wtorek, 17 lutego 2015

Inspiracje i ulubieńcy stycznia 2015

Małe podsumowanie miesiąca zrobiłam już w poście:

STYCZEŃ - @littlegreeneyed na instagram 

Tym razem zapraszam na klasyczne podsumowanie, które tradycyjnie pojawia się bardzo późno i jak zazwyczaj stwierdzam "lepiej późno niż wcale".
Jeżeli interesuje Was co mnie zainspirowało w tym miesiącu i które kosmetyki uważam za godne uwagi, to zapraszam do dalszej lektury.

1) Pilates


W ramach tego, że byłam ostatnio bardzo zabiegana, to nie mam niestety tylko jedną inspirację - Pilates, w którym uczestniczyłam w połowie stycznia. Zajęcia zostały zorganizowane z magazynem Elle UK i marką produkującą odzież sportową - Sweaty Betty
Odkryłam jak bardzo dobrze czuję się po godzinnym rozciąganiu ciała. Zdecydowanie muszę częściej to robić, ponieważ kręgosłup, po kilkunastu godzinach ciągłego siedzenia jest już bardzo obolały i potrzebuje odprężenia. Być może nie jest to mój ulubiony rodzaj sportu, ponieważ pilates należy do rodziny spokojnych ćwiczeń, a ja jestem fanką zajęć na których dużo się dzieje, ale myślę, że powinnam się nim zainteresować na dłużej.
Na studiach uczestniczyłam zajęciach sportowych z tańca i czasem chodziłam na pilates, dlatego wiedziałam czego mogę się spodziewać. Jeżeli chodzi o zakwasy... Hmm no cóż małe się pojawiły, ale nie było to nic nieprzyjemnego. Miałam wrażenie, że ciało się rozciągnęło trochę i prosi o wiecej i częściej. Trzymajcie kciuki, abym miała w sobie tyle motywacji, aby rozciągać się przynajmniej raz w tygodniu. Gorąco polecam, w szczególności jeżeli dużo siedzicie w pracy.

2) RARE TEA CO - herbaty - mix


Jest to moje wielkie odkrycie, które miało miejsce już w połowie grudnia. Wtedy zakupiłam pierwsze herbaty tej marki i była to zielona i Earl Grey. Są przepyszne. Zielona herbata zrobiona jest z całych liści, ma bardzo delikatny smak i jest idealna. Porównałabym ją do prawdziwej japońskiej herbaty. Właśnie kończę pierwszą puszkę. Genialna! Earl grey - w końcu coś co nie jest tak intensywne jak herbaty w UK. Niestety oryginalne angielskie herbaty są dla mnie za mocne i nie da się ich pić bez dodatku mleka, a ja nie jestem fanką tego połączenia. Dla mnie herbata powinna stopniowo wypuszczać aromat i robić to przez kilka minut, a nie jak w przypadku angielskich - w kilka sekund. Earl grey tej firmy jest aromatyczna i delikatna. Koniecznie musicie je wypróbować. Pyszne są rownież pozostałe rodzaje, które próbowałam: jaśminowa, biała i roibos. 
Herbaty możecie kupić w Waitrose za cenę ok. £7.

3) KRÓWKI KRAKOWSKIE - KRAKOWSKI KREDENS




Gdy zobaczyłam je w sklepie, od razu postanowiłam, że nie wyjdę z niego bez tych smakołyków. Oczywiście w pierwszym momencie zadział marketing, bo bardzo spodobało mi się opakowanie. Gdy spróbowałam je w domu, przyszła ulga, że nie tylko opakowanie jest pięknie, bo krówki okazały się przepyszne. Oczywiście są bardzo słodkie! Nie jestem ogromną fanka słodyczy, ale od czasu do czasu kupuję jakies przysmaki lub przyrządzam je sama. Zazwyczaj sięgam po gorzką czekoladę, ale te krówki zaskoczyły mnie jakością. Jeżeli macie ochotę na chwilkę zapomnienia, to one mogą umilić Wam ten czas. 

4) CLINIQUE - TAKE THE DAY OFF - produkt do demakijażu


Słyszałam już tyle zachwytów na temat tego produktu, że i ja postanowiłam w końcu po niego sięgnąć. Ostatnio pojawił się u mnie post z podsumowaniem i ulubieńcami pielęgnacyjnymi roku 2014 i tam wspominałam o olejku myjącym z Biochemia Urody. Bardzo go lubię, ale niestety jest dla mnie trudno dostępny. Jak skończył mi się olejek, byłam zmuszona kupić coś na miejscu w UK. Wahałam się miedzy Clinique a olejkiem myjącym z The Body Shop. Wybór padł na Clinique i nie żałuję tego. 
Kosmetyk ma konsystencję wazeliny, która bardzo łatwo się rozprowadza, nie jest bardzo oleista. Ciekawa formuła, która idealnie zdejmuje wszelkie kosmetyki makijażowe z twarzy. Balsam stosuję również do oczu i nie mam żadnego podrażnienia. Zmywa nawet trwały tusz (niewodoodporny) Do zmycia używam ściereczki z microfibry marki REN Skincare. 
Bardzo jestem zadowolona z tego produktu i gorąco go Wam polecam, jeżeli nie macie dostępu do Olejku myjacego z Biochemii Urody. Jak na razie widzę, że balsam jest dosyć wydajny.
Po demakijażu tym produktem używam delikatnego żelu myjącego ze szczoteczką Foreo Luna, aby być pewaną, że cały makijaż jest dokładnie zmyty.

5) Palety Urban Decay Naked 2 i 3.





Odkąd jestem posiadaczką tych palet, moze tylko 3 razy użyłam innych cieni. Są absolutnie idealne! Przepiękne kolory, bardzo przyjemna konsystencja i solidne opakowanie.
Kolory są tak dopasowane, że łączą się ze sobą bardzo dobrze, nawet gdy wymieszam obie palety.
Jeżeli tylko możecie sobie pozwolić na taki wydatek, to gorąco polecam! Najlepiej wypróbować kolory w sklepie. Ja swoje zakupiłam w Polsce w Sephora. Jedną stacjonarnie, a drugą przez internet. Wiecej opowiem Wam w poście o zakupach z Polski, który mam nadzieję, że niedługo się pojawi.
Planuję również osobny post o tych paletach, jak tylko dłużej je potestuję.

6) Guerlain - Kiss Kiss - Rose Fleur



Jestem posiadaczką już kilku pomadek marek wysokopółkowych i ciężko jest im przebić moją ulubioną Chanel Mademoiselle. Ale mimo to, w styczniu bardzo często sięgałam po szminkę Guerlain.
Jest to jeden z nowszych produktów do ust, który posiadam w swojej kolekcji. Oczywiście na samym początku zaciekawiło mnie opakowanie szminki, ponieważ jest przepiękne i bardzo solidne (metalowe).
Kolor to zgaszony lekko perłowy róż, zazwyczaj nie zwracam uwagi na takie produkty, ale perła jest delikatna i zostawia tylko subtelną poświatę, która przepięknie wyglada na ustach. Co lubię w pomadkach wysokopółkowych? Zazwyczaj mają bardzo delikatne konsystencje, które można stopniowo budować i ta rownież taka jest. Dla porównania, pomadki z Rimmel mają bardzo gęstą Formułę, która nienaturalnie wygląda na ustach. Dodatkową zaletą tej szminki, jest to, że nie wysusza ust, po jej użyciu mamy bardzo przyjemne uczucie nawilżenia. Po pobycie w Polsce, gdy moja skóra była narażona na niższe temperatury, zdecydowanie ta pomadka sprawdzała się najlepiej. 
Nie wiem jak zachowują się inne odcienie z tej serii, ale Rose Fleur prezentuje się przepięknie i jest godna uwagi.

7) Soap & Glory - Archery - Hot Chocolate


Golden Rose - cień do brwi - kolor 104  


Pędzel Zoeva 322 Brow Line



Od lewej: cień Golden Rose i kredka Soap&Glory

Moje trio doskonałe!
O kredce do brwi Soap&Glory słyszałam już od dłuższego czasu, ale zakochana po uszy w kredce Catrice, nie szukałam jej zamiennika. Problem był również z dostaniem odpowiedniego odcienia, ale gdy udało mi się upolować Hot Chocolate, zdecydowałam się skorzystać z promocji w Boots i kupić dwie sztuki, druga za pół ceny. 
Podobno ten produkt jest łudząco podobny do osławionej kredki z Anastasia BeveryHills. Niestety nie jestem w stanie tego sprawdzić, ponieważ nigdy nie próbowałam produktów tej marki.
Ale co mogę powiedzieć o kredce Soap&Glory? - jest idealna!!! Można delikatnie i precyzyjnie wyrysować każdy włosek, dobrze się rozciera, gdy chcemy rozetrzeć granice i jest bardzo trwała! Mój ideał! Niestety Catrice poszła w odstawkę. 
Żeby usyskać jeszcze bardziej spektakularny efekt, stosowałam cień do brwi z Golden Rose, który aplikowałam pędzelkiem Zoeva 322. Dzięki temu mogłam uzyskać delikatne rozmycie koloru. Ale jeżeli zależy Wam na szybkim efekcie, to sama kredka również wygląda pięknie, dodatkowo jest bardzo poręczna i w opakowaniu znajduje się szczoteczka, ktora pomoże Wam rozczesać brwi.
Kredka kosztuje ok. £9, cień do powiek ok. 10 zł, pędzel jest z zestawu, ale pojedynczo możecie go dostać za ok. 28 zł / £6.

8) Laura Mercier - Attitude 



Jeżeli można zakochać się w kolorze lakieru do paznokci, to mnie to dopadło ;) 
Znalazłam idealny pastelowy kolor, który chyba pobije w tym roku Essie Mint Candy Apple.
Attitude, to mocno rozbielony błękit, który przepięknie wygląda zarówno na krótkich jak i długich paznokciach. Na idealne pokrycie płytki potrzeba ok. trzech cienkich warstw. Dzięki temu, że konsystencja jest bardzo płynna, wygląda to delikatnie i schludnie.
Lakier trzyma się ok. 5/6 dni z dobrym top coat'em.
Mam w swojej kolekcji kilka pastelowych odcieni i ten kolor przepięknie zgrywa się z każdym. Napewno jeszcze nie raz zobaczycie go na moich paznokciach w tym roku.

9) Essie - Fiji



Ten lakier dołączył do mojej kolekcji już kilka miesięcy temu. Używam go sporadycznie, ale w styczniu zakrólował w parze z Laura Mercier Attitude. 
Fiji to piękny rozbielony róż, który przy ok. trzech warstwach daje piękne krycie. Paznokcie wyglądają na bardzo zadbane. Jeżeli nie możecie w pracy nosić kolorowych i ciemnych lakierów, zwróćcie uwagę na ten kolor w szafie Essie.



Jestem bardzo ciekawa Waszych ulubieńców stycznia. A może znacie produkty, o których wspomniałam? Zachęcam do komentowania poniżej. Pozdrawiam Was serdecznie i zapraszam do kolejnych postów!

Little Green-eyed




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz