środa, 8 października 2014

Projekt denko - puste produkty (empty products) - krótkie recenzje #02

Dzisiaj mam dla Was gigantyczną listę wykończonych kosmetyków i jest to dopiero pierwsza część, ponieważ nie chciałam Was zanudzać bardzo długim wpisem. Kolejny post na pewno pojawi się już niedługo.
Dopóki nie zaczęłam zbierać pustych opakowań do tego projektu, nie zdawałam sobie sprawy jak wiele produktów udaje mi się wykończyć. Cieszę się, ponieważ mam dla Was kolejną porcję mini recenzji.


1) Lactacyd femina




Płyn do higieny intymnej, niestety z wieeeeelkim "ale" - posiada w swoim składzie SLSy prawie na samym początku i dlaczego kwas mlekowy jest tak daleko? Nie podrażnił mnie, ale na pewno do niego nie wrócę, bo skład daje wiele do życzenia. Natomiast mogę Wam już teraz polecić jego zastępcę tej samej firmy - Lactacyd femina plus (+) - dobry, krótki skład bez SLS z kwasem mlekowym na czwartym miejscu! (Uważajcie bo Lactacyd zmienił opakowania i jest teraz bardzo dużo rodzajów! - sprawdzajcie składy przed zakupem)


2) Tołpa: botanic amarantus - nawilżający żel pod prysznic




Świetny produkt! Już Wam zazdroszczę, osobom mieszkającym w Polsce, że macie taki łatwy dostęp do tego produktu. Ma przepiękny zapach, kremową konsystencję (nie pieni się bardzo, bo nie ma SLS) i bardzo dobrze nawilża skórę! Gorąco Wam polecam! Myślę, że trafi do moich kolejnych zakupów z Polski :)

3) Tołpa: botanic amarantus - nawilżający i rozświetlający krem pod oczy




Kolejny bardzo dobry produkt z tej serii! Tak mi się spodobał, gdy zaczęłam go stosować w Polsce, że pobiegłam do Rossmanna po drugie opakowanie. Nie sprawdzi się on u osób z bardzo suchą skórą, ponieważ daje tylko delikatne nawilżenie. Jak już kiedyś pisałam, moja skóra pod oczami nie jest wymagająca - nie mam cieni, ani obrzęków pod oczami, potrzebuję jedynie nawilżenia i lekkiego rozświetlenia, a ten produkt daje to wszystko! Nie mam również problemów z korektorem pod oczami, nie roluje się. Krem stosuję rano i wieczorem.
Polecam! Możliwe, że kupię go ponownie, chociaż teraz kusi mnie Balance Me lub Ren Skincare. Zobaczymy jeszcze. Na razie 10ml kolejnego opakowania, powinno starczyć jeszcze na długi czas.


4) URIAGE - woda termalna


 
Jest to mój ulubieniec wszech czasów. Tania woda termalna, bo za takie opakowanie w promocji możemy zapłacić ok. 13zł, czyli w porównaniu do innych marek, jest zdecydowanie najtańsza.
Szkoda tylko, że nie jest dostępna w UK, jest to podstawowy produkt na mojej liście zakupów z Polski. Pewnie nie raz jeszcze pojawi się w projekcie "denko".


5) Alverde Dusch Creme - Papaya Sanddorn - żel/krem pod prysznic



Żeby nie było tak kolorowo, teraz produkt, który kompletnie mi się nie sprawdził. Zapach miał bardzo przyjemny, odświeżający i na tym kończą się jego zalety. Niby nie ma SLS, wiec nie powinien wysuszać skóry, natomiast strasznie ją ściągał, do tego stopnia, że zrezygnowałam z używania go do całego ciała. Produkt wykorzystałam do mycia nóg, bo tam ściągnięcie skóry nie przeszkadzało mi aż tak bardzo. Szkoda, bo kosztowało mnie trochę fatygi, aby dostać ten produkt. Kupiłam go przez Allegro, ponieważ kosmetyki Alverde można dostać tylko w drogeriach DM w Niemczech (i Czechach - nie jestem pewna, wiec mnie poprawcie).
Nie polecam Wam tego produktu, mnie kompletnie się nie sprawdził.


6) Blanx Med - pasta do zębów (wersja z różowymi paskami na opakowaniu - do wrażliwych dziąseł)



Tę pastę używam już prawie od 3 lat. Poleciła mi ją moja dentystka, ponieważ miałam ogromny problem z nadwrażliwością zębów. Stosowałam już chyba wszystkie rodzaje Sensodyne, Elmex itp. Dopiero ta pasta działa dobrze na moje zęby. Nie jest to najtańszy produkt, ale jest wart swojej ceny, bo jestem z niego bardzo zadowolona. Pasta oprócz właściwości ochronnych ma jeszcze dodatkowo wybielać zęby. Ja mam naturalnie bardzo biały kościec i nie widzę ogromnej różnicy, ale mój mąż ją zauważył. Ten produkt ze szczoteczką soniczną działa cuda, nie mam nawet osadu na zębach (jeżeli będziecie chcieli, to mogę zrobić recenzję szczoteczki Philips SoniCare Platinum - myślę, że jest godna uwagi).
Gdzie można dostać taką pastę?
Niestety nie znalazłam tego rodzaju (do wrażliwych dziąseł) stacjonarnie w żadnej drogerii w UK (Boots ma Blanx, ale tylko ze srebrnymi paskami na opakowaniu). Ja te pasty sprowadzam z Polski, a dostaniecie je np. w SuperPharm (bardzo często jest w promocji).
Warto zainteresować się tym produktem.


7) Zrób sobie krem - hydrolat z lawendy (bułgarski) bez konserwantów.



Jest to ogromna butla. Zrobiłam sobie z hydrolatu mgiełkę/tonik do włosów/skóry głowy. Idealnie łagodził wszelkie podrażnienia głowy, zmniejszał jej przetłuszczanie, a do tego przyjemnie pachnie. Mam lawendę w ogródku przed domem i jest to identyczny zapach. Podobno hydrolat lawendowy działa również dobrze na skórę głowy ze skłonnością do łupieżu.
Polecam i jak tylko będę miała możliwość, to kupię ponownie.


8) Collection - korektor.




Jest to osławiony korektor. Również ja go zakupiłam i do korygowania niedoskonałości sprawdza się całkiem nieźle. Nie stosowałam go zbyt często w strefie pod oczami, bo bałam się, że mógłby ją zacząć przesuszać. Kupiłam już kolejne opakowanie i stosuję, gdy używam płynnego podkładu lub krem BB. Niestety okropna jakość opakowania, bo wszystkie napisy zniknęły.

9) Lili Lolo - Mineral Cover Up - korektor mineralny w kolorze Barelly Beige





Świetny korektor mineralny. Stosuję go, gdy używam podkładu mineralnego Lili Lolo lub Anabelle Minerals. Oczywiście kupiłam już kolejne opakowanie.
Polecam, jeżeli używacie podkładów mineralnych, ma bardzo dobre krycie, a przy stopniowym dokładaniu wyglada dalej bardzo dobrze na cerze, naturalnie.


10) Catrice - bezbarwny żel do brwi.



Od razu na samym wstępie chce Was przeprosić za jego wygląd, ale on właśnie tak mało estetycznie zaczął wyglądać. Zabrudził się od mojej  kredki do brwi. Mimo, że produkt, bardzo ładnie utrzymywał włoski, to jednak to jak zaczął wyglądać po jakimś czasie bardzo mnie odstrasza... Nie kupię go ponownie.

11) Body Shop - masło do ciała o zapachu Passion Fruit.




Zachorowałam na nie w sklepie i udało mi się je kupić na letnich wyprzedażach za £5. Produkt ten pojawił się nawet w moich ulubieńcach w lipca 2014.
I dalej uważam, ze jest super, natomiast pod koniec stosowania, trochę znudził mi się jego intensywny zapach. Na co dzień stosuję mniej perfumowane produkty i chyba nie jestem przyzwyczajona do tak natarczywych zapachów. Ale nie mówię, że do niego więcej nie wrócę. Teraz przyszedł czas na bardziej ciepłe i słodkie zapachy i czaję się na linię Honeymania.


12) Aromatherapy Associates - balsam myjący i krem nawilżający




Odsyłam Was do posta z recenzją tych produktów.

Link


Bardzo przyjemne w stosowaniu kosmetyki, ale w dosyć wysokich cenach. Myślę, że znalazłam ich zamienniki i raczej do nich nie wrócę.


13) Loreal - Glam Shine - 100 Goddess - błyszczyk do ust




Kiedyś lubiłam go używać. Natomiast jest jasny i ma duzo drobinek. Jest on na tyle stary, że tego koloru już nie dostaniecie w sklepach, a ja postanowiłam się go pozbyć. Mam jeszcze inny błyszczyk tej firmy i go lubię. Jeżeli potrzebuję coś z drobinkami, to sięgam po niego. Błyszczyki tej firmy nie kleją się i zostawiają ładny błysk, ja jednak mimo wszystko jestem większą fanką szminek. Nie polecę Wam tego produktu, bo nie ma możliwości go kupić, ale jeżeli lubicie drobinki w kosmetykach, to zajrzyjcie do szafy Loreal.

14) Sublime de Chanel - maskara do rzęs (miniaturka)


 

Lubiłam ją, była również w moich ulubieńcach sierpnia 2014. Możliwe że kupię ją w pełnym opakowaniu, ponieważ ładnie rozczesywała rzęsy. Mam jeszcze jedną miniaturkę, która chętnie zużyję, ale chyba otworzę ją dopiero jak będę leciała do Polski.

15) Loreal Million Lashes - maskara do rzęs




Uwielbiałam jej opakowanie, a dokładnie system, który umożliwiał ściągnięcie nadmiaru produktu ze szczoteczki. Dlaczego wszystkie maskary tego nie mają?! Życie byłoby o wiele prostsze!
Nie lubiłam natomiast jej gigantycznej szczoty, która była mało precyzyjna.


Chcę zebrać kilka maskar i zrobić Wam ich zbiorczą recenzję. Myślę, że mogłoby to być przydatne. Teraz używam maskary z Clinique. Chcę jeszcze przypomnieć  sobie jak zachowywała się maskara z Maxfactor (mam opakowanie w zapasie) i wtedy zrobię recenzję porównawczą wszystkich tych produktów.

I to były wszystkie produkty jakie chciałam Wam pokazać tym razem. Już zbiera się kolejna porcja i myślę, że post z tej serii pojawi się już niedługo.   

A czy Wy używaliście któregoś z tych produktów? Zgadzacie się z moją opinią czy macie odmienne zdanie? Gorąco zachęcam do komentowania poniżej, być może Twoja opinia pomoże innym osobom w dokonaniu wyboru zakupu.

Pozdrawiam Was serdecznie!
E.

sobota, 4 października 2014

Future fashion - Fashion & Technology / Przyszłość w modzie - Moda i Technologia

http://www.electronicproducts.com/uploadedImages/Test_and_Measurement/Portable_Handheld/TechHaus-Introduce-First-Collaboration-with-Studio-XO-2.png
Śledząc trendy w modzie, oglądając modelki na wybiegach, bardzo często widzimy inspiracje modą ubiegłych dekad. Natomiast coraz częściej pojawiają się innowacyjne projekty, które podbijają świat mody. Wykorzystują one najnowsze technologie i z roku na rok stają się coraz bardziej odważne.
Świecące diodowe ubrania. Interaktywne, odbierające ludzkie emocje stroje, to nie wytwory scenarzystów filmów Science Fiction tylko najbliższa przyszłość w dziedzinie mody.





Jeżeli masz problem z odtworzeniem tego filmu, kliknij na link

Nad tego typu projektami pracuje już sztab ludzi. Przy jednym projekcie łączone są różne dziedziny, takie jak np. architektura, inżynieria, projektowanie strojów itp.

Niewidzialny płaszcz? To już było:



Kamery zostały zamontowane na płaszczu, a obraz jest wyświetlany po drugiej stronie ubrania, daje to efekt przeźroczystości.

Przyszłością są specjalne interaktywne tkaniny, które możemy bez problemu prać, a do tego zawsze dostosowują się do naszych potrzeb.
Są prowadzone badania, które pozwolą na stworzenie takich materiałów.



Z ubrań wzbogaconych technologiami, od lat korzystają gwiazdy muzyki.
Lady Gaga, Black Eye Peas, Rihanna czy Robbie Williams.
Ich stroje to futurystyczne kostiumy, które zadziwiają i fascynują na koncertach.


Latająca sukienka Lady Gaga

http://www.electronicproducts.com/uploadedImages/Test_and_Measurement/Portable_Handheld/volantis.jpg




Jeżeli masz problem z odtworzeniem tego filmu, kliknij na link
 

Jak się okazuje, jest to dziedzina bardzo opłacalna, ponieważ każdy zrealizowany projekt, jest użyty tylko kilka razy, a zapotrzebowanie na tego typu stroje ciagle rośnie.
Skąd u mnie na blogu taki temat?
Wczoraj miałam przyjemność uczestniczyć w evencie zorganizowanym przez Apple, który odbył się w Apple Store przy Regent Street w Londynie. W spotkaniu dyskusyjnym wzięli udział Bradley Quinn, Moritz Waldermeyer, Nancy Tilbury i Benjamin Males.




Przedstawili projekty Studio XO, które realizowali w ostatnich latach. Warto podkreślić, że każdy z tych projektów ciągle zachwyca technologią i nadal jest aktualny.
Współpracują oni z różnymi markami, m.in. takimi jak Philips czy Nike.

Co powiecie na kapelusz-wiatrak z oświetleniem ledowym?






Interaktywne sneakers.


Niedługo Apple wprowadza do swojej oferty iWatch, który będzie zaopatrzony w różne typu sensory odbierające bodźce z naszego ciała.

http://images.apple.com/euro/watch/a/generic/gallery/images/edition_rose_leather_large.jpg



Jeżeli masz problem z odtworzeniem tego filmu, kliknij na link

Technologia powoli zaczyna tworzyć modę, bo czy zegarek nie jest już akcesorium zaliczającym się do ubioru?

Nike współpracuje z rożnymi firmami, aby wykorzystać technologię do jak największej  efektywności w sporcie.

Ale technologia idzie bardziej do przodu.
Opaski na nadgarstek reagujące kolorami na na nasze emocje?



http://www.xoxemotionaltech.com/images/wristband_wearing.png
 
Jeżeli masz problem z odtworzeniem tego filmu, kliknij na link

Tutaj pojawia się pytanie. Jak daleko możemy posunąć się w eksperymentach, aby technologia nie zniszczyła naszych naturalnych relacji międzyludzkich.
Co się stanie, gdy nasze bluzki zaczną świecić na pomarańczowo, dlatego bo mamy zły humor? 

Czy na pewno chcemy wszystkich o tym informować? 
A gdzie wysiłek w komunikacji między ludźmi? 
Czy to na pewno wyjdzie nam na dobre?
A może warto zastanowić się nad technologiami, które ułatwiłyby nam życie codzienne, a nie pomagały wyłączać myślenie?
 
Dochodzą do tego również walory estetyczne. Oczywiście poczucie piękna, to pojęcie względne. Granica między ciekawym projektem wysoko-technologicznym, a błyszczącym kiczowatym strojem przebierańca może być cienka. 
W takim razie co będzie atrakcyjnie projektowo, a co przerostem formy nad treścią?

Te pytania pozostawię bez odpowiedzi, niech każdy zastanowi się nad opinią.

Na razie wiadomo, że wiele firm jest zainteresowanych technologiami w modzie.
Planuje się, że technologia wejdzie do wyrobów masowej produkcji.



Czy my, jako konsumenci, jesteśmy na to gotowi?

Zachęcam do dyskusji poniżej. Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii.

Pozdrawiam Was serdecznie.
Ewelina



----------------------------------------------------------------------------------------------
Niektóre materiały, pochodzą z prezentacji Fashion and Technology, która miała miejsce 2.10.2014 w Apple Store na Regent Street w Londynie. 

Zapraszam również do strony: http://www.studio-xo.com/
Post nie jest sponsorowany. Miał na celu przedstawienie interesujących projektów i pokazanie punktu widzenia autora bloga.

środa, 24 września 2014

Szczypta luksusu - zakupy w SpaceNK (haul wyprzedażowy)



Czy macie ochotę na przyjemną kąpiel w luksusowym płynie?

Lub czy macie ochotę nałożyć pachnący balsam, który ukoi Wasze zmysły?

Każdy ma czasem ochotę na odrobinę luksusu.

W takim razie zapolujcie na promocje w sklepach z luksusowymi markami!
Ja w szczególności polecam Wam SpaceNK. Jest to sieć sklepów w Wielkiej Brytanii z wybranymi, także aptecznymi, kosmetykami z wyższej półki. Dostaniecie tutaj produkty do pielęgnacji twarzy i ciała, ale również produkty do makijażu.



Mało osób o tym wie, że SpaceNK co jakiś czas robi wyprzedaże. W ten sposób zdarza mi się kupić kosmetyki, na które szkoda by mi było wydać pieniądze w regularnej cenie.
Rozmawiałam ostatnio z ekspedientką i poinformowała mnie, że nigdy nie mają wyprzedaży w stacjonarnych salonach, ale czasami zdarzają im się promocje cenowe, które również bywają korzystne.
Natomiast wyprzedaże znajdziecie na stronie pod zakładką "sale".

Link do wyprzedaży

Oczywiście nie ma się co łudzić, że dostaniecie tam najnowsze kolekcje, ale może akurat coś Wam podpasuje.




W ten sposób upolowałam kilka luksusowych żeli pod prysznic lub do kąpieli i balsamów do ciała, które w regularnych cenach kosztują około £25-£30, a mnie się udało je dostać za ok. £7 za sztukę. (Marki: Beautannia - Balfour i Brighton; Laughter)




Kupiłam również peeling do ciała, którego jestem bardzo ciekawa. Cena podobna jak w przypadku żeli.

Udało mi się zamówić kilka miniaturek 75 ml po £2 - dla porównania Soap and Glory travel size kosztują za 50ml £2,5. Warto popróbować nowych kosmetyków. Na pewno na bieżąco dam Wam znać jak się sprawdzają.


A teraz jeszcze moje małe cudeńko :)


Przepiękny lakier do paznokci z Laura Mercier o czekoladowym kolorze - Cocoa Suede. W regularnej cenie kosztuje ok. £12 mnie udało się go dostać za ok. £3.
Przepiękny kolor, który możecie nosić zarówno do letniej opalenizny, jak i również do jesiennych stylizacji.







Warto się rozejrzeć, bo może akurat chcecie sprawić komuś miły prezent :) lub po prostu kupić coś dla siebie.
Ja jestem zawodowym myśliwym wyprzedażowym. Bardzo często udaje mi się upolować coś ciekawego w dobrej cenie. Jeżeli znajdę jeszcze jakieś promocje, to postaram się o nich wspomnieć na bieżąco.
Na pewno polecam sklepy, jak również stronę internetową TkMaxx. W Harrods, jeżeli macie kartę członkowską, co jakiś czas są zniżki 10%-20% w weekendy. Boots i Superdrug często mają promocje 3 za 2. Holland & Barret aktualnie ma promocje na wszystko "Kup jedno płać za drugie pół ceny" (niestety nie mam pojęcia jak długo).


A czy Wy korzystacie w wyprzedaży kosmetyków? Gdzie najczęściej kupujecie produkty do pielęgnacji w dobrych cenach?


Pozdrawiam Was i już niebawem zapraszam do kolejnych postów!


Małe Zielonookie


PS 24.09-28.09.2014 jest promocja w Marks and Spencer na zestaw REN - może Was to zainteresuje:

link do strony

poniedziałek, 15 września 2014

Liz Earle - CLEANSE & POLISH Hot Cloth Cleanser - RECENZJA



  
Witam!

Przedstawiam Wam kosmetyk, który prawie 2 lata temu zawojował środowisko YouTube'owe i Blogowe. Ja również w końcu zdecydowałam się go wypróbować.

DOSTĘPNOŚĆ

Kosmetyk nie jest dostępny w Polsce, ale produkty możecie zamówić z oficjalnej strony producenta, ponieważ prowadzą oni również sprzedaż wysyłkową.


W Wielkiej Brytanii produkty tej marki dostępne stacjonarnie są w sieciach domów handlowych John Lewis.

CENA

Podam głównie te, które opłaca się kupić, ponieważ są w zestawie ze ściereczką muślinową (same dwie ściereczki kosztują ok. £4) lub są w większych ilościach.

100ml pump starter kit - £14,75 100ml pump x 3 - £36,75 200ml tube starter kit - £26,25 200ml tube x 3 - £71,25 50ml tube + muslin cloth - £9,25 30ml tube + muslin cloth - £5,50
  Zawsze przy zamówieniu ze strony producenta dostajecie gratis 30ml tube + muslin cloth, który w moim przypadku pokrył koszt przesyłki.

Czy jest to drogi kosmetyk?

W zależności od tego, ile pieniędzy chcecie przeznaczyć na produkt do mycia twarzy.

Zaraz dokładnie opiszę moje odczucia i będziecie mogli zadecydować, czy chcecie wydać pieniądze na ten produkt.
Na początek na pewno sugerowała bym mniejsze wielkości. Przesyłka w porównaniu do ceny małych pojemności jest mało korzystna i ja zaryzykowałam zestaw startowy 100ml a w prezencie otrzymałam jeszcze ten 30ml (ze ściereczką muślinowa w tych miniaturkach jest mniejsza niż normalnie - idealne na podróże)


SKŁAD

Aqua (water), Caprylic/capric triglyceride, Theobroma cacao (cocoa) seed butter, Cetearyl alcohol, Cetyl esters, Sorbitan stearate, Polysorbate 60, Glycerin, Cera alba (beeswax), Propylene glycol, Humulus lupulus (hops) extract, Panthenol, Rosmarinus officinalis (rosemary) extract, Anthemis nobilis (chamomile) extract, Eucalyptus globulus (eucalyptus) oil, Limonene, Citric acid, Sodium hydroxide, Phenoxyethanol, Benzoic acid, Ethylhexylglycerin, Dehydroacetic acid, Polyaminopropyl biguanide.

Kosmetyki tej marki przedstawiane są jako wysokiej klasy kosmetyki o bezpiecznych składach. Producent podkreśla, że naturalnymi składnikami aktywnymi w tym produkcie są:

Beeswax (Cera alba) - wosk pszczeli - chroni skórę, pomaga złagodzić jej pękanie.

Eucalyptus Essential Oil (Eucalyptus globulus) - olejek eteryczny z eukaliptusa - pochodzi z Australii. Łagodzi zaczerwienienia.

Glycerin - gliceryna - pochodzenia roślinnego. Pomaga utrzymać wilgoć w skórze, pochłania wodę z powietrza.

Hops Extract (Humulus lupulus) - ekstrakt z chmielu - pochodzi z szyszki chmielu. Ma właściwości tonujące i ściągające.

D-panthenol - pro-witamina B5 - potrzebna do normalnego funkcjonowania skóry. Nawilża i stymuluje odnowę komórkową.

Cocoa Butter (Theobroma cacao) - masło kakaowe - ma duże właściwości nawilżające.

Rosemary Essential Oil/Extract (Rosmarinus officinalis) - olejek eteryczny/ekstrakt z rozmarynu - ma właściwości przeciwutleniające. Jego świeży, ostry zapach odświeża i pobudza.

Chamomile Essential Oil/Extract (Anthemis nobilis) - olejek eteryczny/ekstrakt z rumianku - właściwości kojące.

SPOSÓB UŻYCIA


Produkt można stosować rano i wieczorem. Ja stosowałam tylko wieczorem do zmywania twarzy, również do usuwania makijażu.
Wielokrotnie spotkałam się z opinią, że ten produkt idealnie wszystko zmywa, włącznie z maskarą.
Niestety nie mogę się z tym zgodzić. Używam niewodoodpornych maskar. W trakcie stosowania tego produktu korzystałam z Max Factor Masterpiece Max oraz Loreal Million Lashes i z żadną z tych maskar ten cleanser sobie nie poradził.

Zawsze zaczynam od demakijażu oczu. Potem nabieram niewielką ilość produktu na dłoń (trochę więcej niż pasta do zębów nakładana na szczoteczkę) i masuję twarz. Robię to ok. minutę.
Potem zwilżam ściereczkę muślinową ciepłą wodą i przykładam na kilka sekund do twarzy.
Następnie lekko masując usuwam krem ze skóry, wypłukując ściereczkę. Na sam koniec obmywam twarz chłodną wodą. GOTOWE!

MOJE WRAŻENIA I OPINIA

Produkt stosuje się bardzo przyjemnie. Naprawdę jest wrażenie dobrze oczyszczonej skóry. Na powierzchni naskórka nie zostaje żaden film, a mimo wszystko mamy uczucie dobrego nawilżenia. Zapach jest bardzo przyjemny, kojący i po tym jak zaczęłam używać tego kosmetyku do demakijażu, zaczął kojarzyć mi się z wieczorną pielęgnacją.
W żaden sposób moja skóra nie zareagowała negatywnie na ten produkt. Miałam wrażenie, że dała dobry start do dalszych kroków pielęgnacji nocnej.

Produkt jest dosyć wydajny. 100 ml zużyłam w ok. 2 miesiące.

Na razie mam kilka kosmetyków w kolejce, które chcę przetestować. Ostatnio stosuję raczej olejowe konsystencje, ale myślę, że wrócę do tej kremowej w okresie letnim.

Słyszałam również, że ten balsam myjący dobrze sprawdza się również ze szczoteczkami do mycia twarzy typu Clarisonic. Jeżeli macie jakieś doświadczenia w tej kwestii, to proszę, dajcie znać. Myślę również o zakupie Clarisonic.

Jeżeli również korzystaliście z tego kosmetyku, to zachęcam do komentowania poniżej. Jestem bardzo ciekawa Waszej opinii. Chętnie posłucham również innych propozycji produktów podobnych do tego. Jeżeli tylko skład będzie odpowiedni do mojego typu cery (skóra mieszana), to mogę je przetestować.

Pozdrawiam Was serdecznie i zapraszam do kolejnych postów już niedługo!

E.

_____________________________

POLECAM:





wtorek, 9 września 2014

Inspiracje i ulubieńcy sierpnia 2014

Witam!

Dzisiaj pojawiam się z inspiracjami i ulubieńcami minionego miesiąca. Jak na mnie całkiem szybko, ale już nie mogłam doczekać, kiedy się nimi z Wami podzielę.


1) Musical "The Phantom of the Opera"


Jeżeli planujecie odwiedzić Londyn, oprócz obejrzenia sztandarowych zabytków, koniecznie powinniście odwiedzić jeden z teatrów znajdujących się na West End.
Mam już na swoim koncie kilka przedstawień, a ostatnim, na którym byliśmy ze znajomymi był "The Phantom of the Opera".
Jeżeli poszukujecie dobrze wyreżyserowanej sztuki z dużą ilością efektów specjalnych oraz cenicie dobry warsztat aktorów, to gorąco polecam Wam to przedstawienie :)
Musicale w Londynie są na bardzo wysokim poziomie i dla koneserów dobrej kultury będą numerem jeden!

Po więcej informacji zapraszam na stronę: http://www.thephantomoftheopera.com/london
  Pamiętajcie o tym, aby zabookować bilety odpowiednio wcześnie!

2) Barbican - Architecture Tour


Znałam już to miejsce wcześniej, z zajęć historii architektury, które miałam na studiach.
Dla niektórych jest to kompleks betonowych budynków, które nie mają większego znaczenia. Ja myślę inaczej! Dla mnie jest to kawałek historii, który miał na celu poszukiwanie innowacyjnych rozwiązań. Kompleks budynków miał być samowystarczalny i oraz miał wpisywać się w idee budownictwa z czasów lat 60-tych ubiegłego stulecia. Jeżeli ciekawi Was architektura z tego okresu, to powinniście zainteresować się kompleksem Barbican.
Czy takie rozwiązania się sprawdzają? Jak dzisiaj wygląda życie w takim otoczeniu? Jaka konstrukcja została zastosowana w budynkach?
Po te i inne informacje zapraszam na wycieczkę z przewodnikiem, który udzieli Wam odpowiedzi na wszystkie pytania!

A na koniec możecie wypocząć w pięknym otoczeniu korzystając z usług kantyny żywcem wyjętej z lat świetności założenia.

Gorąco polecam!

Bilety na tour możecie zabookować tutaj: http://www.barbican.org.uk/education/event-detail.asp?ID=12983
  3) "Bridget Jones: Mad About a Boy" Helen Fielding (Bridget Jones: Szalejąc za facetem)


W okresie letnim mam ochotę czasem na lekka literaturę i właśnie taką jest książka z najnowszymi przygodami Bridget Jones. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to najambitniejsza literatura, ale jako czytelniczka poprzednich części (kilka lat temu) postanowiłam sięgnąć również po tą pozycję.
Tym razem autorka przeprowadza nas kilkanaście lat do przodu. Bridget ma już ponad 50 lat i dwójkę dzieci. Okrutny los sprawił, że ponownie nie ma u jej boku mężczyzny na stałe, ale nie skończyły się jej kłopoty z płcią przeciwną.
Jeżeli jesteście zainteresowani nowymi perypetiami Bridget, to zainteresujcie się tą pozycją. Książka jest podobnie napisana jak poprzednie części. Zawsze na początku wpisu w dzienniku jest podsumowanie dnia i możecie spodziewać się, że to co dalej będzie opisane na pewno Was nie zanudzi.
Odkąd mieszkam w Londynie, łatwiej jest mi zrozumieć problemy, z którymi boryka się bohaterka, ponieważ obserwuję życie wielu ludzi, których spotykam na swojej drodze. Londyn jest miastem narzucającym pęd za życiem i karierą.
Czy Bridget wreszcie będzie szczęśliwa? A może pogodzi się ze swoim losem?
Odpowiedzi na te pytania będziecie znali po przeczytaniu książki.
Polecam na zbliżające się długie jesienne wieczory.

Akcesorium:

4) Buty mel by melissa - model pop heart 2


Buty spotkały się z dużą aprobatą, gdy ich zdjęcie wrzuciłam na instagram.
Niektórzy powiedzą "przecież one są gumowe!".
Powiem tak, zwykle noszę skórzane buty, ze względy na wygodę i na to jak wpływają na samą stopę, ale postanowiłam spróbować z melissami.
Udało mi się kupić je w bardzo korzystnej cenie £16,99 w Tk Maxx.
Nie wiem czy chciałabym za takie buty zapłacić więcej, ponieważ jest to guma, pachnąca gumą balową, ale jednak tylko guma...
Model bardzo mi się spodobał, dlatego bo jest czarny i nie rzuca się tak w oczy jak inne kolory tej marki. Kupiłam je ze względu na angielską pogodę, która potrafi być bardzo deszczowa. W ciepłe dni szkoda mi wychodzić z domu w skórzanych butach, a na kalosze jest za ciepło.
Od jakiegoś czasu próbuję wyleczyć się z kontuzji palca u stopy i z tego powodu mogę chodzić tylko w płaskim obuwiu. Sam but jest zaskakująco wygodny w noszeniu.
Ostatnio dosyć często chodziłam w melisskach i jestem z nich zadowolona, dlatego postanowiłam o nich wspomnieć.
Czy kupię drugą parę?
Pewnie nie, bo ta mi w zupełności wystarcza i spełnia swoje zadanie (Chyba, że te się zniszczą) Uważam, że te buty są dobrym rozwiązaniem, ale na pewno nie dla wszystkich. Najlepiej je zmierzyć i chwilę pochodzić po sklepie.
Czy noga się w nich poci? Tak i dlatego nie rekomendowałabym ich na bardzo upalne dni.
Mimo to daję im dużego plusa :)

Kosmetyki:

A teraz przejdźmy do kosmetyków, które bardzo przypadły mi do gustu w tym miesiącu:

5) Serum AURIGA FLAVO C


Produkt ten przywiozłam z Polski. Serum można kupić przez Internet, w aptekach lub w SuperPharm (ostatnio była promocja).
Na ten kosmetyk natrafiłam kilka miesięcy temu, dzięki Agnieszce ze Stanów, która prowadzi swój kanał YouTube pod nazwą nissiax83. Bardzo zachwalała ten produkt i ja w końcu postanowiłam go wypróbować. Jestem zachwycona! Delikatny efekt rozjaśnienia i rozświetlenia twarzy widziałam już po tygodniu stosowania. Nie jest to mój pierwszy produkt z witaminą C, bo wcześniej używałam serum antyoksydacyjne GRANAT z Biochemia Urody, które nie dawało tak spektakularnych efektów (tam nie był to główny składnik aktywny). Ale widziałam jeszcze przynajmniej dwa serum na stronie BU, których głównym składnikiem aktywnym była witamina C. Może próbowałyście ich już?
Wracając do AURIGA, jest tylko jedno "ale". Zazwyczaj unikam kosmetyków, które są konserwowane parabenami, ale ten produkt niestety ma je w składzie. Myślę, że będę robiła przerwę po zużyciu tego opakowania i za jakiś czas kupię ponownie, jeżeli nie znajdę coś na jego miejsce.
A może możecie polecić mi jakieś inne dobre serum z witaminą C, które ma równie dobre działanie i lepszy skład?

Tak czy inaczej, Serum AURIGA działa i jest godne polecenia, a po ok 3 tygodniach stosowania efekt jest super!

6) Balance me - Moisture Rich Face Cream


Pamiętacie jak w ostatnich ulubieńcach wspominałam o kremie z Aromatherapy Associates?
Znalazłam jego tańszy zamiennik! Tj. nie ma dokładnie identycznego składu, ale działanie ma bardzo podobne, zapach również! Krem ten zakupiłam razem z gazetą Marie Claire na sierpień 2014.
Jestem zawsze bardzo zadowolona, gdy produkt z gazety okazuje się dobry i tak mnie zachwyci, że myślę o kupieniu go w regularnej pojemności. Na razie mam w kolejce jeszcze dwa kremy, ale jak nie zachwycą mnie bardziej niż ten, to na pewno go kupię.
Mimo że, jego docelowe przeznaczenie jest dla cery suchej i normalnej, to przy cerze mieszanej sprawdza się idealnie! Podkład mineralny trzyma się bardzo dobrze i dopiero pod koniec dnia muszę trochę odciągnąć sebum i ew. Lekko zmatowić. Pamiętajcie również, że stosuję go w warunkach mało przyjaznych (metro, klimatyzacja w pracy).
Chciałabym jeszcze wypróbować krem balansujący, który jest bardziej skierowany do mojego typu cery. Niestety sprawdziłam na stronie i nie mają go w mniejszym rozmiarze. Muszę się zastanowić czy chce zaryzykować i kupić go w pełnej cenie. Kusi mnie również ich krem pod oczy. Jeżeli któraś z Was używała tych produktów, to bardzo proszę o informacje :)

7) KIKO - kremowy cień w kredce - odcień 7


Od dłuższego czasu nosiłam się z zamiarem wypróbowania któregoś z produktów tej firmy. Jest to włoska marka, a jej asortyment jest podobny do naszej firmy Inglot. KIKO niestety jeszcze nie jest niedostępne w Polsce, ale w Londynie kosmetyki tej firmy możecie dostać np. na Westfield'ach i na Oxford Street. Na Wizażu znalazłam ten produkt i miał on dobre opinie. W sklepie stałam kilka minut zanim zdecydowałam się na ten kolor.
Odcień jest bardzo podobny do Maybelline Color Tatoo w odcieni "On and on Bronze" jednak KIKO jest trochę ciemniejszy i łatwiejszy w aplikacji. Bardzo często w tym miesiącu nakładałam na całą powiekę Color Tatoo i wykańczałam kredką z KIKO, ale sama kredka spisywała się równie dobrze.

8) Sublime de Chanel - tusz do rzęs (miniaturka)


Była to miła odmiana w wielkości szczoteczki po Million Lashes z Loreal, ponieważ tusz Chanel ma małą zgrabną szczoteczkę, a to już było dla mnie ogromnym plusem.


Miniaturkę (1 ml) tej maskary używam już od ok. 4 tygodni i zaczynam dobijać do końca.
Maskara ma podkręcać i wydłużać rzęsy - spełnia swoje założenia. Jest to ten typ tuszu do rzęs, który daje "dzienny look". Rzęsy wyglądają bardzo naturalnie, są rozczesane i nie są posklejane. Ale ten efekt nie spodoba się zwolenniczkom wielkich firankowych rzęs.
Konsystencja jest w miarę sucha, ale nie grudkuje się, jest taka "musowa". Dobrze się aplikuje, ładnie rozczesuje rzęsy, dodatkowo nie obsypuje się i utrzymuje cały dzień na rzęsach.
Jeszcze mam ogromny zapas tuszy do rzęs, więc na razie nie planuję zakupu pełnego opakowania, ale może w przyszłości, jeżeli nie znajdę nic, co mnie bardziej zachwyci.

9) OPI - Are we there yet


Lakier pochodzi z kolekcji "Touring America" (jesień - zima 2011/12)
Piękny kolor zgaszonej pomarańczy - z różowymi tonami (cieżko dokładnie opisać) ma on delikatne złote drobinki, które są widoczne tylko pod światło. Jest to moja jesienna odmiana koralu - kolor, który uwielbiam nosić w okresie letnim. Nie mieliśmy specjalnie letniej pogody w sierpniu, więc odcień idealnie pasował.
Lakier z top coat (Essie "good to go") utrzymuje się do ok. 4 dni. Nie traci swojego koloru podczas noszenia, lekko ściera się na końcówkach paznokci.
Bardzo lubię OPI za ich niepowtarzalną kolorystykę. Myślę, że już niedługo przygotuję dla Was post z moją propozycją lakierów na jesień/zimę.
Jeżeli możecie go gdzieś jeszcze kupić, to polecam :)

10) BOURJOIS - 123 CC Eye Cream



Bardzo przyjemny korektor pod oczy. Przed wyjazdem do Polski skończył się mój rozświetlający korektor z Loreal. Kolor tego produktu jest trochę ciemniejszy od poprzedniego. Ma również inne opakowanie, które jest bez pędzelka, dzięki temu wydaje się bardziej higieniczne. Nie używam go bezpośrednio z opakowania, tylko nakładam na wierzch dłoni i potem delikatnie opuszkiem serdecznego palca wklepuję pod oczami. Konsystencja jest bardzo wodnista, ale zaskakująco dobrze kryjąca. Chcę jednak zaznaczyć, że zawsze pod spodem mam krem pod oczy i nie mam też problemu z sińcami lub opuchlizną pod oczami. Nie mam wiele do ukrycia, natomiast jak każda z nas potrzebuję trochę rozświetlenia, które dodaje świeżości.
Korektor pudruję naturalnym pudrem bambusowym z dodatkiem jedwabnego i trzyma się cały dzień :)
Polecam, bo jest to naprawdę dobry produkt :)
Mój kolor to: najjaśniejszy żółtawy (jak sprawdzę to zrobię update ;))

11) THE BALM - Mary Lou Manizer - rozświetlacz



Najlepszy rozświetlacz, jaki kiedykolwiek używałam, dający piękną taflę w kolorze szampańskim.
Jest on bardzo uniwersalny, ponieważ oprócz używania go na miejsca, które chcę rozświetlić, przez ostatni miesiąc gościł bardzo często również na moich powiekach, jako cień. Efekt, jaki uzyskiwałam był przepiękny!
Kolor jest idealny dla osób o ciepłym odcieniu skóry, nareszcie nie odbiła mi się różowa poświata, a przy okazji może służyć, jako piękny złotawy, drobno zmielony rozświetlający cień na powiekach.

W UK dostaniecie go stacjonarnie w Superdrug (od niedawna) oraz możecie zamówić na Assos.com, a w Polsce poszukajcie go na stronach internetowych, bo z tego, co się orientuję The Balm nie można dostać stacjonarnie.


Miniony miesiąc był bogaty w atrakcje, pogodę mieliśmy jeszcze trochę letnią. Powoli szykuję się na nadejście jesieni. Już widzę, że w kolejnym miesiącu będzie bardziej jesiennie. Planuję już kolejne posty nawiązujące do tego sezonu.

To byli moi ulubieńcy, mam nadzieje, że zainspirowałam Was na kolejny miesiąc i produkty, które poleciłam również przypadną Wam do gustu. Jestem bardzo ciekawa, co Was zaciekawiło w ubiegłym miesiącu i co skradli Wasze serce. Zachęcam do komentowania. Może możecie polecić mi jakieś miejsca/produkty godne uwagi?

Życzę Wam udanego września i pozdrawiam serdecznie!
Małe Zielonookie