Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DESIGN. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DESIGN. Pokaż wszystkie posty

sobota, 25 kwietnia 2015

Home Decor - Styl skandynawski - Madam Stoltz, Bloomingville, Ib Laursen - KWIECIEŃ 2015


Witam,

Dzisiaj mam dla Was mały haul z zakupami do domu. Jestem ogromną fanką stylu skandynawskiego i ostatnio natknęłam się na kilka nowych marek.
Na stronie http://mollegaarden.dk (duńska strona, która wysyła do krajów w UE) udało mi się upolować kilka perełek, które odświeżyły nieco wnętrze mojego salonu.

------

MADAM STOLZ - www.madamstoltz.dk

Zapraszam Was do zapoznania się z nowym katalogiem - Spring 2015



Donice możecie zakupić tutaj:


------


Bloomingville - spring/summer 2015
Zapraszam Was do zapoznania się z nowym katalogiem - Spring/Summer 2015



Wazon możecie zakupić tutaj:


Do mojej kolekcji dołączył również zestaw kubków dla dwojga. Niby takie same, a jednak różne...




Zestaw kubków możecie zakupić tutaj:


a na mojej liście życzeń są jeszcze te produkty:




------


Zapraszam Was do zapoznania się z nowym katalogiem - Spring/Summer 2015

http://www.iblaursen.dk/en/

http://www.iblaursen.dk/en/

Świeczniki możecie zakupić tutaj:


A teraz kilka ujęć tych przedmiotów we wnętrzu...




Mam nadzieję, że podobały Wam się moje małe zakupy i zainspirowałam Was moimi pomysłami na wnętrza. 

Uwielbiam wszelkie geometryczne formy, które chętnie zestawiam ze sobą. Jestem bardzo ciekawa, czy również jesteście fanami stylu skandynawskiego lub interesuje Was minimalizm we wnętrzach. Nie ukrywam, że ta tematyka jest bardzo bliska memu sercu.

Jak zawsze zachęcam Was do komentowania poniżej. Może znacie ciekawe strony/blogi, które Was inspirują. Zachęcam do dzielenia się informacjami.

Pozdrawiam Was serdecznie!

sobota, 11 kwietnia 2015

Inspiracje i ulubieńcy marca 2015

Witam! 

Dzisiaj zapraszam Was na podsumowanie ubiegłego miesiąca. 
Mam nadzieję, że zauważyliście, że w marcu pojawiło się aż 6 wpisów. Jestem bardzo dumna z siebie, że udało mi się tak zorganizować czas, aby móc pisać dla Was częściej.
W zeszłym miesiącu niestety nie miałam za wiele czasu na czytanie, ponieważ większość wolnego czasu poświęcałam blogowi, ale znalazłam inne inspiracje, o których chcę Wam opowiedzieć.

1) Filmy poświęcone design'owi -  Andrzej Tucholski

Z desingn'em mam do czynienia od wielu lat. Jest to moja pasja i coś co sprawia mi ogromną radość. Również studia architektoniczne miały ogromny wpływ na to jak teraz postrzegam otoczenie, w którym się znajduję i mam potrzebę otaczania się pięknymi rzeczami. Oczywiście piękno, to pojęcie względne. Bardzo często nie zdajemy sobie sprawy z tego, że każda najdrobniejsza rzecz, z którą się spotykamy, została kiedyś przez kogoś zaprojektowana. Jako osoba kreatywna, wiele rzeczy jestem w stanie zaprojektować i wykonać sama. Mam również świadomość zasad jakie panują w procesie tworzenia nowego produktu. Filmy, które chciałam Wam pojecić, są przydatne w szczególności osobom, które nie mają świadomości jak przebiega proces design'u, co jest dobrze zaprojektowanym produktem i czy design'erskie produkty są warte uwagi...
W świecie, w którym jesteśmy zalewani przedmiotami wykonanymi w chińśkich fabrykach w duźych ilościach, warto zatrzymać się na chwilę i zastanowić czy nie lepiej poczekać na kupno lepszego, staranniej zaprojektowanego produktu. 

Na studiach nauczono mnie, że nie wystarczy zaprojektować coś pięknego wizualnie. Dobry design opiera się na trzech zasadach:

- FUNKCJA (produkt musi spełniać swoje przeznaczenie)
- FORMA (produkt powinien być estetyczny i "cieszyć oko" swoim wyglądem)
- KONSTRUCJA (produkt powinien być dobrze i bezpiecznie skonstruowany i wykonany z dobrych jakościowo materiałów i powinien być tak wykonany, aby jego jakość była w jak najlepszym stanie przez długi okres użutkowania)

Jeżeli chociaż jedna z tych wytycznych jest pominięta, to produkt nie może być odbierany jako dobry design.
Te zasady tyczą się projektowania architektury, przedmiotów użytku codziennego, ale także ubrań i akcesoriów, oraz wielu innych produktów z różnych dziedzin życia.

Dobry designer jest estetą, psychologiem, "wynalazcą", a czasem również konstruktorem... Powinien obserwować otaczający go świat i rozumieć potrzeby innych ludzi.

DOBRY DESIGN JEST PONADCZASOWY! 

Zachęcam do zapoznania się z serią filmów na YouTube Andrzeja Tucholskiego.
Doceniajmy pracę projektantów, bo proces projektowania, to bardzo trudne zadanie.


 




2) Maszyna do szycia 


Nic tak nie pobudza kreatywnosci, jak wykonywanie produktów handmade. Głównym bohaterem tego podpunktu będzie maszyna do szycia. Ba i to nie byle jaka maszyna do szycia, tylko stary dobry PREDOM Łucznik 466! :-P Cacko to trafiło do mnie dzięki moim rodzicom, którzy wysłali mi ją z Polski, a wcześniej razem z dziadkiem przeprowadzili serwis i teraz śmiga, aż się patrzy.
Wrzuciłam na instagram kilka fotografii z moją maszyną i tym, co udało mi się uszyć, widziałam że zaciekawiłam Was.
Może szycie, to za dużo powiedziane, jeżeli chodzi o moje krawieckie podboje, bo skracałam zasłony, zmniejszałam obrusy i uszyłam poduszki i bieżniki z resztek materiałów. Może nie jest to bardzo trudna sprawa, ale jestem z siebie dumna. Nawet mam już na oku materiały na kolejne poduszki... Kto wie... Kto wie... Może coś jeszcze z tego powstanie...
Szycie sprawiło mi ogromną radość i myślę, że muszę o nim pamiętać, przy moich kolejnych szalonych pomysłach.
Pamiętajcie! Nie ma rzeczy niemożliwych!





A teraz przejdźmy już do kosmetyków i ulubieńców związanych z tą dziedziną.
Niestety przytrafiło mi się w tym miesiącu uczulenie, które wystąpiło na twarzy (trójkąt - nos, okolica ust i broda). Do tej pory uczulenie miałam raz po którejś odmianie chińskich grzybów i było to pięć lat temu. Według mnie nie zjadłam nic co mogłoby mnie uczulić, ani nie zmieniłam kosmetyków. Obawiam się, że to alergia. Od lekarza dostałam leki i cały czas je biorę. No ale musiałam lekko zmienić pielęgnacje, bo skóra była przesuszona, podrażniona i łuszczyła się. Kosmetyki o których wpomnę pomogły mi uporać się z chwilową niedyspozycją mojej skóry. O dziwo sam stan skóry - trądzik, kompletnie zaniknął i przez około pół miesiąca moja skóra była w idealnym stanie. No ale przejdźmy do konkretów.

3) AVENE - woda termalna



Duuuuużo wody termalnej. Bardzo szybko pomogła wygoić podrażnienie. Działała kojąco, stosowałam ją przez około tydzień, systematycznie rano i wieczorem. Już dużo mówiłam o tym produkcie, więc nie chcę się za bardzo rozpisywać, ale chciałam podkreślić jej właściwości kojące, czyli aspekty, o których wcześniej nie wiedziałam.

4) Organique - peeling enzymatyczny - UWAGA - REAKCJA ALERGICZNA (http://littlegreeneyed87.blogspot.co.uk/2015/05/uwaga-reakcja-alergiczna-peeling.html)



Przez to, że skóra była podrażniona, potem porobiły się delikatne strupki i skórki, w pozbyciu ich pomógł mi ten peeling. Nie jestem fanką mechanicznych peelingów i zazwyczaj sięgam po enzymatyczne. Ten jest gotowy, o kremowej konsystencji. Nadal uważam, że peeling enzymatyczny z Biochemii Urody jest świetny (również tani), ale ten jest szybszy, bo gotowy. Działa również dobrze, jest trochę inny, ale już się do niego przyzwyczaiłam. Jeżeli jesteście leniuszkami i nie chce Wam się łączyć składników tuż przed użyciem, to ten peeling może Wam przypaść do gustu. Plus, że jest dostępny stacjonarnie w sklepie Organique w Polsce. Możecie go również zamówić online. Niestety, to że jest dostępny tylko w Polsce, jest minusem dla mnie, ale zawsze mogę zrobić małe zapasy ;-) 

(Nie zmieniłam treści, ponieważ nie byłoby to fair - uważajcie na ten produkt!)

5) Hydraluron 


Podrażnienie było na tyle uciążliwe, że nie bardzo pomagało mi natłuszczenie, a żaden krem nie był w stanie nawodnić tych miejsc na twarzy. Wcześniej stosowałam żele hialuronowe, które kupowałam w Polsce w sklepach internetowych z półproduktami kosmetycznymi. Niestety wszystkie żele, albo się skończyły, albo były już po dacie, wiec zdecydowałam się na kupno Hydraluronu w Boots. Skład jest bardzo prosty i jak na to co w nim jest, to cena jest bardzo wygórowana, ale niestety nie miałam innego wyjścia. Bardzo dobrze, że zdecydowałam się na jego kupno, bo bardzo mi pomógł. Ładnie nawilżył podrażnioną skórę i pomógł jej wrócić do normalnego stanu. Dodatkowo, bardzo dobrze sprawdza się pod krem pod oczy. Żel hialuronowy to taki naturalny wypełniacz skóry, sprawdzi się dla każdego rodzaju cery. Pamiętajcie tylko, aby nie zostawiać go samego na twarzy, a zaraz po wchłonięciu nałożyć na niego krem lub jakiś olejek. W przeciwnym razie efekty mogą być odwrotne i zamiast nawodnienia, osuszamy skórę.
Polecam Hydraluron i inne żele hialuronowe.

6) Vichy Capital Solein - SPF 30 - formuła matująca


W zeszłym roku używałam tego kremu z SPF 50, ale przez przypadek kupiłam formułę dla cery suchej i wrażliwej. Nie bardzo się polubiliśmy, ale niestety bardzo długo nie mogłam dostać kremu w wersji matującej, w końcu udało mi się zamówić przez internet krem z SPF 30. 
Zauroczył mnie od pierwszego użycia.
Jako jedyny zmatowił skórę, ale jej nie przesuszył. Oczywiście mam na myśli zdrowy mat bez efektu maski, wpadający w satynowe wykończenie. Ten krem stosuję każdego dnia odkąd go otworzyłam. Każdy podkład, jaki posiadam, trzyma się na nim rewelacyjnie, nie roluje się i nie waży. W końcu nie muszę co dwie godziny odtłuszczać twarzy. Zamówiłam już w Polsce kojelne opakowanie, tym razem z SPF 50.
Minusem jest to, że mimo że w UK mamy Vichy w drogeriach, to niestety ten krem z filtrem nie jest dostępny stacjonarnie. Ale w sumie i tak ceny kosmetyków francuskich, są tutaj znacznie wyższe (czy ktoś z Was wie dlaczego tak jest? Przecież Francja sąsiaduje z Wielką Brytanią)
Bardzo lubię ten krem, ale szukam jeszcze dobrego kremu do twarzy z filtrami mineralnymi min. SPF 30. Ten Vichy nie zapchał porów, więc duży plus za to! Gdy miałam problem z cerą i była podrażniona, w żaden sposób nie pogorszył jej stanu.
Bardzo dobry, jeżeli chcecie stosować filtry chemiczne.

7) Body Shop - Honeymania - krem do rąk


Na początku marca mieliśmy wietrzną pogodę, było już za ciepło na to, aby nosić rękawiczki i niestety w tym czasie bardzo ucierpiały moje dłonie. Skóra była mocno sucha i popękana. Na noc nakładałam masło shea, ale dłonie musiałam kremować również w ciągu dnia. Osoby które pracują przed komputerem zazwyczaj nie lubią tłustych, treściwych kremów do rąk, ponieważ jest to bardzo niekomfortowe, gdy wszystko jest potem w naszym kremie do rąk. Bardzo ucieszyłam się, gdy ten z Body Shop okazał się strzałem w 10-tkę.
Niektórzy porównują go do kremów z L'occitane, ale wg. mnie są to zupełnie różne produkty.
Oczywiście opakowanie jest podobne, ale konsystencja tych kosmetyków i ich skład, różnią się. 
Honeymania, ma lekką formułę, która bardzo szybko się wchłania, uczucie nawilżenia pozostaje do momentu mycia dłoni. Dodatkowo muszę pochwalić zapach linii Honeymania, jest idealny - słodki i przyjemny.
Bardzo polecam Wam ten krem, czasem można spotkać go na promocji.

8) Dior Rouge Giupure - pomadka

Dior Rouge Giupure


Pomadkę mam już od zeszłego roku. Odebrałam ją w Boots za uzbierane punkty, ale nie byłam od samego początku zachwycona. Nie mogłam jej porównać, do mojej ulubionej szminki Chanel, ponieważ jest to coś pomiędzy szminką a błyszczykiem, czyli dosyć kremowa konsystencja. Giupure to kolor malinowy i nie bardzo wiedziałam jak ją nosić na co dzień, aby nie wyglądała zbyt mocno. 
I oto olśniło mnie w tym miesiącu!!! 
Ta pomadka wygląda pięknie, gdy zaaplikuje się niewielką ilość, a potem delikatnie wklepie palcem. Utrzymuje się dosyć długo i daje piękny rozmyty efekt, którego nigdy wcześniej nie mogłam uzyskać innymi produktami do ust. Dodatkowo ten malinowy kolor jest przepiękny i idealny na wiosnę. 
Zapach pomadki coś mi przypomina... Może trochę pomadki ochronne firmy Nivea, które kiedyś stosowałam, albo zapach jakiegoś kremu... Nie wiem, ale jest on bardzo przyjemny.
Jeżeli poszukujecie delikatnego malinowego koloru na usta, to ten produkt może Wam zapewnić taki efekt. Polecam!

9) Illamasqua - lakiery do paznokci


Jako, że lakierów nigdy za wiele w mojej kolekcji, do mojej kosmetyczki trafiły niedawno trzy nowe kolory - fioletowy róż, kobalt i morska zieleń. Oczywiście wszystkie kolory idealnie nadają się na wiosnę i nadchodzące lato.
Lakiery mają dosyć płynna konsystencję i do uzyskania intensywnego efekty wystarczą dwie warstwy. Mają piękne błyszczące wykończenie i są tak intensywne jak w opakowaniu.
Razem z top coat z Sally Hansen na paznokciach trzymają się ok. 4 dni, czyli krócej niż OPI lub Essie, ale ze względu na nasycenie barw i piękne odcienie, jestem w stanie im to wybaczyć.
Kilka przykładów mojego manicure z użyciem tych lakierów:

Illamasqua - Cameo

Illamasqua - Muse

Illamasqua - Superstition


10) ZOEVA - 126 cheek finish





Jest to mój ulubiony pędzel z nowej kolekcji ZOEVA Rose Golden vol. 2. Używam go do różu, ale może służyć jako pędzel do bronzera, rozświetlacza, lub jako wykończeniowy do całej twarzy.
Jest niewiarygodnie miękki. Chyba pokuszę się o stwierdzenie, że najpiękniejszy z wszystkich pędzli Zoeva. Dodatkowo cała oprawa nowej serii jest zapierająca dech w piersiach - różowo złote skuwki, piękne pudrowo-różowe trzonki i subtelny grawer na skuwce. Coś pięknego!
Zdecydownie pędzle Zoeva zasługują na oddzielny post i już niebawem pojawi się na blogu.

11) Yankee Candle - wosk - Amber Moon


Nie wiem z której kolekcji pochodzi ten zapach i nie umiem dokładnie opisać nut. Jest coś nieoczywistego w tym wosku, trochę męski, trochę słodki i perfumowy zapach. Nadaje eksluzywności pomieszczeniu, w którym jest palony. Pierwszy raz spotkałam się z takim zapachem w Yankee Candle. Nie wiem jak pachnie świeca z tej serii, ale wosk jest dosyć intensywny. Nie namawiam Was do kupna w ciemno, wydaje mi się, że ten zapach powinno się najpierw sprawdzić na żywo, bo albo się podoba, albo nie.

A jacy byli Wasi ulubieńcy w tym miesiącu? Czy znacie produkty, które Wam przedstawiłam, a może macie odmienne zdanie na ich temat? Zachęcam do komentowania poniżej. 

Pozdrawiam!
E.

wtorek, 14 października 2014

Inspiracje i ulubieńcy września 2014


I skończyło się rumakowanie... Niestety przyszła jesień, a wraz z nią przychodzi chłód. Chociaż muszę przyznać, że wrzesień w UK był naprawdę ciepły! Pogodę mieliśmy letnią, ponad 20 stopni i myślałam, że lato nigdy się nie skończy. Czułam się bardzo dziwnie idąc ulicami w bluzce z krótkim rękawem obok witryn sklepowych, na których panowała już na dobre zimowa aura.


No, ale wróćmy do właściwego tematu. Jak zwykle pojawiam się z tym postem w połowie kolejnego miesiąca, ale chyba stanie się to moją tradycja. Ale lepiej późno niż wcale.
Wrzesień był dla mnie bardzo pracowity. Jeżeli śledzicie mnie na instagramie (@littlegreeneyed), to mogliście zauważyć czym zajmowałam się ostatnimi czasy.
I tutaj zapraszam do pierwszego ulubieńca/inspiracji:

1) Realizacja projektu rzeźby autobusu - Year of the Bus

Skończyliśmy już pracę nad tą rzeźbą, ale niestety nie mogę Wam jeszcze pokazać efektu końcowego. Dopóki projekt nie zostanie wyeksponowany musi być tajemnicą. Ale, ale... Nie martwcie się, jak tylko będę wiedziała gdzie w Londynie będzie wyeksponowany autobus, to dam Wam znać.

Jeżeli chcecie zobaczyć projekt, który poszedł do realizacji, to zapraszam na mojego i męża bloga:

A tutaj kilka zdjęć w trakcie pracy (tylko nie mówcie nikomu, że Wam pokazałam ;))








Do realizacji, oprócz naszego projektu, przeszło jeszcze kilkanaście innych. Pracowaliśmy w warsztacie, w którym spotkaliśmy również innych artystów, dzięki temu poznaliśmy kilka ciekawych osób. Praca nad autobusem była naprawdę inspirującym doświadczeniem.
Mam nadzieję, że już niedługo będę mogła podzielić się z Wami większą ilością informacji.

2) Pecha Kucha


Zostaniemy jeszcze a chwilę w dziedzinie designu. Mieliśmy przyjemność uczestniczyć niedawno w pewnym przedsięwzięciu.
Wyobraźcie sobie, że macie do przedstawienia swoją działalność, ale macie na to tylko dwadzieścia slajdów i każdy jest wyświetlany tylko dwadzieścia sekund. Trudne zadanie?
Jak najbardziej, ale niesamowicie kompleksowo przedstawiające Waszą twórczość. W evencie wzięło udział ok. 6 artystów/firm, które postanowiły podzielić się z innymi swoimi osiągnięciami i pomysłami. Osoby te przedstawiały swoje biura projektowe w wielu dziedzinach. Specjalne wykończeniowe ceramiczne artystyczne płytki, rzeźby, projekty wnętrz, projekt jednej z witryn sklepowych na Regent Street itp. Było to niesamowicie inspirujące, a każde biuro miało na to tylko 400 sekund (ok. 6,5 minuty). Tego typu przedsięwzięcia mają miejsce również w wielu innych krajach.
Po więcej i informacji, zapraszam również do naszego drugiego bloga:

3) Yankee Candle - Simply Home - Vanila Frosting - wosk



Kiedy przychodzą chłodniejsze dni zawsze mam ochotę na cieplejsze zapachy. I tak oto odkopałam wosk z zeszłego sezonu, który kupiłam w B&Q. Ma słodki ciasteczkowy zapach. Porównałabym go do budyniu waniliowego, ale w żaden sposób nie jest duszący, ani nachalny.
Jeżeli uda mi się go jeszcze dostać, to może zdecyduję się na świecę.

Niestety przez to, że był to bardzo pracowity miesiąc, nie miałam więcej czasu na przyjemności.  W związku z tym, że zmieniła się pora roku, w tym okresie przejściowym moja cera przechodzi zwykle rewolucje i nie obyło się bez niej również tym razem. Chciałabym pokazać Wam kilka produktów, bez których nie poradziłabym sobie.

4) REN SKINCARE - ROSA CENTIFOLIA - HOT CLOTH CLEANSER - balsam do mycia twarzy ze ściereczką z microfibry.


Bardzo dobry produkt. Śmiem twierdzić, że lepszy od Liz Earle. Ja swoje opakowanie dostałam jako gratis do gazety ... Dobrze zmywa makijaż, dodatkowo razem z załączoną ściereczką sprawia, że skóra robi się bardzo miękka. Na pewno napiszę o nim więcej w osobnym poście.
Zauważyłam, że koił podrażnienia i moja skóra po jego użyciu wyglądała na uspokojoną, ale przede wszystkim była dobrze oczyszczona i gładka.
Już zakupiłam dwa pełne opakowania, które udało mi się dostać z ciekawym zestawem, o którym już Wam wspominałam we wcześniejszym poście.

5) AURIGA Flavo C - serum


Jak w poprzednim miesiącu, to serum i tym razem działało cuda. Wiem, że nie powinnam ciągle o nim pisać, ale uważam, że ten produkt był również ważnym elementem pielęgnacji mojej cery w tym miesiącu. Wszystko szybko się goiło i serum ładnie rozjaśniało blizny. Niedługo robię zamówienie na serum Flavo C z Biochemii Urody, które będę testowała, jak tylko skończę to opakowanie. Oby było tak samo dobre!

5) Avene - Triacneal


Długo się zastanawiałam czy już o nim coś wspomnieć. Produkt ten używam od maja. Nie chcę się jeszcze ostatecznie wypowiadać na jego temat, ponieważ uważam, że muszę go dłużej testować. Ale wydaje mi się, że ma on wpływ na to, że trochę uspokajał moją cerę. Ale nie wspomniałam, czym on się właściwie cechuje. Triacneal jest kremem, który wspomaga leczenie skóry trądzikowej. Ma w swoim składzie 6% kwasu glikolowego i 0,1% retinaldehydu (czyli jednej z bardziej aktywnej formy retinoidu) - co jest jedną z większych dawek retinoidu dostępnego na rynku bez recepty. Zaczęłam stosować go, ponieważ postanowiłam intensywnie zadziałać przeciwtrądzikowo. Efekt można zobaczyć dopiero po długotrwałym stosowaniu. Z takimi produktami należy obchodzić się bardzo ostrożnie, ponieważ mogą podrażniać, a dodatkowo należy pamiętać o ochronie przeciwsłonecznej. Kosmetyki z kwasami i retinoidami mogą powodować przesuszenie cery, dlatego należy również pamiętać o dodatkowym nawilżaniu skóry. Ja u siebie nie zauważyłam przesuszenia, dlatego że dobrze nawilżam skórę, która również nie łuszczyła się. Krem stosuję na noc raz/dwa razy w tygodniu. Najczęściej nakładałam go wtedy, kiedy miałam większy wysyp i na drugi dzień było lepiej. Także mam wrażenie, że pomógł mi w ostatnim miesiącu. Ale to jeszcze nie jest jego recenzja.

6) Olej Tamanu


Osoby, które mają problem z trądzikiem, najczęściej mają również niedobór kwasu linolowego. W takim przypadku sprawdza się olej Tamanu. Olej ten jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki pomaga regenerować się naskórkowi. Jeżeli macie świeże blizny lub strupki po niedoskonałościach, ten olej szybko pozwoli Wam je wygoić. Bardzo dobrze sprawdza się również wtedy, gdy przetniecie skórę (np. nożem kuchennym podczas krojenia).
Ten olejek ma bardzo specyficzny zapach, trochę jak maggi... Trochę jak oleju z pestek dyni... Ale mnie to zupełnie nie przeszkadza. Olej można nałożyć na całą twarz lub tylko miejscowo. Na cała twarz nie polecam zbyt często, bo może spowodować przesuszenie skóry.
Bardzo dobry olej i gorąco go Wam polecam. Jest niekomedogenny (nie zapycha porów)

7) Glinki - zielona i biała


W ciągu tego miesiąca stosowałam bardzo często maseczki z glinek. Te które Wam przedstawiam, są w postaci sypkiej, wystarczy dodać wodę i już gotowe. Ja natomiast, żeby nie były aż tak bardzo wysuszające i drażniące, dodaję do nich żel hialuronowy i olejki (najczęściej z pestek dyni - normalizujący). Nałożoną maseczkę na twarz należy co jakiś czas zwilżać wodą termalną lub hydrolatem, żeby nie wyschła, bo w takiej postaci może być drażniąca.
Gorąco Wam polecam spróbować, bardzo tani kosmetyk i niezwykle efektywnie działający. Twarz zostaje zmatowiona i uspokojona.
(Ja swoje glinki kupiłam na stronie sklepu  Zrób sobie krem)

8) Hipp - mleczko pielęgnacyjne dla niemowląt (i nie tylko)


Używam go od dłuższego czasu, ale ciągle zapominałam Wam o nim wspomnieć. Jest to balsam do ciała o konsystencji lekkiego mleczka, które bardzo szybko wchłania się w skórę. Ale niech Was to nie zmyli, że skoro szybko się wchłania, to może nie działa dobrze. Otóż nawilża skórę bardzo dobrze! Powiedziałabym, że zaskakująco dobrze, jak na produkt o tak lekkiej konsystencji. Zapach ma identyczny jak, produkt do mycia i oliwka tej samej marki, czyli delikatny i przyjemny. Bardzo polecam Wam ten kosmetyk na gorące dni, ponieważ konsystencja jest idealna, kiedy wszystkie ciężkie produkty się nie sprawdzają. Mimo że używam tego produktu jesienią, to również utrzymuje nawilżenie skóry. Jak będę w Polsce, to koniecznie muszę kupić przynajmniej jedno opakowanie na okres wiosenny.

9) MAC - pomadka o wykończeniu lustre - Plumful






Przepiękny śliwkowy kolor, który jest nie za jasny i nie za ciemny oraz idealnie różowo-fioletowy. Jest to piękny przykład jesiennej szminki na dzień (większość kolorów dedykowanych na ten czas jest ciemna i nie pasuje na co dzień do pracy). Pomadkę dostałam w prezencie od męża, oczywiście z moją małą sugestią (no dobra, nie taką małą). Szminka ma idealną kremową formułę, która dobrze się sprawdza w chłodniejsze dni. Kolor utrzymuje się dosyć długo, po piciu zostaje jego poświata. Możemy ją tak zostawić, ponieważ nie wygląda to niechlujnie, lub dołożyć kolejną warstwę. Oczywiście nie jest to trwałość matowej pomadki, ale jak dla mnie na co dzień idealna. W zasadzie gdy kupiłam tą szminkę, to używam ją na zmianę tylko z dwoma innymi, ale w tym miesiącu, zdecydowanie królowała na moich ustach.

10) Barry M. - Matte Nail Paint - matowy top coat


Oczywiście jak przystało na lakieromaniaczkę, nie mogło również zabraknąć w tym miesiącu produktu do paznokci. Tym razem zamiast lakieru, chciałabym Wam przedstawić mój najnowszy top coat, ale nie taki zwyczajny, bo matowy. Słyszałam bardzo dużo o top coat z Nails inc. ale szkoda mi było wydać pieniądze na produkt, którego nie byłam do końca pewna. I tak w moje ręce wpadł ten z Barry M. i zupełnie przypadkiem potem wpadł do koszyka (hahaha). Efekt możecie zobaczyć na poniższym zdjęciu (lakier bazowy - OPI - Did It On 'Em)


Idealny efekt utrzymał się przez cały dzień. Potem stopniowo zaczął się "wypolerowywać" (nie umiem znaleźć innego słowa, które mogłabym użyć) po ok. 3 dniach paznokcie błyszczały się ponownie. Myślę, że jak na gadżet za kilka funtów, to całkiem dobry wynik. Lakier w żaden sposób nie odpryskiwał, czyli top coat nie wpływał na niego negatywnie, a mogę się nawet dodatkowo pokusić o stwierdzenie, że przedłużał świeżość manicure.
Efekt zmatowienia najlepiej widać na lakierach bez drobinek, potem na tych z delikatnymi drobinkami. Niestety nie zaobserwowałam żadnego matu na lakierach perłowych.
Myślę, że jest to godny polecenia gadżet! 
 
Jestem ciekawa, czy znacie powyższe produkty. A może akurat macie odmienne zdanie na ich temat? Bardzo chętnie przeczytam obie wersje.
Już niedługo zapraszam do kolejnych postów.

Pozdrawiam Was serdecznie!
Ewelina



PS Czy macie jakieś doświadczenia ze szczoteczką do mycia twarzy Foreo Luna. Myślę o zakupie dużego modelu dla cery mieszanej (FOREO LUNA Anti-Aging Skincare Device for Combination Skin). 
Wszelkie sugestie mile widziane.