Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KULTURA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KULTURA. Pokaż wszystkie posty

piątek, 21 sierpnia 2015

Zagubieni w tonie ubrań i dodatków - recenzja książki Joanny Glogazy "Slow Fashion" / Toksyczne ubrania.


Nastała nowa moda. Moda na minimalizm.

Śpijmy na samym materacu, smarujmy się jedynie olejem kokosowym i miejmy w szafie "aż" 5 kompletów ubrań!

Hmm... Nie miałam nic do minimalistów, ale kiedyś głównie z tym kojarzył mi się ten nurt i nadal rozumiem, że dla niektórych może to być pewien rodzaj fanaberii. No dobrze, ale zastanówmy się...

1) Zdecydowanie potrzebuję trochę wiecej mebli niż sam materac, ale to już zapewne wiecie, czytając mojego bloga. Aczkolwiek proste i uwolnione od zbędnych bibelotów otoczenie jest mi bliskie.

2) Kosmetyków używam wiecej, ale akurat nie mam nic do samego oleju kokosowego, ponieważ jeżeli miałabym zabrać ze sobą na bezludną wyspę jeden kosmetyk, to zapewne mój wybór padłby właśnie na ten olej. Jestem jak najbardziej za świadomym używaniem bezpiecznych kosmetyków, ale o Tym również możecie przeczytać na moim blogu.

3) No tak, ale co z tą szafą pełną ubrań?




Nie mam niezliczonej liczby ubrań. W sieciówkach nie ubieram się już od dłuższego czasu, oczywiście posiadam pojedyncze sztuki i czasem zdarzają się wyjątki.
Odkąd odkryłam Tk Maxx w UK, kupuję lepsze gatunkowo ubrania i nie mam ich aż tak dużo. (Natomiast zakupy w Tk Maxx potrafią być zdradzieckie, jeżeli chcecie, to mogę Wam o tym napisać osobny wpis)
Ale czy faktycznie noszę wszystkie rzeczy, które posiadam?
Mam sporo ubrań, które kupiłam już jakiś czas temu i nawet jeśli były znoszone, a ich materiał nie był w 100% dla mnie satysfakcjonujący, to nadal wisiały na wieszakach w szafie.
Staram się wraz ze zmianą sezonu przekładać ubrania na półkę do tego przeznaczoną, ale chyba nie do końca się do tego przyłożyłam.
W ten sposób na wieszaku nazbierało się bardzo dużo ubrań i niestety często miałam problem z ich wyjęciem, nie mówiąc już o wcześniejszym wyprasowaniu i powieszeniu, ponieważ niestety wyciągałam je wtedy ponownie pomięte.
Doszłam do wniosku, że czas na to, aby oczyścić szafę i atmosferę mojej garderoby.




Jakiś czas temu w moje ręce wpadła książka "Slow fashion. Modowa rewolucja." Joanny Glogazy. Wspominałam o niej w ostatnim poście o inspiracjach i ulubieńcach lipca 2015. Ale dopiero niedawno znalazłam chwilę, aby ją przeczytać. Na samym początku pomyślałam, że jest to kolejny poradnik z cyklu "musisz posiadać tylko kilka rzeczy w szafie, bo minimalizm jest modny, a ty jesteś beee nierobiąc tego" (to takie uproszczenie ;)). Ale książka bardzo mnie zaskoczyła! Jest zupełnie inna! 


Joasia (mam nadzieję, że mogę używać tego zdrobnienia) jest już doświadczoną blogerką, ponieważ bloga styledigger.com prowadzi od 2008 roku...
W książce opisała swoją historię fashion blogerki i wytłumaczyła, dlaczego w pewnym momencie postanowiła bardziej zastanowić się nad swoją garderobą i podejściem do życia.
Książka nie przedstawia radykalnego minimalistycznego podejścia, natomiast sugeruje, że jestesteśmy warci tego, aby otaczać się i nosić piękne rzeczy. Tym samym powinnismy mieć mniej ubrań, ale za to możliwie najlepszej jakości. Jest to podejście, z którym zgadzam się w 100%! 




Joanna pomaga zrozumieć mechanizmy rządzące światem mody i to, że zmusza nas on do szybkiego życia. Jeżeli jemy "fast food", to także w przemyśle modowym na potrzeby naszych czasów wytworzył się "fast fashion".
Jesteśmy zalewani morzem kiepskiej jakości ubrań. Kupujemy je coraz cześciej i w hurtowych ilościach. Rzeczy po kilku praniach się rozlatują, a sztuczne tkaniny nie dają dobrego komfortu noszenia i są toksyczne.
Autorka podkreśla również, że warto zwracać uwagę na to gdzie wytwarzane są ubrania, ponieważ bardzo często są to produkty importowane z Chin lub krajów "trzeciego świata". Biorąc pod uwagę znane nam już fakty, w jakich warunkach pracują ludzie przy wyrobie taniej odzieży, warto się zastanowić, czy naprawdę potrzebujemy kolejną kiepskiej jakości bluzeczkę za £2 (i tu niestety kieruję moje słowa do Was, kupujących np. w Primark, lub na chińskich stronach internetowych)

Chciałabym Wam bardzo serdecznie polecić filmy, które znalazłam na YouTube - "Toksyczne ubrania" oraz "Ofiary mody". Nie wiem jak długo będą dostępne na YouTube, bo bardzo często tego typu filmy szybko znikają. Mam jednak nadzieję, że obejrzy je spore grono osób. Pod koniec wpisu umieszczę linki do tych filmów, obejrzyjcie je proszę.




Ale wracając już do "Slow Fashion". Autorka książki motywuje i radzi w jaki sposób zabrać się za porządkowanie swojej garderoby. Pomaga zdefiniować własny styl i podpowiada jak podchodzić do zakupów.

Oprócz części motywacyjnej, książka zawiera również dwa wywiady - z autorką bloga "Minimal plan" i z panią Zofią Czyrny, która od wielu lat prowadzi zakład poprawek krawieckich.

Dodatkowo Joasia w bardzo przystępny sposób tłumaczy z jakich materiałów szyje się ubrania i czym się one charakteryzują (podział na tkaniny i dzianiny), radzi jak kupować w second handach oraz jak wyszukiwać ubrania dobrej jakości. W książce znajdziemy również wskazówki jak prać ubrania i jak o nie dbać, żeby służyły nam długo.

Po przeczytaniu książki poczułam siłę i chęć zmiany. Otworzyłam szafę i zaczęłam jej metamorfozę.
O tym jak mi się to udało i przez ile kroków przeszłam, opowiem Wam w kolejnych postach.




To, że otworzyłam szafę i wszystko z niej wyjęłam oraz, że postanowiłam coś zmienić, świadczy o tym że Joasia wykonała bardzo dobrą pracę pisząc tę książkę.

Oceniam ją 10/5! ;)

Autorka pisze w bardzo lekki sposób i lekturę czyta się szybko oraz przyjemnie, a treść w niej zawarta, zostaje w głowie.
Bardzo Wam polecam "Slow Fashion" i trzymam kciuki za Wasze metamorfozy szaf! A Joasi gratuluję i czekam na kolejne publikacje!

Link do filmu "Toksyczne ubrania"




Link do filmu "Ofiary mody"





Pozdrawiam Was serdecznie!


sobota, 11 kwietnia 2015

Inspiracje i ulubieńcy marca 2015

Witam! 

Dzisiaj zapraszam Was na podsumowanie ubiegłego miesiąca. 
Mam nadzieję, że zauważyliście, że w marcu pojawiło się aż 6 wpisów. Jestem bardzo dumna z siebie, że udało mi się tak zorganizować czas, aby móc pisać dla Was częściej.
W zeszłym miesiącu niestety nie miałam za wiele czasu na czytanie, ponieważ większość wolnego czasu poświęcałam blogowi, ale znalazłam inne inspiracje, o których chcę Wam opowiedzieć.

1) Filmy poświęcone design'owi -  Andrzej Tucholski

Z desingn'em mam do czynienia od wielu lat. Jest to moja pasja i coś co sprawia mi ogromną radość. Również studia architektoniczne miały ogromny wpływ na to jak teraz postrzegam otoczenie, w którym się znajduję i mam potrzebę otaczania się pięknymi rzeczami. Oczywiście piękno, to pojęcie względne. Bardzo często nie zdajemy sobie sprawy z tego, że każda najdrobniejsza rzecz, z którą się spotykamy, została kiedyś przez kogoś zaprojektowana. Jako osoba kreatywna, wiele rzeczy jestem w stanie zaprojektować i wykonać sama. Mam również świadomość zasad jakie panują w procesie tworzenia nowego produktu. Filmy, które chciałam Wam pojecić, są przydatne w szczególności osobom, które nie mają świadomości jak przebiega proces design'u, co jest dobrze zaprojektowanym produktem i czy design'erskie produkty są warte uwagi...
W świecie, w którym jesteśmy zalewani przedmiotami wykonanymi w chińśkich fabrykach w duźych ilościach, warto zatrzymać się na chwilę i zastanowić czy nie lepiej poczekać na kupno lepszego, staranniej zaprojektowanego produktu. 

Na studiach nauczono mnie, że nie wystarczy zaprojektować coś pięknego wizualnie. Dobry design opiera się na trzech zasadach:

- FUNKCJA (produkt musi spełniać swoje przeznaczenie)
- FORMA (produkt powinien być estetyczny i "cieszyć oko" swoim wyglądem)
- KONSTRUCJA (produkt powinien być dobrze i bezpiecznie skonstruowany i wykonany z dobrych jakościowo materiałów i powinien być tak wykonany, aby jego jakość była w jak najlepszym stanie przez długi okres użutkowania)

Jeżeli chociaż jedna z tych wytycznych jest pominięta, to produkt nie może być odbierany jako dobry design.
Te zasady tyczą się projektowania architektury, przedmiotów użytku codziennego, ale także ubrań i akcesoriów, oraz wielu innych produktów z różnych dziedzin życia.

Dobry designer jest estetą, psychologiem, "wynalazcą", a czasem również konstruktorem... Powinien obserwować otaczający go świat i rozumieć potrzeby innych ludzi.

DOBRY DESIGN JEST PONADCZASOWY! 

Zachęcam do zapoznania się z serią filmów na YouTube Andrzeja Tucholskiego.
Doceniajmy pracę projektantów, bo proces projektowania, to bardzo trudne zadanie.


 




2) Maszyna do szycia 


Nic tak nie pobudza kreatywnosci, jak wykonywanie produktów handmade. Głównym bohaterem tego podpunktu będzie maszyna do szycia. Ba i to nie byle jaka maszyna do szycia, tylko stary dobry PREDOM Łucznik 466! :-P Cacko to trafiło do mnie dzięki moim rodzicom, którzy wysłali mi ją z Polski, a wcześniej razem z dziadkiem przeprowadzili serwis i teraz śmiga, aż się patrzy.
Wrzuciłam na instagram kilka fotografii z moją maszyną i tym, co udało mi się uszyć, widziałam że zaciekawiłam Was.
Może szycie, to za dużo powiedziane, jeżeli chodzi o moje krawieckie podboje, bo skracałam zasłony, zmniejszałam obrusy i uszyłam poduszki i bieżniki z resztek materiałów. Może nie jest to bardzo trudna sprawa, ale jestem z siebie dumna. Nawet mam już na oku materiały na kolejne poduszki... Kto wie... Kto wie... Może coś jeszcze z tego powstanie...
Szycie sprawiło mi ogromną radość i myślę, że muszę o nim pamiętać, przy moich kolejnych szalonych pomysłach.
Pamiętajcie! Nie ma rzeczy niemożliwych!





A teraz przejdźmy już do kosmetyków i ulubieńców związanych z tą dziedziną.
Niestety przytrafiło mi się w tym miesiącu uczulenie, które wystąpiło na twarzy (trójkąt - nos, okolica ust i broda). Do tej pory uczulenie miałam raz po którejś odmianie chińskich grzybów i było to pięć lat temu. Według mnie nie zjadłam nic co mogłoby mnie uczulić, ani nie zmieniłam kosmetyków. Obawiam się, że to alergia. Od lekarza dostałam leki i cały czas je biorę. No ale musiałam lekko zmienić pielęgnacje, bo skóra była przesuszona, podrażniona i łuszczyła się. Kosmetyki o których wpomnę pomogły mi uporać się z chwilową niedyspozycją mojej skóry. O dziwo sam stan skóry - trądzik, kompletnie zaniknął i przez około pół miesiąca moja skóra była w idealnym stanie. No ale przejdźmy do konkretów.

3) AVENE - woda termalna



Duuuuużo wody termalnej. Bardzo szybko pomogła wygoić podrażnienie. Działała kojąco, stosowałam ją przez około tydzień, systematycznie rano i wieczorem. Już dużo mówiłam o tym produkcie, więc nie chcę się za bardzo rozpisywać, ale chciałam podkreślić jej właściwości kojące, czyli aspekty, o których wcześniej nie wiedziałam.

4) Organique - peeling enzymatyczny - UWAGA - REAKCJA ALERGICZNA (http://littlegreeneyed87.blogspot.co.uk/2015/05/uwaga-reakcja-alergiczna-peeling.html)



Przez to, że skóra była podrażniona, potem porobiły się delikatne strupki i skórki, w pozbyciu ich pomógł mi ten peeling. Nie jestem fanką mechanicznych peelingów i zazwyczaj sięgam po enzymatyczne. Ten jest gotowy, o kremowej konsystencji. Nadal uważam, że peeling enzymatyczny z Biochemii Urody jest świetny (również tani), ale ten jest szybszy, bo gotowy. Działa również dobrze, jest trochę inny, ale już się do niego przyzwyczaiłam. Jeżeli jesteście leniuszkami i nie chce Wam się łączyć składników tuż przed użyciem, to ten peeling może Wam przypaść do gustu. Plus, że jest dostępny stacjonarnie w sklepie Organique w Polsce. Możecie go również zamówić online. Niestety, to że jest dostępny tylko w Polsce, jest minusem dla mnie, ale zawsze mogę zrobić małe zapasy ;-) 

(Nie zmieniłam treści, ponieważ nie byłoby to fair - uważajcie na ten produkt!)

5) Hydraluron 


Podrażnienie było na tyle uciążliwe, że nie bardzo pomagało mi natłuszczenie, a żaden krem nie był w stanie nawodnić tych miejsc na twarzy. Wcześniej stosowałam żele hialuronowe, które kupowałam w Polsce w sklepach internetowych z półproduktami kosmetycznymi. Niestety wszystkie żele, albo się skończyły, albo były już po dacie, wiec zdecydowałam się na kupno Hydraluronu w Boots. Skład jest bardzo prosty i jak na to co w nim jest, to cena jest bardzo wygórowana, ale niestety nie miałam innego wyjścia. Bardzo dobrze, że zdecydowałam się na jego kupno, bo bardzo mi pomógł. Ładnie nawilżył podrażnioną skórę i pomógł jej wrócić do normalnego stanu. Dodatkowo, bardzo dobrze sprawdza się pod krem pod oczy. Żel hialuronowy to taki naturalny wypełniacz skóry, sprawdzi się dla każdego rodzaju cery. Pamiętajcie tylko, aby nie zostawiać go samego na twarzy, a zaraz po wchłonięciu nałożyć na niego krem lub jakiś olejek. W przeciwnym razie efekty mogą być odwrotne i zamiast nawodnienia, osuszamy skórę.
Polecam Hydraluron i inne żele hialuronowe.

6) Vichy Capital Solein - SPF 30 - formuła matująca


W zeszłym roku używałam tego kremu z SPF 50, ale przez przypadek kupiłam formułę dla cery suchej i wrażliwej. Nie bardzo się polubiliśmy, ale niestety bardzo długo nie mogłam dostać kremu w wersji matującej, w końcu udało mi się zamówić przez internet krem z SPF 30. 
Zauroczył mnie od pierwszego użycia.
Jako jedyny zmatowił skórę, ale jej nie przesuszył. Oczywiście mam na myśli zdrowy mat bez efektu maski, wpadający w satynowe wykończenie. Ten krem stosuję każdego dnia odkąd go otworzyłam. Każdy podkład, jaki posiadam, trzyma się na nim rewelacyjnie, nie roluje się i nie waży. W końcu nie muszę co dwie godziny odtłuszczać twarzy. Zamówiłam już w Polsce kojelne opakowanie, tym razem z SPF 50.
Minusem jest to, że mimo że w UK mamy Vichy w drogeriach, to niestety ten krem z filtrem nie jest dostępny stacjonarnie. Ale w sumie i tak ceny kosmetyków francuskich, są tutaj znacznie wyższe (czy ktoś z Was wie dlaczego tak jest? Przecież Francja sąsiaduje z Wielką Brytanią)
Bardzo lubię ten krem, ale szukam jeszcze dobrego kremu do twarzy z filtrami mineralnymi min. SPF 30. Ten Vichy nie zapchał porów, więc duży plus za to! Gdy miałam problem z cerą i była podrażniona, w żaden sposób nie pogorszył jej stanu.
Bardzo dobry, jeżeli chcecie stosować filtry chemiczne.

7) Body Shop - Honeymania - krem do rąk


Na początku marca mieliśmy wietrzną pogodę, było już za ciepło na to, aby nosić rękawiczki i niestety w tym czasie bardzo ucierpiały moje dłonie. Skóra była mocno sucha i popękana. Na noc nakładałam masło shea, ale dłonie musiałam kremować również w ciągu dnia. Osoby które pracują przed komputerem zazwyczaj nie lubią tłustych, treściwych kremów do rąk, ponieważ jest to bardzo niekomfortowe, gdy wszystko jest potem w naszym kremie do rąk. Bardzo ucieszyłam się, gdy ten z Body Shop okazał się strzałem w 10-tkę.
Niektórzy porównują go do kremów z L'occitane, ale wg. mnie są to zupełnie różne produkty.
Oczywiście opakowanie jest podobne, ale konsystencja tych kosmetyków i ich skład, różnią się. 
Honeymania, ma lekką formułę, która bardzo szybko się wchłania, uczucie nawilżenia pozostaje do momentu mycia dłoni. Dodatkowo muszę pochwalić zapach linii Honeymania, jest idealny - słodki i przyjemny.
Bardzo polecam Wam ten krem, czasem można spotkać go na promocji.

8) Dior Rouge Giupure - pomadka

Dior Rouge Giupure


Pomadkę mam już od zeszłego roku. Odebrałam ją w Boots za uzbierane punkty, ale nie byłam od samego początku zachwycona. Nie mogłam jej porównać, do mojej ulubionej szminki Chanel, ponieważ jest to coś pomiędzy szminką a błyszczykiem, czyli dosyć kremowa konsystencja. Giupure to kolor malinowy i nie bardzo wiedziałam jak ją nosić na co dzień, aby nie wyglądała zbyt mocno. 
I oto olśniło mnie w tym miesiącu!!! 
Ta pomadka wygląda pięknie, gdy zaaplikuje się niewielką ilość, a potem delikatnie wklepie palcem. Utrzymuje się dosyć długo i daje piękny rozmyty efekt, którego nigdy wcześniej nie mogłam uzyskać innymi produktami do ust. Dodatkowo ten malinowy kolor jest przepiękny i idealny na wiosnę. 
Zapach pomadki coś mi przypomina... Może trochę pomadki ochronne firmy Nivea, które kiedyś stosowałam, albo zapach jakiegoś kremu... Nie wiem, ale jest on bardzo przyjemny.
Jeżeli poszukujecie delikatnego malinowego koloru na usta, to ten produkt może Wam zapewnić taki efekt. Polecam!

9) Illamasqua - lakiery do paznokci


Jako, że lakierów nigdy za wiele w mojej kolekcji, do mojej kosmetyczki trafiły niedawno trzy nowe kolory - fioletowy róż, kobalt i morska zieleń. Oczywiście wszystkie kolory idealnie nadają się na wiosnę i nadchodzące lato.
Lakiery mają dosyć płynna konsystencję i do uzyskania intensywnego efekty wystarczą dwie warstwy. Mają piękne błyszczące wykończenie i są tak intensywne jak w opakowaniu.
Razem z top coat z Sally Hansen na paznokciach trzymają się ok. 4 dni, czyli krócej niż OPI lub Essie, ale ze względu na nasycenie barw i piękne odcienie, jestem w stanie im to wybaczyć.
Kilka przykładów mojego manicure z użyciem tych lakierów:

Illamasqua - Cameo

Illamasqua - Muse

Illamasqua - Superstition


10) ZOEVA - 126 cheek finish





Jest to mój ulubiony pędzel z nowej kolekcji ZOEVA Rose Golden vol. 2. Używam go do różu, ale może służyć jako pędzel do bronzera, rozświetlacza, lub jako wykończeniowy do całej twarzy.
Jest niewiarygodnie miękki. Chyba pokuszę się o stwierdzenie, że najpiękniejszy z wszystkich pędzli Zoeva. Dodatkowo cała oprawa nowej serii jest zapierająca dech w piersiach - różowo złote skuwki, piękne pudrowo-różowe trzonki i subtelny grawer na skuwce. Coś pięknego!
Zdecydownie pędzle Zoeva zasługują na oddzielny post i już niebawem pojawi się na blogu.

11) Yankee Candle - wosk - Amber Moon


Nie wiem z której kolekcji pochodzi ten zapach i nie umiem dokładnie opisać nut. Jest coś nieoczywistego w tym wosku, trochę męski, trochę słodki i perfumowy zapach. Nadaje eksluzywności pomieszczeniu, w którym jest palony. Pierwszy raz spotkałam się z takim zapachem w Yankee Candle. Nie wiem jak pachnie świeca z tej serii, ale wosk jest dosyć intensywny. Nie namawiam Was do kupna w ciemno, wydaje mi się, że ten zapach powinno się najpierw sprawdzić na żywo, bo albo się podoba, albo nie.

A jacy byli Wasi ulubieńcy w tym miesiącu? Czy znacie produkty, które Wam przedstawiłam, a może macie odmienne zdanie na ich temat? Zachęcam do komentowania poniżej. 

Pozdrawiam!
E.

wtorek, 9 września 2014

Inspiracje i ulubieńcy sierpnia 2014

Witam!

Dzisiaj pojawiam się z inspiracjami i ulubieńcami minionego miesiąca. Jak na mnie całkiem szybko, ale już nie mogłam doczekać, kiedy się nimi z Wami podzielę.


1) Musical "The Phantom of the Opera"


Jeżeli planujecie odwiedzić Londyn, oprócz obejrzenia sztandarowych zabytków, koniecznie powinniście odwiedzić jeden z teatrów znajdujących się na West End.
Mam już na swoim koncie kilka przedstawień, a ostatnim, na którym byliśmy ze znajomymi był "The Phantom of the Opera".
Jeżeli poszukujecie dobrze wyreżyserowanej sztuki z dużą ilością efektów specjalnych oraz cenicie dobry warsztat aktorów, to gorąco polecam Wam to przedstawienie :)
Musicale w Londynie są na bardzo wysokim poziomie i dla koneserów dobrej kultury będą numerem jeden!

Po więcej informacji zapraszam na stronę: http://www.thephantomoftheopera.com/london
  Pamiętajcie o tym, aby zabookować bilety odpowiednio wcześnie!

2) Barbican - Architecture Tour


Znałam już to miejsce wcześniej, z zajęć historii architektury, które miałam na studiach.
Dla niektórych jest to kompleks betonowych budynków, które nie mają większego znaczenia. Ja myślę inaczej! Dla mnie jest to kawałek historii, który miał na celu poszukiwanie innowacyjnych rozwiązań. Kompleks budynków miał być samowystarczalny i oraz miał wpisywać się w idee budownictwa z czasów lat 60-tych ubiegłego stulecia. Jeżeli ciekawi Was architektura z tego okresu, to powinniście zainteresować się kompleksem Barbican.
Czy takie rozwiązania się sprawdzają? Jak dzisiaj wygląda życie w takim otoczeniu? Jaka konstrukcja została zastosowana w budynkach?
Po te i inne informacje zapraszam na wycieczkę z przewodnikiem, który udzieli Wam odpowiedzi na wszystkie pytania!

A na koniec możecie wypocząć w pięknym otoczeniu korzystając z usług kantyny żywcem wyjętej z lat świetności założenia.

Gorąco polecam!

Bilety na tour możecie zabookować tutaj: http://www.barbican.org.uk/education/event-detail.asp?ID=12983
  3) "Bridget Jones: Mad About a Boy" Helen Fielding (Bridget Jones: Szalejąc za facetem)


W okresie letnim mam ochotę czasem na lekka literaturę i właśnie taką jest książka z najnowszymi przygodami Bridget Jones. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to najambitniejsza literatura, ale jako czytelniczka poprzednich części (kilka lat temu) postanowiłam sięgnąć również po tą pozycję.
Tym razem autorka przeprowadza nas kilkanaście lat do przodu. Bridget ma już ponad 50 lat i dwójkę dzieci. Okrutny los sprawił, że ponownie nie ma u jej boku mężczyzny na stałe, ale nie skończyły się jej kłopoty z płcią przeciwną.
Jeżeli jesteście zainteresowani nowymi perypetiami Bridget, to zainteresujcie się tą pozycją. Książka jest podobnie napisana jak poprzednie części. Zawsze na początku wpisu w dzienniku jest podsumowanie dnia i możecie spodziewać się, że to co dalej będzie opisane na pewno Was nie zanudzi.
Odkąd mieszkam w Londynie, łatwiej jest mi zrozumieć problemy, z którymi boryka się bohaterka, ponieważ obserwuję życie wielu ludzi, których spotykam na swojej drodze. Londyn jest miastem narzucającym pęd za życiem i karierą.
Czy Bridget wreszcie będzie szczęśliwa? A może pogodzi się ze swoim losem?
Odpowiedzi na te pytania będziecie znali po przeczytaniu książki.
Polecam na zbliżające się długie jesienne wieczory.

Akcesorium:

4) Buty mel by melissa - model pop heart 2


Buty spotkały się z dużą aprobatą, gdy ich zdjęcie wrzuciłam na instagram.
Niektórzy powiedzą "przecież one są gumowe!".
Powiem tak, zwykle noszę skórzane buty, ze względy na wygodę i na to jak wpływają na samą stopę, ale postanowiłam spróbować z melissami.
Udało mi się kupić je w bardzo korzystnej cenie £16,99 w Tk Maxx.
Nie wiem czy chciałabym za takie buty zapłacić więcej, ponieważ jest to guma, pachnąca gumą balową, ale jednak tylko guma...
Model bardzo mi się spodobał, dlatego bo jest czarny i nie rzuca się tak w oczy jak inne kolory tej marki. Kupiłam je ze względu na angielską pogodę, która potrafi być bardzo deszczowa. W ciepłe dni szkoda mi wychodzić z domu w skórzanych butach, a na kalosze jest za ciepło.
Od jakiegoś czasu próbuję wyleczyć się z kontuzji palca u stopy i z tego powodu mogę chodzić tylko w płaskim obuwiu. Sam but jest zaskakująco wygodny w noszeniu.
Ostatnio dosyć często chodziłam w melisskach i jestem z nich zadowolona, dlatego postanowiłam o nich wspomnieć.
Czy kupię drugą parę?
Pewnie nie, bo ta mi w zupełności wystarcza i spełnia swoje zadanie (Chyba, że te się zniszczą) Uważam, że te buty są dobrym rozwiązaniem, ale na pewno nie dla wszystkich. Najlepiej je zmierzyć i chwilę pochodzić po sklepie.
Czy noga się w nich poci? Tak i dlatego nie rekomendowałabym ich na bardzo upalne dni.
Mimo to daję im dużego plusa :)

Kosmetyki:

A teraz przejdźmy do kosmetyków, które bardzo przypadły mi do gustu w tym miesiącu:

5) Serum AURIGA FLAVO C


Produkt ten przywiozłam z Polski. Serum można kupić przez Internet, w aptekach lub w SuperPharm (ostatnio była promocja).
Na ten kosmetyk natrafiłam kilka miesięcy temu, dzięki Agnieszce ze Stanów, która prowadzi swój kanał YouTube pod nazwą nissiax83. Bardzo zachwalała ten produkt i ja w końcu postanowiłam go wypróbować. Jestem zachwycona! Delikatny efekt rozjaśnienia i rozświetlenia twarzy widziałam już po tygodniu stosowania. Nie jest to mój pierwszy produkt z witaminą C, bo wcześniej używałam serum antyoksydacyjne GRANAT z Biochemia Urody, które nie dawało tak spektakularnych efektów (tam nie był to główny składnik aktywny). Ale widziałam jeszcze przynajmniej dwa serum na stronie BU, których głównym składnikiem aktywnym była witamina C. Może próbowałyście ich już?
Wracając do AURIGA, jest tylko jedno "ale". Zazwyczaj unikam kosmetyków, które są konserwowane parabenami, ale ten produkt niestety ma je w składzie. Myślę, że będę robiła przerwę po zużyciu tego opakowania i za jakiś czas kupię ponownie, jeżeli nie znajdę coś na jego miejsce.
A może możecie polecić mi jakieś inne dobre serum z witaminą C, które ma równie dobre działanie i lepszy skład?

Tak czy inaczej, Serum AURIGA działa i jest godne polecenia, a po ok 3 tygodniach stosowania efekt jest super!

6) Balance me - Moisture Rich Face Cream


Pamiętacie jak w ostatnich ulubieńcach wspominałam o kremie z Aromatherapy Associates?
Znalazłam jego tańszy zamiennik! Tj. nie ma dokładnie identycznego składu, ale działanie ma bardzo podobne, zapach również! Krem ten zakupiłam razem z gazetą Marie Claire na sierpień 2014.
Jestem zawsze bardzo zadowolona, gdy produkt z gazety okazuje się dobry i tak mnie zachwyci, że myślę o kupieniu go w regularnej pojemności. Na razie mam w kolejce jeszcze dwa kremy, ale jak nie zachwycą mnie bardziej niż ten, to na pewno go kupię.
Mimo że, jego docelowe przeznaczenie jest dla cery suchej i normalnej, to przy cerze mieszanej sprawdza się idealnie! Podkład mineralny trzyma się bardzo dobrze i dopiero pod koniec dnia muszę trochę odciągnąć sebum i ew. Lekko zmatowić. Pamiętajcie również, że stosuję go w warunkach mało przyjaznych (metro, klimatyzacja w pracy).
Chciałabym jeszcze wypróbować krem balansujący, który jest bardziej skierowany do mojego typu cery. Niestety sprawdziłam na stronie i nie mają go w mniejszym rozmiarze. Muszę się zastanowić czy chce zaryzykować i kupić go w pełnej cenie. Kusi mnie również ich krem pod oczy. Jeżeli któraś z Was używała tych produktów, to bardzo proszę o informacje :)

7) KIKO - kremowy cień w kredce - odcień 7


Od dłuższego czasu nosiłam się z zamiarem wypróbowania któregoś z produktów tej firmy. Jest to włoska marka, a jej asortyment jest podobny do naszej firmy Inglot. KIKO niestety jeszcze nie jest niedostępne w Polsce, ale w Londynie kosmetyki tej firmy możecie dostać np. na Westfield'ach i na Oxford Street. Na Wizażu znalazłam ten produkt i miał on dobre opinie. W sklepie stałam kilka minut zanim zdecydowałam się na ten kolor.
Odcień jest bardzo podobny do Maybelline Color Tatoo w odcieni "On and on Bronze" jednak KIKO jest trochę ciemniejszy i łatwiejszy w aplikacji. Bardzo często w tym miesiącu nakładałam na całą powiekę Color Tatoo i wykańczałam kredką z KIKO, ale sama kredka spisywała się równie dobrze.

8) Sublime de Chanel - tusz do rzęs (miniaturka)


Była to miła odmiana w wielkości szczoteczki po Million Lashes z Loreal, ponieważ tusz Chanel ma małą zgrabną szczoteczkę, a to już było dla mnie ogromnym plusem.


Miniaturkę (1 ml) tej maskary używam już od ok. 4 tygodni i zaczynam dobijać do końca.
Maskara ma podkręcać i wydłużać rzęsy - spełnia swoje założenia. Jest to ten typ tuszu do rzęs, który daje "dzienny look". Rzęsy wyglądają bardzo naturalnie, są rozczesane i nie są posklejane. Ale ten efekt nie spodoba się zwolenniczkom wielkich firankowych rzęs.
Konsystencja jest w miarę sucha, ale nie grudkuje się, jest taka "musowa". Dobrze się aplikuje, ładnie rozczesuje rzęsy, dodatkowo nie obsypuje się i utrzymuje cały dzień na rzęsach.
Jeszcze mam ogromny zapas tuszy do rzęs, więc na razie nie planuję zakupu pełnego opakowania, ale może w przyszłości, jeżeli nie znajdę nic, co mnie bardziej zachwyci.

9) OPI - Are we there yet


Lakier pochodzi z kolekcji "Touring America" (jesień - zima 2011/12)
Piękny kolor zgaszonej pomarańczy - z różowymi tonami (cieżko dokładnie opisać) ma on delikatne złote drobinki, które są widoczne tylko pod światło. Jest to moja jesienna odmiana koralu - kolor, który uwielbiam nosić w okresie letnim. Nie mieliśmy specjalnie letniej pogody w sierpniu, więc odcień idealnie pasował.
Lakier z top coat (Essie "good to go") utrzymuje się do ok. 4 dni. Nie traci swojego koloru podczas noszenia, lekko ściera się na końcówkach paznokci.
Bardzo lubię OPI za ich niepowtarzalną kolorystykę. Myślę, że już niedługo przygotuję dla Was post z moją propozycją lakierów na jesień/zimę.
Jeżeli możecie go gdzieś jeszcze kupić, to polecam :)

10) BOURJOIS - 123 CC Eye Cream



Bardzo przyjemny korektor pod oczy. Przed wyjazdem do Polski skończył się mój rozświetlający korektor z Loreal. Kolor tego produktu jest trochę ciemniejszy od poprzedniego. Ma również inne opakowanie, które jest bez pędzelka, dzięki temu wydaje się bardziej higieniczne. Nie używam go bezpośrednio z opakowania, tylko nakładam na wierzch dłoni i potem delikatnie opuszkiem serdecznego palca wklepuję pod oczami. Konsystencja jest bardzo wodnista, ale zaskakująco dobrze kryjąca. Chcę jednak zaznaczyć, że zawsze pod spodem mam krem pod oczy i nie mam też problemu z sińcami lub opuchlizną pod oczami. Nie mam wiele do ukrycia, natomiast jak każda z nas potrzebuję trochę rozświetlenia, które dodaje świeżości.
Korektor pudruję naturalnym pudrem bambusowym z dodatkiem jedwabnego i trzyma się cały dzień :)
Polecam, bo jest to naprawdę dobry produkt :)
Mój kolor to: najjaśniejszy żółtawy (jak sprawdzę to zrobię update ;))

11) THE BALM - Mary Lou Manizer - rozświetlacz



Najlepszy rozświetlacz, jaki kiedykolwiek używałam, dający piękną taflę w kolorze szampańskim.
Jest on bardzo uniwersalny, ponieważ oprócz używania go na miejsca, które chcę rozświetlić, przez ostatni miesiąc gościł bardzo często również na moich powiekach, jako cień. Efekt, jaki uzyskiwałam był przepiękny!
Kolor jest idealny dla osób o ciepłym odcieniu skóry, nareszcie nie odbiła mi się różowa poświata, a przy okazji może służyć, jako piękny złotawy, drobno zmielony rozświetlający cień na powiekach.

W UK dostaniecie go stacjonarnie w Superdrug (od niedawna) oraz możecie zamówić na Assos.com, a w Polsce poszukajcie go na stronach internetowych, bo z tego, co się orientuję The Balm nie można dostać stacjonarnie.


Miniony miesiąc był bogaty w atrakcje, pogodę mieliśmy jeszcze trochę letnią. Powoli szykuję się na nadejście jesieni. Już widzę, że w kolejnym miesiącu będzie bardziej jesiennie. Planuję już kolejne posty nawiązujące do tego sezonu.

To byli moi ulubieńcy, mam nadzieje, że zainspirowałam Was na kolejny miesiąc i produkty, które poleciłam również przypadną Wam do gustu. Jestem bardzo ciekawa, co Was zaciekawiło w ubiegłym miesiącu i co skradli Wasze serce. Zachęcam do komentowania. Może możecie polecić mi jakieś miejsca/produkty godne uwagi?

Życzę Wam udanego września i pozdrawiam serdecznie!
Małe Zielonookie

piątek, 11 lipca 2014

Inspiracje i ulubieńcy czerwca 2014!

Cześć!

Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić moje inspiracje i kilku ulubieńców kosmetycznych czerwca.
Tak wiem, jest już bardzo późno, ale na priorytecie było kilka wcześniejszych postów i ten musiał zaczekać aż do teraz.
 

Czerwiec był dla mnie wyjątkowy, ponieważ był to pierwszy miesiąc z blogiem. Już na samym początku pragnę Wam ogromnie podziękować za pozytywną energię, jaką od Was otrzymuję. Wszystko to napędza mnie do pisania dla Was jak najwięcej. Staram się pisać systematycznie, mimo iż nie mam za wiele czasu, ponieważ cały czas pracuję i ostatnio mam dużo dodatkowych zajęć w życiu prywatnym. Ale zawsze znajdzie się chwila na napisanie czegoś dla Was :) Dodatkowo przygotowywanie postów do serii o "Szkodliwych składnikach w kosmetykach" zajmuje bardzo dużo czasu, dlatego pojawiają się one mniej więcej raz w tygodniu.

Ale przejdźmy już do inspiracji.


Zacznijmy od muzyki.



jeżeli nie możesz odtworzyć, to kliknij na ten link
  
Nie mogłoby tu zabraknąć Radioactive - Lindsey Stirling z Pentatonix (Imagine Dragons Cover). Ten utwór nie jest nowy, ale ostatnimi czasy słychać go u mnie w słuchawkach prawie cały czas. Jest cudowny i za każdym razem gdy go słyszę, mam ciarki.
Jestem bardzo wrażliwa na dźwięki i akurat ten utwór bardzo mocno na mnie oddziałuje.
Polecam Wam kanał na YouTube Lindsey, ponieważ ma ona na swoim koncie również inne covery z różnymi wykonawcami. Jest cudowną współczesną skrzypaczką, która wyszła z kanonu muzyki klasycznej i zaczęła tworzyć na prawdę wspaniałe dźwięki. Robi to z niesamowitą energią, widać, że bawi się tym co tworzy i sprawia jej to ogromną radość. Dodam jeszcze, że to wykonanie podoba mi się znacznie bardziej niż oryginał, a to już coś!



jeżeli nie możesz odtworzyć, to kliknij na ten link
 

I kolejny, tym razem polski utwór

Mesajah feat. Kamil Bednarek - Szukając Szczęścia
Zastrzyk pozytywnej energii. Nie mogę tego inaczej opisać, gdy słyszę to wykonanie po prostu chce mi się skakać i śpiewać. Pewnie słyszeliście już ten utwór, ale musiałam o nim wspomnieć.

A teraz coś z dziedziny kulinariów.
 
Niedawno wybraliśmy się z naszą przyjaciółką zwiedzić dzielnicę Shoreditch.
Jest to jedna z bardziej artystycznych części Londynu i trafiliśmy tam na bar.
Nazywa się Yalla Yalla. Bardzo dobry fast food. Jedzenie libańskie.




Poniżej jest zdjęcie menu.



Niesamowicie zaskoczył nas fakt, że pracowała tam dwójka Polaków, jak to przystało na libańską knajpę ;)
Hehe ale tak na serio, warto tam zajrzeć!
 
Przez to, że jako przystawkę zamówiliśmy pitę z hummus'em, wpadliśmy w istne hummusowe szaleństwo. Co prawda jedliśmy go już kilka lat temu, jak przebywaliśmy na Cyprze, ale ten smak powrócił i zawładnął nami :)
Co to jest houmus lub hummus? Jest to pasta wykonana między innymi z ciecierzycy i tahiny. Pasuje do wszystkiego. Można dodawać ją do zagryzek typu seler naciowy lub marchewka, ale nam najbardziej smakuje z pitą.



Pieczywo podgrzewamy w piekarniku. Ciepłe pity wykładamy na talerz, polewamy oliwą extra virgin i maczamy w houmusie. Palce lizać! Mniam! 



A teraz fotografia, a dokładnie wystawy na których byliśmy w "The Photographers Gallery".


Przepiękne zdjęcia z ekspozycji Deutche Börse Photography Prize 2014.



Oraz fotografie kontrowersyjnego Alberto Garcia-Alix.




Bardzo ciekawa twórczość, jeżeli będziecie mieli kiedyś okazję ją obejrzeć, to polecam!
 

A co umilało nam wieczory?


Przepyszna herbata z "Czas na herbatę", którą przywieźliśmy z Polski. Nazywa się Mamma Mia i jest to biała herbata z truskawkami! Pachnie jak truskawki ze śmietaną! Mam nadzieję, że nie była to limitowana edycja i jak przyjedziemy w najbliższym czasie, to będę mogła ją jeszcze kupić.



Nie byłabym sobą gdybym nie wspomniała o mojej ulubionej w ostatnim czasie świecy firmy Parks London o zapachu rose and patchouli.



Ten zapach jest cudowny, taki ekskluzywny, orientalny... W pomieszczeniu bardzo szybko się go wyczuwa i utrzymuje się bardzo długo. Świeczka jest bardzo wydajna, mam ją od kilku miesięcy i palę dosyć często.


Ale najważniejsza informacja to, to że jest wykonana w 100% z naturalnego wosku.
Gorąco Wam polecam tą firmę. Mam w zapasie jeszcze kilka innych zapachów oraz zapach olejowy z patyczkami - diffuser (jak się na to mówi? Mam nadzieję, że wiecie o co chodzi)


A ta jest moja:

link do produktu

Uwaga, można
czasem te świece spotkać w Tk Maxx, wiec może w Polsce, też je dostaniecie!
 

A teraz trochę produktów do makijażu.


Zdecydowanie w czerwcu dominował u mnie kolor Passion Pink z Lili Lolo.







Jest to naturalna szminka o przepięknym fuksjowym kolorze! Bardzo pięknie komponuje się z delikatnym makijażem. Gorąco ją Wam polecam! Myślę, że niedługo pojawi się post o tych kosmetykach, o ich podkładach i reszcie kolorówki, bo dużo mam lub miałam i myślę, że mogę już przeprowadzić rzetelną recenzję.

No i tak się złożyło, że moim ulubionym błyszczykiem w tym miesiącu był również błyszczyk tej samej marki. Whisper to mój najnowszy nabytek z początku czerwca. 




Ma przepiękny kakaowy zapach! Aż chce się go dokładać i dokładać... Ale nie trzeba, bo jak na naturalny produkt, jest niesamowicie trwały. Nie lepi się, pięknie błyszczy i jest bez drobinek. Nosiłam go samego lub w połączeniu ze szminka z Lili Lolo Love Afair. Mam wrażenie, że ten błyszczyk pielęgnuje moje usta, bo cudownie je nawilża.
Bardzo polecam ten nude'owy kolor :)


No i moi ogromni faworyci tego miesiąca, a mianowicie cienie Color Tattoo z Maybelline w kolorze "On and on bronze" i "Permanent Taupe". 



Cudowne produkty i śmieję się, że takie dla leniwych ;) sprawdzają się idealnie solo na powiekach i makijaż wygląda na wykończony. Można nakładać palcami, przez co bardzo dobrze sprawdzają się na wyjazdy, ja ich używałam ostatnio w Barcelonie. 


Bardzo długo się utrzymują, chociaż gdy jest bardzo gorąco, na moich powiekach lekko zbierają się w załamaniach pod koniec dnia gdy, ale wystraszy je przypudrować zaraz po nałożeniu lub po jakim czasie delikatnie wklepać w powiekę i paski znikają. Bardzo dobry produkt!


Dodatkowo Permanent Taupe niedawno wypróbowałam do brwi i sprawdza się rewelacyjnie!
Polecam!


I to by było na tyle, jeżeli chodzi o moich ulubieńców czerwca. Pamiętajcie proszę, że produkty, które ja lubię, lub mnie się sprawdzają, niekoniecznie mogą Wam odpowiadać. Każdy z nas jest inny, a ja jedynie sugeruję co Wam również mogłoby się spodobać. Zawsze lepiej pójść do sklepu i wypróbować produkt, lub zamówić próbki.


A teraz życzę Wam wspaniałej reszty lipca, która jeszcze została!

Koniecznie piszcie w komentarzach pod postem, co Was zainspirowało w tym miesiącu!
Zachęcam również do polubienia mojej strony, możecie to zrobić używając przycisku u góry po prawej stronie!


Pozdrawiam serdecznie!
E.