piątek, 12 grudnia 2014

Inspiracje i ulubieńcy października oraz listopada 2014


Tym razem mam dla Was inspiracje i ulubieńców. Dwóch miesięcy, ponieważ nie udało mi się znaleźć czasu, żeby przygotować ten post na koniec października. Ale "co się odwlecze, to nie uciecze" i tym razem mam Wam do pokazania kilka perełek.


1) Invisible to the environment




REUTERS - http://gdb.voanews.com/E696E0E0-3AE2-4980-924D-565A30155471_w974_n_s.jpg
fot. Leon Neal
W końcu możemy pokazać Wam efekt naszej pracy! 17 października na Trafalgar Square odbyła się oficjalna prezentacja wykonanych autobusów. Uroczystość została zorganizowana przez Transport for London.
Nie będę za wiele opisywać, tylko zapraszam Was do kilku artykułów, które zostały napisane na podstawie wywiadów ze mną i moim mężem.

link
link
link 
link 
link 
link 


W trakcie uroczystości zrobił nam zdjęcie fotograf Reuters - i tak oto ta fotografia jest jedną 10 najlepszych forografii na świecie z 17 października 2014.

link 



Jeżeli jeszcze nie mieliście okazji zobaczyć autobus, a jesteście akurat w Londynie, to do końca grudnia jest eksponowany na Stratford City (obok Westfield) zaraz przy samym stadionie olimpijskim. Jeżeli zrobicie sobie zdjęcie i wrzucicie na Facebook albo instagram z dopiskiem #srokowskidesign lub @srokowskidesign, to będę mogła zobaczyć je.

Autobus pod koniec grudnia zostanie wylicytowany, a dochód zostanie przelany na cele charytatywne.


2) Przygotowania do świąt - zdobienie bombek


Kilka lat temu robiłam bombki na zamówienie. Ale ostatnio nie miałam na to czasu. W końcu w tym roku udało mi się znaleźć chwilę i na razie mogę pokazać Wam trzy bombki.
Wykonuję je na naszą choinkę, ponieważ pierwszy raz mamy drzewko w swoim domu!
Postaram się przygotować dla Was osobny post, który pokaże wszystkie bombki jakie uda mi się stworzyć w tym roku. Już za niedługo chcemy ubierać choinkę, więc trzymajcie za mnie kciuki, żebym zdążyła do tego czasu.
 










3) WATAHA - Serial HBO (6 odcinków)




Serial polskiej produkcji, który mogliście zobaczyć na HBO (PL) w październiku i listopadzie. Akcja tego sensacyjnego serialu rozgrywa się w Bieszczadach.
Serię tę warto obejrzeć chociażby tylko ze względu na same widoki, które zapierają dech w piersiach.
Głównymi bohaterami są pracownicy służby celnej po polskiej stronie granicy. Możemy zobaczyć problemy z którymi stykają się na co dzień, ale głównym wątkiem jest bardzo tajemnicza historia.
Główny bohater Wiktor Rebrow jest jednym z członków watahy - jednej z grup strażników celnych. Pewnego dnia gdy cała grupa świętuje w domku w górach, dzieje się tragiczny wypadek. Gdy główny bohater wychodzi na chwilę na zewnątrz, dostaje SMS z napisem "boom" i w tym momencie dom wylatuje w powietrze. Przeżywa tylko Wiktor. Zaczyna się dochodzenie, jak to się stało, że tylko on przeżył...
Nie będę już więcej zdradzać, jeżeli jesteście zainteresowani tą historią, to warto ją obejrzeć. Oprócz pięknych obrazków i bardzo ciekawej fabuły, mamy do czynienia z genialną grą aktorów. W obsadzie znajdziemy m. in. Leszek Lichota, Bartłomiej Topa, Aleksandra Popławska, Andrzej Zieliński, Marian Dziędziel i wielu innych.
Sam serial jest bardzo ciekawie nagrany, obrazy, które widzimy mają specyficzny klimat, który idealnie odzwierciedla tajemnicę, która spowija cała historię.
Polecam!



A teraz już bardziej kosmetycznie, a nawet bardziej pielęgnacyjne, czyli to co tygryski lubią najbardziej!


3) PIXI - GLOW TONIC




Stosuję go od początku października! Jestem zachwycona tym produktem.
Zacznijmy od tego, że jest to najlepiej (ever ever) pachnący tonik z kwasami, jaki było mi dane używać. Pachnie kwiatowo - konwaliowo (?). Przepięknie. Jak przypomnę sobie zapach toniku z Biochemii Urody, to aż mnie ciarki przechodzą. Oczywiście, że produkt ma działać, a nie pachnieć, ale ten robi obie te rzeczy. Niestety tak jak lubię produkty z Biochemia Urody, tak toniku AHA/BHA  nie mogłam stosować. Zapach mnie odstraszał (używałam starszej i nowszej wersji) dodatkowo moja skóra po nim wyglądała gorzej i bolała. Dziwny był.
No, ale wróćmy do GLOW TONIC.
Ten tonik ma w składzie tylko jeden kwas - glikolowy (AHA- alpha-hydroksylowy) w stężeniu 5%. Kwas ten poprawia w znacznym stopniu jakość skóry. Działa przeciwzmarszczkowo, a co dla mnie najważniejsze, przeciwtrądzikowo. Jeżeli jesteśmy systematyczni w jego używaniu, dwa razy dziennie, to efekty możemy zaobserwować już po ok. 2 tygodniach.
Używając produktów z kwasami, nawet w okresie jesienno-zimowym, pamiętajcie przynajmniej o podstawowej ochronie przeciwsłonecznej!


4) La Roche Posay - Effaclar Duo +  




Nie mam pojęcia dlaczego wcześniej nie wypróbowałam tego kremu.
Jeżeli macie problemy ze skóra trądzikową, to koniecznie zwróćcie na niego uwagę. Ale mam tu na myśli drobne zmiany skórne, które ujawniają się poprzez gródki podskórne.
Jeżeli wasze zmiany skórne są ropne i jest ich dużo, to nie radzę eksperymentować z tego typu produktami na własna rękę, tylko od razu udajcie się z Waszym problem do specjalisty!
A co robi ten krem, czego nie robiły inne?
Robi cuda! A dokładniej mówiąc, pozbyłam się podskórnych grudek, które zawsze miałam i w czasie zmian hormonalnych w ciągu miesiąca, potrafiły zamienić się zmiany aktywne. A tak mam w końcu problem z głowy!
Składnikiem, który mi pomógł jest kwas salicylowy (BHA - beta hydroksylowy), który ma za zadanie odblokowywanie porów i ich oczyszczanie. Dodatkowo od bardzo długiego czasu miałam problem ze świeceniem skóry, po tygodniu używania tego kremu dwa razy dziennie (zrobiłam intensywna kurację, aby pozbyć się grudek), moja skóra nie wyświęci się już tak bardzo w ciągu dnia.
Dodatkowo muszę powiedzieć, że jest to jeden z lepszych kremów jakie używałam pod kremy BB. Zdecydowanie wszystko co na niego nałożę lepiej wygląda na skórze i krem BB lepiej się trzyma. Jedyne co, to pod podkładem mineralnym, wydaje się zbyt suchy.
Koniecznie muszę napisać o nim osobny post.
W połączeniu z żelem hialuronowym i serum AURIGA Flavo C (trzeci miesiąc wspominam o nim w ulubieńcach - jest bardzo wydajny i koniecznie go wypróbujcie!) działa cuda!!!





5) Olej tamanu  


Po raz kolejny o nim wspominam, ale w listopadzie uratował moje dłonie. Tym razem pomógł mi wygoić zadarte i pękające skórki wokół paznokci. Jeszcze nie wiem co bardziej zawiniło, nowy zmywacz do paznokci z Superdrug (niestety skończył się mój ulubiony, który zawsze przywożę z Polski) czy barwniki na bombkach.
Już po jednym zastosowaniu oleju, moje skórki przestały boleć. Przed snem na umyte i pokremowane ręce nałożyłam olej tamanu. Wtarłam go dokładnie w okolice paznokci każdego palca. Rano obudziłam się ze zregenerowanymi palcami. Wcześniej żaden krem mi nie pomógł.
Bardzo Wam polecam ten olejek, jako dodatek do domowej apteczki.



6) Dr. Organic - odżywka do włosów - Argan Oil  

 
Była to przyjemna odmiana po niezbyt trafionej masce z Alverde. Odżywka bardzo dobrze nawilża włosy. Nakładam ją tylko do połowy długości włosów. Używam szamponów bez SLS i nie farbuję włosów ponad rok, dlatego nie potrzebuję już takiego odżywienia, natomiast na końcach mam nadal rozjaśnione suche włosy, które potrzebują większej uwagi z mojej strony.
Ta odżywka bardzo dobrze sobie radzi z tym problemem i wydaje mi się, że jest lepsza od kokosowej z tej samej firmy, której używałam jakiś czas temu.
Bardzo często są promocje na produkty Dr Organic w Holland and Barrett i wtedy warto je kupić. Polecam!





7) Golden Rose Velvet Mat - 02
 


Jeżeli poszukujecie idealnego lekko różowego jasnego koloru na usta, a dodatkowo chcecie żeby był matowy, to ta szminka jest dla Was. Mam już kilka kolorów z tej serii i sprawdzają się bardzo dobrze, natomiast ten jest idealny i zdecydowanie używam go najczęściej...
Matowa pomadka, która nie wysusza ust? Ta taka jest, a dodatkowym jej atutem jest cena, ok. 10 zł. Swoją pomadkę kupiłam na wakacjach na stoisku Golden Rose w Magnolii Park we Wrocławiu.







8) Golden Rose - konturówka - 313


Kolejny produkt tej firmy, który mnie zachwycił.
Kolor opisałabym jako Passion Fruit. Idealnie dopasował się do pomadki, o której za chwilę Wam opowiem. Konturówka jest baaaardzo tania, ok 5 zł. Może nie jest zupełnie wodoodporna, ale trzyma się bardzo długo. Mam również inne kolory z tej serii i jestem bardzo z nich zadowolona.



9) Bourjois - Rouge Edition - 18  



Przepiękny jesienny kolor. Ciemny, fioletowy odcień. Dobrze zgrywa się z konturówką z Golden Rose. Kolor jest w miarę trwały. Szminka nie wysusza ust. Bardzo lubię tę serię i mogę je śmiało porównać do pomadek z Chanel. Mają bardzo podobną formułę. Natomiast Chanel ma inna kolorystykę. Myślę, że o tej serii usłyszycie jeszcze nie raz, bo jest jedną z moich ulubionych drogeryjnych.



10) Essie - Big Spender




Piękny kolor, znowu passion fruit, chyba mam słabość do tego odcienia. Zdecydowanie jest to dla mnie jesienny lakier. O samych lakierach z Essie chyba nie muszę mówić, są to jedne z najbardziej trwałych. Na moich paznokciach trzymają się ok. 4/5 dni.




11) Essie - Bobbing for baubles



Brudny granat, kojarzący mi się z jesienną angielską pogodą. Bardzo ciekawy odcień, niespotykany wśród lakierów. Czasem wygląda na czarny, a w innym świetle widać,że ma niebieskie tony. Dobrze sprawdzi się w ciągu dnia oraz do wieczorowych kreacji. Ten lakier jest również bardzo trwały. Jeżeli będziecie przy szafie Essie, koniecznie zwróćcie na niego uwagę.







12) ZOEVA - Zestaw Rose Golden Luxury Set





A teraz trochę o moich cudeńkach. Uwielbiam te pędzle! Jakość z jaką się u nich spotkałam, po prostu mnie powaliła. Włosie jest tak niewiarygodnie miękkie, że mój poranny makijaż mógłby trwać nawet 3 godziny... Aż żałuję, że nie mam tyle czasu.
Jeżeli ktoś uważa, że liczy się tylko fach w ręku i dobre kosmetyki do makijażu, to bardzo się myli. Te pędzle, malują prawie za nas, oczywiście te pozostałe wytyczne również muszą być spełnione ;) ! Efekt jaki jestem w stanie uzyskać przy użyciu tych akcesoriów, jest niewiarygodny. Nawet najbardziej oporne cienie (które nie dawały ładnego efektu, przy użyciu pędzli z naturalnego włosia z innych firm) teraz rozprowadzają się idealnie. Miałam jeden perłowy cień z Inglot, którego rzadko używałam ze względu na jego nierównomierne plamy przy nakładaniu zwykłym pędzlem. Teraz aplikacja jest banalna i efekt jaki uzyskuje miękkim pędzlem z naturalnego włosia nr 227 jest idealny.
Jeżeli nie macie funduszy na całe zestawy, to koniecznie zastanówcie się nad kupnem chociaż jednego pędzla na spróbowanie. Gwarantuję Wam, że będziecie zadowoleni! A święta tuż tuż
...
Zamówiłam już kolejny zestaw (zestaw wychodzi taniej niż kupno wszystkich pędzli w regularnych cenach) tym razem do oczu, również w wersji Rose Golden. Już nie mogę się doczekać kiedy go wypróbuje.



To są wszystkie inspiracje i ulubieńcy ostatnich dwóch miesięcy.
Jestem ciekawa, czy Wy również lubicie te produkty. Może znacie te pędzle?
Oglądaliście serial Wataha? Jeżeli tak, to jestem bardzo ciekawa Waszych opinii.
W przyszłym miesiącu nie planuję ulubieńców grudnia. Szykuję dla Was cos specjalnego i bardziej podsumującego cały rok.



Zapraszam do kolejnych postów!
Little Green-eyed



Jeżeli chcecie być na bieżąco z tym co się u mnie dzieje, to zapraszam do śledzenia mnie na Instagram -> @littlegreeneyed oraz do subskrybowania mojego bloga poprzez dodanie mnie do obserwowanych (znajdziecie taka możliwość po prawej stronie).


 

środa, 26 listopada 2014

Zdrowe odżywianie - życie w UK #1


Dzisiaj poruszę trochę inny temat. Zazwyczaj zajmuję się zdrową pielęgnacją cery i skóry całego ciała. Na blogu pojawiło się już kilka wpisów z serii "Szkodliwe składniki w kosmetykach" Linki do tych postów możecie znaleźć poniżej:


Szkodliwe składniki w kosmetykach - Jak czytać składy kosmetyków? - część pierwsza

Szkodliwe składniki w kosmetykach - SLS/SLES oraz inne detergenty - część druga

Szkodliwe składniki w kosmetykach - PARAFINA - część trzecia 

Obiecuję, że jeszcze powrócę do tej serii, natomiast muszę się do niej dobrze przygotować, a ostatnimi czasy nie miałam takiej możliwości.


Jakiś czas temu ktoś na Facebook bardzo słusznie zauważył, że używanie bezpiecznych kosmetyków to nie wszystko, a należy również zwracać uwagę na to, co się je. W pełni się z tym zgadzam i dlatego dzisiaj pojawia się ten wpis i już widzę, że na jednym się nie skończy. Zdrową pielęgnację należy prowadzić od zewnątrz, ale również od wewnątrz. Powinniśmy myśleć o kompleksowej pielęgnacji organizmu.
Pragnę również zaznaczyć, że nie jestem dietetykiem, ani nie mam nic wspólnego z technologią żywienia. Wszelkie moje spostrzeżenia opieram na własnej obserwacji i informacjach, które otrzymałam od lekarzy lub wyczytałam w książkach i publikacjach.


Moja historia.

Od zawsze miałam problem, że gdy tylko zjadłam coś nieodpowiedniego, np. bardzo tłustego, to miałam problem z cerą. Tak samo się działo kiedy produkty miały dużo barwników i substancji sztucznych. Moja skóra również nie wygląda najlepiej kiedy po wypiciu alkoholu. 
Dbanie o wygląd nie było jedyną przyczyną, dla której zdecydowałam się na zdrowe żywienie. Oboje z mężem mieliśmy problemy z układem pokarmowym, oczywiście każdy miał inne dolegliwości, było to bardzo uciążliwe, jeżeli chodzi o dobranie diety, bo składniki, które mnie odpowiadały niekoniecznie służyły mężowi i odwrotnie. Nie będę bliżej opisywać naszych przypadków, ale gdy przyjechaliśmy do UK, nasz stan zdrowia znacznie się pogorszył.


Śmiem twierdzić, że ogólnodostępne jedzenie w UK jest dużo niższej jakości niż w Polsce.
W moim rodzinnym domu zawsze dbało się o jakość produktów, jakie trafiały na nasze talerze. Mój tato, zagorzały ogrodnik-działkowiec, zawsze dbał o to, abyśmy mieli świeże warzywa i zdrowe mięso, za co jestem mu ogromnie wdzięczna.

W UK zderzyłam się niestety z rzeczywistością. 
Nie mówię tu o jedzeniu opatrzonym etykietką "basic" lub "essential", którego nigdy nie kupowałam, a o jedzeniu ze średniej półki cenowej. Produkty, które kupowałam, nie miały odpowiedniego koloru, ani smaku, przez co wymagały wielkiej ilości przypraw, aby nadawały się do jedzenia. Ale nie tylko walory smakowe sprawiły, że zaczęłam się bardziej zastanawiać nad tym, co jem. Miałam częste bóle brzucha i moja odporność bardzo zmalała, wiec zaczęłam się przeziębiać. Wszystko ustępowało, gdy przylatywałam do Polski. Stwierdziłam, że coś musi być nie tak. Próbowaliśmy odstawiać wodę z kranu, nawet gotowałam tylko na tej butelkowanej, ale nic nie pomagało. Męczyliśmy się z tym ponad rok. 

Produkty organiczne.

W końcu z powodu problemów zdrowotnych męża i moich dolegliwości, postanowiliśmy na próbę przerzucić się na jedzenie organiczne. Myślałam, że to nic nie da i jakież było moje zdziwienie, gdy w ciągu kilku tygodni doszłam do siebie.
Pragnę również zaznaczyć, że nie jestem nawiedzoną ekolożką, która zje tylko produkt z certyfikatem. Oczywiście, czego nie dostanę z etykietą "Organic", kupię normalne, ale staram się te "zwykle" produkty ograniczać do minimum.
 

Dlaczego dzielę się z Wami tą historią?


Nie raz słyszę, że niektóre osoby po przyjeździe do UK, zaczynają mieć problemy zdrowotne lub tyją. Nawet, gdy ograniczacie spożywanie posiłków gotowych (zupy w kubełkach i całe dania na tackach), które w UK są bardzo popularne, to gotując ze złych jakościowo produktów nie polepszycie swojego stanu zdrowia, ani nie schudniecie/przytyjecie.

Dodatkowo stres powodowany przeprowadzką do innego kraju oraz, w przypadku Londynu, ciągły pęd, mogą spowodować, że nasz organizm nie będzie funkcjonował normalnie. Dlatego też nie powinniśmy dorzucać do tego wszystkiego złego odżywiania.

Jako dziecko sporo chorowałam i niestety podejście polskich lekarzy było takie, aby ciągle przepisywać antybiotyki. Aktualnie nie mogę prawie w ogóle przyjmować antybiotyków, bo albo jestem uczulona (penicylina i jej pochodne, erytromycyna i jej pochodne) albo jestem zwyczajnie na nie odporna... Całe szczęście, że w UK nie przepisują tak często antybiotyków, co zawsze szokuje Polaków, przyzwyczajonych do trzydniowych specyfików na trzydniowe przeziębienie. Smutne, ale prawdziwe.
Teraz choruje bardzo rzadko. Ostatnio byłam chora ok. 3 tygodnie, ale leczyłam się domowymi sposobami i żyję, a ostatnio byłam chora ponad dziesięć miesięcy temu.
Dało radę? Dało!

Problem w pożywieniu w UK jest niestety taki, że lekarz nie przepisze antybiotyku na przeziębienie, ale antybiotyki znajdują się np. w mięsie czy rybie. Tak samo jest z hormonami. Bardzo często widuję tutaj dzieci, które nie są zwyczajnie grube, tylko takie jakby opuchnięte? O innych konsekwencjach żywienia takimi produktami wolę nawet nie myśleć. To jest przerażające...

Żywność modyfikowana genetycznie jest kolejnym problemem... Ostatnio dowiedziałam się, że połowa zbiorów soi i kukurydzy jest z GMO.

Konserwanty - wiele produktów jest sprowadzanych i muszą mieć przedłużoną trwałość.
Dlatego nawet, jeżeli jecie dużo owoców i warzyw (nieorganicznych), to nie koniecznie działacie na korzyść swojego organizmu, bo takie dawki chemii w tych produktach, nie są obojętne dla zdrowia.


Jesz "zdrowo"?
Sprawdź skład i pochodzenie produktów, które spożywasz, możesz się bardzo zdziwić...

Według mnie jedzenie organiczne jest bezpieczniejsze. Oczywiście jest droższe, ale warte swojej ceny. Produkty mają normalny zapach i znacznie lepszy smak. Warto też pamiętać, że ma krótszą ważność, ale brak dodatkowych konserwantów, zdecydowanie jest na plus.

 
Czy zwróciliście kiedyś uwagę na wielkość produktów organicznych? Pierś z kurczaka nie wygląda jakby była z indyka, tylko jest mniejsza.
Owoce organiczne, też nie imponują wielkością, do tego nie błyszczą się jak pozostałe, bo np. nie są woskowane.
Jajka mają naturalnie żółte żółtka, które nie tracą koloru podczas przyrządzania jajecznicy.

Staram się kupować produkty, które występują w danym sezonie... Truskawki, które są teraz dostępne, nie są ani zdrowe, ani smaczne. Zwróćcie uwagę również na ich pochodzenie, jeżeli przebyły długą drogę, to na pewno nie są to naturalne produkty.

W trakcie sezonu na warzywa i owoce - UK jest on znacznie dłuższy nic w Polsce - mam swój mały domowy ogródek. Nie jestem typem ogrodnika i rośliny nie bardzo chcą ze mną współpracować, poza tym mam mało czasu, ponieważ pracuję, ale możemy mieć w ogrodzie rośliny, które same sobie dobrze radzą, należy pamiętać o podlewaniu (chociaż w UK nie ma z tym dużego problemu) oraz w razie potrzeby plewić. Łatwe i zdrowe.
Polecam własna marchew, pomidory, rzodkiew, sałatę.
Jeżeli nie macie ogrodu, to możecie uprawiać mniejsze rośliny w domu lub na balkonie, dobrze się sprawdzają w takich warunkach zioła.


Gdzie robię zakupy spożywcze?


Najczęściej w Waitrose. 
Wiem, że to drogi sklep, ale ma bardzo dobrej jakości produkty. Mam to szczęście, że w mojej okolicy mamy dużego Waitrose'a gdzie jest naprawdę ogromny wybór w asortymencie.
Wychodzę z założenia, że na jedzeniu nie można oszczędzać.
Produkty sezonowe w tym sklepie pochodzą najczęściej z UK, więc nie muszą być dodatkowo konserwowane na daleka podróż.
Mają również duży wybór produktów organicznych począwszy od dużej ilości owoców i warzyw skończywszy na wielu rodzajach mięs.
Oczywiście zdaje sobie sprawę, ze najlepiej jest kupować mięso i warzywa od hodowców, ale niestety nie mam takiej możliwości. Jeżeli Wy macie, to nie wahajcie się z tego skorzystać!


Czasem kupuję w pobliskim polskim sklepie, ale nie wszystkie produkty. Unikam wędlin, które są sprowadzane z Polski. Sprawdzam dokładnie daty ważności, bo z tym różnie bywa... (Czasem zdarzają się po terminie, lub w mniej uczciwych miejscach, mogą być przebite daty - nieprawdopodobne, ale prawdziwe) nie kupuję z otwartych lodówek produktów na wagę.


I na końcu jedna z ważniejszych dla mnie spraw - pieczywo. Jestem z tych zjadaczy chleba, którzy myśleli, że wrócą pierwszym lepszym samolotem do Polski, po spróbowaniu pieczywopodobnych angielskich pszennych wyrobów!

Już po kilku miesiącach pobytu w UK byliśmy zmuszeni do tego, aby zacząć piec chleb samemu. Teraz nawet nie czuje przymusu, bo pieczemy raz w tygodniu i stało się to dla nas bardzo naturalne.
Niedługo na blogu pojawi się przepis na mój chleb. W najbliższym czasie chcę również spróbować innego przepisu i jak się sprawdzi, to o nim również wspomnę.


Czy musiałam zmienić przyzwyczajenia?


Tak i to bardzo. Zdaje sobie sprawę, ze jeszcze długa droga przede mną, ale myślę, że i tak wiele udało mi się już zmienić. Nie byliśmy w stanie z mężem zrezygnować z mięsa, dlatego szukamy najlepszego rozwiązania. Moje żywienie jest teraz bardziej planowane. Czasem oczywiście zdarzają nam się tak zwane "błędy żywieniowe", ale jest to bardzo sporadyczne.



Moje plany na przyszłość:


1) poszukać także innych miejsc, gdzie mogę kupić wartościowe produkty do przyrządzania jedzenia


2) wyeliminować całkowicie pszenicę z diety (lub chociaż na początku ograniczyć)


3) poszukać nowych ciekawych przepisów (zacząć czytać książki kucharskie, których nazbierałam już sporo;))


4) wprowadzić więcej ruchu do naszego życia


A jakie Wy macie plany na przyszłość? 
Czy również staracie się odżywiać zdrowo?
A może zainspirowałam Was do zmiany sposobu żywienia?

Zapraszam do dyskusji w komentarzach na dole.
Postaram się na bieżąco pisać o moich postępach w żywieniu. Może pojawią się również jakieś przepisy na zdrowe dania?


Pozdrawiam Was serdecznie!
Ewelina


czwartek, 20 listopada 2014

Zakupy z Polski #2




Na początku pragnę Was przeprosić za długą przerwę w pisaniu postów na blogu, ale ostatnio byłam chora i albo leżałam cały dzień w łóżku, albo zaraz po pracy wskakiwałem od razu pod kołdrę. Nie byłam chora prawie rok, więc mam nadzieję, że wybaczycie mi tą chwilową niedyspozycję.
Potem przyjechali do nas rodzice i wolałam spędzić ten krótki czas z nimi, delektując się każdą minutą, niż zajmować się w tym czasie blogiem. Wiem, że to rozumiecie.
No, ale teraz do Was wracam! Dodatkowo z cudeńkami, które przywędrowały do mnie z Polski za pośrednictwem rodziców.
 


Na początek przedstawiam Wam moje nowiutkie pędzle marki Zoeva! Zestaw Rose Golden Luxury Set.

Swój zestaw zakupiłam w sklepie internetowym Minti shop (link)
Zapłaciłam za niego niecałe 250zł, ponieważ za subskrypcję newslettera otrzymałam rabat o wartości 5%.
Pędzle były zapakowane osobno i niektóre posiadały osłonki na włosie. 
W zestaw wchodzi kosmetyczka w pięknym czekoladowym kolorze z detalami w kolorze różowego złota.


Mamy tutaj pędzle zarówno do twarzy jak i niezbędniki do wykonania makijażu oka.
Niektóre z nich wykonane są z niezwykle miękkiego włosia syntetycznego, a te które są białe, są z delikatnego włosia naturalnego.
Mam 217 z MAC i muszę przyznać, że umywa się do 227 z ZOEVA. J
eszcze nigdy nie miałam do czynienia z tak miękkim włosiem naturalnym!




Teraz już rozumiem, dlaczego tak zachwalały te pędzle niektóre polskie YouTuberki oraz zagraniczne, m.in. Zoella albo Lilly Pebbles.

Na razie nie robię Wam recenzji, ponieważ chcę trochę dłużej ich poużywać, m.in. kilka razy wyprać, żeby mieć pewność, co, do jakości tych produktów, ale już jestem dobrej myśli!
Mam już za sobą kilka makijaży tym zestawem i jestem zachwycona!
Jeżeli testowanie pójdzie dobrze, to bardzo chętnie dokupię jeszcze kilka innych modeli.
 
Mieliście może do czynienia z paletą cieni ZOEVA Naturally Yours? Swatch'e w internecie wyglądają obiecująco, jeżeli jest równie dobrze zaprojektowana, jak pędzle, to chętnie bym ją przygarnęła.


Zrobiłam również zamówienie na stronie Biochemia Urody (link). Nie jest ono jakoś szczególnie duże, bo jeżeli wykończę jakiś produkt, to zawsze mogę zrobić dodatkowe zamówienie, jak będę w Polsce na święta. Tym razem zdecydowałam się na trzy zestawy kosmetyków.


Do koszyka wpadł jak zwykle peeling enzymatyczny, który jest moim ulubieńcem już od dłuższego czasu. Nie wiem, które to już opakowanie, ale ciągle przewija się wśród produktów w projekcie denko.
Zdecydowanie po raz setny mogę go Wam polecić! Ale już planuję, gdy będę w Polsce, wypróbować czegoś innego. Słyszałam wiele o peelingu enzymatycznym firmy Organic. Jest na mojej liście świątecznych zakupów. Jeżeli go próbowałyście, to koniecznie dajcie mi znać w komentarzach na dole.

Następne dwa produkty, które zamówiłam, to dwa serum z Biochemii Urody.

Jak już zapewne zauważyliście, od jakiegoś czasu wprowadziłam do swojej pielęgnacji kilka składników aktywnych. Zainteresowałam się pielęgnacją kwasami AHA, BHA, retinoidami oraz witaminą C.

Uwielbiam krem Effaclar Duo + oraz serum z witaminą C - AURIGA FLAVO C. Postanowiłam, więc spróbować czegoś innego. Lubię stosować w pielęgnacji różne kremy, które używam w zależności od potrzeb skóry. Zazwyczaj mają one działanie nawilżające lub regenerujące, dlatego składniki aktywne wolę stosować w osobnych kosmetykach. Najlepiej do tego celu nadaje się serum, które można używać pod lub na swój ulubiony krem pielęgnacyjny.
Dobrze sprawdzą się również toniki, ale odkąd używam PIXI GLOW TONIC, nie mam na razie zamiaru z niego zrezygnować.


Do pielęgnacji na dzień zdecydowałam się kupić serum z witaminą C - Serum antyoksydacyjne flavo+C15EF wersja ORYGINALNA. Mam nadzieję, że będzie to godne zastępstwo serum z AURIGA, które po ok. 3 miesiącach, już powoli mi się kończy.

Jest to zestaw do samodzielnego wykonania. Składa się on z 7-miu produktów. Na stronie podano, że czas wykonania to ok. 15 min i nie jest trudne do zrobienia.


Dodatkowo zakupiłam jeszcze serum, które chcę stosować codziennie wieczorem i zredukować używanie Effaclar Duo + tylko do chwil, kiedy będzie on niezbędny. W tym celu kupiłam Serum-olejek regulujący LEMON.

Zestaw składa się z 6-ciu składników. I ma w swoim składzie kwas salicylowy w stężeniu 2%.
Zobaczymy, czy będzie równie dobrze działał jak Effaclar. Jestem też ciekawa, czy będę mogła go stosować codziennie, czy np. tylko raz czy dwa razy w tygodniu. Podobno bardzo łatwo je wykonać i zajmuje to ok. 15-20 min. Na gotowy produkt musimy poczekać 24h.

Pamiętajcie, aby przy wykonywaniu tych kosmetyków zachować szczególną ostrożność i zadbać o higienę. Stosujcie się do instrukcji zamieszczonych na stronie producenta.

I jeszcze coś mało kosmetycznego...


Na stronie Mintishop.pl zamówiłam kilka wosków z Yankee Candle. Wszystko w bardzo świątecznych zapachach. Już nie mogę doczekać się, aż zacznę je palić. Na pewno jeszcze o nich wspomnę w kolejnych postach.


A czy Wy próbowaliście już może któryś z tych produktów? Jeżeli tak, to zachęcam do komentowania poniżej.
Zachęcam Was również do śledzenia mnie na instagram - @littlegreeneyed, będziecie wtedy na bieżąco z wszystkimi nowościami, które pojawiają się u mnie!

Pozdrawiam Was serdecznie!

Małe Zielonookie