wtorek, 8 lipca 2014

Spotkanie Blogerów i YouTuberów w Londynie - lipiec 2014

 

Hejka!
Dzisiaj mam dla Was relację z niedzielnego spotkania. Organizatorkami event'u były Paula (BoogieSilver) i Olga (TheOleskaaa). Dla tych, którzy jeszcze o tym nie wiedzą, są to dziewczyny, które od lat prowadzą swoje kanały na YouTube oraz blogi. Mają ogromną liczbę widzów.
Pierwszy raz byłam na spotkaniu blogerów i YouTuberów. Nie wiedziałam czego mogę
się spodziewać i może nawet trochę było to dla mnie stresujące, bo nikogo nie znałam na żywo. Ale cieszę się, że zdecydowałam się przyjść, bo było to ciekawe doświadczenie i dzęki temu poznałam wspaniałych ludzi!
 
Ale zacznijmy od przygotowania. Pomyślałam, że nadarzyła się idealna okazja, żeby wykonać dla Was jeden z moich makijaży, który zajmuje nieco więcej czasu niż mój normalny dzienny make-up.



Jako, że ostatnio nie mogę narzekać na swoją cerę (nie chwalę, bo się zepsuje) zrezygnowałam całkowicie z podkładu, a na twarz, zaraz po wodzie termalnej URIAGE i olejku z pestek malin, nałożyłam krem tonujący/brązujący Alterry (uwaga zawiera talc, ale nie ma parabenów, silikonów i parafiny). Pod oczy, jak również na lekkie przebarwienia, nałożyłam korektor Collection (kolor 1 FAIR) i korektor Inglot (kolor 34).
Twarz przypruszyłam pudrem sypkim bambusowym z Biochemia Urody (czarne pudełeczko  Anabelle Minerals). Twarz wykonturowałam pudrem brązującym Elizabeth Arden (Pure Finish Bronze Powder - edycja limitowana). Na policzki nałożyłam róż Smashbox odcień Pose, a na szczytach kości policzkowych, puder rozświetlający Elizabeth Arden (Shimmer Powder - edycja limitowana).



Przejdźmy do oczu. Jak zawsze królowały tu cienie Inglot, nałożyłam je na bazę ARTDECO. Do makijażu na całą powiekę użyłam matowego cienia w kolorze kości słoniowej nr 353, a w załamaniu oka beż z drobinkami nr 462. W wewnętrznym kąciku oka lekko rozświetliłam perłowym waniliowym cieniem nr 395. Na dolnej powiece lekko przyciemniłam oko najciemniejszym ciepłym brązem z trio Smashbox (In Screen Shot) - Roast. Rzęsy wytuszowałam tuszem Lorea'l Volume Million Lashes. Dokleiłam rzęsy Ardell Demi Wispies (pierwszy raz zobaczyłam je kilka miesięcy temu u TheOleskaaa) i domałowałam linię czarnym eyelinerem z EYEKO.



Brwi jak zawsze podkreśliłam kredką z Catrice 030 - Brown-n-eyed Peas i dołożyłam trochę cienia Maybelline Color Tattoo - Permanent Taupe.
Na początku myślałam o czerwonych ustach i paznokciach, ale jak wykonałam cały makijaż, to okazało się, że bardziej pasują delikatne i neutralne usta. Użyłam do tego pomadki z Lili Lolo w kolorze Love Affair, a na paznokciach położyłam lakier Essie - Master Plan i na serdecznych palcach Essie - Fiji.




A tak wygląda gotowy makijaż. Wszystko robione na szybko tuż przed wyjściem. W ferworze przygotowań zapomnieliśmy wykonać zdjęcia z zamkniętymi oczami :) mam nadzieję, że mi to wybaczycie, następnym razem się poprawię.


A tak wyglądał cały strój (przepraszam za tło, ale nie miałam wolnej ściany)


A to już zdjęcia ze spotkania.



Niesamowicie zaskoczył mnie fakt, że tego typu spotkania potrafią zgromadzić w jednym miejscu aż tylu wspaniałych ludzi. Cudowne kreatywne osoby i miałam wrażenie jakbym znała je od lat. Właśnie poszerzam swoją listę na YouTube oraz zaczynam czytać nowe blogi. Najmłodszy uczestnik spotkania miał 10 miesięcy i również świetnie się bawił ;)
Dziękuję Wam!

zdjęcie grupowe udostępnione dzięki uprzejmości Boogiesilver 

Dziewczynom dziękuję za zorganizowanie spotkania! Paula i Olga jesteście super i bardzo miło było Was poznać osobiście!
Mam nadzieję, że tego typu spotkania będą odbywały się częściej. Czekam na informację :)
 

Pozdrawiam Wszystkich serdecznie i  do zobaczenia ponownie wkrótce! :)
małe zielonookie


PS A może jakieś spotkanie w drugiej połowie lipca we Wrocławiu?

---

Polecam:

PAULA    https://www.youtube.com/user/boogiesilver 
OLGA    https://www.youtube.com/user/TheOleskaaa
AGNIESZKA   https://www.youtube.com/user/sunshineNaska

film Agnieszki z vlogiem m.in. ze spotkania:

KARINA    https://www.youtube.com/user/kariwitch2
EWA  https://www.youtube.com/user/kosmetycznykoktajl
EWA  
http://evesessence.blogspot.co.uk/
KAROLINA   https://www.youtube.com/user/ohfaciq
ANIA   https://www.youtube.com/user/xbeautystarletx
https://www.youtube.com/user/chouettefashion 

sobota, 5 lipca 2014

Dodatki do gazet w UK - sierpień 2014




Cześć!

Dzisiaj mam dla Was kolejny post o dodatkach do gazet, tym razem na sierpień 2014!
Ten miesiąc również jest obfity w gratisy i widać, że magazyny prześcigają się w coraz to ciekawszych dodatkach. Tak jak wspominałam poprzednim razem, angielskie magazyny kupuję zazwyczaj dla ciekawych produktów. Dzięki temu mogę dla Was próbować więcej kosmetyków.



Właśnie miałam się wybrać do Waitrose po kilka produktów z Balance Me, a tu patrzę, dodatki w gazetach... I tak oto będę próbowała dwa produkty tej firmy ;) jeżeli jesteście nimi zainteresowani, myślę że warto kupić przynajmniej jedną gazetę z tą próbką. Produkty są organiczne i mają bardzo dobre składy. Na pewno za jakiś czas pojawi się ich recenzja.


MAIRE CLAIRE


 
Balance me - cleanse and smooth face - 40 ml

link do produktu
Balance me - Moisture Rich Face Cream - 25 ml

link do produktu

IN STYLE


 
Pełnowymiarowy produkt Neal's Yard - Geranium & Orange - Hand Cream 50 ml

link do produktu
Również postanowiłam go zakupić, ponieważ kończy się mój krem, który noszę w torebce. Kosmetyk jest organiczny.


RED



Rodial Lip Balm - prawdopodobnie pełnowymiarowy produkt. Na stronie producenta znalazłam go w innym opakowaniu. 10 ml.

link do produktu

COSMOPOLITAN


 
Lip & cheek tint (3 do wyboru) albo czarna maskara firmy New Cid - prawdopodobnie to również są produkty pełnowymiarowe. Niesety nie mogę ich znaleźć na stronie producetnta, być może to są jakieś nowe produkty.

link

ELLE


 
Malin + Goetz - zestaw miniatur 


Grapefruit face cleanser 10 ml
link do produktu

Lip moisturizer 5 ml 
link do produktu

Vitamin e face moisturizer 10ml
link do produktu

HARPER'S BAZAAR


Do wyboru jeden z czterech dostępnych zapachów z L'OCCITANE. Spotkałam tylko dwa i były to bergamotka i orchidea. 
link

A na samym końcu... wisienka na torcie...

GLAMOUR


 
Z miniaturką jednego z 4 produktów Clinique:


Maskara high impact 01 black
link do produktu 

Chubby Stick w kolorach Super Strawberry albo Woppin' Watermelon
link do produktów

Dramatically different moisturizing lotion + 
link do produktu 

Emulsji nie chcę testować, bo już ją znam z 3 kroków Clinique i nie kupię jej już ponownie, ponieważ kompletnie mi się nie sprawdziła. Nowy skład również mnie nie zachęca.
Jestem szczęśliwą (mam nadzieję) posiadaczką tuszu i poluję na kredki. Niestety nigdzie nie mogę ich dostać. Zależy mi na tym, żeby je przetestować i porównać do Revlon, z których jestem bardzo zadowolona, z tego też powodu nie chciałam wydawać pieniędzy na droższe Clinique. Trzymajcie kciuki, żeby się udało!

A które z tych produktów Wy byście przetestowały? Może jesteście w najbliższym czasie w UK i zakupicie któryś z magazynów? A może jest teraz jakiś dobry dodatek u Was w gazetach?

Pozdrawiam Was serdecznie i zapraszam niedługo do kolejnych postów!

Ewel


środa, 2 lipca 2014

Lipcowe wyprzedaże w UK!


Hejka!
Dzisiaj mamy bardzo letni temat, a mianowicie - letnie wyprzedaże!!!

Nie, nie jestem zakupoholiczką, przynajmniej tak mi się wydaje, ale zaraz sami zobaczycie.
Ostatnio zaczął się ogromny boom zakupowy w UK. Gdzie nie spojrzycie, tam pojawiają się ogromnych rozmiarów napisy SALE.




Wyprzedaże atakują nas z każdej strony, więc jak my biedne istotki możemy się przed nimi bronić?!

Ale już tak zupełnie na serio.
Faktycznie w lipcu w UK mamy praktycznie w każdym sklepie przeceny. Pierwsze wyprzedaże zaczynają się już pod koniec czerwca. Niektóre sklepy oferują promocje na cały asortyment, a niektóre przeceniają tylko wybrane produkty.
Przeceny są również różnych wielkości. Zazwyczaj te na samym początku, są niższe, ale mamy znacznie większy wybór produktów, czasem do końca sezonu wyprzedażowego procenty lecą aż do 75%, albo nawet więcej.




Zazwyczaj nie szaleję na wyprzedażach, bo staram się kupować tylko te rzeczy, które aktualnie potrzebuje. Oczywiście staram się, ale jak każdy, czasem ulegam... W końcu jesteśmy tylko ludźmi, a reklama ma działać na nasze pragnienia.

Tym razem kupiłam niewiele... No tak, ale zaraz ktoś powie, że wyprzedaże dopiero się zaczęły... W takim razie napiszę jakąś wzmiankę o tym pod koniec lipca ;)

Rzeczy, które zakupiłam, akurat potrzebowałam. Wolałam też udać się do sklepu na samym początku przecen, dlatego, że moja rozmiarówka znika z półek zazwyczaj na samym początku. Poza tm nie lubię tych strasznych tłumów, które pojawiają się w sklepach z początkiem lipca.



I tak oto stałam się posiadaczką nowego żakietu z Zary. I zaznaczam, że zakup był planowany, bo pod koniec lipca szykuje mi się pewna uroczystość. Mój mąż również sobie coś upolował. Polecam przeceny w Zarze, bo niektóre produkty są w bardzo korzystnych cenach, akurat moja marynarka, nie była mocno przeceniona, ale idealnie pasuje mi do całej kreacji :)


Body Shop - koniecznie tam zajrzyjcie jak jesteście fanami ich maseł, akurat teraz dużo zapachów jest przecenionych na £5 funtów i tak oto do mojej torby wpadło masło o zapachu Passion Fruit... Ach cudowny zapach :) jak widzicie ja również czasem ulegam pokusom... Ale ten produkt nie ma parafiny! Koniecznie go sprawdźcie!


Victoria Secret - sklep którego nie ma w Polsce. Bardzo lubię z niego bieliznę, a w szczególności biustonosze! Są bardzo wygodne. Jeżeli będziecie w UK w czasie wyprzedaży koniecznie tam zajrzyjcie. Coś tam znalazłam, ale akurat to co mi się najbardziej podobało było w regularnej cenie.
No i właśnie mały trik marketingowy. Jak podwyższyć sprzedaż? Przecenić tylko część towaru, bo jak klient znajdzie się już w środku sklepu, to jest to połowa sukcesu. Kupimy parę rzeczy na przecenie, a to co jest w regularnej i tak w końcu wyląduje w naszym koszyku... "Bo nie przecenili, a tak chciałam to mieć"
I miedzy innymi tym sposobem zakupiłam kolejne dwa lakiery z ESSIE, które notabene, bardzo lubię i gorąco polecam. Ale może o lakierach innym razem... A mój mąż stał się właścicielem nowych butów, no ale ich potrzebował, więc może jednak to nie był chwyt marketingowy?

I jak uważacie? Nie zaszalałam chyba za bardzo? Zobaczymy jaki bilans będzie na koniec miesiąca ;)

Moim zdaniem korzystanie z wyprzedaży jest dobre, jeżeli zakupy robimy z opamiętaniem.
Nie kupujmy rzeczy zbędnych, które nam się nie do końca podobają, a są w korzystnej cenie. Jeżeli zastosujemy się do tych uwag, korzystanie z przecen może być przyjemnością, przez którą nie zbankrutujemy.

A jak jest u Was? Czy zaczęły się już wyprzedaże? Na jak duże zniżki można liczyć?
Czy Wy wpadacie w szał letnich zakupów? A może nie lubicie stać w gigantycznych kolejkach do przymierzalni i kasy? Zachęcam do komentowania poniżej :)


Psyyyt... dla posiadaczy kart w Harrods w przyszły weekend 10% zniżki ;)

Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i już niedługo zapraszam do kolejnych postów!

małe_w zakupowym szaleństwie_ zielonookie

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Szkodliwe składniki w kosmetykach - SLS/SLES oraz inne detergenty - część druga


Witam!

Dzisiaj kolejna część mojej serii o szkodliwych składnikach w kosmetykach.
Jeżeli nie widzieliście poprzedniego posta o tym jak czytać składy kosmetyków, to zapraszam tutaj:

Szkodliwe składniki w kosmetykach - Jak czytać składy kosmetyków? - część pierwsza


Tym razem opowiem Wam o SLS i jego zamiennikach.

Jestem w stanie zrozumieć jeżeli ktoś popełnia błędy nieświadomie, ale najbardziej mnie denerwuje (żeby nie napisać wkurza), gdy ktoś mnie świadomie cały czas "robi w bambuko" (iście literackie określenie, ale nasuwają mi się już tylko gorsze), a niestety robi to z nami cała masa firm kosmetycznych. I nie mam tu na myśli tylko tanich marek drogeryjnych, ale również drogie ekskluzywne firmy. Czasem jak widzę kobiety wydające grube pieniądze na kremy przeciwzmarszczkowe, które nigdy nie zadziałają, to aż mnie żal ogarnia... No ale właśnie na braku świadomości to wszystko się opiera, no i oczywiście ogromnym marketingu koncernów. Bo przecież która z nas nie chciałaby mieć pięknego pudełeczka kremu, np. Estee Lauder? Niektóre z nas za to pudełeczko zapłacą.
Zapytacie się więc, jak to się dzieje, że składniki szkodliwe, są dopuszczone do produkcji kosmetyków?
Oczywiście, że są normy, ale działają tak samo jak w przypadku leków - duże korporacje mają swoich przedstawicieli wsród ludzi, którzy ustalają prawo. Business is business.
Ameryki nie odkryję stwierdzając, że światem rządzi pieniądz. Do tego są wymyślane co raz to nowe półprodukty, które nie zostają dokładnie przebadane. Często słyszy się, że jakiś składnik okazuje się szkodliwy i wszyscy go wycofują, ale nikt nie mówi o tym, że są zastępowane jego pochodnymi. One również są szkodliwe, ale to wyjdzie na jaw za jakiś czas. I tak w kółko...
Ale nie mówię, że nagle wszyscy mają myć się olejami i sami sobie robić mydło, żyć pod gołym niebem i jeść tylko to co spadnie z drzewa, chociaż pewnie wyszło by nam to na dobre (oczywiście nie mam też nic do ludzi, którzy tak robią - mam dla nich podziw).
Natomiast bardzo mnie denerwuje, że z chemią mamy do czynienia tak naprawdę od chwili poczęcia, kiedy przyszła mama nakłada na siebie złe składniki (oczywiście przeznaczone dla kobiet w ciąży), a potem smaruje parafiną tego malutkiego bobasa, który dostaje krostek, albo potówek, lub ma przesuszoną skórę przez specjalne płyny dla dzieci z SLS lub innymi cudownymi jego zamiennikami i dodatkami. A przecież takie maleństwo ma idealną skórę, młodziutką i jeszcze nieskażoną chemią.
No ale przejdzmy do konkretów.

Co to są tenzydy?

Są to substancje powierzchniowo czynne. Występują w kosmetykach do mycia ciała i włosów. W połączeniu z wodą mocno się pienią.

Co to jest SLS i SLES?

SLS - Sodium Lauryl Sulfate
Najprościej mówiąc, jest to detergent i to nie taki znowu słaby, tylko drażniący i agresywny.
Stosuje się go w chemii gospodarczej i przemysłowej. Występuje między innymi w płynach do czyszczenia maszyn przemysłowych z ciężkich olejów, ale uwaga, jest również w Twoim szamponie, żelu pod prysznic, w płynie do kąpieli i w mydle do rąk. Mogłabym tak wymieniać i wymieniać... Jeżeli masz małe dziecko to zobacz czy nie ma go w jego płynie do kąpieli, jak nie ten składnik, to może znajdziesz któryś z kolejnych, które wymienię.

SLES - Sodium Laureth Sulfate / Sodium Lauryl Ether Sulfate
Kolejny tani detergent produkowany z tlenku etylenu (pochodna ropy naftowej) również dostępny w większości kosmetyków myjących - żele, mydła, płyny i oleje do kąpieli, szampony, płukanki do jamy ustnej oraz toniki do zmywania makijażu.

Opinie na temat tych składników są podzielone, niektórzy uważają, że to bezsensowna nagonka. Natomiast jest kilka faktów. Są to niepotrzebne spieniające detergenty. W dużych ilościach działają uczulająco i drażniąco (a przecież zazwyczaj występują na początkach składów), mocno wysuszają skórę, powodują rumień, świąd, a nawet mogą prowadzić do atopowego zapalenia skóry. Mogą powodować łupież (żeby było śmieszne - SLS jest w Nizoralu), swędzenie skóry głowy (ja tak miałam), prowadzą do wypadania wypadania włosów i zwiększają ich łamliwości.
Dodatkowo mogą być zanieczyszczone dioksanami (dioxane), a one
są rakotwórcze.

Dodatkowe składniki (detergenty), które same w sobie nie są toksyczne, a w połączeniu z "SLS", mają bardzo destrukcyjne działanie:

- Sodium Cocoamphoacetate
- Cocoamidopropyl Betaine
- Cocoamidopropyl Hydroxyultaine

A teraz trik marketingowy!!!
Producent napisał na opakowaniu "BEZ SLS I SLES" i nie kłamie, ale warto sprawdzić skład, bo zamiast tego może wrzucić inny składnik, który również jest detergentem i ma identyczne negatywne działanie.

- ALS - Ammonium Lauryl Sulfate
- ALES - Ammonium Laureth Sulfate
- Sodium Myreth Sulfate
- Sodium Lauryl Sulfoacetate

Średnio drażniące tenzydy, które czasem mogą powodować podrażnienia. Cześć z nich może być dostępna w tzw. naturalnych kosmetykach drogeryjnych:

- Cocomidopropyl Betaine (BDIH nie dopuszcza)
- Disodium Cocoamphodiacetate (BDIH nie dopuszcza)
- Disodium Laureth Sulfosuccinate (BDIH nie dopuszcza)
- Sodium Coco Sulfate

Więc czym je zastąpić?

Tenzydami bezpiecznymi, czyli takimi, które są delikatne dla skóry:

- Coco Glucoside
- Decyl Glucoside
- Disodium Cocoyl Glutamate
- Laurdimonium Hydroxypropyl Hydrolyzed Wheat Protein (BDIH nie dopuszcza)
- Lauryl Glucoside
- Potassium Cocoate
- Sodium Cocoamphoacetate (BDIH nie dopuszcza)
- Sodium Cocoyl Glutamate
- Sodium Cocoyl Hydrolyzed Wheat Protein Glutamate
- Sodium Cocoyl Hydrolyzed Wheat Protein
- Sodium Lauryl Glucose Carboxylate & Lauryl Glucoside
- Sodium Lauroamphoacetate (BDIH nie dopuszcza)

Te bezpieczne są wykorzystywane w produktach naturalnych marek, m.in.: Anne Lind, Born to Bio, Eco cosmetics, Essencial Care, Fitne, I+M Naturkosmetik, Logona, Neobio, Provida, Sante, Weleda

A teraz pokażę Wam kilka przykładów produktów wybranych losowo z półek sklepowych (a to tylko ułamek z tego co jest ogólnodostępne)

- Żel pod prysznic NIVEA



Już na drugim miejscu Sodium Laureth Sulfate, a zaraz za nim Cocoamidopropyl Betaine. Połączenie niezbyt trafne, a to jeszcze nie wszystko PEGi, parabeny itp, ale to w następnych postach.

- szampon AUSSIE - nie ma znaczenia który.




Tutaj nawet ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu pojawiły się oba detergenty - Sodium Lauryl Sulfate i Sodium Laureth Sulfate no i oczywiście ich przyjaciel Cocoamidopropyl Betaine. Tego produktu używałam bardzo długo, bo przez ok 1,5 roku, aż pewnego dnia zaczął drażnić skórę głowy i musiałam go odstawić. Teraz już wiem dlaczego.

- płyn do higieny intymnej - FREMFRESH (UK; ale podobny jest LACTACYD te zwykle wersje! bo Femina+ nie ma SLSów)




Tutaj Sodium Laureth Sulfate już na drugim miejscu, a za nim Cocoamidopropyl Betaine. O ile dobrze mi wiadomo, to tego typu produkt powinien być bardzo delikatny, a nie jest!

- żel do mycia twarzy - GARNIER SKIN NATURALS (ciekawe gdzie jest tam natura?)



Coco Betaine, na czwartym miejscu Sodium Laureth Sulfate, a zaraz za nim Disodium Cocoamphoacetate.


A teraz coś dla dzieciaczków:

- szampon JOHNSON'S BABY




Na czwartym miejscu, wiec nadal wysoko, Sodium Laureth Sulfate. Dodatkowo PEGi Polysorbate 20 - substancje mocno drażniące, powodujące m.in. świąd skóry i jej pękanie. Powoduje stany zapalny.

- płyn do kąpieli JOHNSON'S BABY




Skład podobny jak w szamponie.



A teraz kilka produktów, które uchodzą za dobre i są w znacznie wyższych cenach, niż te zwykłe drogeryjne. Niestety nie polecę ich, sami zobaczcie składy:





Od roku używam produktów myjących bez Sulfate. Co zaobserwowałam?
Moja skóra jest bardzo gładka, nie mam problemów z rozstępami (nie rozrywa się, bo jest dobrze nawilżona), nie mam tzw. cellulitu i wydaje mi się, że skóra jest jakby głębiej nawilżona. Nie podrażniam ciągle cery i zmniejszyła się przez to ilość wyprysków na twarzy, bo organizm nie musi się już bronić. Skóra w końcu mi się nie przesusza, a była mocno odwodniona, mimo że jest mieszana. Skóra głowy nie swędzi, a włosy mam bardzo miękkie, jak dawniej gdy byłam dzieckiem (od prawie roku nie farbuję włosów i to również może mieć wpływ, ale nawet te końcówki farbowane, nie wyglądają źle).
Czy wrócę do produktów z Sulfate?
Na dzień dzisiejszy myślę, że nie, chociaż przyznam się, że czasem przemywam włosy szamponem z lżejszymi detergentami, dlatego, że zdarza mi się je stylizować.

Moje podsumowanie:

PLUSY:
- gładka skóra
- lepiej nawilżona
- elastyczna

- skóra jest czysta

MINUSY:
- produkty organiczne stały się modne, przez co są droższe
- szampony "bez SLS" nie domywają produktów do stylizacji włosów

A czy Wy sprawdzaliście już skład Waszych szamponów i żeli do kąpieli? Oczywiście decyzja należy do Was, ja dostarczyłam Wam tylko informacji.
Osobom, które z różnych powodów nie zrezygnują z produktów z siarczynami, zalecam rozcieńczanie kosmetyków, żeby nie nakładać bezpośrednio na skórę stężonej substancji. Możecie również używać gąbek lub myjek, które lepiej spieniają kosmetyk i dzięki temu używamy go mniej.

Zachęcam do dzielenia się tą wiadomością, żeby poszerzać świadomość.
Jestem ciekawa czy Wy też używacie produktów "bez SLS"? A może macie inne zdanie w tej kwestii? Zapraszam do dyskusji poniżej.

Pozdrawiam i zapraszam do kolejnych postów!

Ewelina

--------------

Produkty przedstawione w tym poście są wybrane losowo. Przeprowadzona prezentacja tych kosmetyków nie ma na celu działanie na szkodę firm wymienionych powyżej. 
Zaznaczam, że nie posiadam wykształcenia chemicznego ani biochemicznego, jeżeli zauważyłeś jakiś błąd, proszę o kontakt, w celu jego poprawienia.



piątek, 27 czerwca 2014

Projekt denko - czyli krótkie recenzje zużytych kosmetyków - #01

Cześć!

Dzisiaj przychodzę do Was z pewnym projektem, który podpatrzyłam u YouTube'rek i innych Blogerek. Mam nadzieję, że nie będą miały mi tego za złe, ale uważam, że to bardzo dobry pomysł. Będę robiła krótką recenzję każdego produktu który zużyję, powiem Wam jak się spisał, czy kupię go ponownie, albo czym go zastąpię. Wykończony kosmetyk umożliwia zdanie najbardziej rzetelnej recenzji. Oczywiście będą pojawiały się również inne posty z analizą składu i dokładnym opisem produktów i wtedy tylko wspomnę o nich w "denku".

Nie są to wszystkie kosmetyki, które zużyłam w przeciągu ostatnich miesięcy, ale niestety ich opakowania wylądowały w koszu i nie byłam w stanie wszystkiego spisać, ale jeżeli się sprawdziły, to na pewno pojawią się jeszcze w kolejnych "denkach".


Peeling enzymatyczny EKO - ze sklepu internetowego Biochemia Urody. 


Jest to kosmetyk zrobiony z zestawu, który zakupuję na stronie (link powyżej)
Bardzo dobry produkt i polecam go każdemu! Ten kosmetyk oczywiście sprowadzam z Polski, ale z tego co kojarzę, to chyba jest możliwa przesyłka do UK.
Od tego czasu, gdy go używam, zrezygnowałam z innych drogeryjnych peelingów. Ten produkt jest delikatny, idealny dla dojrzałej cery, wrażliwej oraz (tak jak w moim przypadku) trądzikowej. Mieszamy dwa proszkowe produkty i zamykamy je w pudełeczku, za każdym razem, gdy chcemy wykonać peeling mieszamy proszek z wodą, lub hydrolatem i w mokrej postaci nakładamy na twarz na ok. 10 min. Jeżeli posiadacie cerę wrażliwą, należy go zwilżać np. wodą termalną, żeby nie wyschnął. Potem zmywamy wodą i skóra jest idealnie gładka (instrukcja) Wszystkie suche skórki znikają! Gorąco polecam!

Kwas hialuronowy 1% - ze sklepu internetowego Zrób sobie krem

Trochę zniszczone opakowanie, ale mieszkało w lodówce i było intensywnie użytkowane. Bardzo dobry nawilżacz. Stosuję go solo na twarz, lub z serum/olejkami albo dodaje do maseczek z glinek. Produkt bardzo dobrze nawilża, ale trzeba na niego nałożyć olej albo krem, ponieważ jeżeli otoczenie, w którym przebywacie, ma za niską wilgotność powietrza, może to spowodować, że skóra Wam się przesuszy. 
Kolejne zastosowanie to nakładanie na suche i zniszczone końcówki włosów, bardzo dobrze je nawilży. Teraz mam inna odmianę tego żelu który zakupiłam na Biochemia Urody, recenzja pojawi się, gdy wyrobię sobie już zdanie na jego temat.

Alterra - odżywka do włosów - granat i aloes


Jak widać większość kosmetyków sprowadzam z Polski ;) tą odżywkę można kupić w Rossmann. Jest to drogeryjna odżywka bez silikonów. Nie była jakoś intensywnie nawilżająca, ale na co dzień sprawdzała się idealnie. Ładnie pachniała i była dosyć wydajna. Włosy dobrze się po niej rozczesywały i nie była droga. Jak zużyję moje zapasy, to być może do niej wrócę.

Alverde - masło do ciała - makadamia i masło karite


Ten kosmetyk nie jest dostępny ani w Polsce, ani w UK. Zamówiłam go na Allegro i przywiozłam z Polski. Jeżeli mieszkacie w Niemczech, to możecie go dostać w drogerii DM.
Całkiem przyzwoite masło drogeryjne. Nie ma parafiny. Porównałabym go do maseł z The Body Shop, ale jest znacznie tańsze. Ma dosyć przyjemny zapach, charakterystyczny dla produktów z Alverde lub Alterra. Mam do niego ograniczony dostęp, ale jak będę w Niemczech, to zakupię go ponownie.


Veet sensitive - krem do depilacji


Z tym produktem mam mały problem, bo zazwyczaj zakupuję go w mniejszym opakowaniu (w tubkach). Do samego produktu nie mam zastrzeżeń i stosuję go od lat, ale to opakowanie, to jakaś pomyłka! Dozownik szybko się zapycha. Najgorsze jest to, że macie wrażenie, że produkt się skończył odkręcacie opakowanie, a tam jeszcze 1/3 kremu! Potem bardzo ciężko go wydobyć z opakowania. Produkt ok, ale nie kupię, go więcej w tym opakowaniu!

 Laura Conti - zmywacz do paznokci



Mój zmywacz nr 1 od kilku lat! Kupuję go w ilościach hurtowych i zawsze przyjeżdża ze mną z Polski. Do kupienia w Rossmann. Nie ma acetonu i ma dodatki olejów, przez co nie wysusza paznokci. Trochę śmierdzi, ale da się przeżyć!

Yves Rocher - żel pod prysznic i balsam do ciała - yellow peach


O nie... To było okropne... Historia zaczyna się na lotnisku Stansted w Londynie. Lecielismy do Barcelony i wzięliśmy wspólne kosmetyki - miniaturki, ale okazało się ze przy odprawie nie zmieściły sie do przeźroczystych woreczków i tak oto straciłam swój żel i balsam Tołpy... Niestety straciłam jeszcze kilka innych rzeczy...
Na miejscu postanowiliśmy, że kupimy jakieś miniaturki i trafiliśmy do Yves Rocher.
Początkowo mi sie podobał, ale jak zaczęłam go stosować, to zaczął mi przeszkadzać jego sztuczny zapach.
Żel ma SLS, a balsam parafinę. Żel wykończyłam, ale balsamu nie dałam rady, strasznie mi się po nim kleiła skóra i nie chciał się wchłonąć, a po kilku dniach wyskoczyły mi krostki na ciele. Nie nie nie i jeszcze raz nie dla tych produktów! Nie polecam!

Dr organic -  tea tree shampoo

Mój ukochany! Na produkty tej firmy trafiłam przez przypadek rok temu w Holland and Barrett. Piękny zapach, dobrze domywaja skórę głowy, mimo że nie ma SLS. Włosy po nim są nawilżone i ładnie się układają, a do tego błyszczą się. Bardzo go lubię, to już nasze 3 albo 4 opakowanie. Zdecydowanie mój ulubieniec. Jeżeli mieszkacie w UK polecam go sprawdzić.

Dr organic - granat żel pod prysznic

 
Kolejny produkt z firmy Dr organic. Bardzo przyjemny w użyciu, zapach letni. bez SLS. W przyszłości zrobię Wam zbiorczego posta na temat
produktów tej marki, ponieważ są godne uwagi.
PS teraz w Holland and Barrett jest promocja Buy One Get One Half Price! Dobry deal ;)

L'oreal men expert - żel-peeling oczyszczający


To jest żel Pawła, jak widać nie skończony. Mój mąż kazał Wam przekazać, że jest okropny i dlatego o nim piszę. strasznie wysuszył mu skórę twarzy. Okropny i nie wykończyliśmy go, bo nie znaleźliśmy dla niego innego zastosowania. Oczywiście ma w składzie SLS, ale o tym więcej będzie w kolejnym poście.

Baylis & Harding England - mydło do rąk - słodka mandarynka i grapefruit


Niby zwykle mydło, a moje ulubione. Stoi u nas w kuchni i w łazience. Akurat ten ma przepiękny szlachetny zapach, który nawet utrzymuje się prze chwilę. Polecam poszukać go w Tesco, Sainsbury's albo w Tk Maxx. Moze będzie również w polskim Tk Maxx?

Intimelle - delikatny żel do higieny intymnej -
rumianek





Na tym produkcie bardzo się zawiodłam. Jest na nim napisane, że jest bez SLS, niestety produkt nie sprawdził się, podrażniał mnie.

Kosztował parę groszy w Naturze. Za to idealnie domywa pędzle do makijażu! Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Nie kupię go ponownie. Aktualnie używam Lactacyd femina +.





No i to by było na tyle, jeżeli chodzi o moje pierwsze denko. Na pewno za jakiś czas przygotuję kolejne.

A może Wy też używaliście, tych produktów i możecie coś na ich temat powiedzieć? Zgadzacie się z moją opinią, a może niektóre kosmetyki Wam się sprawdziły lub nie?
Zachęcam do komentowania. Pamiętajcie, że każdy jest inny i to co mnie się sprawdza, nie zawsze może zadziałać u Was.



Pozdrawiam Was serdecznie i już niedługo zapraszam do kolejnych postów!

E.

wtorek, 24 czerwca 2014

Mini dzieła sztuki na Millenium Bridge w Londynie


Witam!

Ostatnio na boim blogu było dosyć poważnie, więc dzisiaj mam dla Was lżejszy temat.
Gdy kilka dni temu spacerowaliśmy wieczorem po centrum Londynu, zawędrowaliśmy w okolice Tate Modern, a dokładnie na Millenium Bridge (projekt - Foster). Jest to kultowe miejsce w Londynie.



Naszą uwagę przykuły osoby chodzące po moście, które co jakis czas pochylały się nad czymś na ziemi... Po pewnym czasie natknęliśmy się na pana, który malował coś na moście.


Gdy podeszliśmy bliżej, okazało się, że są to miniaturowe obrazki wykonane na zużytych gumach do żucia, które przykleiły się do powierzchni mostu.
Bardzo ciekawe formy powstały w ten sposób. Czyż one nie są urocze?






Obrazki są rozsiane po całym moście. Wykonane są niezwykle precyzyjnie. 
Podobno artysta ma zlecenie na 600 takich miniatur i można zamówić personalizowaną.



Jestem tylko ciekawa czy taka sztuka ma szansę przetwać dłużej, niż kilka pierwszych angielskich ulew :)

Bardzo ciekawe przedsięwzięcie, mnie się podoba, a co Wy o nim sądzicie?

Pozdrawiam Was serdecznie i zapraszam do kolejnych postów!!!

Ewel