Pokazywanie postów oznaczonych etykietą HAUL. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą HAUL. Pokaż wszystkie posty

środa, 25 listopada 2015

ZAKUPY - nowości - kosmetyki naturalne (nietoksyczne) - LISTOPAD 2015 #1 - zakupy z USA i kosmetyki do pielęgnacji.

Witajcie!

Dzisiaj mam dla Was ogromny post z zakupami kosmetycznymi z ostatnich trzech miesięcy. Znajdą się tutaj kosmetyki, które kupiłam podczas podróży do Stanów, a także te, których poprzedników wykończyłam w ostatnim czasie. Większość z zakupionych kosmetyków już udało mi się przetestować i dzięki temu mogę Wam zrobić ich wstępną krótką recenzję i podzielić się opinią, czy kupiłabym je ponownie. W trakcie pisania posta, uświadomiłam sobie, że jest tego wszystkiego bardzo dużo i mam Wam sporo do opowiedzenia, dlatego postanowiłam rozdzielić ten wpis na dwa.

1) KOSMETYKI Z USA - Tarte, LVX, Schmidt's

Zacznę od kosmetyków, które zakupiłam w Stanach.


Już zapewne poznajecie markę Schmidt's, której dezodorant kupiłam jakiś czas temu. Wtedy wybrałam zapach bergamotki. Miałam dosyć mieszane uczucia co do niego, ponieważ nie zawsze się sprawdzał (testowany latem), ale przez to, że pierwszy raz od dłuższego czasu nie zmagam się z podrażnieniem skóry, zasługę przypisuje właśnie temu dezodorantowi. Zdecydowałam się na kolejny zakup, ponieważ uważam że jest dobry i dodatkowo pielęgnuje wrażliwą skórę. Kosmetyki marki Schmidt's możecie zamówić na etsy.com , ale niestety przesyłka do Europy jest wysoka i przekracza cenę produktu. Zamawiając ją w Stanach zapłaciłam za przesyłkę obu produktów ok. $2,5, także bardzo się to opłacało.


Tym razem wybrałam wersję bezzapachową. W pierwszej kolejności używam produktu w nowym opakowaniu - w sztyfcie. To rozwiązanie miało być prostsze i mniej brudzące. Niestety mam mieszane uczucie na temat tego sposobu aplikacji. Produkt jest bardzo zbrylowany, przez co, gdy zaaplikujecie go bezpośrednio na skórę, to pozostaną na niej grudki. Dlatego i tak musicie skorzystać ze swojej dłoni, aby go rozsmarować. Nie wiem czy aplikacja ze słoiczka przy pomocy szpatułki, nie jest mimo wszystko bardziej wygodna. Formuła słoiczkowa jest również bardziej gładka. Natomiast jest jedna rzecz, która zaskoczyła mnie na plus! Kosmetyk w tej wersji znacznie bardziej sprawdza mi się pod względem ochrony. Na razie nie jestem w stanie stwierdzić, czy właśnie ta różnica w formule ma znaczenie lub brak zapachowych olejków, czy to że zmieniła się pora roku, ale w końcu dezodorant działa nienagannie.
Nie wiem tylko czy drugi produkt w słoiczku zachowa się tak samo, więc jak na razie polecam Wam wersję bezzapachową w sztyfcie! W końcu dezodorant ma chronić przed brzydkim zapachem, a nie musi aplikować się idealnie, to da się przeżyć!


Kolejnym zakupem były lakiery marki LVX, które mają nietoksyczne składy, ale niestety są ciężko dostępne w Europie. Zdecydowałam się na jasny lakier w odcieniu nude (079 - Nu) i ciemną winną czerwień (063 Crimson).








Zobaczcie jak pięknie się prezentują! :)

Jeżeli macie dostęp do tych lakierów, to serdecznie Wam je polecam, ponieważ utrzymują się zaskakująco dobrze, jak na produkty pozbawione toksycznych składów!
U mnie manicure trzyma się do pięciu dni. 
Jeżeli tylko będę miała okazję, to dokupię inne kolory z tej marki. 


Kolejną marką, którą chciałam wypróbować, przy okazji pobytu w USA, jest TARTE.
Firma deklaruje bezpieczne składy i obecność w nich glinki amazońskiej. 
Produkty nie są w pełni naturalne, ale postanowiłam się im przyjrzeć.



W oko wpadł mi bronzer w przepięknym złotym opakowaniu i jestem nim zachwycona. Ma unikalny jasny odcień, dzięki temu idealnie nadaje się do konkurowania jasnej cery.
Trzyma się cały dzień (producent obiecuje wodoodporność - co mnie trochę wystraszyło) i nie powoduje pogorszenia mojej cery, co miało miejsce w przypadku niektórych produktów drogeryjnych i wysokopółkowych, które używałam do konturowania.


Opakowanie oprócz tego, że jest piękne, jest również poręczne. Serdecznie Wam go polecam.


Kolejnym produktem, który zwrócił moją uwagę, jest kredka do brwi. Zapewne wiecie, że moją ukochaną jest Soap&Glory. Na szczęście udało mi się znaleźć produkt w podobnym opakowaniu marki Tarte. Jeszcze jej nie próbowałam, ale zapowiada się obiecująco! Dam Wam znać, gdy tylko zacznę jej używać! 



2) KOSMETYKI PIELĘGNACYJNE

Teraz przejdźmy do kosmetyków pielęgnacyjnych, które pojawiły się w mojej kosmetyczce.



Zacznę od czegoś co kosmetykami nie jest, ale w poprzednim poście o zakupach obiecałam Wam, że opowiem o wrażeniach z używania naturalnych produktów higienicznych Organyc. Poprzednie opakowanie tamponów bardzo dobrze mi się sprawdziło, dlatego postanowiłam kupić je ponownie, a także inne produkty tej marki. 
Zdecydowanie mogę Wam je polecić, zwłaszcza gdy macie bardzo delikatną skórę. Właściwie, nikt nie powinien w tej strefie używać produktów chemicznych, czyli np. wkładek z dodatkami zapachowymi. Weźcie to pod uwagę, przy kolejnym zakupie!
Udało mi się również znaleźć chusteczki odświeżające o dobrym składzie. Bardzo dużym plusem jest to, że są dobrze nasączone. 
Zdecydowanie mogę Wam polecić tę markę. Ja swój zestaw zakupiłam na stronie naturisimo.com 
Jeżeli wiecie, gdzie można dostać te produkty stacjonarnie, lub znacie jakieś ich zamienniki, to napiszcie proszę w komentarzu pod postem!


Przy okazji ostatnich zakupów w TK Maxx trafiłam na dwa żele/mydła pod prysznic. 
Jeden bardzo drogiej marki Cowshed - zawsze chciałam go wypróbować, a tym razem udało mi się go upolować za pół ceny. Drugi to mydło w płynie marki dr Bronner's.
Na razie wypróbowałam jedynie Cowshed i powiem szczerze, że mam mieszane uczucia. Na pewno jest bardzo wydajny, ale ma mocny zapach. Trochę mnie to rozczarowało, zwłaszcza, że marka uchodzi za bardziej naturalną. Osobiście nie widzę w nim nic nadzwyczajnego i myślę, że nie skuszę się na niego ponownie. Oczywiście zakupiony produkt zużyję, ale nie wydaje mi się, aby był wart swojej pełnej ceny.



Kolejne dwa produkty bardzo mnie zachwyciły, a dodatkowo uradował mnie fakt, że są łatwo dostępne w moim pobliskim sklepie, w którym robię zakupy spożywcze. Markę Weleda dostaniecie na wielu stronach sprzedających kosmetyki naturalne, ale również w Waitroise. 
Oczywiście, jak to na mnie przystało zainteresowałam się kosmetykami dedykowanymi dzieciom. Sprawdziłam składy i bardzo przypadły mi do gustu.
Najpierw zakupiłam balsam, który ma bardzo ziołowy zapach. Na samym początku myślałam, że będzie tak lekki jak balsam z Baby Dream, ale jest bardziej ciężki i pozostawia lekko oleistą warstwę, która po kilku minutach się wchłania.
Drugim produktem jest oliwka, która ma krótki skład i opiera się w większości na oleju sezamowym. Jest cudowna i praktycznie nie ma zapachu. Jest poważną konkurencją dla produktów, które zazwyczaj kupuję w Rossmann. Ceny są wyższe, ale te produkty są dla mnie dużo łatwiej dostępne w UK. 
Jeżeli miałabym teraz wybrać jeden spośród tych, to serdecznie polecam oliwkę! Ma świetną konsystencję i idealnie nawilża/natłuszcza ciało, dodatkowym plusem jest błyskawiczna aplikacja na mokrą skórę pod prysznicem!



Czytałam ostatnio dużo na temat szkodliwego działania fluoru na organizm oraz o niebezpiecznych składnikach w pastach do zębów. Pomyślałam wiec, że to dobry moment, aby wypróbować coś naturalnego. W moje ręce wpadły pasty marki Weleda (solna) oraz Green People.
Na razie testuję tę pierwszą. Smak... och ciężko było mi się przestawić na słoną pastę, po ciągłym stosowaniu kosmetyków dosładzanych, ale po kilku dniach udało mi się opanować odruch wymiotny. Teraz smak i zapach kompletnie nie ma dla mnie znaczenia. Mam bardzo słabe jasne szkliwo i dodatkowo wrażliwe dziąsła. Moje zęby reagowały na ciepłe oraz zimne pokarmy i napoje. Wierzcie mi, było to bardzo uciążliwe. Po ok. trzech tygodniach stosowania pasty Weleda stwierdzam, że zęby są białe i bardzo błyszczące. Oddech jest tak samo świeży, jak w przypadku past chemicznych. Posmak po umyciu zębu szybko mija, a moje dziąsła kompletnie nie są wrażliwe na ciepło i zimno. Efekt jak po chemicznej paście Blanx! Czyli może będzie dobrze? Nie chcę wydawać jeszcze ostatecznej opinii, ponieważ mogłabym to zrobić dopiero za jakiś czas po konsultacji dentystycznej, także dam Wam znać co na to powie mój dentysta.
Jestem również bardzo ciekawa miętowej wersji pasty Green People. Zobaczymy czy naturalne pasty zagoszczą u mnie na stałe ;)



Kolejne dwa "kosmetyki", powinnam raczej powiedzieć półprodukty kosmetyczne, przyleciały do mnie z Polski. Na stronie Biochemia Urody zamówiłam tym razem jedynie potrójny żel hialuronowy 1,5% oraz olej z pestek malin.

Żel hialuronowy stosuję jako serum intensywnie nawilżające pod oleje - rano i wieczorem.
Jest bardzo dobry i szybko pomógł mi się pozbyć wrażliwości skóry i suchych skórek, po rozpoczęciu sezonu grzewczego. Pamiętajcie tylko, aby zastosować po nim jakiś olej lub krem, ponieważ w przeciwnym razie zadziała odwrotnie i Wasza skóra może się odwodnić.

Olej z pestek malin jest moim olejem "dziennym". Stosuję go ostatnio zamiast kremu na dzień - pod makijaż. Idealnie trzyma się na nim podkład Kjaer Weis, ale również podkład mineralny Lili Lolo.
Ten olej ma właściwości silikonu, skóra po jego zastosowaniu w połączeniu z naturalnym podkładem wygląda jak po Photoshopie! Pory są wygładzone, a cera wydaje się idealnie gładka.
Dodatkowo olej z pestek malin ma właściwości regulujące, więc pomoże zarówno skórze suchej jak i tłustej! Cudowny kosmetyk i moje odkrycie ostatnich tygodni.
Jeszcze jedna właściwość tego oleju przyciągnęła moją uwagę, a mianowicie jest on dobrym naturalnym filtrem przeciwsłonecznym! Znalazłam informacje, że olej ten ma filtr wysokości ok. SPF 30-50. Jestem nim zachwycona, a niewysoka cena zachęca do wypróbowania. Serdecznie Wam go polecam!



Skończył się mój kosmetyk do demakijażu z Clinique i tym razem postanowiłam zainteresować się czymś bardziej naturalnym. Wiele osób do demakijażu stosuje naturalne oleje. Postanowiłam wypróbować taki, który będzie miał lekką konsystencję i kupiłam olej jojoba. Ze względu na to, że potrzebowałam go od zaraz, więc na zakupy wybrałam się do Holland&Barrett. Konkretnie mój olej był bardzo drogi, dlatego Wam polecam poszukanie jakiegoś na stronach z półproduktami lub ebay, tam za ok. 100ml zapłacicie nie więcej niż £7.
Ja kupiłam olej australijski, dodatkowo ma przepiękne opakowanie (prawdopodobnie ono również przyczyniło się do jego zakupu ;) )
Olej jojoba bardzo dobrze domywa makijaż, zmywam go z twarzy ściereczką muślinową, a okolice oczu, zwilżonym wacikiem. Na samym końcu domywam skórę mydłem Aleppo. 
Bardzo polecam Wam ten sposób demakijażu, w szczególności osobom o wrażliwej cerze.



Ostatnim zakupem kosmetyków pielęgnacyjnych jest zestaw mini-produktów Antipodes.
Uwielbiam maskę Aurora tej marki i tym razem skusiłam się na krem na dzień Vanilla Pod oraz serum olejowe Devine Face Oil - które ma w składzie olej avocado i olej z dzikiej róży, który uwielbiam! Na razie oba produkty czekają w kolejce, aż wykończę obecne kosmetyki, ale na pewno ich recenzja pojawi się na blogu.



Być może te zakupy mogą wydać Wam się spore, ale były one zrobione w przeciągu trzech miesięcy i tak się złożyło, że wiele produktów skończyło się w jednym czasie, więc musiałam poszukać ich zamienników. 
Skorzystałam również z promocji na stronach z naturalnymi kosmetykami i gdy tylko o nich wiem, to od razu wrzucam informację na moim Instagramie (@littlegreeneyed) i Facebooku (link), także zapraszam do odwiedzania tych miejsc.

Mam nadzieję, że podobały Wam się moje zakupy, w kolejnym poście zapraszam do listy zakupów naturalnych kosmetyków do makijażu. 

Jeżeli znacie te, które Wam dzisiaj przedstawiłam, to serdecznie zapraszam do komentowania pod tym postem! Każda Wasza uwaga może być cenna dla mnie jak i dla moich czytelników.

Pozdrawiam Was serdecznie i niebawem zapraszam do kolejnych wpisów!



piątek, 28 sierpnia 2015

Zakupy w londyńskich Charity Shops - czyli ubrania z angielskich second hand'ów. Krótki przewodnik po Charity Shop'ach.


Witajcie Poszukiwacze Skarbów!

Jeżeli trafiliście na ten wpis, to musi Was interesować odnajdywanie perełek ubraniowych i nie tylko.
Nie wiem dlaczego dla niektórych kupowanie w second handach jest czymś ujmującym i traktują to jako temat tabu. Nie mówię tutaj o typowych tzw, szmateksach ze złymi gatunkowo i znoszonymi ubraniami, chociaż czasem w koszach na wagę pewnie uda się znaleźć coś godnego uwagi. Mówię o second handach, które są również w Polsce - sklepy z uporządkowanymi ubraniami, bardzo często storzonymi gotowymi stylizacjami na manekinach. Znajdziecie tam wiele dobrych gatunkowo ubrań, w idealnym stanie, najczęściej z importu z wysp lub krajów zachodnich. Również, gdy mieszkałałam w Polsce, zdarzało mi się zaglądać w takie miejsca i kiedyś upolowałam marynarkę Gorgio Armani. 

Ale tym razem skupmy się na Charity Shopach/Charitkach (pozwolę sobię na takie spolszczenie w tym wpisie ;) ) w Londynie. Być może przyda Wam się informacja o kilku miejscach, do których warto zajrzeć, gdzy mieszkacie tutaj, lub gdy wybierzecie się do Londynu w celach turystycznych.
Sklepy, o których wspomnę są umieszczone blisko centrum, dlatego nie będziecie ich długo szukać, gdy zdecydujecie się na ich odwiedzenie.
Zapraszam do dalszej lektury mojego przewodnika po Charity Shopach.

Co to jest Charity Shop?

Myślę, że powinnam zacząć od tej najważniejszej sprawy. Uważam, że warto wspomnieć o tym, że gdy kupujecie w Charity Shopie, to cały dochód ze sprzedaży tych przedmiotów/ubrań wspiera instytucje charytatywne. 

Jak to działa? 

Ludzie dobrowolnie za darmo oddają ubrania, których nie potrzebują. Można to zrobić na trzy sposoby:

- zorganizowane zbiórki, np. raz na kilka miesięcy, po domach zostają rozwożone specjalne worki, na których jest napisane dla jakiej fundacji jest zbiórka, w jaki dzień jest zorganizowana i w jakich godzinach należy wystawić worki. Szybki sposób, ale tylko w wybranych terminach.

- specjalne kontenery - coś takiego jak kontenery czerwonego krzyża w Polsce. Tam możecie zawsze i o każdej porze wrzucić swoje przedmioty/ubrania

- możecie zanieść bezpośrednio do pobliskiego Charity Shopu

Uważam, że oddawanie ubrań jest idealnym sposobem na recykling przedmiotów w dobrym stanie, które nam się znudziły lub z jakiegoś powodu już nam nie pasują.

W UK mamy kilka fundacji, które posiadają swoje sklepy rozsiane po całym Londynie i nie tylko, oto kilka przykładów:

- OXFAM - pomoc ludziom na całym świecie (90 krajów objęte tym programem) - walka z głodem, dostawa czystej wody, wyposażanie szkół

Oxfam posiada również swój sklep internetowy: oxfam.org.uk
oraz file, które zajmują się sprzedażą jedynie książek i muzyki (również płyty winylowe)

- BRITISH RED CROSS - pomoc humanitarna  osobom potrzebującym w różnych krajach (np. Pomoc w kontakcie z rodziną podczas wojny lub klęsk żywiołowych)

- FARA - pomoc osieroconym i porzuconym dzieciom z Rumunii

- CANCER RESEARCH - fundacja prowadzi badania związane z chorobami nowotworowymi

- BERNARDO'S - fundacja pomagająca dzieciom

- BRITISH HEART FOUNDATION - profilaktyka i leczenie chorób serca i krążenia.

Takich fundacji jest więcej, dotyczą one również zwierząt, więc jeżeli jesteście tym zainteresowani, to zachęcam do wyszukania ich w internecie.
Tym samym wzbogacając swoją szafę, możecie również komuś pomóc! Moim zdaniem idealny pomysł. 


Dla kogo zakupy w Charity Shop?

- dla poszukiwaczy skarbów - bardzo często możecie znaleźć w Charitkach wyjątkowe i niepowtarzalne przedmioty. Jeżeli wybierzecie się do sklepu w odpowiedniej lokalizacji (napiszę o tym za chwilę), bardzo często możecie znaleźć firmowe przedmioty/ubrania

- dla wytrwałych - pamiętajcie, że Charity Shop to nie jest sieciówka i nie zawsze od razu znajdziecie to czego aktualnie szukacie. Ale warto sprawdzać co nowego pojawia się w sklepie. Moja uwaga, nie kupujcie tego czego nie potrzebujecie, lub tego w czym Wam nie jest dobrze, nawet jeśli była to super okazja!

- dla oszczędnych - w niektórych sieciach charitków (np. Oxfam) ubrania zazwyczaj są bardzo tanie. Również w dzielnicach mniej zamożnych znajdziecie tańsze ubrania.

- dla ceniących dobrą jakość ubrań - wg. mnie jest to dobre rozwiązanie dla osób, które poszukują lepszych gatunkowo materiałów (kaszmir, jedwab), które w regularnych cenach są bardzo drogie. Poza tym jeżeli coś służyło komuś przez jakiś czas, a Wy kupujecie to w stanie niemal idealnym, to świadczy o bardzo dobrej jakości materiału.

- dla poszukiwaczy drogich/selektywnych marek, ubrań od znanych projektantów - jeżeli cenicie sobie ubrania markowe, które w regularnych cenach sięgają fortuny, Charity Shopy mogą być dla Was. Bardzo często w lepszy dzielnicach (ale nie tylko!) możecie natrafić na ubrania i akcesoria np. takich marek: Prada, Jimmy Choo, Gucci, Marni, Hermes, Burberry, Hugo Boss, Chloe i wiele innych. 
Ale uważajcie na podróby, które również mogą trafić do Charitków, ceny droższych marek, nie mogą być bardzo niskie! Zazwyczaj ceny ubrań i akcesoriów marek selektywnych są znacznie wyższe niż zwykłych firm. Porównałabym to do cen Gold Label w TK Maxx lub Outletowych sklepów, ewentualnie trochę niższe - wszystko zależy od stanu zużycia danych rzeczy. Ceny są niższe niż w znanych Vintage Shops (niestety takie sklepy również bardzo często zaopatrują się w Charitkach i potem sprzedają wszystko po wyższych cenach)


Gdzie szukać Charity Shopów?

- w okolicy, w której mieszkacie - na pewno gdzieś w Waszej okolicy jest chociaż jeden taki sklep. Warto rozejrzeć się przy głównych drogach.

- w internecie - jeżeli wejdziecie na strony internetowe poszczególnych fundacji, w bardzo łatwy sposób możecie zlokalizować sklepy w Waszej okolicy. Polecam ten sposób!

- w droższych/bardziej posh dzielnicach - takich jak np. Kensington, Notting Hill, Chelsea, Fulham.

Lokalizacje, które polecam:

- Oxfam - Chelsea - Kings Road
- Oxfam - Kensington - Gloucester Road 
- FARA - Kensington - Gloucester Road 
- Oxfam - Notting Hill - Notting Hill Gate
- Oxfam - Notting Hill - Westbourne Grove
- Oxfam bookshop - Notting Hill - Portobello Road (książki, muzyka - CDs, winyle)
- British Red Cross - Chelsea - Old Church Street (ubrania - bardzo drogie - ceny od £20 do kilku setek, firmowe, obok osobny sklep z akcesoriami do domu) 


Kilka cennych rad: 

- nie poddawaj się po jednokrotnym wypadzie do Charitka, nie zawsze od razu znajdziesz to czego szukasz 

- nie kupuj ubrań, które w jakiś sposób Ci nie pasują, a chcesz je jedynie z powodu np. marki

- kup od razu to co Ci się podoba, ponieważ asortyment szybko może się zmienić i ktoś kupi rzecz, którą sobie upatrzyłeś

- dokładnie sprawdzaj jakoś ubrania - skład materiałów - sprawdzaj metki

- kup tylko, jeżeli coś jest uszkodzone, ale wymaga drobnej naprawy samodzielnej lub krawieckiej, szewskiej (np fleki)

- nie kupuj swetra, który Ci się podoba a jest sfilcowany (skurczył się w praniu) - prawdopodobnie nie uda Ci się odzyskać jego oryginalnego kształtu

- kup sweter, który Ci się podoba, a jest lekko zmechacony - w bardzo łatwy sposób za pomocą żyletki lub golarki do swetrów (to rozwiązanie polecam najbardziej) jesteś w stanie przywrócić jego świetność

- jeżeli zdecydujesz się na zakup butów - kup tylko te, które są wygodne (jeżeli nie, to ktoś z tego powodu mógł je oddać), nie są brudne w środku (kwestie higieniczne, mimo wszystko odkaź je w domu alkoholem), sa w dobrym stanie (mnie się udało kupić nowe buty) - sprawdzaj podeszwy, sprawdź wyściółkę buta, czy nie jest zdarta, sprawdzanie flaków nie ma znaczenia, ponieważ mogły zostać wymienione.

- sprawdzaj czy produkt jest oryginalny (metki wewnętrzne, najlepiej dwie jeżeli jest taka możliwość) nie kupuj rzeczy, która budzi Twoją wątpliwość co do autentyczności. Najczęściej już sam materiał pomoże Ci określić czy coś jest oryginalnym produktem.

- ja nie kupuję ubrań, które wyglądają na noszone - zwracam uwagę tylko na takie ubrania, które wyglądają jak nowe, lub po drobnych przeróbkach będą tak wyglądać.

Mam nadzieję, że ten post był dla Was przydatny.

Jestem bardzo ciekawa, czy kupujecie w Charity Shopach? A może właśnie zachęciłam Was do tego? 
Zapraszam do komentowania pod tym postem. Mam do Was prośbę, jeżeli znacie inne miejsca, w których można znaleźć ciekawe rzeczy, to proszę napiszcie o tym w komentarzu. Niech ten wpis będzie miejscem, gdzie wspólnie zbierzemy informacje dotyczące zakupów w londyńskich Charity Shops. Pamiętajcie, że to co napiszecie może w jakiś sposób pomóc innym.

Pozdrawiam Was serdecznie i już niedługo zapraszam do kolejnych wpisów!


wtorek, 25 sierpnia 2015

ZAKUPY - nowości - kosmetyki naturalne (nietoksyczne) - SIERPIEŃ 2015


Witam!

W planach miałam zupełnie inny post, ale po moich ostatnich zakupach, gdy wrzuciłam zdjęcie na Instagram i Facebook, zobaczyłam Wasz pozytywny odzew i prośbę o posta z tymi zakupami. I tym samym przygotowałam dla Was wpis z moimi zakupami kosmetyków naturalnych/nietoksycznych z ok. dwóch ostatnich miesięcy.


Na samym początku chciałam Wam pokazać mgiełkę z Caudalie, a dokładnie mówiąc Beauty Elixir, który kupiłam już dawno temu. Kosmetyk ma za zadanie pielęgnować naszą cerę, ja postanowiłam wykorzystywać go jako spray wykańczający makijaż mineralny. Używałam go już kilka razy i ma bardzo specyficzny ożeźwiający zapach i pozostawia uczucie mrowienia i schłodzenia na skórze. Jednak wydaje mi się, że lepiej by się sprawdził gdybym go wklepywała, np. Beauty blenderem, którego obecnie nie posiadam. Gdy tylko go kupię, dam Wam znać jak współpracuje z tą mgiełką. Kosmetyk ok, ale muszę jeszcze popracować nad techniką jego stosowania.


Jako, że szykuję się na wakacje, przyjrzałam się kosmetykom, które zabiorę ze sobą. Wiem, że jakiś czas temu kupiłam balsam z filtrem do ciała marki Vichy, ale postanowiłam jednak kupić coś z filtrem fizycznym zamiast chemicznego i mój wybór padł na markę Green People.
Filtry jakie zostały zastosowane w tym preparacie to nanocząsteczkowy dwutlenek tytanu (Titanum Dioxide), naturalny kwas cynamonowy (Cinnamic acid) i wyciąg z szarotki (Edelweiss extract).
Producent zapewnia, że po przeprowadzeniu dochodzenia jest przekonany, że nanocząsteczkowy dwutlenek tytanu jest bezpieczny dla naszego zdrowia. 
W internecie spotkałam się z różnymi opiniami na ten temat, natomiast natknęłam się również na tę stronę:


Zdecydowałam się jednak kupić ten produkt i przetestować. Mam nadzieję, że się sprawdzi.

Skład filtra Green Peolpe:
AQUA, ISOAMYL P-METHOXYCINNAMATE, HELIANTHUS ANNUUS (SUNFLOWER) SEED OIL*, OLEA EUROPAEA (OLIVE) FRUIT OIL*, ELAEIS GUINEENSIS (PALM) OIL*^, TITANIUM DIOXIDE [NANO], DIETHYLAMINO HYDROXYBENZOL HEXYL BENZOATE, CETEARYL ALCOHOL, GLYCERYL STEARATE, CETEARYL GLUCOSIDE, CERA ALBA (BEESWAX)*, ALOE BARBADENSIS (ALOE VERA) LEAF JUICE POWDER*, PERSEA GRATISSIMA (AVOCADO) OIL*, CHAMOMILLA RECUTITA (CHAMOMILE) FLOWER EXTRACT*, ALTHAEA OFFICINALIS (MARSHMALLOW) ROOT EXTRACT*, CAMELLIA SINENSIS (GREEN TEA) LEAF EXTRACT*, lEONTOPODIUM ALPINUM LEAF EXTRACT, COMMIPHORA MYRRHA (MYRRH) OIL^, ROSMARINUS OFFICINALIS (ROSEMARY) LEAF EXTRACT*,SODIUM STEAROYL GLUTAMATE. GLUCONOLACTONE, SODIUM BENZOATE, SODIUM DEHYDROACETATE, PHYTIC ACID. 
*82.2% ORGANIC, ^FAIRLY TRADED.

Oprócz filtra, do koszyka wrzuciłam żel do golenia marki Dr. Bronner, który ma 100% naturalny skład.

Organic Sucrose*, Organic White Grape Juice, Organic Coconut Oil*, Potassium Hydroxide**, Organic Olive Oil*, Organic Shikakai Powder, Organic Hemp Oil, Organic Jojoba Oil, Organic Corn Starch, Organic Lemongrass Oil, Organic Lemon Oil, Organic Lime Oil, Citric Acid, Tocopherol. 
* Certified Fair Trade by IMO.

Jestem bardzo ciekawa tego kosmetyku. Dam Wam znać, gdy go zużyję, chyba że zachwyci mnie tak bardzo, że postanowię o nim wspomnieć wcześniej - w ulubieńcach miesiąca.


A teraz pokażę Wam dwa produkty, o których zazwyczaj nie piszę na blogu. Ale zwróciłam na nie uwagę ze względu na to jakie mają składy i jak różnią się od typowych drogeryjnych akcesoriów (mam nadzieję, że mogę to tak nazwać)



Zamówiłam na wypróbowanie naturalne tampony Organyc wyprodukowane w 100% z bawełny, bez żadnych dodatków zapachowych. Producent podkreśla, że są hipoalergiczne. Piszę o nich tylko dlatego, że być może są wśród Was kobiety, które szukają tego typu produktów. Jestem bardzo ciekawa czy się sprawdzą. Jeżeli będą w porządku, to być może wspomnę o nich w projekcie denko. 

Poszukiwałam też ostatnio alternatywy do kremu depilującego firmy Veet, którą mogłabym stosować w okolicach bikini. Znalazłam naturalne woskowe plastry marki Acorelle.

Skład:
Wax ingredients: Glyceryl rosinate, ricinus communis seed oil, cera alba*, argania spinosa kernel oil*, helianthus annuus seed oil*, aloe barbadensis leaf extract*. 
*Ingredients from organic farming.
100% of the total ingredients are of natural origin. 10% of the total ingredients are from organic farming.

Nigdy nie używałam plastrów do depilacji i przyznam szczerze, że bardzo się boję, że nie podołam bólowi. Jeżeli macie może dla mnie jakieś cenne wskazówki, co zrobić, aby mniej bolało, to napiszcie proszę w kometarzach

Przejdźmy do kosmetyków kolorowych.



Zacznijmy od podkładu mineralnego Lili Lolo. Wykończyłam już poprzednie opakowanie tego produktu i przyszedł czas na zakup kolejnego. 
O tym podkładzie pisałam Wam już wcześniej i znalazł się on również na zaszczytnej liście ulubieńców roku 2014. Nadal uważam, że jest to najlepszy podkład mineralny jaki do tej pory stosowałam o satynowym wykończeniu i lekkim kryciu (a testowałam już Anabelle Minerals i Bare Minerals). 




Ładnie i naturalnie wyglada na cerze! Kolor jest równiez idealnie dobrany do mnie - najjaśniejszy żółty ton. Polecam.

Skład 100% minerały:
Mica, Zinc Oxide [+/- CI77891 (Titanium Dioxide), CI 77492 (Iron Oxide), CI 7491 (Iron Oxide), CI77499 (Iron Oxide)].


A teraz perełka, od której zaczęły się moje poszukiwania ekskluzywnych kosmetyków naturalnych do makijażu. Jak zobaczyłam ten produkt we wstępnej recenzji Karoliny - megielounge (YouTube) stwierdziłam, że czegoś takiego poszukuję. 
Och cena jest powalająca i trochę ryzykowałam, ponieważ nie miałam pojęcia jak będzie wyglądał na mojej cerze. Ale raz kozie śmierć! Spróbuję! 
I zakochałam się! 



Podkład Kjaer Weis jest zamknięty w przepięknym, ciężkim metalowym puzdereczku. Dzięki temu, że jest to system z wymiennymi wkładami, to następnym razem będzie taniej, ponieważ puzdereczko kupujemy tylko raz, a sam kompakt jest dużo tańszy.
Niektóre osoby, kupują tylko wkłady i przechowują je w magnetycznych kasetkach, ja jednak wolę osobne pudełka.




Mój odcień to Silken. Kolor w opakowaniu jest dosyć ciemny i pomarańczowo-żółty, nie powiem, trochę mnie to przeraziło. 
Ale po rozblendowaniu idealnie łączy się z moją skórą. Całkiem dobrze kryje, ale bez efektu maski. 

Pod spód należy nałożyć dobrze nawilżający krem, ja stosuję krem z filtrem John Masters i po jakimś czasie cera lekko zaczyna się świecić, ale myślę, że jest to wina kremu z filtrem. Natomiast wszystko nadal wygląda schludnie i akceptowalnie.

Produkt, przez to że nie ma w składzie silikonów trochę tępo rozprowadza się na skórze, ale mnie to nie przeszkadza, ponieważ krem, który mam pod spodem ułatwia sprawę. 

Ogromnym plusem tego kosmetyku jest skład:

Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Seed Oil•, Caprylic/Capric Triglyceride, Cocos Nucifera (Coconut) Oil•, Zea Mays (Corn)
Starch•, Cera Alba•, Copernicia Cerifera (Carnauba) Wax•, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil•, Polyglyceryl-3 Diisostearate,
Tocopheryl Acetate May Contain +/- Mica, CI 77891, CI 77491, CI 77492, CI 77499

• organically grown

Chyba nie muszę już nic więcej pisać. Jestem przekonana, że usłyszycie o tym podkładzie jeszcze nie raz. :)



W związku z tym, że zainteresowałam się bliżej naturalnymi kosmetykami do makijażu, postanowiłam wypróbować trzy cienie. Różnych marek, o różnych formułach.

Zacznę od cienia prasowanego Kjaer Weis - Grace.



Jest to piękny cień w kolorze, który idealnie nadaje się w załamanie powieki i w naturalny sposób je podkreśla. Kolor jest dopasowany do odcienia mojej skóry i delikatnie ją przyciemnia. 
Cień jest prawie matowy, piszę prawie, ponieważ ma delikatnie satynowe wykończenie. Jest piękny! Właśnie czegoś takiego szukałam.

Skład cienia Kjaer Weis:
Talc, Octyldodecyl Stearoyl Stearate, Bambusa Arundinacea Stem Powder, Copernicia Cerifera (Carnauba) Wax, Tocopheryl Acetate, Gardenia Florida Fruit Extract, Lonicera Caprifolium(Honeysuckle) Flower Extract, Lonicera Japonica(Honeysuckle) Flower Extract, Zinc Stearate. 

May Contain +/- Mica, Iron oxide (CI 77491), Titanium dioxide (CI 77891), Iron oxide (CI 77492), Iron oxide (CI 77499), Carmine (CI75470). 

Certified Natural by the CCPB - Italian certification agency - 70% of the raw materials in this eye shadow are certified organic. KW eye shadows contain bamboo which grows in the wild not in a supervised area, therefore not accepted as organic by the CCPB but qualifies it as certified natural.

Myśle, że zobaczycie jeszcze nie jeden makijaż z użyciem tego kosmetyku


Well People - No.87 Luminous Taupe



Jest to sypki cień, w którym zakochałam się od pierwszego wrażenia. Wrzuciłam Wam już filmik na Instagramie i Facebooku. Widziałam, że Wam również się spodobał.

Link do filmiku




Luminous Taupe to odcień, tak jak wskazuje nazwa taupe (brązowo-szary), wpadający w złoto. Bardzo dobrze rozprowadza się na powiece i kompletnie nie ma potrzeby nakładania pod niego bazy, co w przypadku mojej tłustej powieki jest czymś nieprawdopodobnym. Na oku tworzy się piękna tafla. Dodatkowo idealnie pasuje z cieniem Kjaer Weis, przy użyciu tych dwóch produktów powstaje efektowny makijaż oka! Uwielbiam!

Skład cienia Well People:
Mica, Iron Oxides, Titanium Dioxide. May contain Ultramarine Blue, Ferric Ferrocyanide, Silica, Serecite, Kaolin Clay

Jane Jerdale - cień prasowany - Oyster



Na samym początku myślałam o tym, aby kupić całą paletę tej marki. W końcu zdecydowałam się jednak na pojedynczy cień na wypróbowanie. 




Oyster to odcień kości słoniowej z delikatną perłową poświatą. Ale jest to delikatna poświata, dzięki czemu można go spokojnie nałożyć na całą powiekę, bez efektu tandetnego blasku perły. 

Skład:
Mica, Boron Nitride, Dimethicone, Pinus Strobus (Pine) Bark Extract, Punica Granatum (Pomegranate) Extract. [+/- (May Contain) Titanium Dioxide (Ci 77891), Iron Oxides (Ci 77489, Ci 77491, Ci 77492, Ci 77499), Carmine (Ci 75470), Manganese Violet (Ci 77742), Ultramarines (Ci 77007), Chromium Oxide Greens (Ci 77288).

Postanowiłam łączyć go z cieniem Grace z Kjaer Weis, gdy będę chciała uzyskać efekt naturalnego oka. Ten odcień nada się również do rozświetlenia wewnętrznego kącia oka. Jeszcze nie zdążyłam go użyć na całej powiece, ale jak tylko go przetestuję, to dam Wam znać.



I na koniec zostawiłam produkt, przez który postanowiłam lekko zmodyfikować opis do tego posta. Nie jest to zdecydowanie produkt naturalny, natomiast jest on nietoksyczny. A mowa tu o lakierze marki Kure Bazaar, która charakteryzuje się produktami do paznokci pozbawionymi niebezpiecznych składników. 

Oto co obiecuje nam producent:

A toxin-free nail lacquer with a formula up to 85% of natural origin that preserves the vitality of nails and their natural cycle of regeneration, while offering impeccable resistance, ultra-shine & a quick-dry!
skład lakieru:
butyl acetate, ethyl acetate, nitrocellulose, isosorbide dicaprylate, adipic acid/neopentyl glycol/trimellitic anhydride copolymer, alcohol, stearalkonium bentonite, styrene /acrylates copolymer, silica, diacetone alcohol, benzophenone-1, trimethylpentanediyl dibenzoate, phosphoric acid, alumina. May contain colours: +/-: mica, ci 77000, ci 19140 , ci 77891, ci 75470 (carmine), ci 77491, ci 77492, ci 77499, ci 15850, ci 15850, ci 77742, ci 12085, ci 77266, ci 77510, ci 15880.




Lakier w akcji :)


Wszystkie kosmetyki kupiłam: 
- na stronie naturisimo.com 

lub 

- stacjonarnie w Londynie w Content Beauty&Wellbeing (jedyny sklep w Londynie, w którym stacjonarnie można przetestować kosmetyki marki Kjaer Weis)




14 Bulstrode St, London, W1U 2JG
Mon - Fri 10.00 - 7.00
Sat 10.00 - 6.00


W obu przypadkach przesyłka na cały świat jest darmowa. Poczytajcie tylko dokładnie informacje o warunkach i czasie dostawy.

Mam nadzieję, że podobały Wam się moje zakupy.
Już wiem, że w październiku wybiorę się na kolejną turę. Na pewno do grona kosmetyków dołączą: pomadka, róż, tusz do rzęs, kredka do oczu i być może jeszcze jeden cień. Ale o tym później.

Jestem ciekawa czy znacie te kosmetyki i może macie już jakieś zdanie na ich temat? Serdecznie zapraszam do komentowania pod tym postem. 

Pozdrawiam serdecznie!


Post nie jest sponsorowany. Każdy z tych produktów kupiłam z własnych funduszy. Jeżeli zdecyduję się na jakąś współpracę, poinformuję Was o tym.