Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PIELĘGNACJA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PIELĘGNACJA. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 21 kwietnia 2016

MOJA PIELĘGNACJA CERY I SKÓRY W CIĄŻY - pierwszy trymestr


Witajcie!

Dzisiaj mam dla Was bardzo wyczekiwany post z moją pielęgnacją, która stosowałam kilka miesięcy temu podczas pierwszego trymestru ciąży. Dostaję często prywatne wiadomości od Was co polecałabym na ten czas ciąży. Piszecie, że macie problem z używaniem niektórych kosmetyków, które używałyście do tej pory ze względu na zapachy lub to, że powodują podrażnienia skóry.

Moje drogie czytelniczki, nie ma w tym nic dziwnego, ponieważ nasz organizm w naturalny sposób reaguje na sztuczne produkty, które aplikujemy na naszą cerę lub skórę. Ciąża jest najlepszym testerem naszego trybu życia. Organizm w naturalny sposób eliminuje zagrożenia, które mogą czyhać na nas, lub na rozwijające się w nas nowe życie. 

W ciąży najlepiej kierować się zasadą LESS IS MORE. Pamiętajcie, że nie tylko same substancje działające na naszą skórę bezpośrednio, ale także zapachy mogą być szkodliwe w szczególności w pierwszych miesiącach ciąży. Dlatego, jeżeli coś Wam przeszkadza nawet w najmniejszym stopniu, od razu zrezygnujcie z używania tego. Natura sama wie, co jest dla nas najlepsze. 
Tak jak po niektórych potrawach możemy czuć się gorzej, tak samo może być po użyciu kosmetyków. 

Ja całkiem znośnie przeszłam pierwszy trymestr, ale bardzo dokładnie wsłuchiwałam się w swój organizm. Moja skóra stała się bardziej wrażliwa i sucha, chociaż miała również trudniejsze dni z wypryskami, co jest normalne podczas tak ogromnej burzy hormonów. Najlepsze były dla mnie zupełnie naturalne kosmetyki, ponieważ nie mogłam znieść chociaż odrobiny sztucznego zapachu. Perfumy także odstawiłam na kilka tygodni. 
Zastanawiałam się, czy na tym etapie powinnam inwestować w kosmetyki przeznaczone typowo do pielęgnacji kobiet w ciąży i podjęłam decyzję, że nie jest to jeszcze konieczne. 

Ale przejdźmy do konkretów:

PIELĘGNACJA CERY:

Odstawiłam większość serów do twarzy, sprawdziłam czy w produktach, które chcę aplikować nie ma retinoidów i kwasów. Pamiętajcie, że tak drażniące składniki, są zabronione do stosowania w ciąży. Usunęłam też produkty, które miały olejki eteryczne.

Rano:

Przemywałam twarz balsamem myjącym REN. Ma on kremową konsystencję i szybko się rozprowadza. 



Zrezygnowałam w tym czasie z używania szczoteczki Foreo Luna, gdyż nie czułam się najlepiej po jej zastosowaniu, prawdopodobnie przez soniczne wibracje. Dodatkowo moja cera szybko się czerwieniła i nie lubiła dodatkowego tarcia w tym czasie. Wszystko delikatnie  zmywałam ściereczką muślinową. 

Następnie aplikowałam wodę termalną, najczęściej była to woda URIAGE. 



Przez to, że cera była bardziej sucha i wrażliwa niż zwykle, postanowiłam kupić najprostszy żel hialuronowy, bez żadnych dodatków. Aplikowałam go zaraz po wodzie termalnej. Dzięki temu wilgoć pozostawała dłużej w skórze.

Pod oczy stosowałam mój codzienny żel z marki OZ Naturals, na pewno kojarzycie go z ulubieńców roku 2015 - link.


Następnie na całą twarz aplikowałam żel hialuronowy i oleje. Zazwyczaj był to olej z pestek malin, ale czasem dodawałam do niego kroplę oleju jojoba. 




Po tych wszystkich krokach pielęgnacyjnych przechodziłam do makijażu.

Wieczór:

Po powrocie z pracy zmywałam makijaż olejem jojoba. Bardzo dobrze domywał wszystkie zakamarki i radził sobie świetnie z tuszem. Używałam do tego ściereczki muślinowej. 


Następnie do dokładnego oczyszczenia twarzy używałam mydła Aleppo. O dziwo, mimo  nieciekawego zapachu, nie miałam z nim problemów i mogłam je stosować. 


Tak oczyszczoną twarz spryskiwałam wodą termalną, a następnie aplikowałam żel hialuronowy.

Pod oczy ponownie wędrował żel z OZ Naturals.

A na całą twarz aplikowałam olej marula wymieszany z olejem jojoba. 

Starałam się, aby cały proces pielęgnacyjny trwał jak najkrócej, gdyż w tym czasie nie miałam siły, ani ochoty spędzać dużo czasu w łazience. 
Również tak jak widzicie, większość produktów była bezzapachowa, lub miała delikatny własny naturalny zapach. 

W sytuacjach wyjątkowych, w momencie większego przetłuszczania cery, stosowałam maseczki z glinek (najlepiej drobno-zmielonych - fioletowa lub biała) wymieszane z żelem hialuronowym i olejami marula i jojoba. Pamiętajcie, aby nie doprowadzać do wyschnięcia maseczki, gdyż może to bardzo podrażnić cerę, w tym celu opryskujcie twarz wodą termalną lub hydrolatem.
Miejscowo na wypryski stosowałam pastę wykonaną z zielonej glinki i wody termalnej. 


Nie byłam w stanie używać mojej ulubionej maseczki Aura Antipodes, ze względu na jej waniliowy zapach, który w czasie pierwszego trymestru, był dla mnie zbyt intensywny.

PIELĘGNACJA CIAŁA:

Tak jak już wcześniej pisałam, ograniczałam przebywanie w łazience do minimum, więc całkowicie zrezygnowałam z kąpieli w wannie na czas pierwszego trymestru. Korzystałam jedynie z szybkich pryszniców. 

Kompletnie nie pasowały mi produkty o intensywnym zapachu, a tym bardziej dodatkowo perfumowanie. 
Poszukałam więc kosmetyków z linii dla dzieci, które zazwyczaj (chociaż nie zawsze) nie są dodatkowo perfumowane. Zainteresowałam się linią naturalnych kosmetyków Weleda. 
Zakupiłam kremowe mleczko do kąpieli, balsam i oliwkę. 
Mleczko do kąpieli stosuję praktycznie cały czas jako produkt pod prysznic. Nie wysusza mojej skóry i mimo specyficznego naturalnego zapachu, nie przeszkadzał mi on podczas pierwszego trymestru. 


Mleczko pielęgnacyjne nie jest najgorsze, jednak było trochę za słabe do mojej skóry, dodatkowo nie lubiłam aplikacji (zajmowała za dużo czasu). Oliwka okazała się hitem!
Jestem ogromną fanką naturalnych oliwek, które aplikuję na wilgotną skórę zaraz po prysznicu.
Bardzo dobrze nawilża moją skórę i w pierwszym trymestrze nie czułam potrzeby, aby aplikować coś dodatkowo w strategiczne miejsca na brzuchu, udach i piersiach.


Produkty marki Weleda dostaniecie stacjonarnie w UK w Waitrose, Whole foods i w niektórych Boots'ach (widziałam w Westfield Stratford City). 
Online są dostępne miedzy innymi w sklepie www.naturisimo.com (darmowa przesyłka na cały świat)

Tańsza alternatywa oliwki do ciała, dostępna w Polsce, to Hipp, którą dostaniecie w Rossmann'ie. 
Do pielęgnacji ciała sprawdzą się także naturalne oleje - np. migdałowy, kokosowy (ma bardzo intensywny zapach i może być przez to problem w pierwszym trymestrze), lniany, jojoba itp. 
Do mycia możecie bez problemów stosować naturalne mydła, które mają delikatne zapachy.
Pamiętajcie, że niektóre olejki eteryczne nie są wskazane w ciąży, dlatego najlepiej uważnie stosować produkty perfumowane, nawet naturalnymi olejkami (przynajmniej w pierwszym trymestrze).

Do pielęgnacji włosów używałam trzech produktów: dwóch szamponów:
- Sylveco - Balsam myjący z betuliną - delikatny nawilżający o bezpiecznym składzie, ale nie nadawał się, gdy miałam czas większej burzy hormonów i włosy troszkę bardziej się przetłuszczały. Bardziej sprawdzi się, gdy macie suchą skórę głowy.



- Dr Organic - Tea tree shampoo - mój ulubieniec od lat - włosy były idealnie nawilżone.
oraz odżywki:



- Dr Organic - Moroccan Argan Oil Conditioner - również mój ulubieniec od lat idealnie nawilża włosy.


Pielęgnacja jamy ustnej.
Zrezygnowałam z klasycznej pasty do zębów ze względu na obecność fluoru.
postanowiłam przetestować dwie pasty.



Niestety solna past Weleda miała okropny smak i zdecydowanie nie polecam Wam jej, w szczególności w pierwszych miesiącach ciąży. Natomiast pasta z Green People jest rewelacyjna! Bardzo dobrze domywa zęby 
i ma przyjemny smak. Jedyne zastrzeżenie jakie do niej mam, to że nie jest za bardzo wydajna.  

Jestem bardzo ciekawa jak wygląda/wyglądała Wasza pielęgnacja podczas pierwszego trymestru ciąży. Mam nadzieję, że zainspirowałam Was w jakiś sposób do stosowania naturalnych/delikatnych kosmetyków w tym czasie :)

Pozdrawiam serdecznie i ślę buziaki Waszym rosnącym brzuszkom!

Little Green-eyed w dwupaku ;)



PS Niestety nie jestem w stanie umieszczać wszystkich moich autorskich zdjęć ze względu na brak czasu (nadal jestem aktywna zawodowo) oraz rosnący w tempie ekspresowym brzuszek, który już skutecznie ogranicza robienie zdjęć na bloga. Ale mam nadzieję, że rozumiecie to i odwiedzacie mojego bloga głównie ze względu na treści, które publikuję ;)

środa, 7 października 2015

TAG Szczęśliwa skóra - Little green-eyed - moje odpowiedzi


Witajcie!

Dzisiaj mam dla Was post z odpowiedziami na TAG, który od dłuższego czasu krąży po polskim YouTubie. Pytania bardzo dobrze wpisują się w charakter mojego bloga i są dobrym wprowadzeniem, do wpisu o pielęgnacji jesiennej, który niedługo dla Was przygotuję :)

1) Jak najlepiej opisałabyś swoją skórę?

Jak już zapewne wiecie z poprzednich postów, moja cera jest mieszana z tendencją do przetłuszczania w strefie T. Aktualnie przechodzi swój lepszy okres, ale zdarza jej się "zapchać" i wtedy mam spory wysyp niedoskonałości. Najczęściej ma to miejsce po urlopie, czyli po zmianie wody i większej ekspozycji na słońce. Dodatkowo moja cera z czasem stała się wrażliwa i bardziej reaguje na aktywne składniki, przez co muszę uważać na składy w kosmetykach.

2) Jakie są Twoje najlepsze wskazówki na promienistą cerę?

- sen - należę do typu ludzi, którzy uaktywniają się w nocy i niestety, to powoduje, że czasem krótko śpię, wtedy widzę, że moja skóra nie jest tak promienista jak zazwyczaj.

- picie dużej ilości płynów - mam tu na myśli wodę, herbatę zieloną, herbaty ziołowe - picie małej ilości mleka i kawy oraz czarnej herbaty

- witamina C - moja witamina młodości! Stosuję ją za równo w pielęgnacji porannej, jak i wieczornej

- miłość - jeżeli mam obok osobę, która sprawia, że codziennie jestem radosna i szczęśliwa, to chyba nic więcej nie muszę dować :) 

3) Jaki jest najdziwniejszy naturalny składnik, który użyłaś w pielęgnacji?

Śluz ślimaka - hahaha tak naprawdę nałożyłam preparat z tym składnikiem na twarz ;) z tego co pamiętam, to były to próbki koreańskich kremów BB i chyba kremu do pielęgnacji. Niestety ten składnik nie bardzo służy mojej cerze i mam wrażenie, że miałam po nim mały wysyp. Także do pielęgnacji cery mieszanej nie polecam. Chociaż słyszałam, że daje idealne efekty odmładzające... Ja jednak podziękuję ;-)

4) Opisz swoją pielęgnację w 5 słowach.

- SYSTEMATYCZNA
- PRZEMYŚLANA
- SKUTECZNA
- NATURALNA (możliwie jak najwięcej naturalnych składników, chociaż nie zawsze 100%)
- REGENERUJĄCA

5) Podziel się swoją najlepszą wskazówką dotyczącą pielęgnacji skóry.

Zrezygnujcie z kosmetyków z SLS (oraz innymi składnikami kończącymi się na Sulfate), parafiną i innymi niepotrzebnymi chemicznymi dodatkami. Odkąd stosuję bardziej przemyślaną pielęgnację, moja cera wygląda znacznie lepiej i nie zawsze muszę nakładać makeup, gdy chcę się dobrze czuć wśród innych ludzi. Dajcie sobie czas na uspokojenie cery. Moja cera potrzebowała prawie roku, żeby doszła do siebie po wielu nieprzemyślanych akcjach. Im bardziej naturalna i sprawdzona pielęgnacja, tym moja cera wygląda promienniej. Trzymam kciuki za Was, aby Wam rownież udało sie uspokoić swoje problematyczne cery. Przy cerze trądzikowej uważajcie na kosmetyki przeznaczone typowo do takich cer, ponieważ mogą ją bardziej przesuszać, tym samym produkujecie węcej tłuszczu, sebum zapycha pory i koło się zamyka. Tak samo uważajcie na stosowanie antybiotyków, człowiek nie powinien ich przyjmować, jeżeli nie jest to ostatecznością. Zwróćcie uwagę na to co jecie. Jesteśmy tym co jemy, wiec jeżeli żywicie się "śmieciowym" jedzeniem Wasza skóra nie będzie wyglądać dobrze.
Moje największe odkrycie ostatnich miesięcy - olej z dzikiej róży (Rosehip Oil) - cudo!!! Koniecznie wypróbujcie!

6) Co kradnie naturalny blask skóry?

- zanieczyszczenie środowiska - niestety zauważyłam, że odkąd mieszkam w Londynie, stan mojej skóry znacznie się pogorszył i szybciej się zanieczyszcza/"zapycha"

- brak snu - oj bardzo widać, gdy się nie wyśpimy 

- zła dieta - tak jak wcześniej pisałam, zwracajcie uwagę na to co jecie. Pokarmy z pestycydami, hormonami i antybiotykami, zanieczyszczone - to wszystko ma wpływ na to jak wygląda nasza skóra. Również smażone potrawy nie za dobrze działają na naszą cerę. Ja staram się głównie jestść świeże warzywa, gotowane, duszone i pieczone potrawy. Gdy pozwalam sobie na chwilę zapomnienia, od razu widać to na mojej skórze ;-)

- złe kosmetyki - a dokładniej złe składniki w kosmetykach i nieodpowiednio dobrane do rodzaju cery

7) Jakie są Twoje największe obawy dotyczące pielęgnacji, dbania o skórę?

Nie mam jakiś szczególnych obaw dotyczących pielęgnacji, mam wrażenie, że długo będę się cieszyła młodą skórą, bo już teraz o to dbam. Jedyne co mnie przeraża, że mogę zastosować jakiś preparat ze składnikiem, który źle zadziała na moją skórę. Niestety zdarza się, że firmy deklarują się jako naturalne, organiczne, a mimo to pakują do kosmetyku masę chemii. Jestem tylko człowiekiem i mnie również zdarzają się błędy. Niestety już dwukrotnie  przypłaciłam to bardzo poważnym uczuleniem. Świadomość, to najcenniejsza rzecz i z tego powodu zaczęłam pisać tego bloga!

8) Jaki jest Twój podręcznik podstaw pielęgnacji?

Moim podstawowym założeniem jest pielęgnacja wieloetapowa i dostosowana do aktualnych potrzeb skóry.

Staram się również szukać kosmetyków możliwie naturalnych o jak najprostszych składach. 
O każdym etapie mojej obecnej pielęgnacji napiszę Wam w kolejnych postach.

Ważne dla mnie jest dobre oczyszczanie skóry. Zawsze dokładnie zmywam makijaż i gdy tylko jest to możliwe, staram się to robić zaraz po przyjściu do domu.

Ochrona przeciwsłoneczna jest ważna i widzę mniej przebarwień na skórze od czasu, gdy przykładam się do tego sumiennie. Ostatnio przerzuciłam się na filtry naturalne (fizyczne/mineralne) i gdy jest większe słońce, lub mój kosmetyk kolorowy (podkład) nie posiada żadnego filtra, stosuję go jako krem na dzień (John Masters - krem ma w sobie oleje, które wystarczająco pielęgnują moją cerę rano plus filtr naturalny SPF 30)

Zawsze staram się stosować jakiś preparat z witaminą C - chociaż raz dziennie. 

A wszystko ma sens tylko wtedy, gdy robię to sumiennie i systematycznie, pamiętajcie, że to Wy pracujecie na to, aby Wasza cera wyglądała promiennie!

Mam nadzieję, że spodobał Wam się ten post i chętnie przeczytaliście moje odpowiedzi na pytania do TAGu. 
Jestem bardzo ciekawa Waszych odpowiedzi i chętnie przeczytam je w komentarzach pod tym wpisem! Zachęcam gorąco!

Jeżeli chcecie być ze mną na bieżąco, to zapraszam do śledzenia mnie na Instagramie (@littlegreeneyed) i Facebooku!

Pozdrawiam Was serdecznie!



piątek, 7 sierpnia 2015

Inspiracje i ulubieńcy lipca 2015


Witajcie!

Po dłuższej przerwie, mam dla Was inspiracje i ulubieńców minionego miesiąca!
W tym miesiącu miałam bardzo mało czasu na prowadzenie bloga, co niestety można było zauważyć poprzez małą ilość opublikowanych postów, ale miało to również odźwięk w testowaniu nowych produktów. Uprzedzałam Was wcześniej o mojej potencjalnej nieobecności, dlatego mam nadzieję, że nadal będziecie ze mną i oczekujecie kolejnych wpisów.

Przechodząc już do szczegółów, zacznę od jednej z bardziej ekscytujących dla mnie rzeczy (a dla Was zapewne będzie to zabawne) ale moim pierwszym ulubieńcem tego miesiąca, oprócz nowej kuchni jest...

1) Zmywarka do naczyń!!!

Hmm wiem... Wiem... Zaskoczyłam Was! Ale jestem tak przeszczęśliwa, że w końcu w moim domu mam zmywarkę, że nie możecie sobie nawet tego wyobrazić jak bardzo się cieszę.
Posiadamy wersję o szerokości 60 cm i uważam, że na dwie osoby, które codziennie sokują, jedzą śniadania w domu i gotują wieczorem kolację i lunch na kolejny dzień, nie jest to za duży sprzęt. Nie dajcie sobie wmówić, że zmywarka nie jest Wam potrzebna. Zaoszczędzony czas jest dla nas bezcenny. Zdecydowanie Wam polecam, jeżeli jeszcze wahacie się nad jej zakupem.

Nie chcę mówić o konkretnym modelu, dlatego bo swoją używam od niecałego miesiąca i nie jestem również specjalistką w tej dziedzinie. Ale zmywarka w domu to definitywne MUST HAVE!

A teraz inspiracje książkowe:

2) "Skóra pełna blasku. Przełomowa metoda anti-aging" Harold Lancer.



Zacznę od tego, że na pewno napiszę dla Was osobnego posta z recenzją tej książki. Ale tak w skrócie: jeżeli interesujecie się pielęgnacją ciała od dłuższego czasu, to nie zaskoczą Was informacje zawarte w tej książce, ponieważ nie uważam, aby metoda Lancera jest czymś innowacyjnym. Ale, ale... Mimo wszystko jest to bardzo dobra książka, która zbiera wiele informacji w jednym miejscu, więc jeżeli od jakiegoś czasu próbujecie nowych metod pielęgnacji cery i macie wrażenie, że ciągle zaczynacie coś od nowa, że to co robicie działa, ale nie do końca rozumiecie cały proces, to ta książka pomoże Wam poukładać sobie wszystko w głowie. Znajdziecie tutaj zalecenia dla różnych typów cery i przykładowe programy ich pielęgnacji, zrozumiecie procesy zachodzące w waszym organizmie. Uważam, że warto przeczytać tę książkę, pozaznaczać najważniejsze dla Was fragmenty i wracać do nich raz na jakiś czas w celu weryfikacji. Pielęgnacja skóry, to proces ciągły, nie da się zadbać o siebie jednorazowo, jest to długoterminowy proces, który należy wykonywać do końca życia i w zależności od tego na jakim etapie życia jesteśmy powinniśmy stosować metodę pielęgnacji pasującą do danego momentu i potrzeb naszej skóry.
Wiecęj opiszę Wam niedługo w innym poście, ale już teraz zachęcam Was do zapoznania się z tą książką.

3) "Slow fashion" Joanna Glogaza




Mój absolutny ulubieniec tego miesiąca! Jeżeli śledzicie mnie na instagramie lub Facebook (serdecznie zapraszam!), to już wiecie o czym piszę.
Post z recenzją tej książki mam już napisany i niebawem pojawi się na blogu.
Jeżeli otwieracie szafę i widzicie jedynie ściśnięte ubrania na wieszakach i nadal nie wiecie co na siebie włożyć, to ta książka jest dla Was! Bardzo przyjemnie się ją czyta i daje do myślenia. Ja już zaczęłam akcję oczyszczania szafy i najbliższego otoczenia.
Serdecznie polecam!

Ulubieńcy kosmetyczni:

4) Tołpa - Żel/krem pod prysznic - Amarantus




Moja ukochana seria Tołpy - amamrantus. Żel używam już po raz drugi i uwielbiam jego zapach. Ale nie tylko zapachem się zachwycam, gdyż jego kremowa formuła sprawia, że moja skóra po jego użyciu jest jedwabiście gładka. Zazwyczaj używam olejków i balsamów, ale w tym miesiącu zdażyło się, że kilka razy tego nie zrobiłam, a skóra mimo wszystko była gładka i dobrze nawilżona. Strasznie żałuję, że nie mam szybkiego dostępu do marki Tołpa. Ale jeżeli Wy mieszkacie w Polsce, to śmiało biegnijcie po niego do drogerii. Wiem, że na 100% nie jest to ostatnie opakowanie, które zakupię. Serdecznie polecam (niestety już mi się powoli kończy :( )

5) Tołpa - balsam do ciała - Amarantus




Tak bardzo podoba mi się żel pod prysznic, że przy ostatnich zakupach dokupilam również balsam z tej serii. Kosmetyk ma lekką formułę, która szybko wchłania się w skórę. Jest idealny na ciepłe lato i przedłuża zapach żelu pod prysznic. Skóra po tych dwóch kosmetykach jest idealnie nawilżona i nielepiąca, co jest ważne latem. Serdecznie Wam polecam wyprobować oba produkty.

6) Neal's Yard - hand cream - Geranium & Orange 




Moje pierwsze wrażenie po otwarciu tego kremu do rąk było - ojej jaki dziwny zapach. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z kosmetykiem, który pachniałby jak pelargonia w moim ogrodzie. Jest to typowy zapach geranium, który jak się okazało, uwielbiam właśnie przez jego wyjątkowość
! 
Krem nie wchłania się szybko, trzeba chwilę odczekać, ale mimo to używałam go w ciągu dnia i nie pozostawiał tłustych plam. Bardzo dobrze nawilża dłonie, efekt jest widoczny natychmiast. W UK krem możecie kupić w sieci sklepów Niel's Yard lub w Waitroise (John Lewis). Mam jeszcze inny zapach kremu z tej serii i z chęcią go przetestuję.

7) Antipodes - Aura - maseczka do twarzy




Marką zainteresowałam się po rekomendacji tej maseczki przez Agnieszkę z Nowego Jorku (YouTube - nissiax83) tak mnie zaintrygowała swoją recenzja, że również postanowiłam ją wypróbować. Jest cudowna! Zacznę od zapachu, który jest obłędny!!! Naturalny zapach wanilii, mandarynki, połączony z miodem, sprawia, że chce się zjeść ten kosmetyk. Formuła jest kremowa, bardzo łatwo się go nakłada i daje wrażenie, że używa się kosmetyku luksusowego.
Maseczkę stosuję 1-2 razy w tygodniu. Ze względu na to, że w składzie jest miód i oleje, ma działanie nawilżające i uspokajające cerę. Idealne do cery mieszanej z tendencją do wyprysków. Nawet cera, która się przetłuszcza potrzebuje intensywnego nawilżenia i odżywienia, a ta maseczka to umożliwia. Maseczkę przechowuję w lodówce i gdy nakładam ją wieczorem na oczyszczoną twarz, to czuję efekt przyjemnego chłodzenia. Wiem, że na 100% zakupię ją ponownie, gdy tylko się skończy. Serdecznie polecam! Ja zamawiałam ją na stronie internetowej naturisimo.com

8) Sylveco - balsam do mycia włosów (z betuliną)




Bardzo lubię ten produkt do włosów. Przyjemna odmiana w porównaniu do innych naturalnych szamponów jakie stosowałam. Lekko się pieni, przez co łatwo rozprowadza się na włosach. Dodatkowo po zmyciu nie zostawia tłustej nieprzyjemnej warstwy. Uważam, że dobrze domywa włosy i nadaje im przyjemnej tekstury, przez co wydaje się, że jest ich więcej. Włosy są przyjemnie nawilżone, dla mniej wymagających włosów stosowanie odżywki może nie być konieczne, ja zawsze nakładam odrobinę na końcówki. Nie spowodował również podrażnienia mojej skóry głowy, więc duży plus dla niego!
Serdecznie go Wam polecam!

To byli wszyscy ulubieńcy lipca 2015. Jestem bardzo ciekawa czy zachęciłam Was do któregoś z kosmetyków, albo do przeczytania książek, o których wspomniałam?
A może znacie już moich ulubieńców? Serdecznie zapraszam do dzielenie się opiniami w komentarzach pod tym postem, Wasza opinia może pomóc innym.
Zachęcam Was również do odwiedzenia moich profilów na portalach społecznościowych. Z powodu założenia strony na Facebook rezygnuję z dalszej kontynuacji postów z cyklu 
"@littlegreeneyed na instagram". Uważam, że powielanie informacji jest zbędne, dlatego jeżeli chcecie wiedzieć na bieżąco, co u mnie słychać, to serdecznie zapraszam na Facebook (link) lub Instagram (@littlegreeneyed).

Życzę Wam udanego sierpnia!




czwartek, 16 lipca 2015

RECENZJA - PIERWSZE WRAŻENIE - AESOP - Amazing Face Cleanser, Oil FreeFacial Hydrating Serum, Mandarin Facial Hydrating Cream


Witajcie! 

Postanowiłam zapoczątkować tym wpisem nową serię na moim blogu "Recenzja - pierwsze wrażenie".  Ostatnimi czasy próbuję wiele produktów, które są próbkami lub produktami o mniejszej pojemności. Dzięki temu jestem w stanie częściej opisywać Wam kosmetyki, bo jak wiadomo np. krem 50 ml zużywa się zazwyczaj bardzo długo. Jednak nie byłabym w porządku, gdybym traktowała te posty jako pełne recenzje produktu po zużyciu jedynie kilkunastu ml pojemności. Zazwyczaj taka ilość pozwala mi wstępnie ocenić np. czy produkt nadaje się do mojego typu cery, jaką ma konsystencje i jak zachowuje się pod makeup'em. Niestety nie jestem w stanie opisać Wam długotrwałego efektu, ale myślę, że pierwsze wrażenie może Wam pomóc we wstępnym procesie wyboru danego produktu i czy w ogóle warto zaprzątać sobie nim głowę.

Dzisiaj pod lupę idą trzy produkty marki Aesop, które otrzymałam w dwóch próbkach, każdy po 2ml. Jedna próbka starcza na ok. 2-3 dni stosowania.
Produkty Aesop możecie zamówić na stronie Aesop jak również na innych stronach internetowych. Ja swoje testery otrzymałam w domu handlowym Harrods, przy okazji zakupów i tam również znajdziecie stoisko Aesop stacjonarnie.

Zacznę od krótkiej charakterystyki mojej cery. Pewnie większość z Was już to wie, ale przypomnę. Moja cera jest mieszana z tendencją do przetłuszczania w strefie T. Ma również tendencję do zapychania się i złe składniki bardzo na nią wpływają. Aktualnie jednak, dzięki dobrze dobranej pielęgnacji, nie mam większych problemów z wypryskami i skóra jest uspokojona. 

Na firmę Aesop zwróciłam uwagę dzięki jej słynnej masce z pietruszki, której niestety do tej pory nie udało mi się wypróbować. 
Sprzedawca na stoisku wysłuchał dokładnie opisu mojej cery i dobrał mi trzy produkty. Żel do mycia twarzy, serum i krem.

1) Amazing Face Cleanser - żel do mycia twarzy
Opis producenta:

A low-foaming, mandarin-infused gel cleanser for combination or oily skin.

Citrus-based botanicals thoroughly cleanse skin, expelling daily build-up of grime and oil while absorbing excess sebum. Ideal for use in the warmer months and for those residing in humid or polluted environments.
Skład:
Water (Aqua), Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Sea Salt (Maris sal), Glycerin, Polysorbate 20, Citrus Nobilis (Mandarin Orange) Peel Oil, Lavandula Angustifolia (Lavender) Oil, Phenoxyethanol, Cananga Odorata Flower Oil, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, d-Limonene, Linalool, Benzyl Benzoate. 
Produkt nie pieni się. Nadaje się do mycia twarzy rękoma, natomiast do użytku np. z Foreo Luna nie bardzo, ponieważ mam wrażenie wchłaniania się kosmetyku w cerę i ciężko było mi go rozprowadzić silikonową szczoteczką.
Cleanser ma żelowa konsystencja. Sam produkt nie wydaje się zły, natomiast gdy przejdziemy do składu, możemy zauważyć, że zaraz na drugim miejscu jest Sodium Laureth Sulfate. Tego typu składników nie używam do pielęgnacji twarzy i dlatego ta informacja dyskwalifikuje go już od razu. Szkoda, ponieważ produkt nie jest tani i w pełnej wersji kosztuje: 
- 100 ml - £21
- 200ml - £33
W podobnej cenie lub tańszej jestem w stanie znaleźć lepsze składowo, a tym samym bardziej pielęgnujące, produkty.
Nie polecam.
Rating: 2/10

2)  Oil Free Facial Hydrating Serum - serum nawilżające

Opis producenta:

A hydrating serum for combination, oily or troubled skin.

This rapidly absorbed, lightweight serum – boosted with Vitamins B and C and anti-oxidant-rich ingredients – is an excellent alternative to cream-based moisturisers. Superb greaseless hydration extends from an Aloe Vera base to leave skin smooth and shine-free.
Skład:

Aloe Barbadensis Leaf Juice, PEG-60 Almond Glycerides, Sorbitol, PEG-150 Distearate, Water (Aqua), Benzyl Alcohol, Phenoxyethanol, Panthenol, Cananga Odorata Flower Oil, Magnesium Ascorbyl Phosphate, Sodium Citrate, Disodium EDTA, Camellia Sinensis Leaf Extract, Benzalkonium Chloride, Methylisothiazolinone, Linalool, Benzyl Benzoate, Farnesol, Benzyl Salicylate, Geraniol. 

100ml - £43


Po pierwsze - gdy przyjrzymy się składowi, to nie jest on szczególnie zachwycający, zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę cenę produktu. 
Po drugie - strasznie, ale to strasznie się lepi. Serum posiada konsystencję żelową, ale bardzo płynną. Szybko wchłania się w skórę, ale wrażenie jakie pozostawia na skórze jest bardzo nieprzyjemne. Nawet gdy nałożymy krem, nadal czuć że twarz się lepi, efekt delikatnie znika po zastosowaniu filtrów (Vichy Capital Soleil SPF 30 emulsja matująca). Niestety skóra, jak dla mnie, trochę za bardzo błyszczy się po zastosowaniu tego produktu. Błysk przebijał zarówno pod kremem BB BRTC Jaśmin Water oraz podkładem mineralnym Lili Lolo.
Natomiast nie mogę odebrać temu produktowi właściwiści nawilżających, bo faktycznie skóra jest dobrze nawodniona, natomiast efekt ten otrzymacie również po zastosowaniu żelu hialuronowego lub dostępnego w Boots Hydraluron, z tą różnicą, że skóra nie będzie lepka.
Nie polecam tego produktu.
Rating: 4/10

3) Mandarin Facial Hydrating Cream - krem nawilżający

Opis producenta:

A lightweight, citrus oil-infused moisturising cream for normal or combination skin.

This rapidly absorbed cream’s citrus-derived ingredients cool, tone and balance the skin, delivering superb hydrating replenishment.
Skład:
Water (Aqua), Corylus Avellana (Hazel) Seed Oil, Glycerin, Stearic Acid, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Glyceryl Stearate, Rosa Canina Fruit Oil, Sesamum Indicum (Sesame) Seed Oil, Citrus Medica Limonum (Lemon) Peel Oil, Tocopherol, Phenoxyethanol, Citrus Tangerina (Tangerine) Peel Oil, Citrus Grandis (Grapefruit) Seed Extract, Triticum Vulgare (Wheat) Germ Oil, Citrus Nobilis (Mandarin Orange) Peel Oil, Disodium EDTA, Glycine Soja (Soybean) Oil, Daucus Carota Sativa (Carrot) Root Extract, Beta- Carotene, d-Limonene, Citral, Linalool.
60ml - £33
120ml - £43

Zdecydowanie najlepszy produkt z całej trójcy, którą próbowałam.
Zacznę od tego co zwróciło moją uwagę na samym początku - zapach startej skórki pomarańczy/mandarynki, który jest przepiękny. Niesamowicie orzeźwia, więc wielki plus na początek.
Krem ma lekką konsystencję, która idealnie szybko się wchłania. Jest to ten typ produktu, który moim zdaniem wymaga dodatkowego serum pod spód, ale ja i tak zawsze używam serum, więc jak najbardziej odpowiada mi. Kosmetyk idealnie nadaje się na dzień pod makijaż dla cery tłustej, mieszanej i normalnej, ponieważ dobrze współgrał z większością podkładów i kremem BB, które posiadam. Uważam jednak, że nie sprawdzi się u osób z suchą cerą, ale dla takich typów skóry nie jest przeznaczony.
Skład jest całkiem w porządku, na ósmym miejscu znajduje się olej z dzikiej róży, który moja skóra uwielbia.
Nie jestem w stanie stwierdzić jak będzie wygladała moja cera po dłuższym stosowaniu. Ponieważ używałam tego kremu ok. 6 dni, ale być może zakupię go w przyszłości.

Mogę go polecić osobom o normalnej, mieszanej i lekko tłustej cerze.

Rating: 8/10

Mam nadzieję, że moje recenzje są dla Was przydatne i teraz łatwiej będzie Wam podjąć decyzję w sprawie zakupu tych produktów. Pamiętajcie również, że każdy ma inna skórę i coś co mnie się slrawdziło u Was może nie zadziałać. Mimo wszystko, jeżeli jesteście zainteresowani tymi produktami, to polecałabym poprosić sprzedawcę o próbkę i wypróbować czy Wam podpasuje.

Dziękuję za uwagę i już niedługo zapraszam do kolejnych postów.

Zapraszam Was do dołączenia do członków śledzących mojego bloga (po prawej stronie). Jeżeli podoba Ci się mój post, podziel się nim ze znajomymi na portalach społecznościowych. ,ożesz również zacząć śledzić mnie na instagram - @littlegreeneyed oraz na Facebook - link  

wtorek, 30 czerwca 2015

Inspiracje i ulubieńcy czerwca 2015

Witam Wszystkich bardzo serdecznie!

Dzisiaj mam dla Was kolejną porcję inspiracji i ulubieńców, które sprawiły, że poprzedni miesiąc był dla mnie bardzo udany.

1) Brighton - nadmorska miejscowość w południowej części Wielkiej Brytanii.




Tym razem mam dla Was informację o kultowym miejscu w UK, a mianowicie nadmorskim Brighton. Jako, że dopiero co zaczęło się lato i zapewne większość osób mieszkających w Wielkiej Brytanii ma ochotę na chwilę relaksu nad morzem, postanowiłam wspomnieć o tej miejscowości. Brighton jest idealne dla osób lubiących spędzać wolny czas wśród ludzi, ponieważ jest to bardzo oblegane miejsce w szczególności podczas cieplejszych dni w Anglii. Ale warto wybrać się tutaj chociaż na jeden dzień, aby tak jak w moim przypadku, oderwać się trochę od zabudowanego Londynu. Jedynym minusem dla mnie jest niestety kamienista plaża, chociaż możemy odebrać to również jako pozytyw, gdyż nie będzie problemu z wszechobecnym piaskiem, z którym jest problem w przypadku piaszczystych plaż.
Mamy tutaj wiele atrakcji i miejsc, w których warto skosztować angielskiego specjału fish & chips. Jeżeli chodzi o miejsce nad morzem, gdzie napijecie się pysznej kawy, zjecie włoskie lody i prawdziwe tiramisu, to z całą pewnością mogę polecić Wam restauracje AlFresco umiejscowioną w altanie na promenadzie wzdłuż plaży.
Warto chociaż raz się tam wybrać i skosztować angielskiego klimatu kurortów.

2) Bistro Charlotte - Wrocław, Polska




Podczas mojego bardzo krótkiego pobytu w Polsce, wybrałam się z przyjaciółkami do nowo otwartego lokalu sieci Bistro Charlotte. Serwują tam pyszne francuskie wina, genialny chleb i potrawy, które idealnie podbijają smak trunków. Miejsce jest bardzo klimatyczne, obsługa sympatyczna. Miło spędziłyśmy czas.
Polecam na szybki lunch w centrum lub wieczorne pogawędki przy lampce wina.

A teraz przejdźmy do kosmetyków, które umiliły mi ostatni miesiąc.

3) Balance me - pure skin face wash - płyn do mycia twarzy




Bardzo dobry żel/płyn do mycia twarzy! Próbka trafiła do mnie dzięki gratisom w jednym z brytyjskich magazynów dla kobiet. Jestem pod ogromnym wrażeniem, jak bardzo spodobał mi się ten produkt. Ładnie oczyszczał twarz i zostawiał ja bardzo miłą w dotyku oraz idealnie nawilżoną. Zapach charakterystyczny dla produktów Balance Me - naturalny i roślinny, ale mnie to odpowiada. Konsystencja idealna, nie za płynna i nie za gęsta. Myślę, że jeżeli w najbliższej przyszłości nie zauroczy mnie coś bardziej (mam sporo innych produktów do przetestowania), to chętnie kupię pełnowymiarowe opakowanie tego kosmetyku.
Polecam i mam nadzieję, że usłyszycie o nim nie raz.

4) OZ Naturals - Hyaluronic Acid, vitamin C + Vitamin E - serum z kwasem hialuronowym




Bardzo przyjemny produkt nawilżający z kwasem hialuronowym. Poszukiwałam czegoś bardziej naturalnego niż Hydraluron i znalazłam! Serum nie ma tak mocnego działania rozjaśniającego jak typowy produkt z witaminą C
, ale i tak jestem bardzo zadowolona z nawilżenia i rozświetlenia skóry. W kolejce do testowania mam jeszcze żel pod oczy z tej marki i już zamówiłam typowe serum antyoksydacyjne z witaminą C.
Produkt jest odpowiedni dla wegan. Ja zamówiłam go na Amazon i zapłaciłam ok. £13.

5) Chanel - Rouge Coco 402 Adrienne - pomadka do ust





Obłędnie idealna jest ta pomadka! Ciepły nude, który pasuje do mojego tonu skóry, ale myślę że jest na tyle uniwersalny, że będzie odpowiadał większości z Was. Nareszcie nie wyglądam jak "truposz" w tym odcieniu. Jest to jedna z moich najnowszych pomadek i już skradła moje serce. Chanel ulepszyło formułę swoich kultowych nawilżających pomadek. Z poprzedniej serii mam Mademoiselle, która po wieki będzie moim ulubieńcem, ale Adrienne dołącza do tego grona. 


Chanel - 402 Adrienne

Jest to idealna pomadka codzienna i mój zamiennik szminki z Lili Lolo Love Affair. Szminka z Lili Lolo jest minimalnie chłodniejsza, ale jeżeli nie chcecie wydawać tak dużo pieniędzy na pomadkę, to gorąco polecam Wam Lili Lolo. 


po lewej - Lili Lolo Love Affair; po prawej - Chanel 402 Adrienne

Natomiast pomadki z Chanel mają to coś, na co warto się skusić. 
Gwarantuję Wam, że z Chanel będziecie zadowolone, ponieważ szminki tej marki nosi się bardzo komfortowo.
Polecam! 


6) Chanel - Emerveille - Illusion D'Ombre - cień w kremie






Gdy zobaczyłam ten kolor będąc na strefie bezcłowej, stwierdziłam, że nie wsiądę do samolotu bez niego. Jest cudowny i idealny, ale już wyjaśniam... Poszukiwałam cienia o kolorze rose gold, ale takiego, który nie ma zbyt dużo różowych tonów, ponieważ gryzłby się z odcieniem mojej skóry. Zupełnie przypadkiem podeszłam do kremowych cieni, gdy byłam na stoisku Chanel. Zrobiłam, kilka swatch'y i dojrzałam ideał - Emerveille. 
Cień nie jest tak kremowy jak np. Color Tatoo z Maybelline, tylko ma bardziej musową formułę. Do opakowania jest dołączony miniaturowy pędzelek (zapomniałam sfotografować) natomiast ja preferuję aplikować cień opuszkiem. Na palcu mamy delikatną poświatę, którą możemy rozetrzeć lub wklepać na powiekę. Od razu dodam, że jak zawsze muszę zaaplikować bazę pod cienie, ponieważ absolutnie żaden cień (no może za wyjątkiem sticka z KIKO ;) ) nie trzyma się na mojej powiece. 




Kolor rozprowadza się delikatnie i tworzy "mokry efekt" na powiece, idealnie odbijając światło. Odcień bardzo dobrze pasuje do mojej karnacji. Jest to cień, który stosowałam w tym miesiącu prawie codziennie. Jest tak komfortowy w noszeniu, że stałam się leniwa w robieniu makijażu oka ;) Bardzo często używałam go solo, lub dodawałam któryś cień z paletek Urban Decay przyciemniając zewnętrzny kącik i załamanie powieki, lub rysowałam jedynie kreskę eyelinerem albo kredką Zoeva (o której wspomnę za chwilę). Tym samym uzyskiwałam efektowny i bardzo szybki makijaż oka. 
Jedyny minus jaki widzę w tym cieniu (chociaż nie jestem jeszcze pewna czy to minus), to że w pudełeczku tworzy się na powierzchni cienia "przesuwalna" powłoczka. Zapewne jest to spowodowane musową formułą kosmetyku oraz tym, że aplikuję go palcem. Nie przeszkadza to w żadnym stopniu w aplikacji tego cienia i efekt uzyskuję taki jaki oczekuję, ale nie jestem w stanie stwierdzić czy tak powinien zachowywać się ten cień. Jeżeli macie jakieś informacje na ten temat, to proszę napiszcie w komentarzu.
Emerveille jest moim idealnym cieniem na co dzień, ale również na wyjazdy, bo dzięki temu nie muszę zabierać ze sobą dodatkowego pędzla.
Gorąco polecam!!!


Przykład makijażu:




7) ZOEVA - Glance - kredka do oczu





Nigdy nie miałam tak miękkiej kredki do oczu! Jest po prostu cudowna! Delikatnie sunie po powiece i nie naciąga oka. Do tego jest niewiarygodnie trwała, co jest zaskakujące w przypadku tak maślanej formuły. Stosuję ją zazwyczaj tuż przy rzęsach i podkreślam zewnętrzny kącik. Gdy jest jeszcze świeżo zaaplikowana, bardzo dobrze się rozciera. Ale
tutaj trzeba szybko działać, ponieważ zastyga. Kredka z Zoeva daje piękny złoto-brązowy efekt na oku, a w połączeniu z cieniem z Chanel tworzy efektowny i szybki makijaż oka. Mam ją jeszcze w odcieniu nude, ale ten złoty brąz używam częściej.
Polecam!

8) Semilac - lakiery hybrydowe i lampa LED 9 Watt




Lakiery hybrydowe zamówiłam na spróbowanie. Zapewne zauważyliscie, że uwielbiam malować paznokcie i mam sporą kolekcję zwykłych lakierów, które aktualnie poszły trochę w cień... Hmm wiem będę musiała coś tym zrobić, ale na razie złapała mnie chęć na robienie paznokci hybrydowych. Dlaczego tak bardzo to polubiłam?

- lakiery Semilac mają piękne kolory
- utwardzają się na lampę i nie niszczą, gdy przez przypadek dotkniemy czegoś świeżo pomalowanym paznokciem, ponieważ nie ma problemu długiego wysychania.
- są trwałe!!!

Przy trwałości dałam trzy wykrzykniki, bo jest to główny powód, dla którego zdecydowałam, się wypróbować ten rodzaj zdobienia paznokci.
U mnie efekt z akceptowanym niewielkim odrostem jest do ok. dwóch tygodni. Powyżej tego czasu, według mnie płytka nie wygląda już estetycznie.




Polska marka Semilac ma bardzo dobrej jakości lakiery, a do tego w pięknych kolorach. Ostatnio do mojego małego grona hybryd dołączyło jeszcze kilka kolorów. I nie wykluczam powiększenia tej gromadki.


Dodam jeszcze, że 9 Watt'owa lampa sprawdza się bardzo dobrze i idealnie utwardza lakier. Chcę, to szczególnie podkreślić, ponieważ gdy szukałam informacji o lampach do hybryd, to spotkałam się ze stwierdzeniem, że może być za słaba. Bzdura!!! Jest idealna do domowej pracy nad paznokciami i nie mam problemów z ich utrwalaniem. Także śmiało ją kupujcie. Dodatkowym atutem jest fakt, że bardzo szybko utwardza płytkę. Zazwyczaj używam 30 s i czasem, gdy mam grubszą warstwę, lub top coat 60 s dla pewności.

Jestem bardzo zadowolona z produktów Semilac i myślę, że usłyszycie o nich nie raz!

A oto kilka moich ostatnich zdobień paznokci ;)


Semilac - 032 Biscuit
Semilac - 033 Pink Doll
Semilac - 034 Mardi Gras
Semilac - 135 Frappe i 047 Pink Peach

Jestem bardzo ciekawa jacy są Wasi ulubieńcy minionego miesiąca. Zapraszam do komentowania poniżej.

Pozdrawiam!


PS Zapraszam do polubienia mojej nowej oficjalnej strony bloga na Facebook - link!