Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KOSMETYKI ORGANICZNE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KOSMETYKI ORGANICZNE. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 czerwca 2016

MOJA PIELĘGNACJA CERY I SKÓRY W CIĄŻY - drugi trymestr


Witajcie Kochani!

W końcu udało mi się zmobilizować, aby napisać dla Was post. Jest mi już coraz ciężej z brzuszkiem, więc staram się ograniczać czas pracy przed komputerem. Wiem natomiast, że gdy nasze maleństwo pojawi się na świecie, będę miała jeszcze mniej czasu na pisanie dla Was na blogu. 

Dzisiaj mam dla Was wpis z moją pielęgnacją, jaką stosowałam w drugim trymestrze ciąży. Książkowo ten czas był również dla mnie lżejszym okresem podczas ciąży. Odeszły problemy ze wstrętem do niektórych zapachów, jednak nadal używałam tylko te kosmetyki, które uważałam za niezbędne.

PIELĘGNACJA CIAŁA:


Niezmiennie do pielęgnacji ciała używałam kosmetyków marki Weleda. 



Pod prysznicem stosowałam Calendula shampoo and Body Wash dla niemowląt, ale pod koniec drugiego trymestru sięgnęłam po naturalne mydło polskiej marki - PURITE - Mydło płatki owsiane Eco Exl BLOK.



(•  SKŁAD / INGREDIENTS:olej kokosowy, woda demineralizowana, olej rzepakowy, wodorotlenek sodu, oliwa z oliwek, masło shea, olej awokado nierafinowany, kozie mleko w proszku, wosk pszczeli, miód, płatki owsiane, olejek kokosowy, mika   •  INCI: Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Aqua, Brassica Campestris (Oleifera Oil), Sodium hydroxide,  Olea Europaea (Olive) Fruit Oil, Butyrospermum Parkii (Shea) Fruit Butter, Persea gratissima (Avokado) Oil, Goat Milk Powder, Cera flava, Mel (Honey), Oatmeal, Cocos Oil, Mica (CI 77019), Iron Oxide (CI 77491), Titanium Dioxide (CI 77891), Iron Oxide (CI 77491)   NIE ZAWIERA KONSERWANTÓW, SZTUCZNYCH AROMATÓW I BARWNIKÓW)

Mydło możecie kupić np. tutaj - link

Do pielęgnacji skóry zaraz po prysznicu stosowałam, tak jak w pierwszym trymestrze, oliwkę Weleda Calendula dla niemowląt. Nakładana na mokrą skórę przecudownie natłuszczała, ale nie pozostawiała nieprzyjemnej powłoki. 



Nowość z Weleda, którą zaczęłam stosować na brzuch, piersi, pośladki i uda już od pierwszych dni drugiego trymestru, to mieszanka olejów - Stretch Mark Massage Oil. 



Skład:

INCI: Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Triticum Vulgare (Wheat) Germ Oil, Fragrance (Parfum)*, Arnica Montana Flower extract, Limonene*, Linalool*, Citronellol*, Geranoil*, Citral*, Eugenol*, Farnesol*. *from natural essential oils

Jestem bardzo zadowolona z tego kosmetyku, uważam, że rewelacyjnie się sprawdził. Ale ostateczną ocenę, będę mogła wydać dopiero, gdy moje ciało zacznie wracać do normy po ciąży :)



Kolejnym kosmetykiem, który zastosowałam kilka razy podczas kąpieli, był naturalny olej kokosowy. 



Ma cudowny zapach, który w drugim trymestrze już mi nie przeszkadzał, dodatkowo idealnie natłuszczał i pielęgnował skórę. Po takiej kąpieli nie potrzebowałam już dokładać dodatkowych kosmetyków. 

Do pielęgnacji włosów stosowałam dokładnie te same produkty, co w pierwszym trymestrze.




Dezodorant, który stosowałam, to naturalny kosmetyk marki Schmidt's w wersji bezzapachowej w słoiczku. Przywiozłam go z podróży do USA i wydaje mi się, że ta wersja jest najlepsza. Dobrze chronił, dodatkowo nie zostawiał białych plam na ubraniach. Zdecydowanie mogę go polecić. 




link do producenta

W Europie dostępny - link


Skład:
Ingredients (INCI): Butyrospermum parkii (shea butter), Sodium bicarbonate (baking soda), Maranta arundinacea (arrowroot) powder, Theobroma cacao (cocoa) seed butter, Tocopherol (vitamin E), Humulus lupulus (hop) extract

Tak jak w pierwszym trymestrze stosowałam, naturalną pastę do zębów marki Green People, ale tym razem zdecydowałam się na inny smak - Peppermint & Aloe Vera. Od tej pory kupujemy tylko tę wersję. 



Dostępny - link

Skład:

CALCIUM CARBONATE (DENTAL GRADE CHALK), GLYCERIN** (VEGETABLE DERIVED), AQUA (PURE WATER), BETAINE (NATURAL PLANT EXTRACT), XANTHAN GUM (CORN STARCH GUM), ALOE BARBADENSIS (ALOE VERA) LEAF JUICE POWDER*, AROMA [MENTHA PIPERITA (PEPPERMINT) OIL*^, COMMIPHORA MYRRHA (MYRRH) OIL^], OLEA EUROPAEA (OLIVE) LEAF EXTRACT, LIMONENE, LINALOOL. *INGREDIENT FROM ORGANIC FARMING, **MADE USING ORGANIC INGREDIENTS ^FAIRLY TRADED. ECOCERT NATURAL - 100% OF THE TOTAL INGREDIENTS ARE FROM NATURAL ORIGIN; 34% OF THE TOTAL INGREDIENTS ARE FROM ORGANIC FARMING

PIELĘGNACJA CERY:


Rano do przemywania skóry nadal używałam balsamu myjącego REN. 



Potem na cerę aplikowałam tonik z hydrolatu z organicznej róży damasceńskiej. Cudowny zapach sprawiał, że początek dnia był bardzo udany :)



Kosmetyk kupiony na e-bay u tego sprzedawcy - link

Postanowiłam rownież wprowadzić do mojej pielęgnacji serum z witaminą C, żeby zapobiec przebarwieniom w ciąży. Ponownie wybrałam serum z OZ Naturals, ktore sprawdziło się bardzo dobrze. 




Dostaniecie je na Amazon - link

Jest to także mój ukubieniec roku 2015 - link

Standardowo pod oczy stosowałam mój żel z OZ Naturals.



Następnie na skórę aplikowałam serum Antipodes Organic Divine Face Oil. 



Zakupiłam go w zestawie miniatur - link

Skład tego produktu bardzo mnie zachwycił, ponieważ zawiera rosehip oil, który jest moim ulubionym olejem:


Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Triticum Vulgare (Wheat) Germ Oil, Fragrance (Parfum)*, Arnica Montana Flower extract, Limonene*, Linalool*, Citronellol*, Geranoil*, Citral*, Eugenol*, Farnesol*. 
Persea gratissima (avocado oil)*, Macadamia ternifolia (macadamia oil)*, Buxus chinensis (jojoba oil)*, Rosa canina (rosehip oil)*, Canaga odorata (ylang ylang oil), Amyris balsamifera (torchwood), Santalum album (sandalwood oil), Jasminum officinale (jasmine oil), Citrus sinensis (orange oil), Tocopherol acetate (vitamin e), Benzyl benzoate+, Benzyl salicylate+, Citronellol+, D-limonene+, Farnesol+, Geraniol+, Isoeugenol+, Linalool+. 

* Ingredients certified organic by AsureQuality. + Components of essential oils. 
100% of total ingredients from natural origin. 95% of total ingredients from organic cultivation.

Moja skóra w drugim trymestrze była bardzo sucha i wrażliwa. Nie potrzebowałam kremów, jeżeli stosowałam serum olejowe z Antipodes. 
Na tak przygotowanej cerze, najlepiej wyglądał sypki podkład z Bare Minerals w wersji oryginalnej - Golden fair. 



Byłam zaskoczona, ponieważ wcześniej, ten kosmetyk kompletnie nie odpowiadał mojej skórze. Jeżeli macie bardzo suchą cerę ze skłonnością do suchych skórek, a chcecie używać podkładu mineralnego, to ten może Wam się spodobać. 

Skład:

Bismuth Oxychloride (CI 77163), Zinc Oxide (CI 77947), Titanium Dioxide (CI 77891), Iron Oxides (CI 77491, 77492, 77499), Mica (CI 77019).



Pielęgnację wieczorną zawsze zaczynałam od demakijażu olejem jojoba.



Przy okazji zakupów postanowiłam zajrzeć do Lush i przyjrzeć się bliżej osławionej paście do mycia twarzy - Angels on bare skin. 




Ma całkowicie naturalny skład:
  • Ground Almonds
  •  
  • Glycerine
  •  
  • Kaolin
  •  
  • Water (Aqua)
  •  
  • Lavender Oil
  •  
  • Rose Absolute
  •  
  • Chamomile Blue Oil
  •  
  • Tagetes Oil
  •  
  • Benzoin Resinoid
  •  
  • Lavender Flowers
  •  
  • *Limonene
  •  
  • *Linalool

Kosmetyk przepięknie pachnie lawendą i dzięki temu uprzyjemnia wieczorną pielęgnację :) 

Zawsze po demakijażu olejem stosuję kolejny produkt myjący.
Skóra po użyciu cleanser'a Angels on bare skin jest bardzo dobrze oczyszczona i niewiarygodnie miękka. Jest to bardzo dobry kosmetyk. 
Niewielką ilość pasty nakładamy na dłoń i mieszamy z odrobiną wody. Pastę wmasowujemy w skórę, a potem wszystko dokładnie zmywamy wodą.

Kosmetyk kupicie w sieci sklepów Lush lub tutaj - link
 
Kolejne kroki pielęgnacyjne robiłam dokładnie tak jak w porannej rutynie. Postanowiłam nie stosować innych kosmetyków,  ponieważ ten rodzaj pielęgnacji bardzo odpowiadał mojej cerze. 

Gdy skóra była bardzo przesuszona lub lekko zanieczyszczona, stosowałam moją ulubioną maseczkę Antipodes Aura Manuka Honey Mask.




Wspominałam o niej przy okazji ulubieńców roku 2015 - link

Skład:
Aqua (water), Leptospermum scoparium mel (manuka honey), Persea gratissima (avocado oil), Glycerine (vegetable), Cetearyl alcohol, Stearic acid (coconut derived), Glycerol stearate (coconut derived), Tocopherol acetate (Vitamin E), Vanilla planifolia (vanilla oil), Citrus reticulate (mandarin oil), coumarin, d-limonene, linalool, Triethanolamine, Phenoxyethanol, Daucus carota sativa (carrot oil), Pohutuakawa (metrosideros excelsa) extract, Citrus grandis (grapefruit seed extract), ethyhexylglycerin.

Jeżeli jesteście zainteresowani, jaką pielęgnację stosowałam w pierwszym trymestrze, zapraszam do wpisu:


MOJA PIELĘGNACJA CERY I SKÓRY W CIĄŻY - pierwszy trymestr

Mam nadzieję, że moja rutyna pielęgnacyjna w drugim trymestrze ciąży zainspirowała Was do stworzenia własnej - naturalnej i bezpiecznej, która odpowiada na potrzeby Waszej skóry. 

Jeżeli macie jakieś ciekawe produkty, które Wam się sprawdzają i mogą przydać się innym kobietom w ciąży, to zapraszam do dzielenia się tymi informacjami w komentarzach. :)

Pozdrawiam serdecznie!



niedziela, 27 marca 2016

HITY ROKU 2015! Ulubieńcy - kosmetyki do makijażu.

Witajcie!

Przyznam szczerze, że nie mogłam doczekać się tego wpisu, ponieważ w 2015-tym roku odkryłam genialne kosmetyki do makijażu. Dodam, że są to produkty w większości naturalne i niezmiernie cieszy mnie fakt, że spełniają w 100% moje obecne preferencje. 
Wiem, że post pojawia się bardzo późno, jak na podsumowanie ubiegłego roku, ale trzymajmy się tego, że lepiej późno niż wcale! :) mam nadzieję, że któreś z tych kosmetyków przypadnie do gustu również Wam :)


1) Paletka Urban Decay Naked 2 


Nie jest to kosmetyk naturalny, natomiast stosowałam go praktycznie codziennie przez pierwsze półrocze 2015-go roku. Cienie mają bajeczne kolory i konsystencję, dodatkowo są bardzo wydajne! 
Teraz, podczas ciąży przerzuciłam się na kosmetyki naturalne, ale myślę, że jeszcze powrócę do tej palety. 


Zdecydowanie mogę Wam polecić ten produkt i wiem, że Was nie zawiedzie. Miałam również Naked 3, ale ją odsprzedałam, ponieważ nie spełniła moich oczekiwań (Co do konsystencji, cienie wydawały się bardziej suche, oraz kolorystyka była zbyt różowa w porównaniu dla mojego odcienia cery) Natomiast obie palety znalazły zastosowanie u mnie jak i u osoby, która odkupiła ode mnie Naked 3.
Jeżeli poszukujecie cieni o pudrowo-"kremowej" konsystencji w złotych odcieniach, to ta paleta powinna znaleźć się w Waszej kosmetyczce.

2) Kredka do brwi - Soap&Glory - Hot Chocolate


Mój absolutny ulubieniec do brwi zeszłego roku! Jest to bardzo wydajna, precyzyjna kredka do rysowania i wypełniania brwi. Odcień pasuje do ciemniejszych odrostów moich naturalnych włosów, więc idealnie dopasowuje się do koloru moich brwi. 


Jest precyzyjna, łatwo się rozciera i trzyma cały dzień. Dodatkowo nie trzeba jej temperować! Nic dodać, nic ująć :) - możliwa do kupienia w UK w Boots

3) Lakiery hybrydowe - Semilac




Ostatnio zrezygnowałam z używania tych kosmetyków ze względu na ciążę i to najbardziej ze względu zapach towarzyszący aplikacji hybryd. Ale zdecydowanie są to produkty, które królowały u mnie w zeszłym roku. Hybrydy są bardzo wygodne w noszeniu i proste w wykonaniu :) Dzięki nim macie spokój z paznokciami na przynajmniej 1,5 tygodnia (u mnie nie sprawdzają się na dłuższy czas, ponieważ moje paznokcie rosną bardzo szybko). 







Jedyny minus jaki widzę, to ich ściąganie! Nie cierpiałam tego robić, no ale czasem trzeba się pomęczyć dla pięknego efektu :) nie chcę Wam polecać konkretnych kolorów, gdyż wszystkie są piękne i to co wybierzecie powinno zależeć od Waszych preferencji, ponieważ kolor zostaje z Wami na dłużej. Na pewno jeszcze wrócę do noszenia hybryd, ale myślę, że za jakiś czas. 

Kosmetyki naturalne:

4) Podklad Kjaer Weis - Silken 


Jeżeli śledzicie mnie na Instagramie, to wiecie, jak bardzo uwielbiam ten kosmetyk. Rewelacyjnie sprawdza się przy cerze mieszanej. Uwielbiałam stosować go latem, gdy skóra bardziej się przetłuszczała i ale również z chęcią stosuję go zimą. Teraz moja skóra jest zdecydowanie bardziej sucha, również z powodu zmian hormonalnych w organizmie podczas ciąży, mimo to, gdy użyję dobrze odżywczego oleju, podkład sprawdza się idealnie. Jedynym minusem jest to, że potrafi mocno podkreślać suche skórki, dlatego skóra musi być dobrze wypielęgnowana (nawilżona lub natłuszczona). 



Kosmetyk przepięknie stapia się z cerą, moim zdaniem po zastosowaniu olejów pod makijaż, wygląda jak "druga skóra". Produkt nie wchodzi w zmarszczki lub załamania, dlatego u mnie rewelacyjnie sprawdza się także jako korektor pod oczami. Wystarczy niewielka ilość do wyrównania kolorytu cery. Jest to bardzo drogi produkt, natomiast wart swojej ceny. 

Jeżeli nie chcecie wydawać tak dużo pieniędzy, na produkt w oryginalnym puzdereczku, zawsze możecie kupić tańszy refill, który włożycie do swojej własnej magnetycznej palety. Produkty marki Kjaer Weis, jak ich opakowania, robią ogromne wrażenie i warto w nie zainwestować, jeżeli macie zamiar stosować je przez dłuższy czas.
To jak bardzo lubię ten produkt, potwierdza tylko fakt, że ostatnio dokupiłam kolejny refill tego podkładu. 

Więcej na jego temat możecie poczytać w poście:


5) Cień do powiek Kjaer Weis - Grace



Również wspominałam o nim w poście:

ZAKUPY - nowości - kosmetyki naturalne (nietoksyczne) - SIERPIEŃ 2015

Jest to cień, który używam do każdego makijażu odkąd pojawił się w mojej toaletce. Stosuję go samego na całą powiekę lub jedynie w załamaniu, ponieważ ma piękny naturalny kolor i podkreśla cień moich oczu. Absolutny ulubieniec! Wiem, że gdy go wykończę kupię ponowny refill. Przy bardziej tłustych powiekach, jeżeli dobrze zmatujecie powiekę, to cień powinien wytrzymać cały dzień. Polecam!

6) Sypki mineralny cień do powiek Well People - Luminous Taupe




To jest moje małe cudeńko! Kupiłam go z polecenia sprzedawcy w stacjonarnym sklepie Content Beauty i początkowo nie byłam przekonana, do jego sypkiej formy. Oczywiście znacznie łatwiej operuje się cieniami prasowanymi, ale nie żałuję, że dałam się na niego namówić. Ma złotawy odcień taupe, który cudnie mieni się na powiece. Przepięknie prezentuje się sam na powiece, lub np. w połączeniu z prasowanymi cieniem Kjaer Weis Grace.
Zdecydowanie mój ulubieniec! 

7) Róż do policzków Lili Lolo Clementine



Ten róż przeleżał u mnie w szufladzie chyba półtora roku, aż w końcu zakochałam się w jego odcieniu. Gdy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, postanowiłam zrezygnować całkowicie z chemicznych kosmetyków i w szufladce miałam jedynie ten róż mineralny. Postanowiłam go wypróbować. Wtedy miałam lekko opaloną skórę i Clementine cudnie podbijał kolor.



Używałam go niemal codziennie od października. Teraz również często gości na moich policzkach, gdy chcę lekko ocieplić policzki. Piękny odcień, idealna trwałość zarówno na mineralnych podkładach, jak i kremowych. Kompletnie nie widać zużycia, ponieważ ze względu na jego pigmentację, używam niewielkiej ilości.
Mam jeszcze jeden odcień różu tej marki, ale nie skradł tak mojego serca, jak Clementine. Bardzo Wam go polecam!

8) Sypki podkład mineralny Lili Lolo - Warm Peach




Zdecydowany ulubieniec ostatnich dwóch lat. Idealny do cery przetłuszczającej. Używam już drugie opakowanie, chociaż teraz trochę rzadziej, ze względu na to, że moja cera podczas ciąży jest bardziej sucha i dla lepszego komfortu sięgam po bardziej kremowe podkłady.



Produkt w gorsze dni cery sprawdzi się również jako puder wykańczający i dodaje wtedy delikatnego krycia, nie powodując nieprzyjemnej maski, tylko pamiętajcie o tym, aby nie aplikować go w za dużej ilości. Przy mojej przetłuszczającej się cerze utrzymywał się cały dzień i wyglądał estetycznie nawet z bliska. Mój idealny kolor do jasnej cery o ciepłym zabarwieniu to Warm Peach. Dobrym rozwiązaniem jest zamówienie najpierw próbek i dobranie odpowiedniego odcienia. Polecam ponownie!

9) Bronzer Tarte




Kosmetyk kupiłam przy okazji pobytu w Stanach i niestety tylko tam jest dostępny, chociaż może uda Wam się go znaleźć na jakichś stronach internetowych.
Najpierw zwróciłam uwagę na jego opakowanie - "skórzane" brązowo-złote. 
Ale gdy zobaczyłam odcień, od razu się w nim zakochałam.


Produkt jest jasny i matowy, dlatego idealnie sprawdza się do jasnych karnacji na co dzień. Można nim delikatnie wymodelować twarz i nie uzyskamy przez to konkurowania ala Kim Kardashian ;) cera wygląda świeżo i jest delikatnie ocieplona. Ten bronzer zdecydowanie wnosi wiele do mojego makijażu, mimo że jest kompletnie niezauważalny. Produkt trzyma się cały dzień.
Jeżeli tylko uda Wam się gdzieś go kupić, albo mieszkacie w Stanach, to zdecydowanie polecam jego zakup. 

10) Tusz do rzęs - ILIA BEAUTY - NIGHTFALL - BLACK MASCARA


Może to zabrzmi dziwnie, ale do tej pory nie zwracałam uwagi na to, że zwykle chemiczne tusze do rzęs mi szkodziły. Lekko swędziały mnie oczy, ale myślałam, że było spowodowane tym, że nakładam coś na oko. Okazuje się, że zmiana tuszu na taki o lepszym składzie, całkowicie wyeliminowało uczucie swędzenia i "wysuszenia" oka. Pierwszym tuszem o bezpiecznym składzie, jaki wypróbowałam był tusz Ilia Beauty Nightfall.


Ma on bardzo ciekawą szczoteczkę, która trochę przypomina mi Roller Lash z Benefit (bardzo go lubiłam ze względu na tą szczoteczkę). Ilia to typ maskary na co dzień, nie jest super trwała, jeżeli złapie was ulewa i woda dostanie się do oczu, to makijaż może popłynąć, ale na co dzień jako delikatny kosmetyk się sprawdza. Moim zdaniem ma bardzo dobrą formułę (kiedyś używałam tuszu z Lili Lolo i był bardzo kiepski ze względu na grudkowatą konsystencję i szczotkę, tak że go nie polecam, użyłam go zaledwie kilka razy i wyrzuciłam), ale największą "pracę" robi silikonowa szczoteczka, z jednej strony posiadająca krótsze, z drugiej dłuższe włosie. Pięknie rozczesywała rzęsy i wyciągała je w zewnętrznych kącikach. 
Tuszu używałam ok. 2 miesiące, po tym czasie niestety zaczął się sypać, mimo to uważam, że był bardzo dobry. 
Polecam wypróbować, może Wam również się sprawdzi, chociaż tusz do rzęs to bardzo indywidualna sprawa i wasze zadowolenie zależy od rodzaju rzęs i budowy oka.

11) Pomadka Lili Lolo - Love Affair i French Flirt (stare opakowania)

Love Affair




Myślałam, aby napisać o jednej z moich ulubionych pomadek Chanel w odcieniu Adrienne, ale pod koniec roku nie używałam chemicznych kosmetyków, dlatego mój wybór padł na kolejny kosmetyk Lili Lolo. Właściwie to mogę powiedzieć, że wiele ich produktów spełnia moje oczekiwania, a dodatkowo są one dostępne w przystępnych cenach. Lili Lolo Love Affair jest bardzo podobna, do pomadki Chanel Adrienne, jest dużo tańsza, a dodatkowo ma znacznie lepszy skład. Wiem, że gdy tylko ją wykończę, to na pewno kupię kolejne opakowanie. 

French Flirt



Drugim odcieniem, który skradł moje serce w tym roku był French Flirt. Nie jestem ogromną fanką czerwieni na moich ustach, ale akurat ta pasuje do mojego typu karnacji. Używam niewielkiej ilości i w ten sposób uzyskuję "efekt przygryzionych ust", który wygląda bardzo delikatnie i naturalnie.
Również polecam!

12) Pomadka Vapour Sirene Tempt



Pisałam o niej w osobnym poście. Zapraszam do zapoznania się z tą recenzją:


Nadal podtrzymuję opinię na jej temat. Kusi mnie, żeby wypróbować inne odcienie z tej kolekcji.


Sirene Tempt ma przepiękny jasny fiołkowy odcień, który odpowiada ciemniejszemu o ton odcieniowi moich ust. Tym samym kolor nadaje się idealnie na co dzień i pasuje praktycznie do każdego makijażu. Jeżeli Wasze usta mają delikatnie fioletowy odcień, to serdecznie polecam Wam ten kosmetyk! 

13) Lakier do paznokci - LVX - Nu



W połowie roku, postanowiłam poszukać jakiś lakierowych bezpieczniejszych alternatyw do zwykłych lakierów i hybryd. W szczególności ma to dla mnie znaczenie podczas ciąży. W internecie natrafiłam na wiele firm z informacjami "3 Free", "4 Free", "5 Free" itp. Wypróbowałam Kure Bazaar i LVX. 
Lakiery LVX kupiłam przy okazji pobytu w Stanach. Niestety nie są one łatwo dostępne w Europie, a wielka szkoda, bo jestem z nich bardzo zadowolona! 
Posiadam dwa kolory Crimson i Nu, ale moje serce skradł przede wszystkim odcień Nu, który jest dla mnie idealnym nude'm. Lakiery trzymają się na moich paznokciach bez szwanku przez 5 dni, co jest ogromnym wyczynem w przypadku takich produktów. 
Szkoda, że nie jestem w stanie wypróbować innych odcieni, ale jeżeli Wy macie do nich dostęp, to serdecznie Wam je polecam!


Wiem, że czekaliście na tego posta bardzo długo i przepraszam za to, ale mam nadzieję, że spodobały Wam się moje ulubione kosmetyki do makijażu roku 2015-go.
Jeśli macie swoje opinie na ich temat, to serdecznie zapraszam do komentowania pod tym postem!

Jeżeli jeszcze nie widzieliście ulubieńców pielęgnacyjnych roku 2015, to serdecznie zapraszam do poprzedniego wpisu:


Pozdrawiam serdecznie!