłową poświatą. Ale jest to delikatna poświata, dzięki czemu można go spokojnie nałożyć na całą powiekę, bez efektu tandetnego blasku perły. 

Skład:
Mica, Boron Nitride, Dimethicone, Pinus Strobus (Pine) Bark Extract, Punica Granatum (Pomegranate) Extract. [+/- (May Contain) Titanium Dioxide (Ci 77891), Iron Oxides (Ci 77489, Ci 77491, Ci 77492, Ci 77499), Carmine (Ci 75470), Manganese Violet (Ci 77742), Ultramarines (Ci 77007), Chromium Oxide Greens (Ci 77288).

Postanowiłam łączyć go z cieniem Grace z Kjaer Weis, gdy będę chciała uzyskać efekt naturalnego oka. Ten odcień nada się również do rozświetlenia wewnętrznego kącia oka. Jeszcze nie zdążyłam go użyć na całej powiece, ale jak tylko go przetestuję, to dam Wam znać.



I na koniec zostawiłam produkt, przez który postanowiłam lekko zmodyfikować opis do tego posta. Nie jest to zdecydowanie produkt naturalny, natomiast jest on nietoksyczny. A mowa tu o lakierze marki Kure Bazaar, która charakteryzuje się produktami do paznokci pozbawionymi niebezpiecznych składników. 

Oto co obiecuje nam producent:

A toxin-free nail lacquer with a formula up to 85% of natural origin that preserves the vitality of nails and their natural cycle of regeneration, while offering impeccable resistance, ultra-shine & a quick-dry!
skład lakieru:
butyl acetate, ethyl acetate, nitrocellulose, isosorbide dicaprylate, adipic acid/neopentyl glycol/trimellitic anhydride copolymer, alcohol, stearalkonium bentonite, styrene /acrylates copolymer, silica, diacetone alcohol, benzophenone-1, trimethylpentanediyl dibenzoate, phosphoric acid, alumina. May contain colours: +/-: mica, ci 77000, ci 19140 , ci 77891, ci 75470 (carmine), ci 77491, ci 77492, ci 77499, ci 15850, ci 15850, ci 77742, ci 12085, ci 77266, ci 77510, ci 15880.




Lakier w akcji :)


Wszystkie kosmetyki kupiłam: 
- na stronie naturisimo.com 

lub 

- stacjonarnie w Londynie w Content Beauty&Wellbeing (jedyny sklep w Londynie, w którym stacjonarnie można przetestować kosmetyki marki Kjaer Weis)




14 Bulstrode St, London, W1U 2JG
Mon - Fri 10.00 - 7.00
Sat 10.00 - 6.00


W obu przypadkach przesyłka na cały świat jest darmowa. Poczytajcie tylko dokładnie informacje o warunkach i czasie dostawy.

Mam nadzieję, że podobały Wam się moje zakupy.
Już wiem, że w październiku wybiorę się na kolejną turę. Na pewno do grona kosmetyków dołączą: pomadka, róż, tusz do rzęs, kredka do oczu i być może jeszcze jeden cień. Ale o tym później.

Jestem ciekawa czy znacie te kosmetyki i może macie już jakieś zdanie na ich temat? Serdecznie zapraszam do komentowania pod tym postem. 

Pozdrawiam serdecznie!


Post nie jest sponsorowany. Każdy z tych produktów kupiłam z własnych funduszy. Jeżeli zdecyduję się na jakąś współpracę, poinformuję Was o tym.

piątek, 21 sierpnia 2015

Zagubieni w tonie ubrań i dodatków - recenzja książki Joanny Glogazy "Slow Fashion" / Toksyczne ubrania.


Nastała nowa moda. Moda na minimalizm.

Śpijmy na samym materacu, smarujmy się jedynie olejem kokosowym i miejmy w szafie "aż" 5 kompletów ubrań!

Hmm... Nie miałam nic do minimalistów, ale kiedyś głównie z tym kojarzył mi się ten nurt i nadal rozumiem, że dla niektórych może to być pewien rodzaj fanaberii. No dobrze, ale zastanówmy się...

1) Zdecydowanie potrzebuję trochę wiecej mebli niż sam materac, ale to już zapewne wiecie, czytając mojego bloga. Aczkolwiek proste i uwolnione od zbędnych bibelotów otoczenie jest mi bliskie.

2) Kosmetyków używam wiecej, ale akurat nie mam nic do samego oleju kokosowego, ponieważ jeżeli miałabym zabrać ze sobą na bezludną wyspę jeden kosmetyk, to zapewne mój wybór padłby właśnie na ten olej. Jestem jak najbardziej za świadomym używaniem bezpiecznych kosmetyków, ale o Tym również możecie przeczytać na moim blogu.

3) No tak, ale co z tą szafą pełną ubrań?




Nie mam niezliczonej liczby ubrań. W sieciówkach nie ubieram się już od dłuższego czasu, oczywiście posiadam pojedyncze sztuki i czasem zdarzają się wyjątki.
Odkąd odkryłam Tk Maxx w UK, kupuję lepsze gatunkowo ubrania i nie mam ich aż tak dużo. (Natomiast zakupy w Tk Maxx potrafią być zdradzieckie, jeżeli chcecie, to mogę Wam o tym napisać osobny wpis)
Ale czy faktycznie noszę wszystkie rzeczy, które posiadam?
Mam sporo ubrań, które kupiłam już jakiś czas temu i nawet jeśli były znoszone, a ich materiał nie był w 100% dla mnie satysfakcjonujący, to nadal wisiały na wieszakach w szafie.
Staram się wraz ze zmianą sezonu przekładać ubrania na półkę do tego przeznaczoną, ale chyba nie do końca się do tego przyłożyłam.
W ten sposób na wieszaku nazbierało się bardzo dużo ubrań i niestety często miałam problem z ich wyjęciem, nie mówiąc już o wcześniejszym wyprasowaniu i powieszeniu, ponieważ niestety wyciągałam je wtedy ponownie pomięte.
Doszłam do wniosku, że czas na to, aby oczyścić szafę i atmosferę mojej garderoby.




Jakiś czas temu w moje ręce wpadła książka "Slow fashion. Modowa rewolucja." Joanny Glogazy. Wspominałam o niej w ostatnim poście o inspiracjach i ulubieńcach lipca 2015. Ale dopiero niedawno znalazłam chwilę, aby ją przeczytać. Na samym początku pomyślałam, że jest to kolejny poradnik z cyklu "musisz posiadać tylko kilka rzeczy w szafie, bo minimalizm jest modny, a ty jesteś beee nierobiąc tego" (to takie uproszczenie ;)). Ale książka bardzo mnie zaskoczyła! Jest zupełnie inna! 


Joasia (mam nadzieję, że mogę używać tego zdrobnienia) jest już doświadczoną blogerką, ponieważ bloga styledigger.com prowadzi od 2008 roku...
W książce opisała swoją historię fashion blogerki i wytłumaczyła, dlaczego w pewnym momencie postanowiła bardziej zastanowić się nad swoją garderobą i podejściem do życia.
Książka nie przedstawia radykalnego minimalistycznego podejścia, natomiast sugeruje, że jestesteśmy warci tego, aby otaczać się i nosić piękne rzeczy. Tym samym powinnismy mieć mniej ubrań, ale za to możliwie najlepszej jakości. Jest to podejście, z którym zgadzam się w 100%! 




Joanna pomaga zrozumieć mechanizmy rządzące światem mody i to, że zmusza nas on do szybkiego życia. Jeżeli jemy "fast food", to także w przemyśle modowym na potrzeby naszych czasów wytworzył się "fast fashion".
Jesteśmy zalewani morzem kiepskiej jakości ubrań. Kupujemy je coraz cześciej i w hurtowych ilościach. Rzeczy po kilku praniach się rozlatują, a sztuczne tkaniny nie dają dobrego komfortu noszenia i są toksyczne.
Autorka podkreśla również, że warto zwracać uwagę na to gdzie wytwarzane są ubrania, ponieważ bardzo często są to produkty importowane z Chin lub krajów "trzeciego świata". Biorąc pod uwagę znane nam już fakty, w jakich warunkach pracują ludzie przy wyrobie taniej odzieży, warto się zastanowić, czy naprawdę potrzebujemy kolejną kiepskiej jakości bluzeczkę za £2 (i tu niestety kieruję moje słowa do Was, kupujących np. w Primark, lub na chińskich stronach internetowych)

Chciałabym Wam bardzo serdecznie polecić filmy, które znalazłam na YouTube - "Toksyczne ubrania" oraz "Ofiary mody". Nie wiem jak długo będą dostępne na YouTube, bo bardzo często tego typu filmy szybko znikają. Mam jednak nadzieję, że obejrzy je spore grono osób. Pod koniec wpisu umieszczę linki do tych filmów, obejrzyjcie je proszę.




Ale wracając już do "Slow Fashion". Autorka książki motywuje i radzi w jaki sposób zabrać się za porządkowanie swojej garderoby. Pomaga zdefiniować własny styl i podpowiada jak podchodzić do zakupów.

Oprócz części motywacyjnej, książka zawiera również dwa wywiady - z autorką bloga "Minimal plan" i z panią Zofią Czyrny, która od wielu lat prowadzi zakład poprawek krawieckich.

Dodatkowo Joasia w bardzo przystępny sposób tłumaczy z jakich materiałów szyje się ubrania i czym się one charakteryzują (podział na tkaniny i dzianiny), radzi jak kupować w second handach oraz jak wyszukiwać ubrania dobrej jakości. W książce znajdziemy również wskazówki jak prać ubrania i jak o nie dbać, żeby służyły nam długo.

Po przeczytaniu książki poczułam siłę i chęć zmiany. Otworzyłam szafę i zaczęłam jej metamorfozę.
O tym jak mi się to udało i przez ile kroków przeszłam, opowiem Wam w kolejnych postach.




To, że otworzyłam szafę i wszystko z niej wyjęłam oraz, że postanowiłam coś zmienić, świadczy o tym że Joasia wykonała bardzo dobrą pracę pisząc tę książkę.

Oceniam ją 10/5! ;)

Autorka pisze w bardzo lekki sposób i lekturę czyta się szybko oraz przyjemnie, a treść w niej zawarta, zostaje w głowie.
Bardzo Wam polecam "Slow Fashion" i trzymam kciuki za Wasze metamorfozy szaf! A Joasi gratuluję i czekam na kolejne publikacje!

Link do filmu "Toksyczne ubrania"




Link do filmu "Ofiary mody"





Pozdrawiam Was serdecznie!


piątek, 7 sierpnia 2015

Inspiracje i ulubieńcy lipca 2015


Witajcie!

Po dłuższej przerwie, mam dla Was inspiracje i ulubieńców minionego miesiąca!
W tym miesiącu miałam bardzo mało czasu na prowadzenie bloga, co niestety można było zauważyć poprzez małą ilość opublikowanych postów, ale miało to również odźwięk w testowaniu nowych produktów. Uprzedzałam Was wcześniej o mojej potencjalnej nieobecności, dlatego mam nadzieję, że nadal będziecie ze mną i oczekujecie kolejnych wpisów.

Przechodząc już do szczegółów, zacznę od jednej z bardziej ekscytujących dla mnie rzeczy (a dla Was zapewne będzie to zabawne) ale moim pierwszym ulubieńcem tego miesiąca, oprócz nowej kuchni jest...

1) Zmywarka do naczyń!!!

Hmm wiem... Wiem... Zaskoczyłam Was! Ale jestem tak przeszczęśliwa, że w końcu w moim domu mam zmywarkę, że nie możecie sobie nawet tego wyobrazić jak bardzo się cieszę.
Posiadamy wersję o szerokości 60 cm i uważam, że na dwie osoby, które codziennie sokują, jedzą śniadania w domu i gotują wieczorem kolację i lunch na kolejny dzień, nie jest to za duży sprzęt. Nie dajcie sobie wmówić, że zmywarka nie jest Wam potrzebna. Zaoszczędzony czas jest dla nas bezcenny. Zdecydowanie Wam polecam, jeżeli jeszcze wahacie się nad jej zakupem.

Nie chcę mówić o konkretnym modelu, dlatego bo swoją używam od niecałego miesiąca i nie jestem również specjalistką w tej dziedzinie. Ale zmywarka w domu to definitywne MUST HAVE!

A teraz inspiracje książkowe:

2) "Skóra pełna blasku. Przełomowa metoda anti-aging" Harold Lancer.



Zacznę od tego, że na pewno napiszę dla Was osobnego posta z recenzją tej książki. Ale tak w skrócie: jeżeli interesujecie się pielęgnacją ciała od dłuższego czasu, to nie zaskoczą Was informacje zawarte w tej książce, ponieważ nie uważam, aby metoda Lancera jest czymś innowacyjnym. Ale, ale... Mimo wszystko jest to bardzo dobra książka, która zbiera wiele informacji w jednym miejscu, więc jeżeli od jakiegoś czasu próbujecie nowych metod pielęgnacji cery i macie wrażenie, że ciągle zaczynacie coś od nowa, że to co robicie działa, ale nie do końca rozumiecie cały proces, to ta książka pomoże Wam poukładać sobie wszystko w głowie. Znajdziecie tutaj zalecenia dla różnych typów cery i przykładowe programy ich pielęgnacji, zrozumiecie procesy zachodzące w waszym organizmie. Uważam, że warto przeczytać tę książkę, pozaznaczać najważniejsze dla Was fragmenty i wracać do nich raz na jakiś czas w celu weryfikacji. Pielęgnacja skóry, to proces ciągły, nie da się zadbać o siebie jednorazowo, jest to długoterminowy proces, który należy wykonywać do końca życia i w zależności od tego na jakim etapie życia jesteśmy powinniśmy stosować metodę pielęgnacji pasującą do danego momentu i potrzeb naszej skóry.
Wiecęj opiszę Wam niedługo w innym poście, ale już teraz zachęcam Was do zapoznania się z tą książką.

3) "Slow fashion" Joanna Glogaza




Mój absolutny ulubieniec tego miesiąca! Jeżeli śledzicie mnie na instagramie lub Facebook (serdecznie zapraszam!), to już wiecie o czym piszę.
Post z recenzją tej książki mam już napisany i niebawem pojawi się na blogu.
Jeżeli otwieracie szafę i widzicie jedynie ściśnięte ubrania na wieszakach i nadal nie wiecie co na siebie włożyć, to ta książka jest dla Was! Bardzo przyjemnie się ją czyta i daje do myślenia. Ja już zaczęłam akcję oczyszczania szafy i najbliższego otoczenia.
Serdecznie polecam!

Ulubieńcy kosmetyczni:

4) Tołpa - Żel/krem pod prysznic - Amarantus




Moja ukochana seria Tołpy - amamrantus. Żel używam już po raz drugi i uwielbiam jego zapach. Ale nie tylko zapachem się zachwycam, gdyż jego kremowa formuła sprawia, że moja skóra po jego użyciu jest jedwabiście gładka. Zazwyczaj używam olejków i balsamów, ale w tym miesiącu zdażyło się, że kilka razy tego nie zrobiłam, a skóra mimo wszystko była gładka i dobrze nawilżona. Strasznie żałuję, że nie mam szybkiego dostępu do marki Tołpa. Ale jeżeli Wy mieszkacie w Polsce, to śmiało biegnijcie po niego do drogerii. Wiem, że na 100% nie jest to ostatnie opakowanie, które zakupię. Serdecznie polecam (niestety już mi się powoli kończy :( )

5) Tołpa - balsam do ciała - Amarantus




Tak bardzo podoba mi się żel pod prysznic, że przy ostatnich zakupach dokupilam również balsam z tej serii. Kosmetyk ma lekką formułę, która szybko wchłania się w skórę. Jest idealny na ciepłe lato i przedłuża zapach żelu pod prysznic. Skóra po tych dwóch kosmetykach jest idealnie nawilżona i nielepiąca, co jest ważne latem. Serdecznie Wam polecam wyprobować oba produkty.

6) Neal's Yard - hand cream - Geranium & Orange 




Moje pierwsze wrażenie po otwarciu tego kremu do rąk było - ojej jaki dziwny zapach. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z kosmetykiem, który pachniałby jak pelargonia w moim ogrodzie. Jest to typowy zapach geranium, który jak się okazało, uwielbiam właśnie przez jego wyjątkowość

Krem nie wchłania się szybko, trzeba chwilę odczekać, ale mimo to używałam go w ciągu dnia i nie pozostawiał tłustych plam. Bardzo dobrze nawilża dłonie, efekt jest widoczny natychmiast. W UK krem możecie kupić w sieci sklepów Niel's Yard lub w Waitroise (John Lewis). Mam jeszcze inny zapach kremu z tej serii i z chęcią go przetestuję.

7) Antipodes - Aura - maseczka do twarzy




Marką zainteresowałam się po rekomendacji tej maseczki przez Agnieszkę z Nowego Jorku (YouTube - nissiax83) tak mnie zaintrygowała swoją recenzja, że również postanowiłam ją wypróbować. Jest cudowna! Zacznę od zapachu, który jest obłędny!!! Naturalny zapach wanilii, mandarynki, połączony z miodem, sprawia, że chce się zjeść ten kosmetyk. Formuła jest kremowa, bardzo łatwo się go nakłada i daje wrażenie, że używa się kosmetyku luksusowego.
Maseczkę stosuję 1-2 razy w tygodniu. Ze względu na to, że w składzie jest miód i oleje, ma działanie nawilżające i uspokajające cerę. Idealne do cery mieszanej z tendencją do wyprysków. Nawet cera, która się przetłuszcza potrzebuje intensywnego nawilżenia i odżywienia, a ta maseczka to umożliwia. Maseczkę przechowuję w lodówce i gdy nakładam ją wieczorem na oczyszczoną twarz, to czuję efekt przyjemnego chłodzenia. Wiem, że na 100% zakupię ją ponownie, gdy tylko się skończy. Serdecznie polecam! Ja zamawiałam ją na stronie internetowej naturisimo.com

8) Sylveco - balsam do mycia włosów (z betuliną)




Bardzo lubię ten produkt do włosów. Przyjemna odmiana w porównaniu do innych naturalnych szamponów jakie stosowałam. Lekko się pieni, przez co łatwo rozprowadza się na włosach. Dodatkowo po zmyciu nie zostawia tłustej nieprzyjemnej warstwy. Uważam, że dobrze domywa włosy i nadaje im przyjemnej tekstury, przez co wydaje się, że jest ich więcej. Włosy są przyjemnie nawilżone, dla mniej wymagających włosów stosowanie odżywki może nie być konieczne, ja zawsze nakładam odrobinę na końcówki. Nie spowodował również podrażnienia mojej skóry głowy, więc duży plus dla niego!
Serdecznie go Wam polecam!

To byli wszyscy ulubieńcy lipca 2015. Jestem bardzo ciekawa czy zachęciłam Was do któregoś z kosmetyków, albo do przeczytania książek, o których wspomniałam?
A może znacie już moich ulubieńców? Serdecznie zapraszam do dzielenie się opiniami w komentarzach pod tym postem, Wasza opinia może pomóc innym.
Zachęcam Was również do odwiedzenia moich profilów na portalach społecznościowych. Z powodu założenia strony na Facebook rezygnuję z dalszej kontynuacji postów z cyklu 
"@littlegreeneyed na instagram". Uważam, że powielanie informacji jest zbędne, dlatego jeżeli chcecie wiedzieć na bieżąco, co u mnie słychać, to serdecznie zapraszam na Facebook (link) lub Instagram (@littlegreeneyed).

Życzę Wam udanego sierpnia!